„Upiór w kuchni” mistrzowsko straszy w Teatrze Kamienica

Piotr Zaremba
Kamienica ma ostatnio złoty okres. Wystawienie sztuki Janusza Majewskiego jest tego konsekwencją.

Gapa ze mnie, skoro do tej pory nie wiedziałem, że autorem „Upiora w kuchni” nie jest żaden Patrick Clark, a Janusz Majewski. A przecież stoi o tym jak byk w Encyklopedii Polskiego Teatru i we wspomnieniach wielkiego reżysera.

Widziałem obie telewizyjne inscenizacje tej sztuki dokonane przez Majewskiego. Tę z roku 1976 i tę z roku 1993. To dziś klasyka Teatru Telewizji. I sądziłem, że wynalazł dziełko jakiegoś angielskiego speca od czarnego humoru. A teraz po raz pierwszy z ust Tomasza Sapryka usłyszałem w Teatrze Kamienica prawdę. Na scenicznej premierze tej sztuki 89-letni mistrz wstał i się ukłonił wiwatującej publice.

Kamienica ma ostatnio złoty okres. Wystawienie sztuki „Upiór w kuchni” jest tego konsekwencją – to świetnie napisany tekst dający reżyserowi i aktorom pole popisu. W swojej zwyczajowej homilii przed spektaklem dyrektor (i właściciel) Kamienicy Emilian Kamiński raz jeszcze opowiedział się za teatrem, którego twórcy mniej się zajmują sobą, a bardziej rzeczywistością.

Można by pytać, czy jest elementem rzeczywistości makabreska, w której niewinne angielskie panie prowadzące pensjonat uznały za stosowne zająć się zbrodniczym procederem. Ale po pierwsze, z łatwością można uznać tą komedię kryminalną za ciekawą metaforę, przyczynek do portretu współczesnego, dziczejącego świata. A po drugie, rzeczywistością jest także publika poszukująca czarnego angielskiego humoru.

A że wykreował go Polak? Tym lepiej, bo mamy też okazję zadumać się na chwilę. Ileż to już lat Majewski zapewnia nam rozrywkę najwyższej próby. Stylową, podszytą szampańską zabawą, ale też cieniutką ironią, często posługującą się kostiumem retro. Czasem także okruchami historii.

Tym razem retro jest niezbyt odległe (choć mamy wyraźne odniesienia do dalszej przeszłości, łącznie z odniesieniami do drugiej wojny światowej), a zamiast historii dostajemy zabawę konwencją. Senną prowincję jako wylęgarnia zbrodni. Wziął to w swoje ręce Tomasz Sapryk, który tak jak Kamienica ma ostatnio bardzo dobry okres. I wystawił nieco inaczej niż sam autor.

Majewski w widowiskach telewizyjnych wykreował świat czystej komedii kryminalnej, niemal realistycznie przedstawiony, zderzający pozorną logikę zdarzeń z absurdami niemal nieprawdopodobnej fabuły. Sapryk oczywiście całkiem od tego nie odszedł. To wciąż tradycyjny teatr oparty na pozornie logicznej akcji. Ale wszystko odrobinę podkręcił, ugroteskowił. Pobawił się rozmaitymi przerysowaniami, jak w scenie, kiedy młodsza z bohaterek opowiada tę samą historię kolejnemu gościowi pensjonatu w zawrotnym tempie niczym przyspieszony dyktafon.

Czy ten pensjonat, miejsce, gdzie dwie szacowne panie dokonują zbrodni, to coś rzeczywistego? W kuluarach usłyszałem narzekanie, że scenografia Witolda Stefaniaka była skrojona na miarę teatru Krystiana Lupy, że zamiast schludnych mieszczańskich wnętrz dostaliśmy – przy całej funkcjonalności służącej akcji – zbyt obskurny zakątek. Ale możliwe, że to dalszy ciąg owej groteskowej logiki. Te dekoracje trochę oddają naturę dusz głównych lokatorek. Także muzyka aranżowana przez Igora Przebindowskiego nadaje akcji iście surrealistycznego tempa i klimatu. Tak też grają to po trosze aktorzy.

Pierwsza pani Collins Zofii Mrozowskiej z roku 1976 była zgodnie z emploi aktorki nobliwą „prawie damą”. Druga – Ireny Kwiatkowskiej z roku 1993 – kimś dużo bardziej zwyczajnym, choć z charakterystyczną dla tej artystki nutką surrealistycznego absurdu. Maria Pakulnis gra panią kompletnie odjechaną, otoczoną dziwnymi rekwizytami, prawie szaloną.

Aktorka dobrze się odnalazła w tonie, który nie jest dla niej przecież najbardziej typowy. Mniej konsekwentna w wyborze konkretnego portretu jest Andżelika Piechowiak jako jej córka. Odnotujmy za to, że to ona całe to artystyczne przedsięwzięcie wykreowała za pośrednictwem Agencji Produkcyjnej Palma.

A obok galeria znakomitości. Dwie prześwietne rólki Jerzego Bończaka i Michała Pieli. Ci aktorzy nie muszą się nawet specjalnie starać aby rozśmieszyć publikę. Wystarczy im trochę pobawić się swoimi głosami i sylwetkami. Kapitalny epizod mistrza transformacji Sebastiana Konrada w roli policjanta. Soczysty wirtuoz drugiego planu Krzysztof Kiersznowski. I wznoszący się chwilami na wyżyny komizmu Mirosław Zbrojewicz jako niedowidzący oficer policji recytujący kawałki „Zoologii” Arystotelesa.

Jeśli miałbym jednak kogoś koronować po tym przedstawieniu, byłby to przeżywający teraz platynowy okres Sławomir Orzechowski w roli inspektora Hudlera. To istny król aktorstwa charakterystycznego w Polsce. Docierający do granic uroczej farsowości, ale trzymający swój komiczny temperament w ryzach. Skądinąd łatwo przechodzący do powagi, do odnajdywania w swoich niemądrych, często zadufanych w sobie postaciach mniejsze lub większe porcyjki człowieczeństwa. Czuło się to nawet tu, gdzie poważniejszego, trzeciego dna można było znaleźć niewiele.

Gdyby ktoś mnie spytał o morał „Upiora”, powiedziałbym, że pozornie trąci on trochę myszką. 45 lat temu odkrycie, że można naśladować brutalność zepsutego świata nie chcąc pozostać w tyle, pragnąc dogonić nowoczesność, wydawało się czymś prawie nowym, oryginalnym. Dziś finałowe rozważania pani Collins brzmią jako coś oczywistego. Ileż powieści, sztuk, zwłaszcza filmów opowiadało nam o tym od roku 1976. Ale zarazem ta oczywistość, kompletne zbanalizowanie niusów o zbrodniach, to przecież także ciekawa obserwacja.

Z wiekiem coraz mniej się zachwycam zabawami makabrą, ale dla „Upiora” robię wyjątek. Jest leciutki jak pianka. Cyniczny, a jednak dziwnie niewinny. Wiwat Majewski, wiwat Sapryk, wiwat aktorzy! Wiwat Kamienica!

Flesz: Wielkanoc on-line. Inaczej nie znaczy gorzej.

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie