„Tworzymy wspaniałą społeczność, która jest zawsze w gotowości do działania”

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
kpr. Michał Cios - 5 Mazowiecka Brygada Obrony Terytorialnej
kpr. Michał Cios - 5 Mazowiecka Brygada Obrony Terytorialnej
Już od trzech lat Wojska Obrony Terytorialnej aktywnie wspierają różnego rodzaju służby w zapewnieniu bezpieczeństwa lokalnym społecznościom. Na Mazowszu jest to 5 i 6 Brygada Obrony Terytorialnej. O służbie w terytorialsach opowiada kapral Michał Cios z 5 Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Czym zajmuje się Pan zawodowo?

Jako cywil trudnię się modelarstwem. Na zlecenia różnorakich firm buduję modele kolejek, makiet kolejowych, modele pojazdów do gier bitewnych i strategicznych. Zajmuję się składaniem i malowaniem tych modeli, ale w tym wszystkim pilnuję także wiernego odwzorowania historycznego.

Trafiają się też pojazdy militarne?

Naturalnie. Dzielę swoją pracę na kategorię science-fiction/fantasy i historyczną. Właśnie w tej drugiej przewija się cała gama sprzętu od czasów I i II wojny światowej aż do współczesności.

Zatem klimaty wojskowe nie są Panu obce? Jako dziecko marzył Pan o tym, aby zostać żołnierzem?

Pochodzę z rodziny z tradycjami wojskowymi. Tata był w wojsku, dziadkowie i pradziadkowie również. Ten klimat krążył wokół mnie właściwie od zawsze. Osobiście wybrałem inny kierunek zawodowy, ale kiedy powstały Wojska Obrony Terytorialnej, natychmiast postanowiłem spróbować swoich sił.

Czym kierował się Pan wstępując do WOT?

Wiedziałem, że będę mógł szkolić się i rozwijać jako żołnierz, a jednocześnie łączyć to z pracą cywilną. Teraz mam możliwość korzystania z całego zaplecza wojskowego. Na własnej skórze przekonałem się, jak wyglądają praktyczne działania w terenie i ćwiczenia. A zarazem mogę kontynuować swoją pracę. Śmieję się, że upiekłem dwie pieczenie na jednym ogniu.

Jaka była reakcja znajomych i rodziny na Pana decyzję?

Znajomi zareagowali bardzo pozytywnie. Najbliżsi doskonale wiedzą, że od zawsze interesuję się wojskiem. Nawet w mojej garderobie często pojawiały się elementy wojskowego umundurowania. Wszyscy okazali zrozumienie wobec mojej pasji, dzięki czemu mogę dalej rozwijać się w tym kierunku.

A jak przebiegała rekrutacja? Czy był to skomplikowany proces?

Wszystkie dokumenty, papiery, badania lekarskie, badania psychologiczne... Fakt, tego załatwiania trochę było. Na szczęście nie musiałem niczego powtarzać, więc sam proces rekrutacji przebiegł raczej sprawnie. Nie mniej jednak same badania były nieco czasochłonne.

A testy sprawnościowe czy pierwsze ćwiczenia na poligonie? Spotkał pan ochotników, którzy poddali się na tym etapie?

Nikt się nie poddawał. To właśnie było fascynujące. Ludzie podchodzili do tego bardzo ambicjonalnie, każdy walczył do upadłego. Nie widziałem, aby ktoś zrezygnował, pomimo tego, że nie każdy mógł pochwalić się wyczynową sprawnością. Przychodzili do nas ludzie prosto z pracy siedzącej, w korporacjach i od razu wchodzili w inny tryb. Po takim szkoleniu efekty były zauważalne momentalnie. Ludzie nabierali chęci, żeby kontynuować ćwiczenia w cywilu. Bieganie, brzuszki czy siłownia i nagle okazywało się, że oni są w stanie osiągnąć na tym polu oszałamiające wyniki.

Na czym obecnie skupione są działania WOT? W mediach widzimy, że aktywnie walczycie ze skutkami pandemii.

Dokładnie. Nasz batalion został akurat skierowany do pomocy i współpracy z policją. Razem kontrolujemy, czy osoby, które powinny przebywać w izolacji lub na kwarantannie domowej rzeczywiście tego przestrzegają. Duża część naszych żołnierzy stacjonuje też w szpitalach. Mamy wyznaczone swoje dyżury i pomagamy logistycznie. Kiedy lekarze, pielęgniarki i medycy są skupieni na niesieniu pomocy pacjentom, my zajmujemy się całym zapleczem: dostarczamy wyniki badań, transportujemy wszelkiego rodzaju środki ochronne. Przynajmniej w ten sposób jesteśmy w stanie nieco odciążyć służbę zdrowia.

