Tytuły szlacheckie: Współcześni rycerze rozsławiają Wielką...

    Tytuły szlacheckie: Współcześni rycerze rozsławiają Wielką Brytanię na całym świecie

    Michał Kołodyński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Zamiast na pan czy pani zwraca się do nich: sir lub madame. Cieszą się zaszczytem noszenia tytułu szlacheckiego. Na Wyspach tradycja królewskiego wyróżniania najwybitniejszych Brytyjczyków przetrwała aż do dnia dzisiejszego.
    Tytuły szlacheckie: Współcześni rycerze rozsławiają Wielką Brytanię na całym świecie
    Najwyższe szczeble w monarszej drabinie zarezerwowane są dla członków rodziny królewskiej. Nikt spoza niej nie może zasiąść na tronie królewskim czy tytułować się jako książę. Zwykli śmiertelnicy, w których żyłach nie płynie błękitna krew, mają szansę na uzyskanie jedynie tytułu: knight (tłumacząc dosłownie: rycerz), który pozwala na dopisanie sobie przed nazwiskiem nobilitujących określeń: sir lub madame.

    Słowo "jedynie" być może nie jest w tym przypadku do końca adekwatne. Otrzymanie nawet tak zwanej niższej godności wiąże się z ogromnym prestiżem oraz sławą. Tytuł przyznany przez monarchę zasiadającego na tronie Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej to wydarzenie uroczyste, o którym mówią media na całym świecie.

    Nazwisko wyróżnionego dołącza do klubu wielkich osobistości brytyjskiego życia publicznego. Na cały ten splendor trzeba sobie jednak najpierw zasłużyć. Sposobów na dołączenie do prestiżowego grona jest bardzo wiele. Królowa Elżbieta nadaje tytuł szlachecki przedstawicielom różnych dziedzin. Wszystkich łączy jedno - są wybitni w tym, co robią. Każdy z nich, swoimi wyjątkowymi osiągnięciami, rozsławia królestwo.

    Głośnym echem na całym świecie odbiło się przyznanie tytułu szlacheckiego Ahmedowi Salmanowi Rushdiemu. Pisarz pochodzący z Indii, który posiada brytyjski paszport, zyskał popularność jeszcze na początku lat 80. powieścią "Dzieci północy". Największą sławę zdobył jednak po ukazaniu się "Szatańskich wersetów", których premiera w Wielkiej Brytanii miała miejsce w 1989 r. Książka pokazująca historię narodzin religii islamu wywołała ogromne kontrowersje w świecie muzułmańskim. Postać Mahometa została w niej obdarta z wyjątkowości. Autor starał się przedstawić ludzką twarz proroka, jego rozterki, wahania, słabości. W krajach zdominowanych przez wyznawców Allaha jego dzieło uznano za bluźniercze, uderzające w dobre imię twórcy ich wiary. Doszło do gwałtownych protestów. Na ulicach miast zbierały się nawet tysiące demonstrantów. Stałym elementem rozruchów było palenie kukieł z podobizną Rushdiego. Sytuacja stała się jeszcze bardziej niebezpieczna, kiedy rządzący w Iranie ajatollah Chomejni ogłosił fatwę, w której nawoływał muzułmanów do zamordowania każdego, kto miał jakikolwiek związek z napisaniem lub rozpowszechnianiem książki. Za głowę pisarza jedna z irańskich organizacji religijnych wyznaczyła nagrodę 2,8 mln dol. O sile nakazu przywódcy religijnego przekonali się wydawcy i tłumacze dzieła Rushdiego z kilku państw, którzy zapłacili życiem za swoją pracę.

    Pisarz otrzymał ochronę brytyjskich służb, przez lata żył w ukryciu. Cierpiał na depresję. Sława, z której z pewnością chętnie by zrezygnował, doprowadziła do rozpadu jego małżeństwa. Ogłoszona w 2007 r. decyzja o przyznaniu mu tytułu szlacheckiego spotkała się z kolejnymi protestami świata islamskiego. Mieszkańcy największych muzułmańskich miast znów wyszli na ulice. Dopisanie do nazwiska Rushdiego "sir" to nagroda za jego odwagę i lata życia w ciągłym strachu przed zemstą religijnych fanatyków. Sam sir Rushdie stwierdził, że jest zaszczycony otrzymaniem tego wielkiego honoru.

    Mówiąc o rozsławianiu Wielkiej Brytanii, nie można nie wspomnieć o słynnej czwórce z Liverpoolu. Zespół The Beatles, bijący wszelkie rekordy popularności, detronizując nawet gwiazdy rock'n'rolla zza oceanu, bez wątpienia rozsławił królestwo na całym świecie. Do dziś wiele osób chce słuchać ich utworów i opowieści o życiu legendarnych muzyków. Niedawno ukazała się biografia Johna Lennona napisana przez Normana Philipa, a także historia życia Paula McCartneya autorstwa Petera Carlina. A w tle pobrzmiewają słowa uznania dla brytyjskiego wkładu w rozwój popkultury.

    Bitelsem, który dostąpił zaszczytu noszenia tytułu szlacheckiego, był Paul McCartney. Otrzymał to wyróżnienie z rąk królowej w 1996 r. Fani legendarnej grupy kilka lat temu prowadzili również akcje na rzecz nadania szlachectwa byłemu perkusiście The Beatles Ringo Starrowi. Na razie ich wysiłki nie zakończyły się sukcesem. Niedługo po śmierci Georga Harrisona opinia publiczna w Wielkiej Brytanii żyła debatą na temat tego, czy można nadać tytuł nieżyjącemu już muzykowi. Przyznanie takiego wyróżnienia pośmiertnie do tej pory miało zwykle miejsce w przypadku żołnierzy. Ostatecznie nie zrobiono wyjątku. Nawet dla legendy.

    Zdarza się, że po latach uhonorowani zostają dawni buntownicy, którzy w młodości walczyli z systemem. Jeszcze w pierwszych latach swojej kariery charyzmatyczny frontman The Rolling Stones twierdził, że anarchia jest jedynym promykiem nadziei, a królowa Elżbieta jest największą wiedźmą. Dziś sir Mick Jagger może szczycić się tytułem szlacheckim przyznanym w 2003 r. Chociaż tajemnicą Poliszynela jest to, że królowa chciała za wszelką cenę uniknąć osobistego wręczenia tytułu kontrowersyjnej gwieździe. Ostatecznie Elżbietę II wyręczył jej następca książę Karol.

    Rok po Paulu McCartneyu szlachectwo nadano innemu słynnemu muzykowi Eltonowi Johnowi. Na całym świecie sprzedano dziesiątki milionów płyt artysty. To, że dla wielu osób Wielka Brytania jest mekką muzyki popularnej, z pewnością jest również jego zasługą.

    Tytuł szlachecki otrzymują nie tylko artyści. Od 1999 r. może poszczycić się nim Alex Ferguson, który przez 27 lat był szkoleniowcem zespołu piłkarskiego Manchester United. Pod jego wodzą klub Premier League święcił ogromne sukcesy. Wyróżnienie akurat w tym roku nie było przypadkowe. Zakończył się wtedy znakomity sezon w karierze trenera. Wraz ze swoimi piłkarzami wywalczył aż trzy tytuły: Puchar Anglii, mistrzostwo Anglii, a także Ligę Mistrzów.

    Kiedy w Wielkiej Brytanii pojawia się nowy idol, od razu wszczynana jest dyskusja na temat nadania mu szlachectwa. Tak też jest w przypadku Andy'ego Murraya. Tenisista o szkockim pochodzeniu wygrał ostatni turniej Wimbledonu. Ta sztuka nie udała się żadnemu Brytyjczykowi od 77 lat. Nic zatem dziwnego, że rodaków sportowca ogarnęła istna murrayomania. Premier David Cameron, który prywatnie jest wielkim miłośnikiem tenisa, zapowiedział, że rozważy zarekomendowanie nazwiska sportowca Elżbiecie II.

    W historii zdarzały się przypadki odebrania tytułu. W końcu szlachectwo zobowiązuje. Nie może się nim szczycić osoba, która popełniła przestępstwo, lub inny niemoralny czyn, który splamił jej honor. W 2012 r. przekonał się o tym były prezes Royal Bank of Scotland Fred Goodwin. Bank nazywany brytyjskim Lehman Brothers podejmował nieodpowiedzialne decyzje jeszcze przed wybuchem kryzysu ekonomicznego, co sprawiło, że w 2008 r. znalazł się na skraju bankructwa. Aby wyciągnąć go z tarapatów, brytyjski rząd udzielił mu wsparcia w wysokości 45 mld funtów. PBS musiało zredukować zatrudnienie. Jego kłopoty finansowe zapoczątkowały problemy całego sektora bankowego na Wyspach. Decyzje Freda Goodwina pociągnęły bank na dno. Właśnie dlatego królowa, za radą premiera Davida Camerona, w 2012 r. odebrała ekonomiście wyróżnienie, które otrzymał zaledwie osiem lat wcześniej. Brytyjskie media podkreślały, że pozbawienie byłego prezesa PBS szlachectwa było podyktowane względami politycznymi.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo