Ukraina potrzebuje prawdy o Wołyniu

Myrosław Popowycz, kierownik katedry filozofii Akademii Kijowsko-Mohylańskiej
Debata na temat ukraińskiej odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na Polakach w 1943 r. nie zaszkodzi Euro 2012 - z prof. Myrosławem Popowyczem kierownikiem katedry filozofii Akademii Kijowsko-Mohylańskiej rozmawia Maria Przełomiec, autorka programu "Studio wschód" w TVP Info

Niedawno na łamach znanego internetowego portalu "Ukraińskiej Prawdy" ukazał się komentarz Bohdana Czerwaka z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, który twierdzi, że "takie antyukraińskie działania" jak obchody 65. rocznicy rzezi na Wołyniu mogą poważnie zagrozić wspólnym polsko-ukraińskim przygotowaniom do mistrzostw Europy w piłce nożnej.
Na pewno nie. Jedną sprawą są rocznice upamiętniające różne wydarzenia naszej wspólnej historii, w tym ocena rzezi wołyńskiej, a zupełnie czym innym jest dzień dzisiejszy. Reakcja pana Czerwaka to bardzo specyficzne stanowisko ludzi uważających się za spadkobierców OUN, stanowiących jednak naprawdę niewielką część naszego społeczeństwa. A co do wydarzeń wołyńskich - to była wielka tragedia, którą trzeba wreszcie zakończyć, czyli ostatecznie wyjaśnić, kto odpowiada za tę zbrodnię i kto z ówczesnego kierownictwa OUN podejmował decyzje. Bo przecież nie można obwiniać całej Ukrainy. Nie można identyfikować dzisiejszego ukraińskiego państwa z tymi, którzy mordowali Polaków w 1943 roku.

To prawda, ale to prezydent Ukrainy nazywa bohaterem narodu jednego z przywódców OUN Romana Szuchewycza. To Stepan Bandera, współtwórca Ukraińskiej Powstańczej Armii obarczanej współodpowiedzialnością za wołyńskie rzezie, doczekał się we Lwowie swego pomnika i jest uważany za jednego z twórców ukraińskiej niepodległości.
Nie popieram tych decyzji, ale cóż mogę powiedzieć. Politycy w różny sposób starają się zapewnić sobie popularność. Jednym z tych sposobów jest gra historią, pamięcią o walkach o ukraińską niepodległość. Mamy swoich nacjonalistów i mamy polityków, którym zależy na ich poparciu. Chciałbym, żeby tak nie było, ale jest.

Był Pan jednym z sygnatariuszy listu 59 ukraińskich intelektualistów, który mówi o potrzebie pojednania na gruncie rzetelnej wiedzy o zbrodni i o prośbie o wybaczenie. Jakie znaczenie dla stosunków polsko-ukraińskich ma Pana zdaniem sprawa Wołynia?
To wszystko jest bardzo skomplikowane. Mamy do czynienia z dwoma rzeczami. Jedna to odpowiedzialność przywódców OUN i UPA, którzy podjęli taką, a nie inną decyzje polityczną, druga to zachowanie zwykłych ludzi. Bo przecież wiemy, że byli Ukraińcy, którzy nawet bez specjalnych rozkazów ze strony kierownictwa OUN, z własnej inicjatywy uczestniczyli w tych mordach i potem się z tym afiszowali. To jest dla nas bardzo trudne, chociaż wiemy, że nie chodzi o karanie konkretnych sprawców, ale o jakąś rekompensatę moralno-polityczną. Przy czym pamiętać trzeba, że ze strony polskiej też byli ludzie, którzy z własnej inicjatywy mordowali swoich ukraińskich sąsiadów.

Ale ze strony OUN to była decyzja polityczna, chodziło o zniszczenie polskiego elementu na terenach uważanych za rdzennie ukraińskie. Natomiast rozkazy polskiego podziemia były jednoznaczne - samoobrona tak, ale nie zabijanie kobiet i dzieci. Bilans zresztą jest dosyć jasny: 50-60 tysięcy wymordowanych Polaków i 2-3 tysiące Ukraińców.
To prawda, ale z drugiej strony nie mamy żadnych dokumentów bezpośrednio dowodzących winy OUN. Możemy tylko wyciągać wnioski z instrukcji i sprawozdań, które przywódcy poszczególnych oddziałów wysyłali wyżej. Stąd wiemy, że to nie była samowolna inicjatywa, ale zaplanowana akcja. A co do samego kierownictwa OUN i UPA, to o ile mi wiadomo, oni wtedy zaprzeczali, jakoby inicjowali te morderstwa.

Czyli kto zawinił?
Jednak oni, i to podwójnie - jako rozkazodawcy i bezpośredni mordercy. Ale i tutaj musimy pamiętać o jeszcze jednym - odpowiedzialnością za wołyńskie mordy nie można obarczać całej Ukraińskiej Powstańczej Armii. Tam było wielu ludzi naprawdę wspaniałych, którzy wstąpili do UPA,
by walczyć za wolną Ukrainę z dwoma okupantami - hitlerowskim i radzieckim. Na nich żadne zbrodnie nie ciążą. Tragedia polega na tym, że stali się ofiarami zbiorowej odpowiedzialności. Innymi słowy, wszyscy żołnierze płacą za rozkazy wydane przez część przywódców, a wykonywane przez ludzi, którzy często członkami UPA nie byli.

Może więc jakimś sposobem na oddanie sprawiedliwości byłoby jasne potępienie eksterminacyjnych zaleceń władz OUN i UPA? Pięć lat temu jeździłam po Wołyniu i większość tamtejszych mieszkańców, tych pamiętających II wojnę, przekonywała mnie, że żadnych rzezi nie było, a jeżeli już, to zaczęli Polacy.
To jest reakcja zrozumiała, ale to nie jest reakcja dobra. Uczestniczyłem w kilku konferencjach poświęconych Wołyniowi i spotykałem ludzi, którzy mówili, że nie chcą o tym ani wiedzieć, ani słyszeć, tak jakby nie mogli znieść tych wspomnień. Ja sam wojnę spędziłem za rzeką Horyń, czyli na wschodzie Ukrainy - tam żadnych podobnych wydarzeń nie było. Ale gdy słyszę o Wołyniu, czuję wstyd. Inna sprawa, że mnie może być łatwiej, byłem daleko.

Może rzeczywiście dać sobie spokój z wypominaniem historii? Było, minęło...
Nie, tak być nie może, sprawiedliwości musi stać się zadość. Musi być jakaś moralna odpowiedzialność za to, co się wtedy działo. To jest potrzebne przede wszystkim nam, Ukraińcom. Inaczej stracimy coś dużo, dużo ważniejszego niż Euro 2012.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie