Ucieczka przed komisją też może kosztować

Tomasz Sekielski
Tomasz Sekielski
Tomasz Sekielski Fot. Polskapresse
Rozbawił mnie setnie Grzegorz Schetyna. Nawet nie wiedziałem, że ten były wicepremier i były marszałek Sejmu jest takim kawalarzem. Otóż w wywiadzie dla TVP Info oświadczył, że nie trzeba komisji śledczej do wyjaśnienia afer Amber Gold, bo sprawą zajmują się już niezależna prokuratura i odpowiednie służby. Jak ujął to Grzegorz Schetyna: "Jeżeli mielibyśmy takie przekonanie, że prokuratura, służby, które wyjaśniają te kwestie, nie są w stanie dać sobie z tym rady, to wtedy ten temat wróci".

Słysząc to, prawie spadłem z krzesła. Wpływowy polityk rządzącej partii najwyraźniej był gdzieś bardzo daleko na długim urlopie, bo nie zauważył, że instytucje, o których mówi, zawiodły w sprawie Amber Gold. Sąd, prokuratura, służby specjalne skompromitowały się na całej linii. Nie potrafiły wyegzekwować prawa i skutecznie chronić obywateli przed oszustem. Mimo to Grzegorz Schetyna uważa, że wystarczy opublikować jakąś "białą księgę" i będzie po sprawie. Jak rozumiem, materiały do białej księgi dostarczyć mają ci, którzy popełnili błędy.

Nie przypuszczam, by poseł Schetyna był tak naiwny i wierzył w to, że bez rygoru odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań uda się ustalić wszystkie fakty i okoliczności, które pozwoliły Amber Gold naciągnąć ludzi na kilkadziesiąt milionów złotych. Przypomniały mi się słowa Jana Rokity ze stycznia 2003 r., gdy powoływano komisję mającą wyjaśnić aferę Rywina. Ówczesny bliski współpracownik Donalda Tuska z trybuny sejmowej grzmiał i mówił o konieczności szybkich działań: "Potrzebne jest to, ażeby ci wszyscy, którzy mają coś dwuznacznego, niejasnego do powiedzenia w tej sprawie, składali swoje oświadczenia w kategoriach: tak, tak, nie, nie, przed komisją śledczą i odpowiadali na pytania wprost, co wiedzą".

Dziś takich odpowiedzi powinniśmy chyba oczekiwać od szefów służb specjalnych, prokuratorów i polityków nadzorujących działania instytucji, które zawiodły. Przecież to bierność, błędy i zaniechania konkretnych osób doprowadziły do tego, że oszust z Trójmiasta mógł funkcjonować przez wiele lat nie niepokojony przez nikogo. Bo żeby znów posłużyć się cytatem z Jana Rokity, to było "takie niesłychane, lekceważące traktowanie prawa i procedur", i choć słowa te dotyczyły afery Rywina, wciąż są aktualne. Prawie dziesięć lat po wybuchu tego politycznego skandalu, który miał być otrzeźwieniem dla klasy politycznej, ponownie afera goni aferę. Znowu mamy dyskusję o bezsilności i słabości państwa, o kolesiostwie, nepotyzmie, układach i grupach trzymających władzę na różnych szczeblach.

Można odnieść wrażenie, że przez te dziesięć lat nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o standardy etyczne i zwykłą przyzwoitość w życiu publicznym. Smutne jest to, że państwo Donalda Tuska potrafi skutecznie ścigać piosenkarkę za posiadanie trzech gram marihuany, a jest bezradne w starciu z finansowym oszustem. Szef rządu wspólnie ze swoją ministrą potrafią zrobić pokazówkę i pozbawić stanowiska oraz premii szefa Narodowego Centrum Sportu za opóźnienia w budowie Stadionu Narodowego. Jednak ten sam Donald Tusk jest bezradny wobec zawłaszczania państwowych instytucji, urzędów i firm przez partyjne kartele. Premier zwolnił ministra sprawiedliwości, gdy samobójstwo popełnił jeden z zabójców Krzysztofa Olewnika, dziś nie słyszę o żadnych dymisjach na szczytach władzy. Czyżby rację mieli ci, którzy twierdzą, że Donald Tusk stał się zakładnikiem koalicyjnego partnera oraz politycznych koterii wewnątrz Platformy.

Rozumiem strach polityków PO przed powołaniem sejmowej komisji śledczej. Jest jasne, że opozycja wykorzysta jej prace m.in. do atakowania rządu. Pytanie tylko, czy ucieczka przed komisją śledczą nie okaże się w dłuższej perspektywie o wiele bardziej kosztowna politycznie.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Der Dziennik
Europoseł PiS Janusz Wojciechowski uważa, że nad działaniami Amber Gold i Marcina P. "trzymała parasol patronka złodziei Platforma O.".

Nie mówię, że Platforma O. coś ukradła, nie, tego nie powiedziałem. Nie mam dowodów, nie zarzucam, nie oskarżam, nie pomawiam. Wyrażam tylko pogląd, że Platforma O. od początku swoich 5-letnich już prawie rządów objęła patronat nad złodziejstwem i korupcją i sprawuje go nadal - pisze polityk PiS.

Patronat nad korupcją Platforma O. objęła od chwili, gdy urządzała spektakle płaczu nad złapanymi na gorącym uczynku łapownikami - posłanką S. i doktorem G. . Potem, zaraz po objęciu władzy uderzyła w CBA, posyłając na zielona trawę i na prokuratorski pohybel jej szefa, a główną generalissą do walki z korupcją mianowała posłankę Julię P. Był to jasny sygnał - z korupcja nie walczymy, można kraść! - dodaje europoseł.

Wojciechowski uważa, że wobec jednoznaczności patronatu nikt nie dziwił się, iż Marcin P. zaczął szpanować wielką kasą, samolotami, zatrudnieniem Michała T., czy sponsorowaniem filmu Andrzeja W o Lechu W.

Europoseł nie zostawia suchej nitki na państwie rządzonym przez Platformę Obywatelską.

Nikt nie przeszkadzał Amberowi G. Nie przeszkadzało Ministerstwo F, nie przeszkadzała Prokuratura G., nie przeszkadzał premier T. Nie przeszkadzało jej całe Państwo P., które obudziło się dopiero, gdy oszukani, zdesperowani ludzie, zaczęli walić pięściami w zamknięte drzwi Amber G. i złorzeczyć pod adresem Platformy O. - pisze Wojciechowski.
T
Takiego ch uja
Płacić za bełkot tego PO-wskiego PO-litruka????

Czy wy poupadaliscie na te bolszewickie łby????

Ja mam płacić za czytanie tego najemnika bezpieki PRL????

A pocałujcie mnie w doope!!!!!
Dodaj ogłoszenie