Tusk wreszcie powiedział, jak zamierza rządzić po wyborach

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Fot. Polskapresse
Udostępnij:
Donald Tusk ogłosił swój plan zmian w organizacji pracy rządu. Można by pokpiwać, że podzielenie niektórych ministerstw i powołanie kilku nowych instytucji na szczeblu rządowym to przedwyborcza kosmetyka. I że Donald Tusk nie ma wiele do zaproponowania ponad swe słynne już "zarządzanie zmianą". Z pewnością też takie głosy usłyszymy.

Wygląda jednak na to, że tym razem premier nie mówił tylko o kosmetyce. I że planowana przez niego rewolucja w rządowych strukturach ma swoje bardzo określone przyczyny.

Najbardziej uderzające wydaje się powołanie aż trzech kolegiów ds. przeciwdziałania skutkom kryzysu. Nie wygląda to na zbytnie mnożenie bytów - kojarzy się raczej ze strukturą gabinetu Luli da Silvy w początkach jego urzędowania, wtedy, gdy prezydent Brazylii skutecznie zawracał swój kraj znad krawędzi społecznej i gospodarczej przepaści. Da Silva także powołał różne interdyscyplinarne zespoły, często poziomo przekraczające granice resortów. Opracowały one całą serię programów społecznych i elementów ekonomicznej strategii - a potem skutecznie je wdrożyły. Bynajmniej nie kierując się lewicowymi dogmatami, czego się po Luli da Silvie i jego ludziach powszechnie spodziewano.
Podobny styl myślenia o rządzeniu w warunkach ekstremalnych przebrzmiewał w słowach Tuska. Szef rządu doskonale zdaje sobie sprawę z tego, dokąd zmierza światowa gospodarka. Nie sądzę, aby szczególnie ganił ministra Rostowskiego za jego kasandryczną mowę przed Parlamentem Europejskim. Rzeczywiście przyszło nam żyć w niespokojnych czasach. I z całą pewnością będziemy musieli jakoś zakosztować ich mało ciekawej atmosfery.

CZYTAJ TEŻ: Zmiany strukturalne w rządzie po wyborach. Koniec ministerstwa infrastruktury, podzielone MSWiA

Nie da się zaś przejść przez kryzys możliwie bez strat, myśląc dogmatycznie. I Tusk jest w tej chwili równie daleko od liberalizmu, jak Lula da Silva od syndykalizmu. Nie da się też rządzić w warunkach narastającego ekonomicznego kataklizmu, dysponując wyłącznie tradycyjnymi narzędziami. Stąd też płynie pomysł Tuska na stworzenie antykryzysowych instytucji wokół rządu.

Tusk przedstawił przekonujący pomysł na rządzenie w warunkach kryzysu finansowego

Kluczowa wydaje się rola Komitetu Stabilności Finansowej, którego dotychczasową rolę chce premier znacznie rozszerzyć. Byłaby to superinstytucja odpowiadająca za gospodarcze bezpieczeństwo usytuowana pomiędzy NBP, Ministerstwem Finansów i instytucjami nadzorczymi. Z pewnością istnienie komitetu w tej formie pozwoliłoby skrócić czas reakcji na wahania giełdy czy kursu złotówki i lepiej koordynować działania wszystkich instytucji.

Rada Ryzyka Finansowego pod kontrolą NBP ma dbać o zarządzanie równowagą kursów walut i być chyba ciałem doradczym co do stosowania przez rząd rozmaitych instrumentów finansowych.

CZYTAJ WIĘCEJ KOMENTARZY WITOLDA GŁOWACKIEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Wreszcie Sztab Bezpieczeństwa Socjalnego pod dowództwem ministra Boniego miałby gasić pożary tam, gdzie pozostałym instytucjom się nie udało. Niwelować te skutki kryzysu, które dotkną jego konkretne ofiary wśród społeczeństwa.

To rzeczywisty plan budowy struktur na czas kryzysu. Na tym tle podział niezbyt wydolnego Ministerstwa Infrastruktury i giganta MSWiA jawi się tylko jako oczywisty wniosek z dotychczasowej praktyki.

Witold Głowacki

Wideo

Dodaj ogłoszenie