Tusk od początku nie chciał tarczy

Zdzisław Krasnodębski
Rząd Donalda Tuska dokonał radykalnej reorientacji polityki zagranicznej, łudząc polską opinię publiczną, że chodzi tylko o zmianę stylu.

Wobec Niemiec poszedł na ustępstwa, nie żądając nic w zamian. Warszawski korespondent "Spiegla" opisywał Tuskową "strategię miłości" w polityce zagranicznej na przykładzie niedawnego spotkania krajów bałtyckich w Rydze.

Podczas tego spotkania Rosjanin Igor Szuwałow z mocą podkreślił, że Moskwa zbuduje rurociąg bałtycki. Następnie po mikrofon sięgnął Tusk, który uśmiechnął się przyjaźnie i cicho powiedział: - Stanowisko Polski nie uległo zmianie. Wśród zasiadających na sali Polaków było widać rozczarowanie miękką reakcją premiera na twarde słowa Rosjanina. Polacy są bowiem zdecydowanie przeciwni projektowi budowy bałtyckiej rury. Obawiają się, że Moskwa może przykręcić gaz mieszkańcom Europy Wschodniej, nie wyrządzając przy tym szkody potężnym Niemcom.

Poprzednik Tuska, Jarosław Kaczyński, nie był w tej sprawie tak potulny. Jednoznacznie potępił projekt gazociągu, potem przywołał pamięć o milionach Polaków, którzy stracili życie w II wojnie światowej. Owym historycznym patosem działał na nerwy swoim partnerom z Unii Europejskiej.

Ci więc odnotowali z ulgą, że Tusk zachowuje się całkiem inaczej. "Pragmatycznie rozładował trwający od lat konflikt z Niemcami wokół kwestii Centrum przeciwko Wypędzeniom i wysłał w kierunku Moskwy sygnały odprężenia." ("Der Spiegel" z dn. 17.06.2008).

Co takiego uzyskaliśmy od niemieckich sojuszników i rosyjskich partnerów polityką potulności? Figę z makiem. Najlepszym wyrazem tego, jaką wagę przywiązują Niemcy do Polski, jest fakt, że chociaż Donald Tusk od ponad pół roku jest premierem, Angela Merkel znalazła jak dotąd tylko kilka godzin na wizytę w Polsce ograniczoną do wymiany zdawkowych uprzejmości. Do Dmitrija Miedwiediewa pojechała w te pędy, zanim jeszcze objął urząd prezydenta.

Nikt już nie pamięta w Berlinie o zapewnieniach czynionych tuż po objęciu urzędu przez Merkel, że zerwie z polityką Schrödera porozumiewania się z Rosją ponad głowami Polaków. Niemieckie samoloty rządowe miały po drodze z Berlina do Moskwy lądować w Warszawie. Nie wiadomo zresztą, po co kanclerz Merkel miałaby przyjeżdżać na dłużej do Polski, skoro nie ma żadnych spornych spraw do załatwienia. Polska stała się quantité négligeable w polityce niemieckiej.

Wystarczy telefon z Berlina, by zharmonizować działania. Nikt już nie musi się martwić o to, co zrobi polski rząd. Tylko prezydent prowadzi politykę, która nie mieści się w ramach europoprawności, co jest źródłem stałej irytacji w Berlinie.

Potulności wobec Niemiec i uprzejmości wobec Rosji towarzyszy nieoczekiwana twardość wobec USA. Twarda polityka wobec USA jest logicznym dopełnieniem nowej polityki zagranicznej. Projekt tarczy antyrakietowej od początku budził sprzeciw nie tylko Rosji, ale i Niemiec, choć oczywiście musiały one wyrażać go w sposób zawoalowany.

Sprzeciwu Niemiec dowodzi przemówienie Angeli Merkel na Uniwersytecie Warszawskim w marcu ubiegłego roku. Pani kanclerz ostrzegała przed podziałem Europy w sprawach bezpieczeństwa, mając na myśli właśnie projekt tarczy antyrakietowej. Przypominała nam, że trzeba działać wspólnie, a nie w pojedynkę, że bezpieczeństwo europejskie powinno obejmować wszystkie kraje.

Wszystko to może i prawda, tylko nie wiadomo, dlaczego zasada jedności nie obowiązuje wtedy, gdy Niemcy układają się z Rosją lub USA, gdy Angela Merkel dobija targu z Nicolasem Sarkozym w sprawie europejskich regulacji dotyczących ochrony środowiska i uderzających w niemiecki przemysł samochodowy - dlaczego wtedy działają w interesie całej Europy, a nam nic do tego.

