Tuska już wkrótce czeka pożar większy niż afery lata: Problemem jest słabnąca gospodarka

Witold Głowacki
Tym razem PR-owcy rządu nie musieli stawać na głowie, by zażegnać kryzys wywołany sprawą Amber Gold. Okazało się, że wyborców to nie obchodzi. Gorszy problem to słabnąca gospodarka - pisze Witold Głowacki.

Wokół premiera słychać teraz mimo wszystko westchnienia ulgi, choć po dobrej wiadomości zaraz nadeszła bardzo zła. Przed kilkoma dniami okazało się, że spisane już na straty 5 proc. elektoratu bynajmniej nie zaginęło wraz z milionami Marcina P. Za to pojawił się inny problem - wyrażany zaledwie jednym procentem. Bo właśnie o tyle, z 3,5 do 2,4 proc. zmniejszyło się w drugim kwartale tego roku tempo wzrostu gospodarczego w Polsce. A to naprawdę nie jest dobra wieść - i dla obywateli, i dla partii rządzącej. Ledwie okazało się, że ten pożar, który miał strawić PO, okazał się co najwyżej tlącym się ogniskiem, już widać na horyzoncie kolejne płomienie. Bo to wskaźniki gospodarcze wyznaczą agendę prawdziwych problemów politycznych tej jesieni. Prawdziwych, bo odczuwalnych także w kieszeniach wyborców PO.

Po lecie pod znakiem taśm PSL, Amber Gold i "sprawy Michała Tuska" spodziewano się w bezpośrednim otoczeniu premiera naprawdę wielkich kłopotów i ciężkiej walki o odbudowę wizerunku rządu i Platformy. To miała być próba na miarę trzech dotąd większych kryzysów politycznych, które zdołały dość zauważalnie nadwątlić (każdy po około 5-6 proc.) notowania Platformy Obywatelskiej. Czyli problem w skali afery hazardowej, zimy roku 2011 (Grabarczyk i MAK) oraz blamażu z ustawą refundacyjną i ACTA.

Intuicja podpowiadała, że tym razem może być nawet gorzej. I żeby znów dało się uspokoić wyborców Platformy, przywrócić im zaufanie do partii i do premiera, trzeba będzie sięgnąć po wszystkie wypróbowane już dotąd metody rozwiązywania sytuacji kryzysowych. PR-owcy premiera mają już przecież spore doświadczenie. Donald Tusk i jego partia byli zaś w stanie za każdym razem odrabiać straty spowodowane przez kolejne polityczne kłopoty.

Jednak wraz z kolejnymi sondażami publikowanymi ostatnio przez media i wraz z badaniami przeprowadzanymi na zlecenie Platformy, stawało się jasne, że tym razem strach miał wielkie oczy.

Ostatnie wskaźniki gospodarcze zmuszają także opozycję do wzbogacenia planów ataku na rząd Donalda Tuska i Platformę

Stało się za to coś, co rozumieją zapewne tylko najlepsi znawcy dusz wyborców Platformy, a czego nie pojmuje nawet większość polityków tej partii. Trzy kolejne sondaże przeprowadzone pod koniec sierpnia wskazują, że poparcie dla PO właściwie nie drgnęło. Że taśmówka, afera Amber Gold i "sprawa Michała Tuska" nie mają żadnego przełożenia na preferencje wyborcze Polaków. Co zabawne, zaskoczyło to nie tylko opozycję i komentatorów.

- Chyba sami uwierzyliśmy, że skoro media przez całe lato trąbią na okrągło tylko o tym, to mamy naprawdę problem - mówi jeden z polityków Platformy. Owszem - media "o tym" trąbiły. Ale przecież było o czym. Nagrania PSL były żenujące. Działalność firmy Marcina P. była rzeczywiście skandalem, upadek OLT Express był naprawdę spektakularny, a Michał Tusk bynajmniej się nie popisał. Trudno więc twierdzić, że media relacjonujące i komentujące te sprawy uległy wyłącznie logice szumu i klikalności.

A jednak, choć wymienione tematy były rzeczywiście klikalne i rzeczywiście budziły zainteresowanie widzów i czytelników, nie odbiły się na sondażach Platformy. Dlaczego?

To tylko hipoteza, ale być może chodzi o to, że żadna z tych spraw nie przekłada się - przynajmniej w oczach patrzących dotąd przychylnie na Tuska i PO Polaków - na bezpośrednią odpowiedzialność Platformy i jej kierownictwa. Tym też różni się kryzys tego lata od trzech największych dotąd pożarów w Kancelarii Premiera.

Pierwszy z nich - afera hazardowa - dotyczył przecież bardzo ważnych polityków Platformy: wicepremiera, szefa klubu parlamentarnego, ministra sportu, którzy ewidentnie przekroczyli granice w relacjach z podejrzanym biznesmenem. Były stenogramy, które budziły niesmak, były żałosne tłumaczenia. Mleko wyglądało na całkiem wylane.

Żeby odzyskać stracone wtedy 5 proc. poparcia Donald Tusk musiał więc zadziałać radykalnie. Uderzyć w drugiego po sobie człowieka we własnej partii, odsunąć w sumie kilku ważnych dla siebie ludzi. To zresztą do dziś był najbardziej dlań kosztowny z platformerskich kryzysów.

Resztę premier w sprawie hazardówki zawdzięcza zaś PiS - a raczej ówczesnemu szefowi CBA Mariuszowi Kamińskiemu - który czarno na białym udowodnił wówczas, że podejrzenia, że ta służba działa w interesie określonego środowiska, nie są bynajmniej objawem politycznej paranoi. Nie było więc trzeba wielkiej ekwilibrystyki, by ustawić partię opozycyjną w roli współkreatora afery. Zarazem zaś powróciły wspomnienia IV RP i jej patologii, co samo w sobie działało mobilizująco na wyborców PO. Nie pozostawało nic innego, niż wybaczyć.

PiS okazał się też nieoczekiwanym wsparciem w kolejnym kryzysie, który zdawał się wykolejać Platformę. To było dwa lata po aferze hazardowej - gdy najpierw doprowadził Polaków do szału gigantyczny chaos wywołany rozkładem jazdy na kolei, a niedługo później swoje dołożyła Tatiana Anodina ogłaszająca raport MAK ws Smoleńska. Spóźniona i słaba reakcja rządu była winą Jerzego Millera i pośrednio Donalda Tuska. Za PKP odpowiadał Cezary Grabarczyk. Tu jednak czkawką odbijało się rozwiązanie poprzedniego kryzysu. Sytuacja w PO była zbyt skomplikowana, by Donald Tusk mógł pozwolić sobie na załatwienie problemu z Grabarczykiem, tak jak uczynił to ze Schetyną. To przecież nie sympatia wobec Grabarczyka sprawiła, że Tusk nie mógł podać na tacy opinii publicznej jego głowy. Grzegorz Schetyna otwarcie skrytykował wtedy bierność rządu wobec raportu Anodiny. Tusk musiał więc Grabarczyka - partyjnego bonzę szachującego Schetynę - wbrew własnemu doraźnemu interesowi ratować.

Dlatego miał też premier szczęście, że Prawo i Sprawiedliwość właśnie wtedy postanowiło na dobre zintensyfikować swą smoleńską kampanię. Twarzą PiS coraz bardziej stawał się Antoni Macierewicz, a radykalizm tez zespołu ds. katastrofy smoleńskiej skutecznie stopował tych, którzy odczuwali rozczarowanie postawą polskiego rządu wobec raportu MAK. Grabarczyk był jednak kulą u nogi Platformy aż do jesieni - i wyborów. Tak naprawdę dopiero w tuskobusie zdołał szef PO odpracować sondażowe straty spowodowane przez swego ministra infrastruktury. I dlatego też wiedział, że w kolejnej kadencji właśnie inwestycje infrastrukturalne muszą być naprawdę mocną stroną rządu.

