Umberto Eco, czyli pisarz dla zwykłych ludzi

Mariusz Grabowski
Polsapresse/Archiwum
Przeczytałem niedawno, że Umberto Eco zgromadził 34 doktoraty honoris causa. Przyznał się, że z uciechą porównuje, która uczelnia opatrzyła stosowny pergamin kunsztowniejszą łaciną, wymyślniejszym herbem i większą ilością zawijasów przy wymienianiu jego zasług. Wśród tych doktoratów jest też ten, który dostał od Akademii Sztuk Pięknych. To oznacza zapewne, że i wśród członków senatu tej uczelni Eco ma najbardziej zagorzałych czytelników w Polsce.

Owe 34 doktoraty to nie w kij dmuchał, ale nasz uczony Włoch przejdzie do historii z zupełnie innego powodu. Jako ten mianowicie, który posiadłszy potężną akademicką wiedzę, od dziesięcioleci próbuje przekuć ją na popkulturową rozrywkę dla milionów. Tak, wiem, ma na koncie rzeczy, których zwykły człowiek nie wziąłby do ręki nawet za karę, wszelkie "Semiologie życia codziennego", "Interpretacje i nadinterpretacje" czy osobliwy i kompletnie nikomu nieprzydatny traktat "Nowe środki masowego przekazu a przyszłość książki". Ale przecież nieraz litował się nad bliźnimi i obdarowywał ich pozycjami skrojonymi na ich miarę.

Czytaj też:Watykański dziennik krytykuje "Cmentarz w Pradze"

A ci potrafią być wdzięczni. Takie "Imię róży", wydane w 1980 r., rozeszło się do dziś po świecie w liczbie dziewięciu milionów sztuk. Pokażcie mi drugiego akademickiego mędrka, który dokonał podobnej sztuki. Może udałaby się naszemu Zygmuntowi Baumanowi, ale on, zamiast smarować wzięte kryminały wypchane socjologicznym farszem, nadal wierzy w Marksa i produkuje dla wszelkiej maści lewicowców memoriały o zbawianiu świata. Ale wracając do Eco - on dobrze wie, że traktowanie czytelnika poważnie przynosi profity i sławę. Za "Wahadło Foucaulta" fundnął sobie wypasioną willę w Bolonii, a za kilka tomów "Zapisków na pudełku od zapałek" objechał dookoła świat i jeszcze zostało mu na kilka luksusowych asystentek. Zasłużenie, bowiem próba zniwelowania granicy wytyczonej między literaturą wysoką a niską warta jest każdej nagrody.

Czytaj też:Imię róży i pudełko zapałek

W kryminalno-szpiegowskim "Cmentarzu w Pradze" też jest podobnie. Z jednej strony, kręci się tu niejaki Simone Simonini, podejrzany typek, ni to agent, ni to fałszerz dokumentów, choć na pewno obsesyjny antysemita, z drugiej - Eco funduje czytelnikowi encyklopedyczny wykład na temat teorii spisków w XIX-wiecznej Europie, na czele z teorią, która znalazła później swoje miejsce w "Protokołach Mędrców Syjonu". Owo kunsztowne połączenie fabularnego świata tropiących się nawzajem indywiduów, z których połowa z powodzeniem mogłaby się znaleźć na liście Palikotowych posłów, z budzącą zdumienie historyczną faktografią to literacka jazda najwyższej próby. Warta co najmniej 35 doktoratów na jakimś prestiżowym amerykańskim uniwerku.

Czytaj też:Pozostałe felietony Mariusza Grabowskiego

"Cmentarz..." narobił w tamtym roku sporo szumu we Włoszech. "L'Osservatore Romano" oskarżyło nawet pisarza o antysemityzm. Co ciekawe, jednym głosem z rabinem Rzymu, co natychmiast zapewniło książce szybujące nakłady. Teraz Eco znów z radością ogląda stan konta, znajdując w tej kojącej czynności potwierdzenie tezy, że warto czasami wychylić się ze szklanej wieży jajogłowych i skrobnąć coś dla normalnych ludzi.

Umberto Eco, "Cmentarz w Pradze", wyd. Noir sur Blanc, Warszawa 2011, cena 39 zł

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

_moher.
I dodajmy też poetów, m.in. przedwojennych. Zadziwiające. Czy jest jakiś Polak, pisarz dla zwykłych Żydów? Pytam, chciałbym wiedzieć.
Dodaj ogłoszenie