Argumenty, jakie wysuwa się przeciw tarczy, nie są nowe - przypominają te, które padały w latach 80., gdy w Europie instalowano amerykańskie rakiety średniego zasięgu, i w latach 90., gdy pojawiła się idea rozszerzania NATO o państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Znowu ostrzega się przed rozpętaniem nowego wyścigu zbrojeń. Wskazuje, że tylko rozbrojenie może zagwarantować trwały pokój - argument, o którym natychmiast zapomniano, gdy Francja ogłosiła program modernizacji swoich sił zbrojnych.

Podkreśla się potrzebę szukania wspólnych rozwiązań w ramach NATO, aby nikogo (co znaczy: Rosji) nie prowokować i by nie dopuścić do podziału Europy. Szczególnie ostro wypowiadał się były minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier, obecnie pracownik Gazpromu i od niedawna członek Rosyjskiej Akademii Nauk. We "Frankfurter Sonntagszeitung" z 18 marca 2007 stwierdził: "Konieczna otwarta debata nie może podzielić NATO i EU. Nie ma starej i nowej Europy".

Tak więc w Niemczech od samego początku widziano w instalacji tarczy projekt , który mógłby zagrozić jedności Europy - także przez zwiększenie samodzielności Polski - i zantagonizować Rosję, strategicznego partnera Niemiec. W tej logice zagrożenie dla jedności Europy stanowi każde przedsięwzięcie, na które dwa największe europejskie kraje nie mają bezpośredniego wpływu.

Zgadzając się na tarczę, rząd polski musiałby liczyć się więc z niezadowoleniem zachodniego sąsiada. Wydaje się, że Donald Tusk uznał, że nie może sobie na to pozwolić. Ważniejsze są dla niego dobre relacje w Europie i w NATO, a więc przede wszystkim z Niemcami niż z USA.

W tej logice leżało też wycofanie wojsk polskich z Iraku, a więc rezygnacja z misji tak głośno kiedyś krytykowanej przez Schrödera i Chiraca, i wzmocnienie polskiego kontyngentu w Afganistanie działającego w ramach NATO. Tyle że w Iraku następuje stabilizacja, a w Afganistanie wkrótce może się rozpętać krwawa wojna. Nie chodzi więc o bezpieczeństwo polskich żołnierzy.

Wszystko wskazuje na to, że od samego początku Donald Tusk nie zamierzał zgodzić się na tarczę. Grał na zwłokę, licząc na to, że po ewentualnym zwycięstwie Obamy sprawa przestanie być aktualna. Przyspieszenie negocjacji - także w wyniku wizyty Anny Fotygi w Waszyngtonie, która zapoznała się ze stanem negocjacji - postawiło go w sytuacji, której nie lubi - konieczności podjęcia jasnej decyzji.

Udzielając odpowiedzi odmownej, jeszcze raz okrył ją zasłoną dymną przyszłych negocjacji. Ale to, że po deklaracji Tuska Amerykanie jeszcze raz podejmą negocjacje jest prawdopodobne. Jeśli tarcza w Polsce nie powstanie, Donald Tusk poniesie historyczną odpowiedzialność za niewykorzystanie szansy ściślejszego związania Polski z USA i wzmocnienia jej pozycji w stosunku do coraz bardziej energicznych sąsiadów.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
ostry

Pan Krasnodębski proponuje podporządkowanie polskiej polityki zgarnicznej wobec USA,korzystając ze straszaka "rosyjsko - niemieckiego" kosztem konfliktu i izolacji w EU, do której należymy. I ta bzdura że sytuacja w Iraku się stabilizuje, i że konflikt w ramach UE - NATO jest w interesie Polski do obu należącej. A zgoda na wspólną politykę europejskaą to dla pana Krasnodębskiego służalczość.

M
Michał

Jeszcze nie usłyszałem pozytywnego zdania od tego Pana. Zawsze spisek, w jego komentarzach zawsze ktoś czyha albo na zachodzie, albo na wschodzie na Polskę jak na cnotliwę pannę. Straszy, czasem nawet pohukuje. Tacy "wieszcze" kiedyś posyłali czternastolatków na rzeź. Tak to było podczas powstań, wszystkich przegranych. Również ostatniego - warszawskiego. Ludzie o pokroju Zdzisława Kransodębskiego musieli być chyba mocno bici w dzieciństwie ( dziś zazawyczaj za takim wychowywaniem opowiadają się) Ciekawe jak traktuje żonę. Czy też ją bije. Ciekawe czy ją ma.

Dodaj ogłoszenie