Umiesz liczyć, to... raczej nie licz na dzieci

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Udostępnij:
Umiesz liczyć, licz na siebie - jest takie powiedzonko, które choć mądre bardzo, pozwoliłem sobie zmodyfikować. Umiesz liczyć, no to raczej nie licz na dzieci. Wszystko to za sprawą wszechobecnych emerytur i wypowiedzi Waldka od Pawlaków, że na ZUS liczy nie za bardzo, bardziej na potomstwo. No, zważywszy na liczbę partnerek, byłaby to może wizja dosyć rozsądna.

Ale, panie premierze, ja również trwałem w takim błędzie. Też wydawało mi się, że dzieci rozwiążą nasze problemy najlepiej, pisywałem o tym w "Najwyższym Czasie!". Dziś, ze smutkiem przyznaję, byłem w błędzie. To była kolejna iluzja, po tych iluzjach o miłości, uczciwości, szlachetności - otóż jest to iluzja o istnieniu wdzięczności.

CZYTAJ TEŻ: Pawlak: Nie wierzę w emerytury. Tusk: Może to przejęzyczenie

Najpierw jednak o dyskusji o emeryturach. Jest zbędna, bo dotyczy spraw tak odległych jak Księżyc od Ziemi, dotyczy zdarzeń, które najprawdopodobniej nigdy nie nastąpią (na przykład rok 2028), nie wiemy, czy dwa tysiące złotych kosztować będzie wtedy tona złota (prawdopodobne, jak się gdzieś pod lodem dowiercimy), czy bochenek chleba (jak choroby spustoszą wszelkie uprawy). Jest to dyskusja akademicka, którą cudownie oddał Marek Hłasko. Siedzi gdzieś w niemieckim więzieniu i jego współlokatorzy od kiblowania zawzięcie dyskutują, gdzie pójdą po zwolnieniu - czy po alpagę na dworzec, czy na flaszkę w rynku (naprawdę, nie poprawiajcie, nie chce mi się nigdy sprawdzać szczegółów, bo chodzi o zamysł, a nie o wyguglowanie). No, więc Mareczek tak słucha dyskusji i pyta, kiedy wychodzą… No, za jakieś dziesięć lat!

Dzieciom łatwiej wyrzec się rodziców. I Ty, Waldemarze, nie bądź taki pewien. One teraz myślą nie o Tobie, ale o kolorze kafelków do łazienki...

Ale ad rem, do rzeczy, naprzód. Otóż te dzieci, owszem, dawniej o rodziców dbały. Był tu etos wiejski widoczny choćby w "Samych swoich" - o starego się dba, bo i dzieci przypilnuje, i gęsi dopatrzy, i krowę przyprowadzi, ale - co najważniejsze - zanim wezwie księdza na ostatnie namaszczenie, coś w spadku "odpisze" (na wsi się nie zapisuje, tylko odpisuje, i nie u notariusza, tylko u rejenta, ciekawostka taka). No więc dzieci dbają o rodziców, będąc zakładnikami własnej chciwości, chęci ograbienia majątku, wyprzedzenia rodzeństwa czasem, a najczęściej księdza dobrodzieja, który nieprzypadkowo wpada ostatni! (jest to zatem poważny dosyć konkurent, stąd zresztą niesamowicie mocna pozycja ojca dyrektora, on robi to, co rozgłośnie radiowe niekościelne, tylko nie żąda wysyłania esemesów i nie obiecuje stu tysięcy - wystarczy odpisać raz, a dobrze, u rejenta właśnie, a zbawienie wieczne gotowe, dwie moje babcie tak zainwestowały). No więc problem z dziećmi jest taki, że jesteśmy tu świadkami biologicznej nierównowagi. Biologicznej nierównowagi, którą gdyby sformułował jakiś Amerykanin, mógłby aspirować do Nobla. Otóż dzieciom łatwiej wyrzec się rodziców, niż rodzicom wyrzec się dzieci. Dziś, w świecie nie wiejskim, z bitwą o zagon kapusty, ale miejskim, z walką o nową kuchnię. Otóż każdy z was - zakładam się, że tak jest - więcej zna rodziców dbających dzień w dzień o dzieci chore niż zdrowe dzieci dbające o chorych rodziców.

Rodzice, mając niedołężne dzieci, doglądają je każdego dnia, aż do śmierci. Myją, całują, przebierają, karmią... Charakterystyczna jest tu postać Ryśka z "Klanu". Wielu z was, i słusznie, widzi w nim safandułę, tymczasem on opiekuje się dzieckiem z zespołem Downa. Te dzieci, znam ich kilkoro, nawet kolegów tego chłopca, żyją krócej. Teoria jest taka, iż to z tego powodu, by… nigdy nie zostały same. By matka mogła im towarzyszyć od narodzin do śmierci, odchować i pochować. Tak, natura wskazuje, że my jesteśmy bardziej potrzebni dzieciom niż one nam. One bardzo szybko uważają starszych za w gruncie rzeczy zbędnych, właściwie przeszkodę w przejmowaniu majątku, tradycji, nowych zwyczajów. Już nawet nie zło konieczne. Za zło. Tę myśl o rodzicach, którzy bardziej dbają o dzieci niż dzieci o rodziców, wzmacnia historia z młodocianym podpalaczem z Warszawy. No, chłopakiem obwinianym o piromanię. Jacek T., tak piszą media. I Michał T., jego ojciec, znany adwokat, tak piszą media. Wina niemal ewidentna, a jednak ojciec broni syna, choć na pewno - według was - winien się za niego wstydzić. No a co ma robić? Zostawić własne dziecko? Odwrotnie byłoby to możliwe, na pewno. Ale czy Wajda zostawił córkę obwinioną o zabójstwo? Wałęsa synów? Tak, rodzice nie porzucają dzieci, to nie kukułki podrzucające jajka, to nie inne ptaki wyrzucające pisklaki z gniazda, psy i koty zjadające czasem część miotu. Ludzie mają coś wyjątkowego, kochają swoje dzieci, nawet jak są najgorsze i najbardziej podłe. Ale… to ich dzieci. Mam na myśli rzecz jasna regułę, od której są wyjątki, zawsze, ale nierównowaga istnieje. To znaczy my dzieci kochamy. Dzieci mają nas w dupie. Dla nich wysłanie esemesa na święta, przyjazd po wałówkę albo uśmiech na pogrzebie - to człowieczeństwo dokonane. Wychowaliśmy niestety ludojadów. Kanibali własnego środowiska. Rozejrzyjcie się, nietrudno to potwierdzić.
Michała T. i Jacka T. znam, oczywiście, bo ja wszystkich znam. Ojciec zawsze zabierał tego chłopaka na wszelkie sportowe imprezy, uczył go kochać sport, może coś zaniedbał, goniąc za karierą, za pieniędzmi. Tak myślę, nie przesądzając o winie przecież, że ten dzieciak chciał, chce, przypominać o sobie. Jeżeli podpala samochody - pewnie nie wie nawet, ile pracy kosztuje kupienie auta, ile wyrzeczeń, bo u niego samochód zawsze stał pod domem, jak stoją u mnie, nawet dwa (myślicie, że moja córka zna cenę benzyny? Czegokolwiek?). No więc czasem dzieci chcą dać się zauważyć, na myśl przychodzi mi Patrycja Hearst, córka magnata prasowego napadająca na banki, albo Paris Hilton napadająca na męskie rozporki, zamiast wieść życie przykładnych dzieci... Z tymi małolatami, panie premierze, będzie kłopot. Chłopcy najmądrzejsi są już od czasu pierwszej polucji, dziewczynki od spostrzeżenia, że najbardziej opłacalne jest jednak ściąganie majtek - jak wiadomo, w obu tych wypadkach rodzice to raczej kłopot. Jezu, napatrzyłem się na tyle obrazków niedobrych dzieci. Kilka lat temu selekcjoner reprezentacji, człowiek, który pierwszy walczył z korupcją, na moich oczach umiera w przytułku… Synu, napisz, czemu nie z tobą? Mój przyjaciel w hospicjum. Synu, napisz, czemu nie u ciebie w domu? No więc takich bolesnych przypadków mógłbym dać wam tysiąc. I Ty, Waldemarze (Voldemorze, czyli Waldku co jeszcze może) - nie bądź taki pewien dzieci. One teraz myślą nie o Tobie, a o kolorze kafelków do łazienki...

CZYTAJ TEŻ: "To co Pawlak mówił o ZUS nie było bulwersujące". Tusk "nie rozumie" reakcji mediów

No dobra, trochę spraw bieżących. Zatem Tusk poległ u mnie zupełnie, już myślałem, że popiera ACTA, gdy złamał się - tak kiedyś mawiano - jak chamski scyzoryk. Otóż ochrona praw własności i dóbr osobistych jest dla niego naruszeniem wolności… OK, to dlaczego protestujemy przeciw jakiejś obraźliwej dla Polaków witrynie internetowej w Holandii, notabene prowadzonej przez partię… Wolności? Chcecie wolności dla siebie, to bądźcie konsekwentni! Ja bym walczył inaczej, zakładając witrynę, że Holendrzy to jeden z najbardziej łupieżczych narodów w historii (Afryka, Oceania, Ameryka Południowa), więc niech nie wystawia innym świadectwa… Ja zresztą, jeżeli miałbym już szukać jakichś u siebie plusów, jest to myślenie odwrotne. Wszyscy przeciw ACTA, to ja za, zresztą Amerykanie i tak to wprowadzą, protesty tyle dają co podpalanie samochodów - wyprodukuje się nowe. Zatem myślenie odwrotne - przykład drugi. Iran nie może się zbroić, podobno. A w tym samym czasie Niemcy opychają Izraelowi statek podwodny zdolny przenosić broń atomową, za pół miliarda euro. Moje dwa pytania, myślenia odwrotnego, których w telewizji nikt nie zada. Czy polskie stocznie nie mogą produkować i sprzedawać tego co niemieckie, i czy nie dlatego ktoś je zamknął? I czy Izrael może sobie wozić broń, której nie może przenosić Iran, to znaczy czy kraje mają jakieś dwa rodzaje koncesji - jedne na władców, a drugie na służących? Jak to przełożycie na język codzienny, może nie dziwcie się, że ktoś czasem rzuca kamieniem albo podpala samochód, albo wyrzeka się rodziców, albo zabija dziecko i się tym chwali - świat lekko zwariował i odszedł od zwyczajów, które były sprawdzone, ale tylko na wsi. Dawno temu.
A co z moimi kobietkami? Standard. Jedna mi napisała, to kolejna, że chętnie się spotka, jak jej załatwię pracę. Odparłem, że najpierw niech się spotka i zademonstruje, co potrafi… My, dorośli, musimy młodzież dopingować, a nie rozzuchwalać. Bo rzadkie są przypadki opieki nad starszym człowiekiem. Może szczęście ma tylko - to też moje myślenie odwrotne - ten Andrzej Łapicki? Przynajmniej ma z kimś wyjść na spacer.

Tym myśleniem odwrotnym próbowałem zainteresować kolegów, którzy rządzą wszystkimi telewizyjnymi mediami w Polsce, po kolei TVP, TVP Info, Polsat, TVN - że mogę co wieczór tłumaczyć ludziom, dowcipnie i prostym językiem, jak są robieni w bambuko, jeżeli chodzi o politykę, gospodarkę, sport, kulturę… Czyli mówić coś kompletnie odwrotnego od innych. Po co? Jak tłumaczyłem najważniejszemu z nich - żeby uratować choć tysiąc młodych mózgów i nauczyć samodzielnego myślenia. Głupiego, zgoda, ale niezależnego. No i każdy z nich poklepuje po plecach, tak, tak, Paweł, jesteś świetny, ale... boją się. Bo powiem coś odwrotnego, a oni przecież tyłki muszą lizać politykom (to znaczy tak myślą, że muszą). Wolą puszczać takie pierdoły, po których wy wolicie wyłączać telewizory. Niestety, ostatnio mi jeden szef odpisał: w wieku 75 lat bardziej myśli się o zdrowiu… A ja myślałem, że w wieku 75 lat myśli się o następcach, mądrych następcach, a nie takich, co czekają, kto i ile mórg odpisze u rejenta...

PS Aha, ja mogę zostawić dzieciom milion złotych, niedużo, ale zaczynałem od pary spodni. One mogą mi kupić książkę. To tyle, panie Waldemarze, zanim ockniesz się pan na trotuarze.

Paweł Zarzeczny

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ewa
Bardzo ciekawe...
o
ona26
Nie byłabym taka kategoryczna w ocenie. Jak wychować dzieci w dzisiejszych czasach?? Jak im wpoić jakiekolwiek wartości, kiedy świat stał się tak wyjałowiony z wszelkoich wartości?? Dzisiaj normalne dziecko jest czymś tak egzotycznym wśród rówieśników, że nie ma racji bytu. I ja nie mówie o odzisiejszej młodzieży ale o małych dzieciach. Już dzisiaj świat jest jaki jest a jaki będzie kiedy one dorosną? Przerażające...
M
Michał Sorówka
Oczywiście Enzo Scifo.
G
Gość
Paweł, jestem po stronie "myślenia odwrotnego" jak to trafnie nazwałeś. Mam wrażenie, że jesteśmy jedynym pokoleniem zdolnym do tego, bo dorastaliśmy w czasach przełomu i ani jedna, ani druga strona nie mogła/może z łatwością zrobić nas "w bambuko". Tego też uczę swoje dzieci, równolegle na nie nie licząc w przyszłości, bo będą miały inne sprawy na głowie i to tez jestem w stanie zrozumieć. Mają magiel informacyjny, ambicjonalny i każdy inny. Widzę jak ciężko z tym dać sobie radę. My mieliśmy piłeczkę, pifko, kolegów i brak perspektyw, co nastrajało nas dobrze do nie martwienia się o przyszłość. One martwią się o nią już na egzaminie do gimnazjum. Cóż, nie porównuje czasów, ale chciałbym podarować im trochę zdrowej beztroski. Nie samochodem z pełnym bakiem.
k
krakowiak
jak sobie wychowasz dzieci, tak potem masz. a jeśli Pan Panie Zarzeczny nie umiał swoich wychować, bo wolał balować i chlać piwsko, to należy mieć pretensje tylko do siebie.
I
Inga
Nieczęsto się z Panem zgadzam, ale tym razem prawie w 100%. Z panem Łapickim pojechał Pan nieźle! Po całości!!!
b
billyjoe
..jak to śpiewał Młynarski-SEDNO i to jakie DUŻE!!!
a
andzia
Sama prawda, Panie Pawle!!
r
rk
mistrz
Dodaj ogłoszenie