„Victoria” – show w Garnizonie Sztuki, nad którym się zadumamy

Piotr Zaremba
Fot. materiały prasowe/Garnizon Sztuki
Spektakl Wawrzyńca Kostrzewskiego uderza mnie Molierowskim „obiektywizmem”, zdolnością stanięcia z boku. Ale to także teatr, którym można się bezinteresownie bawić. Nie zwalnia to od myślenia.

Eleganccy celebryci w holu, niektórzy pozują przy ściance, fotografowie uwijają się w tłumie gości, nie myślimy o pandemii. Po premierze bankiet. Teatr prywatny ma swoje prawa, Grażyna Wolszczak i Joanna Glińska przyrządziły w Garnizonie Sztuki premierę sztuki „Victoria. True Woman Show” na komercyjną modłę. Wnętrza przy Konopnickiej w Warszawie spełniły swoją reprezentacyjną rolę, choć miejsca tu niewiele, a koczowanie z papierosem na ganku ma w sobie coś uroczo offowego.

To paradoksalne, bo trafiło na premierę kogoś mało celebryckiego, tak pozbawionego zadęcia. Wawrzyniec Kostrzewski jest świetnym reżyserem, ale ma w sobie też coś z etosu dawnej służby sztuce, bez cienia krygowania się. Prawda jest taka, że narodził się Kostrzewski nie tylko autor inscenizacji, ale i dramaturg. Chociaż wciąż nie ma w nim samym pewności, czy tak się nazywać. W teatralnym programie napisano o jego roli: „Scenariusz i reżyseria”.

Kostrzewski niczym Molier
Nie wydano tego tekstu drukiem jako dramatu, prawda. Życzę Kostrzewskiemu, żeby tak zaczęło się dziać. Skądinąd napisał już dwa „scenariusze” – bardzo zgrabne, sugestywne powiastki o uzależnieniu od dopalaczy i od Internetu. Sam je potem reżyserował. Ten swoisty materiał dydaktyczny, pokazywany młodzieży szkolnej w Teatrze Kamienica, stanowczo wykraczał poza bariery wyznaczane przez proste morały. Były to ciekawe wariacje na temat współczesnego świata.

Tym razem rzecz dotyczy wyimaginowanego internetowego show zmierzającego do wyłonienia, „głosami followersów”, idealnej kobiety. Bohaterki zdają rozmaite, czasem kretyńskie testy, odpowiadają na pytania, a w przerwach same reklamują produkty.
Kostrzewski jest bardzo wyczulony na język współczesnego, do cna skomercjalizowanego świata. Kapitalnie umie go imitować i przedrzeźniać, te wszystkie anglicyzmy i pseudotechniczne bełkoty. Dowiódł już tego w Kabarecie Na Koniec Świata i telewizyjnym La La Poland. Tu jest tego mnóstwo. Skrzy się to zwodniczym blaskiem boskiego idiotyzmu. Idiotyzmu, za którym kryje się pogoń za bycie najlepszą, najpiękniejszą, najbardziej zaradną, idealną.

Jeśli miałbym szukać myśli przewodniej, bo ona nie jest tu wyłożona kawa na ławę…. Chwilami logika Kostrzewskiego przypomina logikę Moliera. Czy sławny Francuz był za Don Juanem, czy przeciw niemu? Czy był za Alcestem z „Mizantropa”? Ale kiedy Oskar Krantz, ekspansywny gospodarz show, ogłasza uwolnienie kobiet od dawnego ucisku, ba ich dominację we współczesnym świecie, a potem śledzimy gonitwę True Woman Show, musimy sobie zadać pytanie, czy emancypacja nie niesie ze sobą ryzyka już całkiem innej niewoli. Chyba o tym, między innymi o tym, jest to widowisko.

W brawurowym tempie
Między innymi, bo dotyka się tu dylematu wyboru różnych modeli kobiecości. Supermatka? Korporacyjna liderka bez normalnego życia prywatnego? Jeszcze ktoś inny? Czy pokazuje się nam to w duchu feministycznym? A może tradycyjnym? Chyba ani w takim, ani w takim, chociaż padają strzępy różnych racji.

Zaczyna się to niebywale efektownie. Wizualizacje, gra światłami, znakomita muzyka Piotra Łabonarskiego (brata reżysera, coraz częściej mu towarzyszącego, robili razem niedawno „Króla Leara” w Dramatycznym), są nawet piosenki, a też świetne, tak syntetyczne, że aż demoniczne dekoracje Anny Adamek. Tempo spektaklu jest imponujące. To jest groteska, choć jednak zyskująca momentami oddech, wyciszenie. I to się ogląda!

A więc żadnych zastrzeżeń? Mam wrażenie, że sama końcówka polegająca na generalnym wytraceniu tempa, przynosi pewne zagubienie. Nie chodzi mi o to, że brak publicystycznego morału. To akurat zaleta, nie wada. Chodzi mi o brak pomysłu na samo zamknięcie, na finał. Trzy czwarte spektaklu gonimy za czymś niezwykle ważnym. I nagle przysiadamy. Niby mamy happy end, ale niejasny, jak gdyby wymuszony.

Nie przeszkadza mi za to, że cały spektakl skonstruowany jest jako coś w rodzaju barwnego kolażu. Ta opowieść rwie się chwilami, ale ten chaos jest chaosem współczesnego świata. Wyzierają z tego zamętu zaskakująco prawdziwe słowa, skrawki dialogów, opowieści, czasem przywoływane jako swoiste dygresje. Jak przejmująco Gustaw, występujący w show jako reprezentant mężczyzn, opowiada nagle w przerwie między gonitwami o swoich relacjach z synem. W tej roli Zbigniew Zamachowski.

Znakomicie prowadzi Kostrzewski aktorów, nie popadając w pułapkę doraźności, nadmiernej kabaretowości, choć przecież jest mistrzem kabaretu. Tu jednak mamy prawdziwy teatr, pełną gębą. Blichtr tego widowiska, w którym my odgrywamy rolę widowni show, jest blichtrem przywoływanym i pokazywanym, a nie estetyką twórców.

Android i trzy kobiety
„Victoria” to wielki popis możliwości Krzysztofa Szczepaniaka obsadzonego w roli showmańskiego maga, Oskara. Aktor przeżywa w wieku 32 lat swój świetny okres. Tu jest w nieustannym, prawie tanecznym ruchu. Gustaw nazywa go w pewnym momencie „androidem”, i to faktycznie prawda. To postać tak niesamowicie odrealniona, że istotnie można zwątpić w jego ludzkie cechy. Szczepaniak, dawny konferansjer z musicalowej wersji „Kabaretu”, wystawianej w Dramatycznym, jest perfekcyjnie nieziemski.
Może zabrakło mi w tej postaci jednego (co jest decyzją twórcy, nie aktora), jakiegoś zaskakującego sygnału, jednak rysu człowieczeństwa wyzierającego spod maski. Bo nie są nim przekleństwa, kiedy maszyneria nagle się zacina. Szczepaniak by to także zagrał, to mistrz operowania na pograniczu komedii i dramatu, groteski i liryzmu. Ale postać Oskara tak czy inaczej będziemy pamiętać długo – jako uosobienie… No właśnie czego? Niech każdy z widzów odpowie sam sobie.

Trzy aktorki grające nieszczęśnice wypruwające sobie żyły w show – tak dalece, że każda ma moment załamania…. Zostały obsadzone według skojarzeń, jakie im towarzyszą. Edyta Olszówka często z powodu warunków głosowych dostaje role kobiet dziwnych, trochę nieporadnych, z problemami. To właśnie Wiktoria. Anita Sokołowska gra w Polsatowskich „Przyjaciółkach” twardą korporacyjną menadżerkę. Taka jest Ewa. Wreszcie Ewa Bułhak, choć jest aktorsko jak kameleon, coraz częściej bywa szufladkowana jako osoba ciepła i opiekuńcza. Tu jako Justyna aspiruje do roli uosobienia żony i matki.

Ale to przecież zbyt proste. Wszystkie trzy się gubią w tych swoich stereotypowych rolach. O tym również jest ten tekst. I one to zagubienie świetnie pokazują, pomimo tempa, które utrudnia grzebanie się w psychologicznych niuansach. Może największe wrażenie zrobiła na mnie, jako postać napisana, ale i z powodu walorów aktorki, Justyna Ewy Bułhak. Jej dramatyczne zadyszki przeżywałem razem z nią. Podobnie jak pojawiającą się w zaskakującym momencie piękną piosenkę. To przecież jedna z najwybitniejszych śpiewających aktorek w Polsce.

Gustaw Zbigniewa Zamachowskiego jest przeciwieństwem Oskara – prozaiczny i szary. Aktor z pewnością wyda się mniej perfekcyjny od młodszego kolegi Szczepaniaka. Jego prawie nieśmiały głos przywodził mi na myśl różne wcześniejsze postaci, łącznie z filmowym Shrekiem. Jak można być charyzmatycznym , będąc przeciętniakiem, kimś prawie monotonnym? Ano właśnie. To tajemnica sztuki aktorskiej.

Spektakl Wawrzyńca Kostrzewskiego uderza mnie Molierowskim „obiektywizmem”, zdolnością stanięcia z boku. Już myślimy, że nam podyktowano, co mamy myśleć, a przychodzi nowe zaskoczenie. To tekst i inscenizacja absolutnie niekoniunkturalne. Autor niczego nimi nie chce załatwić. Co we współczesnej Polsce warto docenić szczególnie.

Ale to także teatr, którym można się chwilami bezinteresownie bawić. Nie zwalnia to od myślenia. Obie czynności, oba stany ducha, znakomicie się dopełniają.

Tragedii można było uniknąć. Oskarżenia po adresem Baldwina

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie