Urbański: Kaczyński musi być milczącym Gromowładcą. Trzeba skończyć z "miękkim państwem"

Anita Czupryn
Andrzej Urbański
Andrzej Urbański Bartek Syta
- Prezes PiS musi być milczącym Gromowładcą, ponad tym, co o nim piszą. Z tej roli nie może wyjść w żadnych wiecowych rozmowach - mówi Andrzej Urbański, były prezes TVP, w rozmowie z Anitą Czupryn.

lO co, Pana zdaniem, toczy się teraz walka na scenie politycznej?
W tym pani ogólnym pytaniu zawarte jest coś ważnego. Mamy do czynienia z dwiema filozofiami: budowania państwa i zarządzania państwem.

Kto buduje, a kto zarządza?
Już mówię. Starły się ze sobą przyzwyczajenia, które powodowały, że po 89 roku zaczęliśmy budować państwo na podstawie doktryny neoliberalnej. Głównym przedstawicielem był Leszek Balcerowicz. Ta doktryna zdobyła taką przewagę na rynku, że mało kogo dopuszczano do głosu. Wokół tej doktryny budowano państwo, aż po ten akt najważniejszy, czyli konstytucję, którą uchwaliliśmy w 1997 r. Ta konstytucja zresztą jest, powiedziałbym, próbą łagodzenia wszystkich skutków tego, przed czym ostrzegało wielu. A mianowicie, że neoliberalizm, tak naprawdę, faworyzuje PKB kosztem obywatela. To znaczy - im fajniejsze PKB - to skutki społeczne tego są takie, no, o których można zapomnieć. Pamięta pani…

Pamiętam, bo PKB wciąż jest faworyzowane kosztem obywatela. Mam też w pamięci ówczesny zachwyt i dumę z powodu konstytucji.
No tak, tylko że minęło już 15 lat. Ostatnio rozmawiałem z Ryszardem Kaliszem, który miał niebagatelny udział w tworzeniu konstytucji, bo Aleksander Kwaśniewski zlecił mu dokończenie prac i Kalisz pracował między innymi z Tadeuszem Mazowieckim. Wtedy powtarzano, że po 10 latach trzeba przejrzeć, które akty do czego pasują lub nie pasują. Nie zrobiono tego. A od 2008 r. zmienia się na naszych oczach stosunek elit europejskich, elit ekonomicznych do tej neoliberalnej doktryny. Coraz więcej jest głosów, które nie tylko ją podważają, ale w ogóle wątpią w jej celowość. Podnoszą to, że nie da się wskaźnikami ekonomicznymi zmierzyć ani szczęścia ludzkiego, ani przyzwoitości, ani sprawiedliwości. W związku z tym mówię o tych dwóch filozofiach - tej, która kontynuuje wątek neoliberalny, który ja nazywam postliberalnym - kiedy to po zwykłym, klasycznym liberalizmie nastąpiły różne interferencje, jakie burzą nasze wyobrażenie o tym, jaki świat ma być i jak mamy się rządzić - i tej, która teraz dochodzi do głosu, czyli republikańska.

Pan prezes Jarosław Kaczyński nie mówi o postliberalizmie, tylko o tym, że niektórzy mają chęć utrzymania postkomunizmu.
Jeśli pani mnie pyta, to ja nie mówię w imieniu Jarosława Kaczyńskiego, a w każdym razie nie zawsze. Za to on mówi o republikanizmie. Mówi o tym, że podczas kiedy neoliberalizm, postliberalizm buduje przede wszystkim relacje formalne, czyli - z jednej strony wzrost PKB, a z drugiej strony obywatel jest konsumentem, im więcej konsumuje, tym cała historia jest zabawniejsza. A gdzie jest obywatel? Nie wiadomo. Podczas gdy filozofia republikańska mówi o tym, że najważniejsze są relacje realne. To znaczy: albo obywatel ma prawo nie tylko do zabierania głosu, nie tylko do głosowania raz na cztery lata, ma prawo domagać się czegoś od swoich elit - albo nie ma tych praw. Przypomnę, w latach 70., opublikowano w Polsce zapiski Henri’ego de Saint-Simon’a, o tym, jak wyglądał dwór Ludwika XIV. Ten dwór to był, można rzec, neoliberalizm ówczesny. Wszystko było przejrzyste - publiczność oglądała narodziny potomków królewskich, dopuszczano ich do łoża królewskiego, oglądano, kiedy jaśnie pan miał ochotę zrobić siusiu. Takak, jak dzisiejsze kamery, które zapraszają, mówiąc: „Proszę zobaczyć, jak wspaniałe jest to życie dworskie i jak wspaniałe jest to, że my wszyscy w nim uczestniczymy”.

Pozory, pozory…
Oczywiście! To była wydmuszka, to była forma. Jasne, że większość społeczeństwa w tym wszystkim nie uczestniczy i nie ma żadnego pożytku z tego, że media publikują coraz więcej rzeczy z prywatnego życia gwiazd czy polityków. To nie jest filozofia, tylko antyfilozofia obywatelska. I tu, w moim przekonaniu, zderza się ze sobą coś takiego, co jest dla mnie najbardziej bolesne - ten postliberalizm tworzy pewien klimat rozmowy intelektualnej. Ale ta rozmowa jest na poziomie kłótni w GS-ie. Ludzie dziś nie wiedzą, czym był GS. To były sklepy wiejskie, w których można było dostać mydło i powidło, spirytus i wino patykiem pisane.
I denaturat.
Owszem. Jak słyszę, że Władek Frasyniuk opowiada, jakie to straszne rzeczy dzieją się dzisiaj, jakie to są zapędy totalitarne, i o tym, jak to Solidarność walczyła o Trybunał Konstytucyjny, to mu się, za przeproszeniem, pomylił początek z końcem. Myśmy walczyli z komuną! Z ludźmi, którzy się zaprzedali obcemu państwu i prowadzili w Polsce terror totalitarny. Nie o Trybunał Konstytucyjny i nie o takie, czy inne zapisy. To jest w ogóle nieporównywalne, tego nie można do niczego przymierzyć. Ale Władek Frasyniuk jest człowiekiem bardzo inteligentnym, więc albo manipuluje, albo poddaje się manipulacji.

Ale społeczeństwo jest skołowane i nie wie, co ma myśleć. Jeśli zewsząd słyszy, czyta, że demokracja jest łamana, trzeba iść w marszu w jej obronie, bo dzieją się rzeczy straszne, a pana prezesa Kaczyńskiego porównuje się do dyktatora, albo nawet Hitlera, o czym sam powiedział w wywiadzie w TV Republika, to społeczeństwo stwierdza, że dziś to PiS mówi, co jest prawem, a co prawem nie jest.
O faszyzm podejrzewano też Charlesa de Gaulle, Ronalda Reagana, Margaret Thatcher, Helmuta Kohla, Arnolda Schwarzeneggera i Clinta Eastwooda, zespoły AC/DC i Metallica. W tym gronie chciałbym widzieć Jarosława Kaczyńskiego. Jak o tym słyszę, dzwonię do „naczelnika” i pytam, kiedy wprowadzi szwoleżery ułanów do Sejmu. Wie pani, albo nosi się w głowie „Gazetę Wyborczą” i zamiast mózgu ma się siano, albo się to oddziela. To jest znana, chociażby z 2005 roku, ale też znana i w USA, i w Anglii, i w Niemczech i we Francji z innych lat, z powodzeniem przeprowadzona manipulacja na mózgach żywych ludzi. Jeżeli jedna z najważniejszych gazet dzień w dzień, od półtora miesiąca mówi, że mamy dyktaturę, to nie winię ani tych ludzi, którzy temu ulegają, ani tych, którzy maszerowali w obronie demokracji. Chociaż, żaden z elementów, o których piszą politolodzy od 150 lat, definiując, czym jest demokracja, nie został przez nikogo naruszony. Jeżeli przez tydzień robi się zamęt z tego, czy opublikuje się wyrok TK w ciągu czterech, pięciu, sześciu, czy może 12 dni, to jest ogólne wariactwo. Nie mam zamiaru się temu poddawać. Twierdzę, że stworzony przez tego typu media klimat intelektualny, jest klimatem pochodzącym z najniższego z poziomów, jaki istnieje. Ludzie posługują się skojarzeniami w sposób całkowicie wymóżdżony od tego, czym te skojarzenia są. Zdaje się, że Władek Frasyniuk nie rozumie, że czym innym jest kilka lat ukrywania się w podziemiu, kiedy był jak ścigane zwierzątko, przeciwko któremu pracowały służby, funkcjonariusze SB, prokuratury, sądy, KC PZPR i wszystkie najważniejsze media. Albo nie rozumie, albo udaje, że nie rozumie. Ja niestety twierdzę, że udaje, że nie rozumie.

Ale prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieopublikowanego orzeczenia TK.
Z całym szacunkiem - to jest tylko dowód na to, że żadna demokracja w Polsce nie została naruszona. Każda instytucja w państwie działa zgodnie z zakresem obowiązków. Mógłbym jedynie dopowiedzieć, że chciałbym, żeby prokuratura na podstawie jednego listu, nawet nie wiem, anonimowego, czy nie, wszczynała śledztwo we wszystkich sprawach, o których ludzie piszą. Ale tak naprawdę - może poczekajmy, aż ta prokuratura cokolwiek ustali, a nie od razu krzyczymy, że stały się jakieś straszne rzeczy. Nie stały się.

W kampanii wyborczej politycy PiS jasno mówili, że trzeba państwo zmienić, ale ta zmiana miała doprowadzić do tego, że Polakom miało się poprawić. Tymczasem po wyborach inne sprawy stały się tematami głównymi, a nie to, żeby Polacy tę poprawę odczuli.
Co do pierwszej części pani wypowiedzi jest pełna zgoda. Ale co do drugiej - niekoniecznie. W czym się pogorszyło Polakom z powodu tego, że mamy konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego i trzeba doprecyzować jak mają się główni aktorzy na scenie politycznej poruszać? Przy czym w ogóle nie chodzi o aktorów personalnych, tylko o Urząd Prezydenta - nieważne, kto tam jest, o urząd parlamentarny - nieważne, kto przewodzi parlamentami, oraz o Trybunał Konstytucyjny. „Rzeczpospolita” przepytała ludzi nie związanych z polityką i wszyscy oni twierdzą, że TK musi zostać zreformowany. Jedni twierdzą, że powinno się wybierać sędziów dzięki 2/3 głosów, żeby zapewnić to opozycji, inni mówią, że powinni być ci sędziowie wysuwani przez takie organy jak Sąd Najwyższy, jeszcze inni, że ważne wyroki muszą być wydawane w pełnym składzie, a nie w składzie pięcio - czy trzyosobowym. Są głosy, aby ograniczyć kadencyjność prezesa, bo to wzmocni Trybunał, a niekoniecznie samego prezesa. I to nie są głosy PiS-u, ani ludzi związanych z PiS-em. To są głosy tych, którzy dostrzegli, że w ustawie o Trybunale, powtarzam - ustawie, nie w konstytucji - zapisy powinny ulec zmianie.
Jest opór ze strony opozycji, żeby ten węzeł gordyjski rozwiązać?
Cała opozycja próbuje posługiwać się metodologią „Gazety Wyborczej” - nic nie należy zmieniać. Nie należy zmieniać niczego - to opozycja stawia opór przed tymi, którzy mówią, że tego się tak dalej utrzymać nie da. Opozycja stawia opór, tak jakby Trybunał Konstytucyjny był ostatnią barykadą po Powstaniu Warszawskim i oni wszyscy na tej barykadzie polegną. Czego bym im życzył, gdybym był w gorszym humorze, niż dzisiaj jestem. Tu mamy zderzenie tej filozofii, która mówi: miękkie państwo to jest państwo, którym każdy steruje, każdy drze ten kawał sukna, żeby się odwołać do Sienkiewicza - w swoją stronę. Tu Radziwiłł na czele Trybunału Konstytucyjnego, tam Lubomirski, gdzie indziej ktoś inny, wszyscy tę Rzeczpospolitą rozbierają i na to Jarosław Kaczyński mówi i to mówi od wielu lat: „Miękkie państwo jest państwem, które w czasie transformacji jest podatne na wszystkie najgroźniejsze choroby”. Korupcja, oligarchia, przyzwolenie, żeby rządzili ci, którzy nie mają mandatu społecznego, bo mają mandat finansowy, czy „służbowy” - chodzi o te służby, które żeśmy zastali. To wszystko godzi w prawa obywatelskie ludzi młodych, którzy są na śmieciówkach i zarabiają źle, w ludzi starych, bo oni się nie mieszczą w regułach gry rynkowej, reklamowej i tam, gdzie wszyscy chcą komuś coś sprzedać. To godzi w rodziny wielodzietne, które do tej pory przędły coraz gorzej. Jarosław Kaczyński mówi: „Państwo musi być silne”. Ponieważ państwo słabe to takie, które najczęściej obsługuje swoje elity. Gdybym dysponował taką aparaturą, jaką macie w swojej gazecie, to zacząłbym podliczać, ile grantów od państwa wyrwało grono autorytetów, które broni teraz Trybunału Konstytucyjnego. Ile grantów? Niektóre z nich, o czym wiemy, sięgały miliona dwustu tysięcy złotych, półtora miliona - tego typu sumy wchodziły w grę. Nie zarzucam nikomu, że dostawał te granty, tylko mamy do czynienia z klasą przekupnych autorytetów, a przekupnych przez to słabe państwo. Z tych grantów zwykły obywatel, z unijnych środków nie ma nic. Nie dostanie ani złotówki.

To dlaczego zwykły obywatel poczuł się obrażony przez pana prezesa Kaczyńskiego i wkłada koszulkę z napisem: „Najgorszy sort Polaków”?
Zwykły obywatel manifestował w sobotę, zwykły obywatel manifestował w niedzielę. Zwykły obywatel wypowiada się być może w różnych sondażach, ale zwykły obywatel - i taka jest reguła demokratyczna - wypowiedział się w tym realnym sondażu, to znaczy, oddał głosy na prezydenta Andrzeja Dudę i na Prawo i Sprawiedliwość w wyborach parlamentarnych, czyli sejmowych i senackich. Dopóki te wyroki zwykłych obywateli, czyli podliczone kartki wyborcze, nie ulegną zmianie w następnych wyborach, to o czym rozmawiamy? Możemy mieć demokrację sondażową, tylko z tego nigdzie na świecie nie wynika nic dobrego. Coraz częściej się mówi, że jak politycy, zamiast być przywódcami i proponować ważne zmiany, kierują się sondażami, to najczęściej nie są politykami, tylko są zabawkami w rękach przeróżnych ludzi, chociażby w rękach takich jak Martin Schulz, który wypowiedział słowa podłe.

Nie tylko przewodniczący Parlamentu Europejskiego, ale w ogóle zagraniczna prasa ostatnio nie pisze o Polsce najlepiej.
No tak, ale ja bym oddzielił to, do czego mają prawa dziennikarze, którzy nawet nie posługują się językiem polskim, nie odwiedzają Polski, tylko na podstawie różnych przecieków piszą to, co piszą. Nie chcę tu dotykać dziennikarzy, za to pan Martin Schulz jest politykiem, który nie ma prawa do wypowiadania takich słów na temat Polski.

A mówi o zamachu stanu w Polsce.
Po pierwsze jest przewodniczącym PE i powinien stać ponad frakcjami, a przede wszystkim powinien stać ponad swoim, za przeproszeniem, nieprawym pochodzeniem z 68 roku. On walczył z faszyzmem odkąd się urodził. Z faszyzmem niemieckim! Czy pani wie, jak się zachowywali ludzie pokroju pana Schulza w Niemczech w latach 70-80? No, walczyli z faszyzmem, który uosabiały wszystkie władze niemieckie. I on teraz próbuje nas w ten sposób podsumować, podczas gdy on wypowiada tak naprawdę bardzo wąski interes unijnych elit, establishmentu europejskiego, który czuje się zagrożony tym, co się w całej Europie dzieje. Niedawno ekscytowaliśmy się, czy Front Narodowy we Francji już zdobywa władze, czy jeszcze nie, ekscytowaliśmy się, jakie są wyniki w Finlandii, Szwecji, Danii, Holandii, czy zwyciężą siły porównywalne do Frontu Narodowego, które kwestionują w ogóle sens Unii Europejskiej. Podczas gdy w Polsce partia, która uzyskała najlepszy wynik, od początku podkreślała, że Unia jest nam niezbędna. Ale trzeba wrócić, jak proponuje teraz premier Wielkiej Brytanii David Cameron, do korzeni, do prawdziwych źródeł Unii. Wartościami Unii są te decyzje, które podejmują parlamenty narodowe, nie Parlament Europejski i nie Komisja w Brukseli. Wartościami są tylko te decyzje, które parlamenty narodowe stawiają do wspólnej puli. Bez tego zaczynają się tego typu klimaty, czy Unią dziś rządzi pani Merkel w Berlinie, czy pan Hollande we Francji, czy ktokolwiek inny, a może jakiś inny establishment, który obsiadł centralny bank Unii. Ci wszyscy ludzie - mówię o unijnym establishmencie, żyją bogato - przecież my co roku wpłacamy ponad 3 miliardy zł do Unii, które zapewniają tym wszystkim klientom najbardziej dostatnie życie, jakie sobie można wyobrazić. A na ich czele stoi pan Martin Schulz.
Niemcy mówią też, że chcą wzmacniać opozycję w Polsce.
No, to jest bardzo krótkowzroczny manewr, bo wiadomo, że w Polsce ktoś, kto z zagranicy będzie wzmacniał opozycję, kojarzy się najgorzej, jak to jest tylko możliwe, a Niemcy, powiedziałbym, szczególnie. Nie mają prawa mieszać się do spraw polskich, podobnie jak nie mają prawa mieszać się do spraw Wielkiej Brytanii, Holandii czy Danii. Jeżeli Dania mówi: „Nie przyjmujemy już nikogo więcej” - i ustawiła płoty na granicy, to Niemcy nie mają prawa, jako ci, którzy okupowali Danię, pouczać Duńczyków. Nie mają prawa pouczać Szwedów, którzy postawili zasieki na granicy i nie mają prawa pouczać Węgrów. Umówmy się - Unia Europejska, która polega na tym, że to Berlin będzie pouczał wszystkich - nie ma najmniejszego sensu. Musimy wrócić do tego, co było źródłem Unii - wszystkie państwa demokratyczne, które zostały zaproszone do budowania tej wspólnoty, są równe.

Wrócę do spraw rodzimych: jak Pan przyjął słowa pana Jarosława Kaczyńskiego, że najgorszy sort Polaków staje się niesłychanie aktywny, że to są narodowi zdrajcy.
Przypominam, że prezes mówił o tych, którzy jeżdżą za nasze pieniądze za granice i tam opluwają co się da. Mówił po prostu o kilku wypowiedziach tak prominentnych przedstawicieli jak pan Tomasz Lis, czy jemu podobni. W tym sensie odebrałem tę wypowiedź - są tacy ludzie w Polsce, którzy mają wpisany w swojej rubryce „zawód” - opluwacza Polski. Jeżeli tak chcą, to tak będą robili. I ja się pod tym podpisuje - to jest inny sort.

Na jego czoło wybija się pan Ryszard Petru?
On nie należy do tego innego sortu.

Ale dziś staje na czele obrońców demokracji i powiększa swój rząd dusz.
To jest dla mnie w pełni zrozumiałe. Dziś jest taka sytuacja, w której polityk ma prawo wykorzystywać zamęt, zresztą nie on ten zamęt wywołał i nie on jest praprzyczyną. Aczkolwiek jest na tej drodze pewna pułapka: jeżeli będzie stał na czele „wesołych Romków” - już chyba pani wie, do kogo piję, to rzeczywiście to się skończy jakąś cyrkową klaunadą. Będzie stał na czele takich błaznów, jak pan były wicepremier, w tej roli, którą tak bardzo lubi, to znaczy - podśpiewujących pewnego typu piosenki.

Pije Pan do pana Romana Giertycha, który na sobotnim marszu skakał i skandował: „Kto nie skacze, ten jest z PiS-u”. Ale przyzna Pan, że ta atmosfera się rozhulała, a nawet media życzliwe rządowi wytykają mu słabą komunikację ze społeczeństwem.
To na pewno, co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Byłoby arcyzręcznie, gdyby Prawo i Sprawiedliwość powołała jakiegoś rzecznika, który by ogarniał to, co się dzieje w klubie, między rządem a prezydentem i żeby to było jedno źródło. Ale wracam do tego, o czym już mówiłem - do klimatu intelektualnego, w którym się nagle znaleźliśmy. Po półtora miesiąca funkcjonowania rządu jesteśmy w klimacie, w którym, wszystko wskazuje na to, że bolszewicy zaraz zwyciężą, a jak nie bolszewicy, to jacyś czarno-secinni nacjonaliści, a w niektórych tekstach w „GW” pisano już, że bolszewizm i leninizm w jednym stali domku. Podczas kiedy w tej samej gazecie opublikowano wielki wywiad z profesorem Hausnerem, który wymienił osiem najważniejszych grzechów dzisiejszego państwa, osiem najważniejszych spraw, którymi trzeba się zająć od zaraz. A wśród tych grzechów co i raz powtarzało się, że „miękkie państwo” nie jest tego w stanie zrobić. To znaczy, państwo, które zajmuje się ciepłą wodą, a poza tym mówi: „My nie budujemy polityki, my budujemy mosty i miłość”, nawiasem mówiąc, to było zdanie podsumowujące osiem lat rządów PO, nie rozwiąże żadnego z problemów, które narosły przez lata i które dla Polski odznaczają nie tylko zagrożenia metaforyczne, ale też zagrożenia co do istoty funkcjonowania polskiego państwa i społeczeństwa. Wśród tych grzechów nie mieścił się żaden TK, ani to, czy ci sędziowie są tacy, czy inni, czy mogą w pięć, czy w jedenaście osób coś robić. Nie było mowy o żadnych zagrożeniach konstytucyjnych, ani o tym, że demokracji w Polsce nie będzie. Te wszystkie zarzuty są nieprawdziwe. Musimy zachować odrobinę rozsądku, która pozwoli nam spytać, gdy od rana do nocy w wielu mediach opozycja krzyczy, jaki to jest zamach i wychodzi na ulicę, wznosi transparenty, obraża prezydenta, prezesa, premiera, to to już jest zamach, czy już jest po zamachu?

To co to, Pana zdaniem, jest?
To znaczy, że rozhulała nam się nie tyle demokracja, tylko emocje. Ktoś umiejętnie te emocje podgrzewa. Traktuję to poważnie, ponieważ wypowiadają się ludzie, których bardzo cenię i po których widać, że oni zaczynają tymi emocjami coraz bardziej żyć, a to oznacza, że nie jest dobrze.

Widać to też po sondażach - poparcie dla pana prezydenta Andrzeja Dudy właśnie spada.
Już powiedziałem - sondaż odbył się raz, następny odbędzie się za pięć lat i wtedy będzie cudownie. Pan prezydent Andrzej Duda zaczynał swoją kampanię, kiedy sondaż dawał 80 procent poparcia prezydentowi Komorowskiemu i jak pani wie, te sondaże okazały się klapą, która w ogóle uniemożliwiała sztabowi Komorowskiego myślenie, jak sobie poradzić w tej sytuacji. Nie martwmy się więc tym, czy sondaże spadają, czy nie, nie martwmy się tym, co się dzieje na ulicy, martwmy się tym, czy państwo polskie będzie w stanie, w ciągu kilkunastu miesięcy rozwiązać chociażby takie problemy, które spowodują, że wszystkim nam będzie łatwiej.

To co powiedział Pan na początku naszej rozmowy odebrałam jako silną sugestię, że konstytucję należy zmienić. PiS o tym myśli?
Istnieje taka możliwość, że poza ludźmi w klubie Kukiz’15, czy w PSL-u znajdzie się taka liczba posłów w PO, która dojdzie do wniosku, że konstytucja nie jest aktem równie świętym jak Biblia, tylko jest dopasowywana do różnych, zmieniających się okoliczności. Konstytucja ma ułatwiać funkcjonowanie państwa, a nie utrudniać. Nawet twórcy obecnej konstytucji mówili, że po 10 latach trzeba przejrzeć, które paragrafy się sprawdzają, a które nie bardzo. Nie ma więc żadnego grzechu, żeby o tym mówić i zgłaszać opinie w tej sprawie. Nie wolno tylko dopuścić do tego, że prezydent, partia i parlament, nie mają prawa do niczego, ponieważ pięciu sędziów mówi im: „ A poszli się zrywać na grzędę i koniec”. Bo do tego się to sprowadza. A w taki sposób żadne państwo europejskie funkcjonować nie może. Jarosław Kaczyński nie może być figurą w scenariuszu pisanym przez „Gazetę Wyborczą”. Musi być milczącym Gromowładcą, ponad tym, co o nim piszą. Tak naprawdę to on pisze scenariusz dla Polski, jak ją zmienić, a nawet scenariusz dla opozycji, jak ona się ma zachować. I z tej roli nie może wyjść w żadnych wiecowych rozmowach.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 30

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gabriel

Lubię różnorodność poglądów , ale skrajnego fanatyzmu trudno mi przychodzi akceptować ?

B
Bocian

Tak jest, niestety dziennikarze, choć mogłoby się wydawać inaczej, nie muszą być inteligentni, nie jest to warunkiem, w efekcie mamy takie rozmówki.

B
Bocian

a podatnicy niech płacą za przejazdy reporterów do stolicy
a może sejm przeniesie się do Wrocławia, prezydenta do Szczecina, a Kancelarię Prezesa Rady Ministrów do Rzeszowa? i w ten sposób zapłacimy za podniesienie z dna LOTu?

B
Bocian

Martin Schulz "a przede wszystkim powinien stać ponad swoim, za przeproszeniem, nieprawym pochodzeniem z 68 roku. On walczył z faszyzmem odkąd się urodził. Z faszyzmem niemieckim!"
To jest właśnie to typowe PISowskie opluwanie.
I dalej to samo - Tomasz Lis nie jeździł zagranicę opluwać Polski, robił to za to na gościnnych występach prezydent Duda.
Pan Urbański najwyraźniej dzwoni do "naczelnika" przypominając o swojej kandydaturze na ciepłą posadkę, a że tłok, to musi się wybijać, choćby kłamstwem i opluwaniem.

a
art

chcący wprowadzenia dyktatury i pogonienia złodziei nie zdają sobie sprawy że kiedy braknie "winnych" do ukarania, to dyktatura zacznie dobierać też z niewinnych i to będą właśnie oni!