A jak to wyglądało przed pandemią?

Przed koronawirusem skupialiśmy się na naszych ćwiczeniach wojskowych i rotacyjnych zajęciach. Dużą wagę przywiązujemy też do pomocy kombatantom, tym zajmujemy się niemal codziennie. Mamy szeroko rozwiniętą siatkę kontaktów, między innymi z powstańcami. Wystarczy zwykły telefon, pytanie, czy nie potrzebują większych zakupów. Różne stowarzyszenia regularnie przygotowują dla nich paczki, wówczas my zajmujemy się ich dostarczeniem. Zwyczajnie – pomagamy, kiedy jest taka potrzeba.
Pamięć o bohaterach, o powstańcach jest dla nas ważna. Staramy się ją kultywować. Pod swoją opieką mamy też sztandar zgrupowania AK "Odwet". Jako żołnierze zebraliśmy środki na jego renowację, ponieważ był już w opłakanym stanie.

To musi pochłaniać dużo czasu. Naprawdę nie brakuje Wam godzin w dobie, aby pogodzić działania wojskowe z życiem prywatnym i pracą?

No właśnie nie! Przecież nie jestem w to zaangażowany sam, jest ze mną spore grono osób. Jeśli dobrze zaplanujemy sobie pracę, to każdy spokojnie ma czas dla siebie i rodziny. Nie ma z tym najmniejszego problemu.

Poleciłby Pan wstąpienie do WOT swoim kolegom lub koleżankom? Warto być częścią tej służby?

Jak najbardziej. Z bardzo prostego powodu: bardzo dużo ludzi zostało zmotywowanych w czasie szkolenia. Oni naprawdę dostali takiego przysłowiowego kopa, czują że są w stanie wymagać od siebie więcej. Zaczęli ćwiczyć, powiększać swoją wiedzę wojskową, ale też historyczną. Nagle dowiadują się, że w pobliżu nich mieszkają kombatanci, że powstańcy są ich sąsiadami. I już można to jakoś połączyć. Naprawdę niewiele trzeba, aby działać dla wspólnego dobra.

Sam jestem w służbie już od dwóch lat i z całą pewnością mogę powiedzieć, że był to bardzo intensywny czas. Często słyszymy, że przecież my szkolimy się tylko weekendami. Ale to nie zawsze tak wygląda. Mnie w ubiegłym roku udało się spędzić w wojsku aż 190 dni! A w tym roku – z powodu sytuacji covidowej – będzie ich jeszcze więcej. Mamy dużo pracy, ale jeszcze więcej satysfakcji ze zrealizowanych zadań.

W trakcie tych dwóch lat musiał zawrzeć Pan w wojsku wiele nowych znajomości. Kto dołącza do WOT?

W czasie wakacji mamy bardzo wielu młodych ochotników – licealistów, studentów, którzy w czasie wolnym od nauki mogą się odpowiednio przeszkolić. Natomiast, jeśli chodzi o ludzi, z którymi pracuję na co dzień, to mam masę ciekawych spostrzeżeń. Różnimy się od siebie wiekiem i wykonywanymi zawodami. Jeden kolega jest dyrektorem banku, jest kilku nauczycieli, przedsiębiorców, inny kolega składa łodzie... Poznałem tutaj wielu ciekawych i fantastycznych ludzi. Między nami tworzy się wyjątkowa atmosfera. To jest czynnik, który nas spaja.

Słowa otuchy dla osoby, która zastanawiała się nad wstąpieniem w szeregi WOT, ale z jakiejś przyczyny zrezygnowała?

Naprawdę warto spróbować! Jeżeli nie zrobimy tego pierwszego kroku, to inni mogą nam tylko opowiadać, jak to jest, ale sami tego nie przeżyjemy. Ja wiem, że na nasz temat niekiedy pisane się różne rzeczy. I właśnie dlatego warto przyjść, zobaczyć i dokonać samodzielnej oceny. Atmosfera, która jest w pododdziałach, batalionach, brygadach, to naprawdę jest coś świetnego. Pomagamy nie tylko innym, ale też sobie nawzajem. Tworzymy wspaniałą społeczność, która jest zawsze w gotowości do działania.

Dodaj ogłoszenie