Kryzys trzeci do dziś rzuca cień na pierwszy rok drugiej kadencji Donalda Tuska. Nie byłoby wcale trudno go uniknąć, wyniknął z indolencji i braku społecznego wyczucia. Znów też prawem kumulacji losy batalii o listę leków refundowanych splotły się tu z internetową wojną o ACTA. Tym razem lekiem na sondażowe rany okazało się Euro 2012. Dalszy plan początkowo zakładał nowe otwarcie jesienią i dalsze działania na rzecz odbudowy notowań. Szybko jednak wizja nowego otwarcia i drugiego exposé stawała się coraz bardziej naznaczona nadchodzącym gospodarczym kryzysem. W sierpniu z kolei wydawało się, że cały potencjał tego momentu będzie konieczny, by gasić pożary wywołane aferami lata. Pożary jednak niemal samoistnie wygasły - a uspokajające sondaże przyszły przed momentem uważanym za ostateczną rozgrywkę. Za to - wraz z czwartkowym komunikatem GUS pojawiło się kolejne zagrożenie. Gdy PR-owcy premiera w pośpiechu zmieniają perspektywę i kierunek zainteresowań, rewizja zamierzeń czeka też opozycję.

To przecież ostatni czwartek miał być wręcz początkiem końca Platformy i Donalda Tuska. Od pierwszego dnia posiedzenia Sejmu miało zacząć się sukcesywne dobijanie partii rządzącej i jej szefa. Debata po informacji rządu w kwestii Amber Gold i głosowanie wniosku o powołanie komisji śledczej w tej sprawie wydawały się idealnym dla opozycji początkiem sezonu politycznego. To wszystko spaliło na panewce. Rozpisane już zostały na całe partytury dalsze plany opozycji. W samym PiS-owskim znalazła się cała gama narzędzi - od raportu o przeroście biurokracji przygotowywanego przez Przemysława Wiplera, przez kontrexposé, które ma wygłosić Jarosław Kaczyński w odpowiedzi na nowe otwarcie Donalda Tuska i serię zapowiadanych od września manifestacji pod egidą mediów o. Rydzyka i Solidarności aż po wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu, który ma zostać złożony w Sejmie w rocznicę jego zaprzysiężenia. SLD gromadzi przykłady nepotyzmu, Janusz Palikot szuka okazji do uderzenia w PSL.

Te wszystkie plany są nadal aktualne. A ostry rytm politycznej jesieni jest nadal przesądzony.

Wiadomo już jednak, że moment jeszcze nie ten. Że na strategię "Huzia na Tuska", jak określił to we "Wprost" Aleksander Kwaśniewski, jest jeszcze za wcześnie. Za to całkiem obiecująca dla opozycji wydaje się teraz strategia czekania, aż za sprawą kryzysu odpowiednia liczba wyborców Platformy przeniesie się z Almy do Biedronki.

Wideo

Komentarze 15

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
wybierz Prawdę i Ojczyznę
POLACY, GDAŃSZCZANIE, EUROPEJCZYCY, PRZEDSTAWICIELE CYWILIZACJI ZACHODNIEJ, SPADKOBIERCY PRAWODAWSTWA STAROŻYTNEGO RZYMU, KULTURY ANTYCZNEJ I CNÓT CHRZEŚCIJAŃSKICH!!! *** Rosjanin Adamowicz, człowiek Wielkiego Stepu, i bezkresu Imperium Knuta -- musi odejsc. Niech sobie ciągnie z kumplami samoloty Amber Banków. A nawet rakiety Putina.
p
polo
Obawiam się, że "seryjny samobójca" już dostał zlecenie na Plichtę.
a
adwokat
Uwaga. Bomba. Plichta ubiega sie o status świadka koronnego. Uważa sie za słupa i zamierza sypać kto za nim stoi. No to zobaczymy czy w prasie pojawi się Donald T.
l
leon
W kazdej dziedzinie życia od sportu do służby zdrowia od autostrad do 2 mln podsluchów ,totatna kleska a PO ma ponad 30% poparcia /chyba ze fałszuja/.Jak nazywa się czlowiek ktory jest oszukiwany,okradany a wciąz bije brawa oszukujacemu.No jak ? Ja wam powiem ,IDIOTA.
m
maRta
Od lat funcjonuje takie powiedzenie, że lepiej z inteligentnym stracić, aniżeli... Ostatnim takim przykładem na to, kto zyskał a kto stracił, niech będzie afera Amber Gold. Nawiasem mówiąc; w rewolucji bolszewickiej w Rosji z 1917 roku też wycięli w pień tzw. inteligentów. Co więc mają dzisiaj, czyli po stu latach?
e
enveloped
Michał Tusk wrócił już do pracy w gdańskim Porcie Lotniczym, choć prezes Amber Gold ujawnił, że syn premiera wynosił tajne informacje dotyczące Wizz Air i przekazywał je konkurencji z OLT Express.