a
art

Ja przypuszczam, ze plan nowych włascicieli Wolski Ludowej jest prosty jak budowa bata. I nie potrzeba tu robić piętrowych analiz. Ich doktryna (ktorej sie domyslam, bo nie jest nigdzie jasno wyłozona) mowi "ciemny lud to kupi, natomiast wyksztalciuchow zastraszymy i spacyfikujemy". Jak widac, pierwsza częsc jak na razie sie spełnia na skutek osmiu lat prania mozgow. Narzędziami do drugiej częsci będa posłuszne sądy, prokuratorzy, urzędnicy, resorty siłowe, i aparat propagandy szyderczo zwany "mediami publicznymi". Jest to najkrocej mowiąc plan odbudowy PRLu w warstwie represyjno-propagandowej, ale z pozostawieniem gospodarki poza tymi mechanizmami. Mozna takze powiedziec, ze PiS chce zbudowac w Polsce drugie Chiny: represyjna kontrola nad umysłami, ale nie nad gospodarką.
Ja mysle, ze taki plan wylągł sie w głowie Kaczynskiego na skutek jego paranoi. Kaczynski to jest typowy paranoiczny satrapa. Jego plan jest realistyczny, poniewaz był wielokrotnie stosowany w roznym natęzeniu, i wszędzie przynosił efekty poządane przez paranoicznego przywodce. Osobnicy tacy jak Kim Dzong Un (czy jak tam sie to monstrum nazywa) budują wokol siebie szczelny mur, zza ktorego rządzą represjami. To jest dokładnie marzenie Kaczynskiego, czemu dał dowod budując wokol siebie scianę z ochroniarzy. Sam ten fakt powinien byc od dawna traktowany jako niepodwazalny dowod obłędu. Teraz on te scianę będzie rozbudowywał na cały kraj. Pacyfikacja kolejnych instytucji wynika z samej chorej logiki takiego myslenia. Co na drodze, to nieprzyjaciel. W tej chwili TK, potem sądy, potem uczelnie, potem telewizje i inne media prywatne (publiczne zagarną zaraz na początku). Myslę, ze bardzo niedługo nastąpi atak na Agore, poniewaz ludzie z GW musza byc cierniem w tyłku Kaczynskiego i jego pretorianow. Na tej drodze nie ma przystankow ("walka klas nasila sie w miarę postępow budowy socjalizmu") poniewaz zawsze znajdzie sie ktos, kto przeszkadza paranoikowi. Paranoja lęgnie sie wewnątrz głowy, a nie na zewnątrz, wiec zadne działania nie zlikwidują u satrapy poczucia zagrozenia i przymusu kontrolowania otoczenia.
Polskie społeczenstwo wpadło w tę sama pułapkę, co wiele innych w przeszłosci. Mając do czynienia z oczywista chorobą umysłową, społeczenstwo usiłuje sie doszukiwac sensu, drugiego dna, albo wrecz geniuszu. A to zaden geniusz, tylko bardzo inteligentny, ale poza tym zwyczajny paranoik. Jemu sie wszystko układa w spisek, bo na tym polega ta dewiacja. Nie ma na to lekarstwa. Takiego trzeba grzecznie prosic, zeby sie zamknął w domu i pisał kryminały. A jesli on te kryminały usiłuje realizowac, to nie wolno mu pozwolić. Niestety, ciemny lud nie czyta Kępinskiego i dlatego cały kraj zapłaci bardzo wysoką cenę za własną ciemnotę i brak oczytania w temacie dewiacji umysłowych.

-

A możesz wskazać jakiś udowodniony przykład łamania prawa lub demokracji (nie mam na myśli udowodnionych przez Trybunał przewałów Platformy) w wykonaniu PiS?

r
rymera

Urbanski chcialby grac role ( nie od dzisiaj ) wielkiego intelektualisty i przenikliwego obserwatora sceny politycznej - udaje mu sie do momentu jak nie otworzy ust , probuje zawsze wszystkich zagadac i sprzedaje swoje marzenia i sny , ktore z rzeczywistoscia nie maja nic wspolnego np. kto jezdzi za nasze pieniadze za granice i opluwa Polske ( Maciarewicz , Waszczykowski , Fotyga , Duda , nie Lis i to jest mentalnosc inteligenta z Zoliboza ) - idiota

w
wit254

Urbański był pisowskim sługusem, jest i będzie do końca bo tak już ma.

M
Misio

taki madry, a taki stary....fe!

r
rabbit

ten "gromowładca" już zaczyna sprzedawać Polskę zgadzając sie żeby Szydło zaakceptowała w Brukseli możliwość działania europejskich służb na terenie Polski bez naszej zgody tak jak chciało PO

s
stary zgred

Ależ bełkot!

N
Nie mam

wszystkiego - mam 37 lat, pensję za etat w szkole i parę groszy za naukę języków, nigdy nie byłem politykiem - a popieram KOD i bronię demokracji także w twoim interesie, którego dziś nie rozumiesz.
Swoją drogą - jeśli twoimi wrogami są OBROŃCY DEMOKRACJI - to czego oczekujesz od Państwa? Dyktatury czy jakiejś innej formy totalitaryzmu? A może anarchii?

n
nazywasz

tę ordynarnie nachalną propagandę okraszoną włażeniem do doopy wodzusiowi - merytorycznym głosem?

Chyba, że rzecz całą odniesie się wyłącznie do poziomu intelektualno-mentalnego PiS i jego bolszewickich standardów - no, to merytorycznie...

t
to od lat

pisowscy wazeliniarze. więc abstrahując od tego (nie wiem, czy znasz takie trudne słowa, ale zaryzykuję), że piszesz nie na temat, to z rąk takiego gremium odebrać taki tytuł to zaszczyt.

Dodaj ogłoszenie