reklama

UWAGA! TVN 9.11 SIEMIANOWICE ŚLĄSKIE | Kierowca chciał zemścić się za zajechanie mu drogi. Ma pójść do więzienia

DŚ/Uwaga! TVN/x-newsZaktualizowano 
Pan Marek zmieniał pas, kiedy inny kierowca zajechał mu drogę. - Jak zobaczyłem, że robi takie głupoty, to chciałem go zatrzymać i zwyczajnie z nim porozmawiać - opowiada. Za próbę odwetu spotkały go niespodziewane konsekwencje. Został skazany na bezwzględne więzienie za chuligaństwo drogowe.

Marek Szelka kilka tygodni temu miał zgłosić się do więzienia. Sąd skazał go na miesiąc bezwzględnego więzienia i 40 godzin prac społecznych za zniszczenie samochodu innego kierowcy, pana Pawła. Zaczęło się od zajechania drogi.

Czytaj także

Dwa samochody poruszały się trzypasmową jezdnią. Auto pana Marka znajdowało się na prawym pasie, samochód pana Pawła na lewym. W tym samym momencie obydwaj kierowcy chcieli zająć środkowy pas. Omal nie doszło do kolizji. Ostatecznie to auto pana Pawła znalazło się na środku, zmuszając pana Marka do powrotu na prawo. Przepisy złamał pan Paweł.

- Nie doszło do kontaktu fizycznego, nie doszło do uszkodzeń samochodów, natomiast tamten pan zareagował nadpobudliwie (…) Wydawało mi się, że na tym sprawa się zakończy – opowiada pan Paweł.

Niedługo potem kierowcy znowu się spotkali. Obaj jechali już środkowym pasem.

- Nagle zobaczyłem, że z prawej strony wyprzedza mnie samochód. Jechał pasem wydzielonym z ruchu – relacjonuje poszkodowany.

- Chciałem przyhamować kierowcę i odpłacić mu pięknym za nadobne. To miał być odwet. Jak zobaczyłem, że robi takie głupoty, to chciałem go zatrzymać i zwyczajnie z nim porozmawiać – broni się pan Marek.

Czytaj także

Emocje wzięły jednak górę nad zdrowym rozsądkiem. Rozpoczął się pościg. Kierowcy pędzili ulicami Siemianowic Śląskich nie zważając na przepisy. Pan Paweł omal nie potrącił przechodniów na przejściu dla pieszych.

- Miałem świadomość, że jak się zatrzymam, to mnie dopadną i nie wiadomo, co mi zrobić. Rozbiją szybę, wyciągną z samochodu, ciężko pobiją. Nie wiedziałem, do czego są zdolni – tłumaczy kierowca.

Pan Paweł twierdzi, że podczas pościgu pasażer pana Marka wychylił się przez okno samochodu i rzucił czymś ciężkim w jego pojazd.

- Czym miałby rzucać z samochodu osobowego? Nie mam w aucie żadnego ciężkiego przedmiotu, którym można byłoby rzucać – broni się oskarżony.
Dodaje, że jego pasażer nie otwierał nawet okna.

Wyścig dwóch panów trwał dalej. Pan Paweł przyśpieszał, zwalniał, zatrzymywał się. W końcu pan Marek wyprzedził go i zatarasował mu drogę.

- On tak dziwnie się zachowywał, tak jakby prowokował i czekał, żebym ja za nim jechał – opowiada pan Marek.

Czytaj także

Pan Paweł zadzwonił pod numer 112. W tym samym czasie z samochodu pana Marka wybiegł pasażer, kopnął pojazd. Panu Pawłowi udało się go wyminąć i odjechać.

Kim był pasażer pana Marka? Mężczyzna twierdzi, że to przypadkowy autostopowicz. Policji nie udało się ustalić jego tożsamości.

Za wykroczenie drogowe pan Marek dostał 1000 zł grzywny. To jednak nie koniec jego problemów. Poszkodowany wniósł sprawę o zniszczenie mienia. Miał uszkodzony błotnik i oberwane lusterko. Choć to nie pan Marek miał rzucać czymś i kopać w samochód poszkodowanego, to sąd uznał go winnym tego, że działał wspólnie i w porozumieniu z pasażerem.

- Jestem winny spowodowania zagrożenia w ruchu drogowym. Zrobiłem źle i tego nie kwestionuję. Jeśli chodzi natomiast o uszkodzenie mienia, to tego nie planowałem, z nikim tego nie konsultowałem i nie czuję się winny – mówi pan Marek.

Mężczyzna złożył do sądu wniosek o odroczenie wykonania kary, nie ukrywa, że boi się więzienia. Wnioskuje też o kasację wyroku.

- Pierwszy raz spotykam się z takim wyrokiem. Nie kwestionuję, że oskarżony jest winny chuligaństwa i powinien być za nie ukarany. Uważam jednak, że wyrok jest zbyt surowy – mówi Arkadiusz Ludwiczek, obrońca Marka Szelki.

Czytaj także

- To sygnał, że chuligaństwo na drodze nie będzie tolerowane. To, czy nałożona na oskarżonego kara jest surowa, każdy powinien ocenić subiektywnie. Moim zdaniem kara jest adekwatna do tego, co się stało – ocenia sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach.

Pan Paweł mimo że wielokrotnie złamał przepisy ruchu drogowego, nie został ukarany żadnym mandatem. Zdaniem policji działał pod wpływem silnych emocji obawiając się o swoje życie.

FLESZ: Mniej zabitych, więcej pijanych. Bilans akcji "Znicz"

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Alamachomika

Takich piratów drogowych powinno się surowo karać, niech to będzie przestroga dla innych

G
Gość

Niech siedzi w pace. Należy mu się. Może po tych 30 dniach zmądrzeje i nie będzie kozaczył na drodze.

Dodaj ogłoszenie