Tusk wrócił i sprząta w Platformie. Ale klucze do realnego sukcesu wciąż ma Trzaskowski [ANALIZA]

Witold Głowacki
Witold Głowacki
brak
Donald Tusk budzi skrajne emocje i polaryzuje wyborców. Paradoksalnie więc po powrocie dawnego lidera największą nadzieją dla Platformy wciąż pozostaje Rafał Trzaskowski - jedyny polityk, który ma szanse znacząco poszerzyć dotychczasowy elektorat PO

Po powrocie Donalda Tuska do Platformy, w partii trwają roszady porządkujące sytuację po ponownym objęciu w niej władzy przez byłego premiera.

Media skupiły się głównie na rezygnacji szefa klubu Koalicji Obywatelskiej Cezarego Tomczyka, którego w tej roli zastąpił - zgodnie z umową z Tuskiem - Borys Budka. Co ciekawe, dość często pojawiał się motyw, jakoby miał to być cios wymierzony niemal bezpośrednio w Rafała Trzaskowskiego. Tomczyka jednak należy łączyć najpierw z Borysem Budką, a dopiero w drugiej kolejności z prezydentem Warszawy - i to mimo tego, że były szef klubu PO odpowiadał w zeszłym roku za jego kampanię wyborczą.

Razem z Tomczykiem zrezygnowało też trzech zastępców szefa klubu PO - Sławomir Nitras, Rafał Grupiński i Marcin Kierwiński. Nitras - w odróżnieniu od Tomczyka - to rzeczywiście bliski współpracownik Rafała Trzaskowskiego. W Platformie przed powrotem Tuska powtarzano, że Nitras zainwestował cały swój potencjał - i być może polityczną przyszłość - w projekt Ruchu Wspólna Polska Trzaskowskiego. Tego samego ruchu, którego Campus Polska Przyszłości ma się zacząć już za niespełna miesiąc. Kierwiński to polityk, który najmocniej w Platformie wyrósł w okresie przywództwa Budki. Czy można go uznać za człowieka Budki? Nie, zdecydowanie nie, ale łączyła go z Budką dość jawna wspólnota interesów. Z kolei Grupiński to niegdyś bardzo bliski współpracownik Tuska, następnie zaś Grzegorza Schetyny, w ostatnim czasie będący momentami kimś w rodzaju mentora Budki i jego ludzi. Rezygnacje mają więc wpływ na pozycję każdej z obecnych platformerskich frakcji - wszystkie one muszą przyjąć nowe, Tuskowe porządki.

A co będzie z Cezarym Tomczykiem? Ma w przyszłości odpowiadać za kampanie Platformy. W dodatku jest niewykluczone, że dostanie funkcję wiceszefa PO.

Na tym zresztą nie koniec kolejnych planowanych zmian w zarządzie Platformy - mają do niego wrócić - ponownie w roli wiceprzewodniczących - Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz. Oboje zrezygnowali przed 3 lipca, czyli w momencie powrotu Tuska do polityki. Chodziło o kwestie statutowe - dopiero ich rezygnacja sprawiła, że w zarządzie PO powstało wolne miejsce dla dwóch nowych wiceprzewodniczących - Donalda Tuska i Borysa Budki, zaś wycofanie się Kopacz otworzyło przed Tuskiem statutową drogę do kierowania partią w roli najstarszego z wiceprzewodniczących.

Te wszystkie roszady mają w tym momencie dość zagmatwany przebieg, ale ich docelowy efekt wydaje się dość czytelny - na tym etapie skład osobowy władz Platformy ma zostać przywrócony niemal do status quo z momentu powrotu Tuska do partii. Niemal, bo oczywiście Borys Budka nie wróci już na stanowisko szefa partii, a Donald Tusk pozostanie formalnie jej wiceprzewodniczącym.

Zarazem jednak najważniejsza zmiana w Platformie przebiega wciąż według logiki statutowo-formalnych manewrów, a nie w ramach ogólnopartyjnych wyborów. Partia jest konsolidowana, sprzątana, porządkowana i czyszczona - w zależności od kontekstu można trafnie użyć każdego z tych określeń. Strukturalno-personalno-hierarchiczne porządki pomogą Platformie odzyskać prowadzenie na opozycji, ale to wciąż za mało, by mówić o dominacji na scenie politycznej. Tym bardziej, że wraz z powrotem Tuska pojawił się też niemal zapomniany już problem.

Tu czas na anegdotkę - tyle że z Jarosławem Kaczyńskim i Polską Agencją Prasową w roli głównej. Otóż w drugiej połowie lipca ta ostatnia zamówiła w Kantarze niestandardowy sondaż, w którym Polacy mieli oceniać inteligencję liderów największych polskich partii. Decydowała średnia pozytywnych i negatywnych ocen. Wyszło to tak, że zdecydowanie najgorzej wypadł Jarosław Kaczyński, co zdaniem złośliwców skutkowało tym, że kontrolowana przez rząd PAP podała wyniki jedynie w agencyjnej depeszy, ale nie opublikowała ich na swojej stronie. Ale o co właściwie chodziło? Czy Polacy naprawdę uważają Kaczyńskiego za najmniej inteligentnego z polskich polityków? Ależ skąd - inteligencji (niech będzie, że makiawelicznej, czy demonicznej) nie odmawiają przecież szefowi PiS nawet jego najwięksi przeciwnicy. Lider Prawa i Sprawiedliwości budzi natomiast w społeczeństwie skrajne emocje. Wyborcy PiS go cenią, a wyborcy opozycji nie znoszą. W warunkach skrajnej politycznej polaryzacji pytanie o inteligencję jedni i drudzy potraktowali więc tak samo jak pytanie o poparcie, czy poziom politycznego zaufania i odpowiadali według klucza swych sympatii i antypatii. A ponieważ wyborców opozycji jest od zeszłej jesieni więcej, wyszła z tego marna dla Kaczyńskiego średnia.

Ale po co nam tu anegdotka o Kaczyńskim, skoro mowa o Tusku? Rzecz w tym, że z Tuskiem jest bardzo podobnie jak z prezesem PiS. On również wywołuje bardzo skrajne emocje społeczne. Dla wyborców Platformy jest politycznym mistrzem świata, dla wyborców PiS narodowym zdrajcą, a dla wyborców Lewicy czy Polski 2050 uosobieniem III RP ze wszystkimi jej wadami. To silne skojarzenia, które po tylu latach obecności w polityce bardzo trudno jest już przełamywać.

Ergo - dla Tuska - podobnie jak kilka lat temu dla Kaczyńskiego - arcytrudnym zadaniem jest obecnie rozszerzanie poparcia - zarówno tego własnego, jak i własnej partii - i przekonywanie nieprzekonanych. Lider o ostro polaryzującym wizerunku potrzebowałby do tego zarówno wielkich kłopotów konkurencji, jak i mocnego wychodzącego poza dotychczasowe ramy pakietu propozycji wyborczych.

Przed wyborami 2015 roku PiS wykorzystał i jedno i drugie, negatywne społeczne sentymenty względem rządzącej od prawie 8 lat Platformy i tak wtedy tylko rosły, zaś PiS zbudował sobie zupełnie nowy i bardzo daleki od standardowych wyobrażeń na temat oferty prawicy program wyborczy oparty na transferach socjalnych i wycelowany w szereg konkretnych grup społecznych - od rodziców dzieci w wieku do 18 roku życia, przez osoby zbliżające się do podwyższonego przez PO wieku emerytalnego, aż po emerytów. Tusk i Platforma wydają się być wciąż daleko od zrobienia podobnego kroku - choć jednocześnie trzeba uczciwie zaznaczyć, że mamy środek sezonu ogórkowego, a od powrotu Tuska minął niespełna miesiąc. Niemniej obecna retoryka Tuska sprowadza się niemal wyłącznie do motywów polaryzacyjnych - PiS to czyste zło, które trzeba nazwać po imieniu i przykładnie rozliczyć, symetryści to kolaboranci reżimu, TVP Info to czysta propaganda, a powinnością człowieka uczciwego jest sprzeciw i opór. To wszystko hasła, które świetnie trafiają do elektoratu Platformy, a wypowiadane przez Tuska brzmią w uszach wyborców PO znacznie lepiej, niż wcześniej brzmiały wypowiadane przez Grzegorza Schetynę czy Borysa Budkę. Ale to dokładnie te same hasła. W dodatku retoryka Tuska pod adresem PiS-u bardzo niewiele różni się od tej z czasów, gdy to Tusk był u władzy a PiS w opozycji. Słuchając Tuska, dostajemy z grubsza wciąż ten sam manichejski opis świata, w którym ścierają się samo Dobro z czystym Złem, postęp z ciemnotą, cywilizowana Europa ze zdziczałym Wschodem. Opowieść dobra dla klasy średniej z liberalnego centrum i właściwie nikogo innego.

Platformie z pewnością nie zaszkodzi fakt, że znów kieruje nią człowiek, który tę partię współtworzył a następnie przejął i całkowicie ułożył pod siebie i swoje potrzeby. Widać, że to była i jest partia Tuska - a trzy kolejne próby zbudowania w niej nowego przywództwa zakończyły się bolesnymi niepowodzeniami. Tusk jest tam przywódcą naturalnym, samcem alfa tego stada. Problem i Tuska, i jego partii polega na czymś innym - brak tam w obecnym układzie potencjału do rozszerzenia poparcia. A to jest kluczem do tego, na czym Platformie zależy najbardziej, czyli do odzyskania władzy.

Oferta Tuska dla wyborców Polski 2050 sprowadza się mniej więcej do „postawcie na mnie, bo jestem silniejszy”. To może zadziałać przede wszystkim krótkoterminowo i przyciągnąć na jakiś czas do Platformy jej byłych wyborców zniechęconych latami niepowodzeń. Brakuje jednak sensownej i spójnej odpowiedzi na sformułowaną przez Szymona Hołownię i budującą do tej pory jego sukces ofertę odrzucenia polaryzacji - która z biegiem lat coraz słabiej oddziałuje na wyborców nienależących do twardych elektoratów PiS-u i Platformy. Nie, hasło „jeszcze więcej polaryzacji” wcale nią nie jest.

Nie ma też Platforma w Tuskowym wydaniu właściwie nic do zaproponowania wyborcom lewicy. Nie chodzi tylko o dość jawny zwrot w stronę liberalnego języka opowieści o stosunkach społecznych i gospodarce, języka sprzed 2015 roku, ale także, a może przede wszystkim o to, że Tusk jawi się elektoratowi lewicowemu jako postać zupełnie spoza sfery myślenia progresywnego. W roku 2022 orędownik kompromisu aborcyjnego i „tolerancji” względem mniejszości nie bardzo ma jak dotrzeć do wyborcy lewicowego, bo świat tego ostatniego pod tymi względami zdecydowanie za bardzo poszedł do przodu.

Brak też w ofercie Platformy pozycji, które mogłyby oddziaływać na młodsze pokolenia wyborców. Kryzys klimatyczny? Pochylamy się nad wypracowaniem pakietowych rozwiązań. Kwestie mieszkaniowe? Mamy wolny rynek. Zmiany w sferze pracy i handlu? Sprawę załatwią imigranci i robotyzacja. Pokoleniowe rozwarstwienie ekonomiczne, dziedziczenie przywileju i kapitału społecznego? A co to takiego?

Nie ma wreszcie w wykonaniu Tuska i Platformy żadnej widocznej próby przejęcia polskich swingers voters, tego biernego centrum, niekoniecznie przywiązanego do manichejskich podziałów z przemówień Tuska i Kaczyńskiego i mającego kompletnie gdzieś, gdzie stało ZOMO - za to chętnie wyczekującego transferów socjalnych i polityki transakcyjnej, dość podatnego również na populistyczną gospodarkę społecznymi lękami.

W powyższych kwestiach tym politykiem Platformy, który wyraźnie próbował rozpocząć budowę nowej oferty był w ostatnim czasie Rafał Trzaskowski. Przejęcie przez niego partii, czy chociaż części jej potencjału na rzecz ruchu Wspólna Polska mogło być początkiem rewolucji w obozie liberalnym.

Teraz zaś wciąż nie wiemy, jak ostatecznie ułożą się relacje Tuska z drugim sondażowo najsilniejszym politykiem Platformy. Politycy Platformy dość gremialnie wyczekują konfrontacji, „usadzania” czy marginalizowania Trzaskowskiego przez Tuska, patrząc na dzieje PO, dość łatwo to sobie wyobrazić. Ciekawe więc, czy Tusk zdaje sobie sprawę, że marginalizując Trzaskowskiego może zamknąć drogę do prawdziwego wielkiego powrotu także samemu sobie?

Wróćmy jeszcze raz do anegdotycznego sondażu na temat wyobrażonej inteligencji polityków oraz do znacznie poważniejszych sondaży dotyczących poziomów społecznego zaufania i nieufności do polityków. W czołówce po opozycyjnej strony sceny znajdziemy tu niezmiennie trzy postacie - Rafała Trzaskowskiego, Szymona Hołownię i Władysława Kosiniaka-Kamysza, podczas gdy Donald Tusk ma nieodmiennie poważne problemy z ocenami netto, zupełnie zresztą jak Jarosław Kaczyński. Ba, w sondażu społecznego zaufania i nieufności do polityków przeprowadzonego przez IBRiS w połowie lipca, Tusk znalazł się na trzecim miejscu od końca, wyprzedzony jedynie przez stałego antylidera tych rankingów Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Gowina.

Jedynym politykiem Platformy mającym silną pozycję w rankingach zaufania - i tym samym wystarczający potencjał do przyciągania wyborców spoza tradycyjnego elektoratu PO, pozostaje od ubiegłorocznych wyborów prezydenckich Rafał Trzaskowski. Tymczasem Platforma wciąż nie podjęła żadnej poważniejszej próby wykorzystania tego potencjału. I to mimo tego, że został on mocno powierzony w drugiej turze wyborów, gdy Trzaskowski zebrał niemal całą ówczesną sumę głosów wyborców opozycji i praktycznie otarł się o zwycięstwo. Dziś zaś, jak wynika z sondaży, ta suma głosów byłaby korzystniejsza - co jednak nie jest zasługą Platformy, lecz ofensywy Polski 2050.

Powrót Tuska może być doskonałym wstępem do konsolidacji szeregów Platformy. Kluczem do rozszerzania przez nią poparcia byłaby jednak pierwszoplanowa rola Rafała Trzaskowskiego.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie