Tusk powinien wykorzystać aferę taśmową do reformy KRUS

Agaton Koziński
Agaton Koziński
Agaton Koziński Fot. Polskapresse
Jak przejdzie przez ten kryzys PSL? To chyba najważniejsze dziś polityczne pytanie. Afera taśmowa wyszczerbiła ludowców, mocno podważyła zaufanie do tej partii. Waldemar Pawlak będzie się teraz dwoił i troił, biegał od telewizji do radia i tłumaczył, że nie można oceniać PSL przez pryzmat rozmowy "dwóch sfrustrowanych ludzi" (tak przynajmniej on to nazywa). Ale że przez te same telewizje i radia przewijają się już listy polityków ludowców, którzy upchnęli swoich krewnych w firmach podległych ARR - także sporo wody będzie musiało upłynąć, zanim ktokolwiek uwierzy wicepremierowi.

Pewnie tę autoodbudowę ułatwi Pawlakowi Tusk. Przez pięć lat sporo razem przeszli, więc pewnie się i trochę polubili (jeśli w ogóle politycy mogą się nawzajem polubić). Poza tym Tuskowi Pawlak jest wręcz niezbędny. Nie do koalicji - w niej pewnie bez problemu mógłby go zastąpić Leszkiem Millerem lub Januszem Palikotem (choć ta druga opcja trudniejsza, gdyż weto zgłaszałby pewnie Jarosław Gowin). Ale PSL jest Platformie potrzebne do wyborczych zwycięstw. Ludowcy osiem procent głosów co cztery lata dostają. Jeśli nagle wyborcy się od nich odwrócą, to prawie na pewno przeniosą swe poparcie na PiS. Nie trzeba być Einsteinem, by szybko obliczyć, że przejęcie tych głosów pozwoliłoby Jarosławowi Kaczyńskiemu zostać ponownie premierem.

Także choćby z tego, czysto pragmatycznego powodu Tusk nie będzie chciał PSL całkiem pogrążyć. Prędzej pozwoli za chwilę wykazać się Pawlakowi jakąś inicjatywą. W końcu czego się nie robi dla wiernego koalicjanta. Tym bardziej że "saldo koalicji jest dodatnie" (jak przyznał wczoraj premier na konferencji).

Ale PSL szybko pozycji nie odbuduje. I to zachwianie Tusk powinien wykorzystać. Premier regularnie podkreśla, że właściwie już zrealizował wszystko to, co zapowiedział w listopadowym exposé. Nie jest to jednak prawda. W czasie tamtego wystąpienia zapowiedział także zmianę systemu opodatkowania rolników oraz stopniową likwidację KRUS. Cała procedura miała się zacząć 1 stycznia 2013 r. Miała - ale na razie szanse na to marne. Żeby bowiem tak się stało, potrzebna jest nowelizacja ustawy o podatku rolnym. Projekt zmian się pojawił, został odesłany do sejmowej komisji i słuch o nim zaginął. Teraz można o nim przypomnieć.

Na pewno PSL będzie się bronił przed zmianami, Tusk też nie może wprowadzić zmian radykalnych i natychmiastowych - z powodów, które wymieniłem przed chwilą. Pozbawienie rolników przywilejów, których do tej pory bronił PSL, pozbawi ludowców wyborców w jednej chwili. Na tym Platformie na pewno nie zależy.

Ale też premier nie może pozwolić, by zmian nie było w ogóle. Na KRUS co roku z budżetu państwa idzie ponad 15 mld zł (dla porównania na policję i straż pożarną łącznie wydajemy 10 mld zł rocznie). Wszystkiego rolnikom zabrać na pewno nie można. Ale na pewno można i trzeba te wydatki urealnić - na przykład sprawić, by rolnicy dobrze zarabiający płacili normalne składki emerytalne i normalne podatki, a nie korzystali z ulg. Teraz do zaakceptowania zmian będzie łatwiej przekonać PSL niż kiedykolwiek wcześniej. I premier powinien z tej możliwości skorzystać jeszcze przed kolejnym jesiennym exposé.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Nasz_Dziennik
Marek Sawicki ma prawo czuć żal, być zawiedziony, bo w przeszłości ludzie z rządu koalicji PO - PSL byli uwikłani w afery dużo większego kalibru niż on i włos im z głowy nie spadł.

Dymisje w związku z aferą hazardową nastąpiły dopiero tydzień po ujawnieniu nagrań z podsłuchów przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego dokonanych przez CBA, bo już nie można było tego zamieść pod dywan. On i Mirosław Drzewiecki wylecieli z polityki, ale przed sądem nie stanęli (prokuratura ich oczyściła), a teraz wracają na salony.

Wicepremier Grzegorz Schetyna wyleciał z rządu, ale potem został marszałkiem Sejmu, a w niełaskę Tuska popadł tylko z powodu swoich ambicji politycznych. Ministrowie Sławomir Nowak, Adam Szejnfeld czy Rafał Grupiński też krzywdy nie zaznali.

A jaka była polityczna odpowiedzialność innych polityków PO? Tacy wybitni ministrowie jak Cezary Grabarczyk (ten, co rozłożył autostrady i PKP) zostają wicemarszałkami Sejmu.

A jak ktoś tak dbał o stocznie jak Aleksander Grad, że aż upadły, to dostaje lukratywną posadę w PGE, z pensją miesięczną, która podobno przewyższa roczne diety i uposażenie poselskie, jakie dotąd dostawał.

Co zaś powiedzieć, gdy przypomnimy sobie katastrofę smoleńską i cały szereg zaniedbań i skandalicznych działań wysokich urzędników państwowych popełnionych przed tragedią i po niej? Kto poniósł za nią polityczną odpowiedzialność? Nikt.

Szef BOR gen. Marian Janicki nawet awansował, minister zdrowia Ewa Kopacz została marszałkiem Sejmu, Tomasz Arabski w najlepsze kieruje kancelarią premiera, a Radosław Sikorski - MSZ. A nie, błąd - dymisją obciążono ministra obrony Bogdana Klicha. Za karę został senatorem.
Dodaj ogłoszenie