Urywki z historii fabryki Cytronów

Andrzej Lechowski - dyrektor Muzeum Podlaskiego
Pogrzeb Witolda Ulmana i Kazimierza Butkiewicza zabitych 10 lipca 1933 roku w Supraślu
Pogrzeb Witolda Ulmana i Kazimierza Butkiewicza zabitych 10 lipca 1933 roku w Supraślu Ze zbiorów Muzeum Podlaskiego w Białymstoku
Udostępnij:
83 lata temu, w lipcu 1933 roku w Supraślu rozegrały się dramatyczne wydarzenia, które wstrząsnęły opinią społeczną. Ich miejscem była fabryka białostocko-supraskiego magnata przemysłowego Samuela Cytrona. Podczas strajku pracowników jedna osoba została zabita, kolejna postrzelona wkrótce zmarła, a pięć odniosło rany.

W 1884 r. nikomu nie znany Samuel Hirsz Cytron rozpoczął budowę swego włókienniczego imperium. O tych początkach pisano, że fabryka w Białymstoku rozwijała się „dzięki niezmordowanej jego energii i niepospolitym zaletom organizacyjnym”. Ale mimo to nie odgrywał w Białymstoku większej roli. Dopiero po kupieniu w 1904 r. od Adeli Buchholtz fabryki w Supraślu wkroczył Cytron do fabrycznej pierwszej ligi. Szybki rozwój fabryki przerwała wojna. W lipcu 1915 r. Rosjanie zrujnowali supraski zakład. Wszystkie maszyny pozbawione zostały części wykonanych z miedzi i niklu. Szczęśliwie udało się ocalić przed wysadzeniem kotły. Od 1919 r. fabryka Cytrona była jedną z najważniejszych dla miejscowego przemysłu.

Kolejny etap rozwoju rozpoczął się w 1924 r. 15 kwietnia w Monitorze Polskim ogłoszono statut Supraślskiej Sukiennej Manufaktury „S. H. Cytron” Spółka Akcyjna. 17 czerwca działając na mocy tego dokumentu ukonstytuował się zarząd spółki. Prezesem i generalnym dyrektorem został Samuel Hirsz Cytron. Jego synowie: Beniamin, Alex, Simon i Efim zostali członkami zarządu i dyrektorami fabryki. Zatrudnienie w niej miało 300 robotników. Nic więc dziwnego, że każde wydarzenie dotyczące fabryki było szeroko komentowane. Tak było w kwietniu 1925 r. W Białymstoku i Supraślu pojawiły się robotnicze odezwy oskarżające obwodowego inspektora pracy inżyniera Butwiłowicza. Oskarżano go o „obojętność na fakt, że mniejsza norma robotników obsługuje maszyny w Supraślu niż w Białymstoku. Obojętność na fakt niepłacenia w fabryce Cytrona za przestój i za pracę nadliczbową”. Butwiłowicz odpierał zarzuty twierdząc, że fabryka Cytrona kieruje się rentownością produkcji i nie zna przypadków niepłacenia robotnikom należnych wynagrodzeń. Sprawa swój polubowny finał miała dopiero w czerwcu 1925 r.

Natomiast to, co wydarzyło się 13 marca 1926 r. poważnie zachwiało kondycją fabryki. W nocy z soboty na niedzielę wybuchł pożar. Jego przyczyną było samozapalenie się bawełny zgromadzonej w wilkowni, czyli w miejscu, w którym szarpano szmaty na puch, aby z niego wyprodukować ponownie przędzę. Wilkownia znajdowała się na drugim piętrze budynku. Pożar momentalnie zajął też pierwsze piętro. Fabryka była nowocześnie zabezpieczona w „tryskacze wody”, które pod wpływem temperatury uruchomiły się automatycznie „zalewając wodą pierwsze i drugie piętro, mimo to jednak ogień zwyciężył”. „Doszczętnie spłonęła stara wieża ciśnień i drugie piętro przędzalni. Pierwsze piętro zalane zostało wodą i opalone, przyczem maszyny nowe niedawno sprowadzone zostały zniszczone. Parter i tkalnia w dalszej części gmachu zostały również zalane wodą. Reasumując, spalona została przędzalnia złożona z 7 zespołów z selfaktorami (maszyny do produkcji przędzy - A. L.) i część tkalni wraz ze znajdującymi się tam surowcami”. Straty szacowano na 600 tys. zł.

Szczęśliwie fabryka była ubezpieczona w warszawskim towarzystwie Polonia. Nie ratowało to jednak sytuacji robotników, którzy pozbawieni zostali pracy. Apelowano do władz wojewódzkich, aby pomóc Cytronowi w szybkiej odbudowie. Zarząd spółki na 28 czerwca 1926 r. zwołał walne zgromadzenie akcjonariuszy. Odbyło się w lokalu spółki przy ul. Kupieckiej 35 (Malmeda). Najważniejszym punktem było powiększenie kapitału zakładowego. Pozyskanie nowego kapitału i kwota uzyskana z ubezpieczenia w połączeniu z energią Cytronów sprawiły, że fabryka wkrótce pracowała pełną parą.

Inne dramatyczne wydarzenia związane z fabryką rozegrały się w lipcu 1933 r. Od marca trwał powszechny strajk robotników fabryk włókienniczych w całym okręgu białostockim. W kwietniu właściciele fabryk z Białegostoku podpisali umowę zbiorową ze strajkującymi. Cytron nie zaakceptował jej warunków i żądał obniżenia robotniczych płac nawet o 30 proc. Wobec jego nieugiętej postawy strajk nadal trwał. Podobnie jak Cytron postąpił M. Amdurski właściciel fabryki w Pieszczanikach. Chcąc zlikwidować strajk w swojej fabryce zatrudnił łamistrajków. Robotnicy od Cytrona 10 lipca udali się do Pieszczanik, aby usunąć łamistrajków. Doszło do starć z policją. Gdy informacja o nich dotarła do Supraśla, to na placu przed fabryką zebrał się tłum robotników i ich rodzin. Rozpowszechniano informację, że Cytron chce wywieźć cały surowiec z Supraśla do białostockich fabryk i w ten sposób zignorować protestujących. Robotnicy chcąc temu zapobiedz rozstawili wokół fabryki bojówki. Wieczorem Cytron wezwał policję. Polska Agencja Telegraficzna informowała, że do zgromadzonych zwrócił się wicestarosta białostocki Łabęcki. Wezwał tłum do rozejścia się w przeciągu 3 minut. „Mimo wezwania przedstawicielstwa starostwa tłum nie rozszedł się. Padły strzały rewolwerowe, policja oddała salwę ostrzegawczą, po której tłum rozproszył się. W wyniku strzałów jedna osoba została zabita, a pięć odniosło rany, spośród tych pięciu jedna wkrótce zmarła”. Ofiarami byli Witold Ulman i Kazimierz Butkiewicz. Ich pogrzeb odbył się w Supraślu 12 lipca. Pomimo, że zgromadzony na uroczystości tłum był wrogo nastawiony wobec policyjnej asysty, sam pogrzeb przebiegł spokojnie.

Prasa o zajściach w fabryce Cytrona informowała obszernie. Lewicowa całą odpowiedzialność zrzucała na policję. Dziennik Białostocki zaś relacjonując wypadki analizował ich przyczynę. Stwierdzano, że „zajście w Pieszczanikach i Supraślu wywołały nie tylko w sferach robotniczych, ale w całem tutejszem społeczeństwie głębokie wrażenie, potęgujące się jeszcze wskutek niekiedy wprost fantastycznych pogłosek jakie kursowały po mieście budząc zaniepokojenie”. Dalej pisano, że główną przyczyną zajść był „konflikt między Związkiem Przemysłowców i związkami robotniczymi z jednej i fabryką w Supraślu z drugiej strony. Tło tego konfliktu jest znane. Walka konkurencyjna pomiędzy poszczególnymi fabrykami odegrała tu niepoślednią rolę”.

Pojawiali się też Cytronowie na łamach prasy przy okazji mniej dramatycznych wydarzeń. W lipcu 1919 r. Samuel Cytron założył Supraską Ochotniczą Straż Ogniową. Komendantem 25-osobowego oddziału został Efim Cytron. 7 września odbyła się uroczystość przekazania jednostce sztandaru ufundowanego przez założyciela. Wkrótce powstała strażacka orkiestra dęta, dla której instrumenty kupił Cytron. Dbający o strażaków fabrykant nie oszczędzał też na zakupie nowego sprzętu gaśniczego. W 1923 r. informowano, że „Cytron kupił ostatnio w Niemczech samochód pożarniczy najnowszej konstrukcji z wydajnością sześćset wiader na minutę. Doceniana była również działalność dobroczynna rodziny. We wrześniu 1919 r. dr Bolesław Antoniak dziękował baronowej Józefinie Zachert, Adeli Buchholtz i Samuelowi Cytronowi za pomoc finansową i „dobre rady przy odbudowie szpitala”. W październiku 1931 r. doceniono gest Efima Cytrona, który w ramach akcji pomocy dla bezrobotnych przekazał Powiatowemu Komitetowi Obywatelskiemu do Walki z Bezrobotnymi 50 koców. Pisano, że „hojny dar p. Cytrona spowoduje, że i inni przemysłowcy pospieszą z pomocą dla bezrobotnych”.

Gorszą prasę miał Benjamin Cytron. Kronika policyjna w czerwcu 1933 r. informowała, że „Cytronowi Benjaminowi (Warszawska 37) nieznani sprawcy usiłowali skraść z kredensu szufladę ze srebrami stołowymi, lecz spłoszeni przez właściciela zbiegli, nic ze sobą nie zabierając”. Natomiast w 1936 r. sam Cytron był napastnikiem. Opisywano z oburzeniem, jak na chodniku przed własną kamienicą okładał za jakieś przewiny służącą. Wersje narzędzia przemocy krążyły różne. Jedni twierdzili, że używał do skarcenia służącej własnej ręki. Inni widzieli, że robił to mokrą szmatą, ale byli też i tacy co zarzekali się, że była to zamrożona ryba.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Urywki z historii fabryki Cytronów - Kurier Poranny

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pomarańcz

No  bardzo dobrze,że nie ma już tych Cytronów i innych krwiopijców, Co prawda są nowi polscy tzw. biznesmeni nie wiele lepsi od swoich poprzedników !!!

Więcej informacji na stronie głównej PolskaTimes
Dodaj ogłoszenie