reklama

Uwaga! TVN 6.11: "Cudzoziemiec jest dziadem". Imigranci mają kłopoty przez urzędniczą opieszałość

UWAGA! TVNZaktualizowano 

Wideo

Źródło: TVN

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Gubienie dokumentów, opieszałość urzędnicza oraz brak przejrzystych informacji przekazywanych imigrantom. Administracja publiczna nie radzi sobie z obsługą lawinowo rosnącej liczby cudzoziemców przyjeżdżających do Polski. Najwięcej decyzji odmownych pobytu w Polsce wydaje wojewoda mazowiecki.

Jelena Stana pochodzi z Łotwy. W Polsce mieszka od 14 roku życia. Tu kształciła się, wyszła za mąż za Polaka, założyła rodzinę. Jej problemy życiowe zaczęły się z chwilą rozwodu. Odmówiono jej pobytu w Polsce.

- Nagle stałam się osobą niemile widzianą. 8 czerwca 2018 roku złożyłam dokumenty z wnioskiem o przedłużenie karty czasowego pobytu. W marcu została wydana negatywna decyzja. Wynikało z niej, że zgubili połowę złożonych przeze mnie dokumentów. Urzędniczka stwierdziła, że odmawia się mi pobytu i karty ze względu na to, że nie udokumentowałam, że posiadam pracę i ubezpieczenie zdrowotne. Choć sama powiedziała, że te dokumenty były w ich posiadaniu – irytuje się pani Stana.

Groźba deportacji

Czingishan Solatbiev jest uchodźcą wojennym. Pochodzi z Dagestanu. Sytuacja polityczna zmusiła go wyjazdu z kraju. W Dagestanie zostawił rodzinę i dom. Po półtorarocznym oczekiwaniu, otrzymał odmowę czasowego pobytu w Polsce. Ta decyzja jest jednoznaczna z brakiem możliwości pracy i pomocy socjalnej.

- Podczas pierwszej i drugiej wojny z Rosją pomagałem bojownikom, stąd moje problemy. Mam w Dagestanie dwa domy, gdybym nie miał problemów byłbym w domu. Jestem chory, nie pracuję, mogą mi nie dać karty pobytu. Złożyłem wszystkie dokumenty i po pół roku urząd powinien dać mi odpowiedź. A moja sprawa trwała rok i pięć miesięcy. Nie mam aktualnej karty pobytu, nie mam tutaj niczego – ubolewa Solatbiev.

Decyzję odmowną pobytu w Polsce, otrzymała także bohaterka jednego z reportaży Uwagi!, obywatelka Chin, Yuan Hemei. Powodem był brak pracy. Jednocześnie kobieta jest w trakcie rozwodu z Polakiem, który od dawna uniemożliwia jej widywanie się z dziećmi.

- Dzisiaj jest niedziela. Czas mojego spotkania z córką Ewą, synem Adamem. Powinnam być szczęśliwa, a czuję się bardzo źle, jestem smutna, ponieważ znów nie widziałam dzieci. Jestem bardzo smutna – mówiła Yuan Hemei podczas nagrywania pierwszego reportażu.
Deportacja, oznaczałaby dla Yuan, całkowitą utratę kontaktów z dziećmi. W jej problemach wspiera ją sinolog Marcin Łochowski.

- Ona jest bardzo przygnębiona, to trwa już trzeci rok. W tej chwili nie może pracować, ponieważ wygasła jej karta pobytu, na której jest napisane – dostęp do rynku pracy. Nie ma w tej chwili prawa podejmować legalnie pracy – mówi Marcin Łochowski.

- Czynnika ludzkiego, humanitarnego, nie brano w ogóle pod uwagę. Myślę, że na tym etapie nikt się nad tym nie zastanawiał specjalnie. Może nie wynika to ze złej woli, ale z braku czasu i urzędników, którzy mogą odkładnie weryfikować wszystkie dane – ubolewa Łochowski.

Decyzja odmowna dotycząca czasowego pobytu w Polsce, również dla Jeleny oznacza deportację. Jej niepewna sytuacja wiąże się z problemami podjęcia pracy oraz wstrzymaniem świadczeń ze strony Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Odmowa pobytu Jeleny w Polsce odbiła się, więc także na jej dzieciach.

- Ojczyzną moich dzieci jest Polska, one nie znają Łotwy. Nigdy tam nie były. W ogóle też nie znają języka rosyjskiego. Nie wyobrażam sobie z nimi wyjazdu na Łotwę – mówi Jelena Stana i wylicza: Straciłam pracę, bo mając trójkę dzieci, z samych alimentów, czy zasiłków ciężko się utrzymać. Tym bardziej, że MOPS w Płocku wstrzymał mi 500+ i 300+ twierdząc, że jak nie mam ważnej karty pobytu to nic mi nie przysługuje. Mam same alimenty. Mam zamieszkać pod mostem?

Najgorzej na Mazowszu

Wszystkie opisywane decyzje odmowne pobytu w Polsce, wydał wojewoda mazowiecki. Jak to możliwe, że urzędzie państwowym giną dokumenty? Czy komuś na tym zależy? O sprawie opowiedziała nam była pracownica urzędu.

- Odmowy wynikają z przewlekłości pracy urzędu, z tak zwanych przeterminowanych dokumentów. Kiedy postępowanie administracyjne trwa dwa lata dokument się przeterminowuje. Urząd nie informuje cudzoziemca, że dokument się przeterminował, tylko wydaje decyzje negatywną.

Słowa byłej pracownicy urzędu, potwierdzają pełnomocnicy reprezentujący imigrantów.

- Mamy taką sytuację, że wszystkie dokumenty są przedkładane. Jest też potwierdzenie ich przedłożenia. A następnie dostajemy decyzję wojewody, że odmawia i powołuje się na brak dokumentu w aktach. Nie chce mi się wierzyć, że w tak wielu sprawach, jakie prowadzimy miało miejsce przypadkowe zaginięcie – mówi adwokat Marta Kozielska.

Brak sprawnej i rzetelnej obsługi pobytu cudzoziemców w Polsce potwierdziła Najwyższa Izba Kontroli.

- Zwróciliśmy uwagę na bardzo długi czas postępowań. W skrajnym przypadku najdłuższego postępowania trwało ponad trzy lata – mówi Radosław Kujawiński z NIK-u. Daje też inny przykład: Były sprawy, gdzie cudzoziemcy składali komplet dokumentów i można było tę sprawę załatwić. Cudzoziemiec przekładał umowę najmu mieszkania na pół roku, a jak brał to urzędnik to umowa już wygasała. Zawodziła też komunikacja na linii petenta i urzędu.

- Złożyłam skargę na wojewodę mazowieckiego do szefa urzędu ds. cudzoziemców. Odpowiedź dostałam w marcu tego roku. Skarga została uznana za zasadną. Ale nic się nie zmieniło. Postępowania przed wojewodą mazowieckim nadal wyglądają tak samo – mówi Kozielska.

Rzecznicy Mazowieckiego Urzędu do spraw Cudzoziemców oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nadzorującego jego pracę, odmówili spotkania przed kamerą. W piśmie do redakcji Uwagi!, zapewniają, że praca urzędników nie budzi większych zastrzeżeń.

- Istnieje jeszcze jeden proceder: Niszczenia dokumentów dostarczonych przez cudzoziemców, w momencie, kiedy została wystawiona negatywna decyzja. Pracownicy są zobojętnieni na cudzoziemców, ginące dokumenty, na wydawanie decyzji odmownych – mówi była urzędniczka.

- W urzędzie można było usłyszeć, że dobrze zarabiająca cudzoziemka jest su... Cudzoziemiec jest dziadem. Dziad to jest Ukrainiec, który przewiózł tutaj dzieci i nie stać go na ich utrzymanie. Takie słowa padały w rozmowach między pracownikami – dodaje.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

W
Walter

A czy wszyscy polacy przebywajacy za granica

sa grzeczni ???? Oj chyba cos jest nie tak !!!

Zawsze wszyscy sa winni tylko nie polacy ,

taka prawda ,SMUTNE ale PRAWDZIWE !!!

V
Völkischer Beobachter

Dziady to wyłącznie pl. A Mickiewicz ;

Tychże dziadów siedzi w DE. 2mln.

M
MC377

Wojewoda mazowiecki ma absolutna racje! Ktos musi zaplacic za utrzymywanie tych ludzi (zwlaszcza takiuch jak "uchodzca" z Dagestanu, ten powinien byc odtransportowany natychmiast!), nad kobieta z Lotwy i jej dziecmi zastanowilabym sie. W Austrii byla slynna historia okolo 10 lat temu, Chilijka ktora ukonczyla Uniwersytet Wiedenski, niestety, praca ktora wykonywala nie dawala jej potrzebnego minimum do zachowania karty pobytu. Zostala wydalona. Za to kilka lat pozniej, w 2015, Austria przyjela tabuny murzynow i islamistow (tak, islamistow!) ktorych teraz utrzymuje podatnik a ktorzy nie wnosza do systemu nic, dodatkowo poziom porzestepczosci wzrosl dramatycznie.

Dodaj ogłoszenie