Zapewne każda inna osoba na jego miejscu od razu straciłaby pracę, nawet gdyby wobec niej był choć cień podejrzenia. Michał Tusk ma „wyrozumiałego szefa”. To właśnie Tomasz Kloskowski polecił Tuska do pracy w OLT Express, a teraz przyznaje z rozbrajającą szczerością, że pozwolił Tuskowi wrócić do pracy bo... chciał go mieć w zespole.
l
lennox
Od kiedy przy władzy jest PO, wtedy właściwie tylko same kłopoty i nieszczęścia! Wtedy jedna afera goni kolejną. Wtedy długi rosną o setki miliardów, bo gdzieś z 560 mld na 800 mld z hakiem. Wtedy bezrobotnych całe miliony, bo oficjalnie 2 mln na kuroniówce... Bo ileś setek tysięcy bez uprawnień do niej... Bo kolejne 2 mln na exodusie za granicą. Wtedy dziesiątki tysięcy bankrutujących firm. Wtedy absolutny zastój gospodarczy! Wtedy także aż o 80 tysięcy więcej „aplauzującego” aparatu, łącznie gdzieś z 500 tys. osób. Notabene, w reżimie PRL aparatu było ca. 105 tys. Czyli właściwe wcale nie aż tak wiele, kiedy weźmie się pod uwagę taki aspekt, że non stop musieli pilnować moralności obywateli, którzy to nijak nie chcieli miłować wodzów podrzuconych im z Moskwy. A dalej; Wtedy... wtedy... wtedy!

Natomiast kiedy dr. Jarosław Kaczyński przy władzy, wtedy rozwój gospodarczy i brak afer. Czyli, co dla (38 mln - 3 mln*) = 35 mln obywateli jest lepsze?

* To są zadeklarowani zwolennicy PO. Naturalnie, było ich w 2007 roku o wiele więcej. Lecz obecnie przeszli już na trwałe umiłowanie do PiS, a nawet wielu pokochało prezesa! Przecież nawet i zagorzały wróg prezesa z Biłgoraja woła o pomoc; Jarku, pomóż! A jaki jest powód... Otóż, ten jest wyjątkowo oczywisty i nieskomplikowany! W sakiewkach mieli mieć o wiele więcej, bo tak wódz im w żywe oczy naobiecywał. Jednak tego o wiele więcej mają naprawdę tylko nieliczni. Czyli na pewno wszyscy blisko uprzywilejowani, a jednocześnie aprobujący wodza w dzień i w nocy! Natomiast ci wszyscy inni mają znacznie mniej! I tak już pozostanie! No i owszem to prawda, że osoba co im cuda niewidy naobiecywała, sama osobiście na brak banknotów nie narzeka. Wynika więc, że wszyscy inni niemiłujący wodza muszą udać się na saksy! Albowiem w pustej sakwie samo nie przyrośnie!
k
katoliczka
Zrob rachunek, przegladnij zdjecia co zmienilo sie wokol ciebie w ostatnim czasie.Wiecej szacunku gamoniu dla rzadzacych.
A
Agawa413
Uczyc ekonomi od przedszkola, by wiedzialy jakie powiazania maja gospodarki, by nauczyc sie pracy szanowac, by wiedziec by byc plastycznym, ze zadna praca nie hanbi. Inna sprawa jest zmniejszenie o 1/3 pensji poslom i senatorom, bo to skandal , by takim analfabetom placic taka kase.
E
EMTEES
Jedno jedyne pytanie; CO DLA CIEBIE ZROBIŁ ,,PREMIER'' TUSK i PO???
???
A jak wyborcy PO nawet po przeniesieniu sie z zakupami do Biedronki nadal beda glosowac na Tuska, to co wtedy? Juz taki scenariusz jest realnie przerabiany przez poslow; Ratuj sie kto moze,uciekajac do parlamentu europejskiego. Wyborcy PO w ogromnej wiekszosci nie wisza u klamki Tuska, tylko sami sobie szukaja pracy i sami siebie obwiniaja. Wielkim problemem rzadu byloby drastyczne oslabienie zlotego,ze wzgledu na kredyty walutowe, ale chyba taki scenariusz nie nastapi.Wiec realny scenariusz jest taki, ze poslowie PO beda blagac Tuska aby zmienil zdanie i chcial im dalej przewodzic.On oczywiscie ulituje sie nad nimi i znowu wygra wybory parlamentarne bo, juz wtedy calkiem nie bedzie mial z kim przegrac.
p
piotr
alternatywą dla nikogo, nawet Tuska
p
pitbul
Ranking najgroźniejszych polityków dla Europy według "Der Spiegel"
1.Markus Söder - Jest ministrem finansów Bawarii i jednym z najgłośniejszych krytyków pomocy Unii dla Grecji
2.Alexis Tsipras - przywódca ultralewicowej partii Syriza... Przejmiemy rząd i zakończymy memorandum program oszczędnościowy, aby Grecja stała się bardziej sprawiedliwa
3.Marine Le Pen - francuska polityk, adwokat, deputowana do Parlamentu Europejskiego, córka Jean-Marie Le Pena. W kampanii wyborczej głośno mówiła o polityce antyimigracyjnej i zamknięciu granic. Globalizację z kolei nazwała ideologią totalitarną, za którą uważa także islam. Obie stawia na równi z komunizmem i nazizmem
4.Timo Soini to polityk partii Prawdziwi Finowie. Jest jednym z najbardziej zagorzałych krytyków unijnej pomocy dla Grecji
5.Alexander Dobrindt to jeden z czołowych polityków niemieckiej CSU, który głośno krytykuje Grecję i nawołuje do powrotu drachmy
6.Nigel Farage to brytyjski polityk, który od 1999 roku zasiada w Parlamencie Europejskim. Jest jednym z najbardziej znanych eurosceptyków. Zasłynął ostrymi wypowiedziami na forum PE: "To pachnie komunistycznym centralnym sterowaniem, gdy biurokraci i politycy ustalają ceny, myśląc, że mają rację
7.Heinz-Christian Strache jest szefem skrajnie prawicowej Wolnościowej Partii Austrii. W latach 90. bratał się z antysemitami, a teraz walczy z islamem w Europie
8.Silvio Berlusconi zapowiedział, że jest gotów ponownie zostać premierem Włoch. Kontrowersyjny polityk krytykuje oszczędności wprowadzone przez Mario Montiego i twierdzi, że aby uniknąć pretensji Brukseli, Włochy powinny po prostu dodrukować pieniądze
9.Geert Wilders stoi na czele antyimigracyjnej... Masowa imigracja pracowników spowodowała liczne problemy: zakłócanie porządku publicznego, zanieczyszczenie, tłok na rynku pracy oraz problemy z integracją i rynkiem mieszkaniowym
10.Wiktor Orban po raz pierwszy został premierem Węgier w 1998 roku... Od początku kadencji Węgry są na cenzurowanym w UE. Komisja Europejska nie tylko prowadzi przeciwko Węgrom procedury o naruszenie unijnego prawa... zapowiedziała, że zamrozi Węgrom od 2013 roku dostęp do prawie pół miliarda euro z Funduszu Spójności

Statement: Istotne jest to, że nie umieszczono w spisie dr Jarosław Kaczyński. Czyli tego znakomitego polityka można oboma rękoma wybrać na premiera na następne 10 lat. Czyli całkiem wbrew zapowiedziom Niesiołowskiego & Co.

* www.serwisy.gazetaprawna.pl/tematy/galerie/638565,duze-zdjecie,10,ranking_najgrozniejszych_politykow_dla_europy_wedlug_der_spiegel.html
K
Krasi
Sprawa z tymi sondażami to jest na tyle żenująca (zakładając że były przeprowadzane rzetelnie??) że pokojnie możemy stwierdzić że wyborcom PO jest już wszystko jedno co ta partia wyrabia ...
byłeby nie był u władzy PiS
(ja na PiS też nie głosowałem/nie głosowałbym ale jakieś poczucie godności to jeszcze mam)
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Tuska już wkrótce czeka pożar większy niż afery lata: Problemem jest słabnąca gospodarka
Dodaj ogłoszenie