Trzy narracje, dwie Polski. Kto wygrał marsz "Dla Ciebie Polsko" rząd, narodowcy czy opozycja?

Katarzyna Stańko
Katarzyna Stańko
fot. szymon starnawski / polska press
Manipulacje, fake newsy (nieprawdziwe informacje), sprzeczne przekazy i sprzeczna ocena marszu "Dla Ciebie Polsko", dawnego marszu niepodległości. Końca podziałów nie widać.

W dniu setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości w Warszawie odbył się marsz pod patronatem prezydenta, zorganizowany przez premiera i rząd. Na marszu odnotowano rekordową frekwencję – ponad 250 tys. osób, jak informuje policja było to największe tego typu wyzwanie logistyczne dla służb. Marsz „Dla Ciebie Polsko” odbył się w miejsce Marszu Niepodległości, po uprzednim porozumieniu rządu ze środowiskami narodowymi.

Władze podkreślają, że w marszu szli przede wszystkim zwykli, spokojni obywatele, a zwolennicy skrajnej prawicy stanowili margines. Marsz miał łączyć naród i być wielkim świętem Polaków świętujących odzyskanie przez Polskę niepodległości. Wiceprzewodniczący PO, Borys Budka pisze o marszu na Twitterze w zupełnie inny sposób: "Putin musi być z Was dumny, prawdziwi Polacy. A to wszystko pod patronatem prezydenta i premiera. Haniebne Obchody. "

W przestrzeni publicznej nie brakowało nieprawdziwych informacji (fake news), w tym zdjęć z marszu 2017 r. które miały ilustrować tegoroczny marsz. Zdjęcie z demonstrantami pokazującymi nazistowski gest "sieg heil" przypisany maszerującym 11 listopada, pochodzi z 2017 r. z manifestacji skrajnego włoskiego ruchu "Forza Nouva". Pojawił się również wątek spalonej flagi UE i pytanie, czy jest to czyn ścigany z urzędu.

Mamy do czynienia z zawłaszczaniem marszu i mówieniem o nim w całkowicie sprzeczny sposób przez rządzących, opozycję oraz sprzyjające im media. Strona rządowa podkreśla patriotyczny, narodowy, niemalże religijny aspekt marszu, opozycja tworząc swoją narrację na temat tego wydarzenia podkreśla jego antyeuropejskość, antyunijność oraz symbolikę narodowo-faszystowską (flagi), poczucie zagrożenia, jakie skandujący tłum może wywoływać (race, dym). Trzecią stroną tworzącą narrację są narodowcy, którzy, jak Krzysztof Bosak, wiceprezes Ruchu Narodowego w wypowiedzi dla Agencji Informacyjnej Polska powiedział, że o marsz "toczy się walka, ostra rywalizacja pomiędzy stroną rządową a narodowcami", a rząd próbując tonować marsz, czy zakazując przemówień podczas przemarszu popełnia błąd, ponieważ "nie ulepsza, ale pogarsza zarówno wymowę marszu, jak i jego organizację". Bosak ma pretensje do TVP o łagodzenie przekazu na temat marszu. Jak zatem oceniać wymowę marszu?

- Wygranymi tego marszu są własnie narodowcy, którzy odbyli ten marsz tak, jak zaplanowali. Być może nie w takim wymiarze symbolicznym, jak chcieli, jednak podczas marszu mieli swoją autonomię. I to oni czują się usatysfakcjonowani - komentuje dla Agencji Informacyjnej Polska Press prof. Andrzej Paczkowski, historyk z Polskiej Akademii Nauk.

Prof. Paczkowski zgadza się z organizatorami, że podczas marszu nie było drastycznych incydentów. - Organizatorzy o to zadbali, apelując do swoich zwolenników, aby nie przeszarżowali, aby nie było ekscesów. Dopuścili jednak dodatkową symbolikę, której prezydent Duda nie planował – uważa prof. Paczkowski. Aktywnych narodowców, którzy przychodzą ze swoimi racami i flagami faszyzującymi było relatywnie niewielu. - Z natury rzeczy ten marsz jest jednak antyeuropejski, stąd odczytanie go, choćby przez media zagraniczne jako sojuszu, czy kompromisu pomiędzy obozem władzy a siłami politycznymi w tym kraju, które są przeciwne Unii Europejskiej. A to jest podstawowe hasło narodowców - podkreśla.

Innego zdania jest Eryk Mistewicz, specjalista ds. marketingu politycznego, prezes fundacji Instytut Nowych Mediów. - Wyjątkowo złej woli wymagało przedstawienie grupki kilkunastu zakapturzonych ONR-owców i spalenia symboli unijnych (bo przecież nie flagi Unii, taka zgodnie z Traktatem Lizbońskim nie istnieje) jako "marszu faszystów". W odróżnieniu od lat poprzednich, mimo o wiele większej skali wydarzenia, przebiegło ono nad wyraz spokojnie – podkreśla Mistewicz w komentarzu dla AIP. - Niejako przy okazji udało się pokazać silne państwo - państwo nie z dykty – dodaje, pozytywnie oceniając pracę służb. - Świetnie, że udało się zjednoczyć Polaków. W oczywisty sposób brakowało mi w Marszu Stulecia Niepodległości Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny, Rafała Trzaskowskiego, Lecha Wałęsy czy Aleksandra Kwaśniewskiego. Gwizdy i wrogie okrzyki są wpisane w bycie politykiem, zresztą nie jestem pewien czy by nastąpiły – podsumowuje Mistewicz.

Zręczne posunięcie władz i wykorzystanie potencjału Polaków i dumy z odzyskanej państwowości, uniknięcie zamieszek czy porażka i eskalacja antyunijnych sentymentów? Generalna ocena marszu z 11 listopada 2018 r. i narracji na jego temat możliwa będzie tak naprawdę później i to przy porównaniu z innymi marszami, bo są to już przecież wydarzenia cykliczne – uważa prof. Paczkowski. Marsz zapewne będzie oceniany różnie i nic na to nie poradzimy, podobnie jak na głęboko zakorzenione podziały w naszym społeczeństwie – podsumowuje.

Polska stała się bezpieczna

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie