"Trzecia kadencja Tuska byłaby niebezpieczna dla Polski. Trzeba uważać..."

Redakcja
- Sam fakt, że ta sama osoba pozostanie u steru kraju przez drugą kadencję, świadczy o stabilizacji polskiej sceny politycznej. Aczkolwiek brak zmian przez dłuższy czas też nie jest korzystny. Gdyby więc Donald Tusk uznał, że chce zostać premierem także przez trzecią kadencję, mogłoby to być niebezpieczne dla Polski - mówi Bruce Bueno de Mesquita, politolog, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Właśnie ukazała się książka, której jest Pan współautorem, pod tytułem "Podręcznik dyktatora". Polska dyktaturą nie jest - ale po raz pierwszy od 1989 r. ten sam polityk został premierem na drugą kadencję. O czym to świadczy?
Na wstępie zaznaczę, że znam tylko podstawowe fakty o Polsce, także trudno mi analizować rozwój sytuacji na waszej scenie politycznej. Mogę mówić tylko o mechanizmach - one w przypadku państw demokratycznych są uniwersalne. Zawsze największym zagrożeniem jest przekazanie władzy innej partii czy przywódcy. Także sam fakt, że ta sama osoba pozostanie u steru kraju przez drugą kadencję, świadczy o stabilizacji polskiej sceny politycznej. Aczkolwiek brak zmian przez dłuższy czas też nie jest korzystny. Gdyby więc Donald Tusk uznał, że chce zostać premierem także przez trzecią kadencję, mogłoby to być niebezpieczne dla Polski. Dlatego już teraz trzeba szczególnie mocno pilnować, by przestrzegać innych istotnych kwestii, na przykład prawa nieskrępowanego dostępu opozycji do mediów - tak by mogła ona w pełni wyrażać swoje opinie. To pomoże uniknąć wypaczeń demokracji.

A czemu trzecią kadencję rządów Tuska jako premiera uznaje Pan za zagrożenie dla demokracji? Göran Persson w Szwecji kierował rządem niemal przez trzy kadencje, Helmut Kohl w Niemczech rządził przez 16 lat. Czy Szwecji i Niemcom też zarzuca Pan deficyt demokracji?
Mimo wszystko uważam, że monopol jednej partii na szczytach władzy jest niebezpieczny. Taka dominacja może stopniowo prowadzić do erozji systemu władzy, doprowadzić do ograniczenia wolności słowa czy zgromadzeń. Oczywiście, nie jest nigdzie powiedziane, że w kraju, w którym długo rządzi jeden polityk czy jedna partia, będziemy obserwować ograniczanie praw. Ale też warto zauważyć, że na przykład w Szwecji swoboda wypowiedzi nie jest pełna, dużo więcej można publicznie powiedzieć choćby w Stanach Zjednoczonych. Niedawno niebezpieczne zmiany zaszły w RPA.

Na czym one polegają?
Przyjęto tam prawo, które według uzasadnienia ma pomóc chronić tajemnice państwowe. W rzeczywistości jednak uchwalono je po to, żeby mieć argument prawny do ukrócenia antyrządowych wystąpień w mediach. W tym kraju Afrykański Kongres Narodowy nie ma właściwie żadnego poważnego rywala politycznego. Jeśli na to nałoży się jeszcze te zmiany prawne, które przed chwilą opisałem, to RPA grozi, że zamieni się w dyktaturę i zacznie upodabniać się do Zimbabwe pod rządami Roberta Mugabe. Bo tak właśnie wyglądają państwa, w których jedna osoba lub jedno ugrupowanie rządzą zbyt długo. Dlatego w USA po śmierci Franklina Delano Roosevelta przyjęto poprawkę do konstytucji, która zabraniała komukolwiek sprawować urząd prezydenta dłużej niż przez dwie kadencje. Wiadomo bowiem, że każdy polityk będzie chciał jak najbardziej poszerzyć zakres swojej władzy - taka jest istota tego zajęcia. Trzeba wprowadzać ograniczenia prawne, by nie doszło do wypaczeń systemu.

W "Podręczniku dyktatora" postawił Pan interesującą tezę. Według niej zachowanie władzy w dyktaturze i demokracji polega na tym samym: zdobyciu poparcia grupy kluczowej dla utrzymania władzy. W Polsce PO wygrała drugi raz z rzędu wybory, zdobywając podobny poziom poparcia jak cztery lata wcześniej. Co to Panu mówi o polskim systemie politycznym?
W swojej książce napisałem, że politycy nie walczą o poparcie całej grupy obywateli, a jedynie tej jej części, która jest im niezbędna do przejęcia władzy. Jeśli do tego wystarczą głosy 25 proc. wyborców, to żaden polityk nie będzie się starał zdobyć 10 proc. głosów więcej. Przede wszystkim dlatego, że mu się to nie opłaca. Jeśli będzie mu zależało na poparciu na przykład 40 proc., to potem tym 40 proc. będzie musiał w jakiś sposób zapłacić za udzielone mu poparcie. A wiadomo, że im mniej liczna grupa, tym łatwiej się jej zrewanżować.

Czytaj także:
* Czapiński: Polaków najbardziej motywuje chęć dorównania Zachodowi
* Kamiński: W 2011 roku Kaczyński zrealizował swoje plany całkowicie
* Barber: Na razie za kryzys płacą głównie ci, którzy go nie wywołali

Z drugiej strony, im mniejsze poparcie, tym mniejsza możliwość manewru - utrata każdego głosu czy poparcia jakiejś grupy oznaczać może utratę władzy.
Na tym polega polityka - dokonuje się rachunku zysków i strat. Generalnie jednak trzeba pamiętać o tym, by wynagradzać własne zaplecze. Można tego dokonywać na różne sposoby: przyznawać ulgi podatkowe całym grupom społecznym czy zawodowym, zlecać zamówienia publiczne określonym przedsiębiorstwom lub dawać awanse określonym osobom. Możliwości jest wiele, wymieniłem tylko kilka przykładów. Najważniejsze, by precyzyjnie wyznaczyć grupę kluczową do utrzymania władzy. Oczywiście, poparcie można mieć większe - przecież nie można wyborcom zabronić głosowania na własną partię. Ale tych dodatkowych nie trzeba już wtedy wynagradzać za poparcie, gdyż ich głosy w ogólnym rozrachunku nie mają znaczenia. Świetnie ten mechanizm widać na przykładzie Tanzanii. W tym kraju rządząca partia zdobywa ok. 90 proc. głosów - ale zdecydowana większość wyborców nie otrzymuje żadnych nagród z tego powodu, że oddała głos na rządzące ugrupowanie. Tak naprawdę nagrody zgarnia tylko kilku kluczowych wyborców w każdym z tanzańskich stanów, ci wynagradzani nie stanowią więcej niż 10 proc. mieszkańców kraju. Tyle że w Tanzanii jest bardzo specyficzny system polityczny. Tam o głosy walczy aż 17 partii, także żelazny 10-procentowy elektorat właściwie wystarczy do zwycięstwa. Reszta głosów to niejako dodatek, który z perspektywy rządu nie ma większego znaczenia.

W Polsce scena polityczna jest mniej rozproszona - w ostatnich wyborach liczyło się tylko pięć ugrupowań.
Jeśli dobrze rozumiem, polski system wyborczy jest zbliżony do niemieckiego. W takim systemie, gdzie wybiera się deputowanych z list lokalnych, mniej istotne jest otaczanie opieką przez rząd całych grup społecznych. W nim kluczową rolę odgrywa zdobycie kontroli w takiej liczbie regionów, która jest niezbędna do kontrolowania parlamentu.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj także:
* Czapiński: Polaków najbardziej motywuje chęć dorównania Zachodowi
* Kamiński: W 2011 roku Kaczyński zrealizował swoje plany całkowicie
* Barber: Na razie za kryzys płacą głównie ci, którzy go nie wywołali

Wideo

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
rynna

Dziesiątki tysięcy ludzi wzięło przedwczoraj udział w protestach przeciwko ACTA, które przewinęły się przez największe miasta w Europie. Największe marsze odbyły się w Polsce, Niemczech, Holandii i Wielkiej Brytanii.

m
mgr

Rząd p.Tuska nie sprawdził się, coraz więcej jest o tym przekonanych,musi być Rząd fachowców, bo każda reforma rządu p.Tuska jest z poważnymi błędami, co skutkuje ogromną frustracją społeczną !

A
Anna Znak

dobrobytu. Wystarczyla 1 kadencja lewicy G. SCHREDERA i Niemcy wybrali znow CSU/CDU.

p
pablo55

najbardziej szkodliwy byłby powrót do władzy - choćby na 1 dzień - przaśnopaździerzowych oszołomomatołów z pisu albo ziobrystanu.
@cezar: jasne, premier Polski w żadnym wypadku nie powinien znać języków obcych, świat powinien znać tylko z tego, co usłyszy od swoich zauszników, powinien dostrzegać, że Polska tam naprawdę ma wyłącznie wrogów w każdej sekundzie czyhających na jej suwerenność; politykę zagraniczną powinien opierać o takie potęgi jak Litwa, Gruzja, Sierra Leone, Kiribati i Bantustan; powinien bać się dentysty i z daleka porażać intelektem, uśmiechem oraz (prawdopodobnie) zapachem; wszystkie te warunki spełnia jarkacz

i
iza

Ryży odpada,Kaczka też,Miller też no może jedynie pan Palikot,Ubogi wybór dlatego ludzie wybierają z musu gamoni.

r
rokita

że Donald ma rzeczywiście tak duże poparcie. Postkomuna którą z powodzeniem reprezentuje okopała się w swoich rowach podejrzanych ale i lukratywnych interesów i niedopuści aby Donald zrezygnował. Ma do dyspozycji potężny układ medialny który jest w stanie wmówić Polakom nawet to że są rosjanami. Tylko żyć nie umierać co też robią autorzy stanu wojennego nierozliczeni dotychczas

G
Gazda z Diabelnej

Czy Tusk będzie rządził kolejną kadencje czy nie to już nie będzie zależało od samego Tuska ale niestety od Prezia który albo zbawi Polskę albo jej nie zbawi. Chociaż są w tym kraju tacy idioci którzy podobno Krzyczą Jarosław Polskę zbaw to Prezio łaskawie się zastanowi i jak będzie mu na rękę to ją zbawi. Niestety ostatnie misje zbawienia Polski Preziowi nie wyszły od jakiś 6 wyborów chociaż ostatnie wybory to Prezio przegrał na swoje życzenie i Polski nie zbawił bo nie chciał dzielić się władzą z koalicjantem który mógłby sobie przypisać zasługi zbawienia Polski a przecie nie zasłużone bo tylko Prezio może Polskę zbawić

c
cezar

Media podały, że Donald T. zaczął się uczyć języków obcych. Czyżby już chciał się od nas zupełnie wyobcować? Jego koalicjant z PSL-u Waldemar P. też kiedyś uczył się angielskiego i robił szybkie postępy. Na pierwszej lekcji umiał już "one" (łan), a na drugiej już... dwa łany i trzy łany. Przecież cała Europa mówi po niemiecku. A także Donald T. porozumiewa się z Angelą M. bez tłumika... znaczy tłumacza. Więc po co ten angielski epizod w momencie, kiedy premier Dawid Cameron tyle wstydu przyniósł Unii Europejskiej, wyrwał się "bez kagańca" przed szereg i narobił obciachu, znajdując poparcie w milionach takich "angielskich moherowych beretów", Londynu i innych prowincjonalnych i parafialnych miast kiedyś przecież dumnego brytyjskiego imperium! Po co ten angielski Donaldowi T.? A może chce udać się na "wewnętrzną emigrację", gdzie czekają już na niego sprawdzeni, wykluczeni towarzysze i partyzanci IV RP, tacy jak: Jan P., Andrzej R., Michaił G. i Marek K. A może nie wystarcza mu już miłość na Platformie, chce czegoś więcej?! Chce przeżyć w Brukseli doznania nowe i sam się przekonać, co to jest to "Love". A może Donald T. chce być takim światowcem jak Radosław S.?! I szykuje orędzie w obcym języku na galę, która ma odbyć się w Berlinie. Przed Bramą Brandenburską Angela M. ma mianować Donalda T. kapitanem Titanica Unii Europejskiej.

p
polo

POwtarza te same, wyuczone formułki i robi to od czterech lat.
I nic się nie zmieni.
Za pięć i dziesięć lat napisze dokładnie to samo.

p
polo

na co stać tych politycznych gangsterów.
Polacy widzą, jaki od czterech lat panuje burdel.
O drożyźnie i zadłużeniu następnych pokoleń Polaków na kolejne 150 lat, nawet żal wspominać.

o
obywatel III RP

Jako czlowiek u wladzy, premier, reprezentowal ludzi biedniejszych ale obnizkami podatkow nagradzal bogatych. Jak premier Kaczynski potraktowal pielegniarki, lekarzy, nauczycieli - wszyscy oni 6 lat temu byli biedni jak myszy koscielne, chociaz teraz niektorym wiedzie sie az za dobrze. Nie zalatwil nic stoczniowcom, temat ten traktowal wylacznie jako chwytliwy propagandowo wsrod swojego(troche przyglupiego) elektoratu.Chlopi, za jego rzadow stracili wielki rosyjski rynek zbytu,co bylo w tamtym czasie bardzo wazne, bo polscy rolnicy wtedy jeszce nie potrafili wytrzymac konkurencji na Zachodzie, szczegolnie pod wzgledem jakosci. Mozna by dlugo wyliczac, ale nie ma sensu, bo przeciez prezes ,,budowal IV RP" i nie mial czasu na duperele.

a
alosza

nasz łukaszenka będzie rządził do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej.Przecież to geniusz,wybitny mąż stanu,niegasnace słońce narodu,człowiek którego nie można zastapić,można porównać go do wielkich proroków,nie,jego zabraknąć nie może.

r
renifer

po takim stwierdzeniu Bruce Bueno de Mesquita mniema , że ma prawo do wypowiadania się w sprawach Polski???????????????????????????????????????????,poza tym od kogo on te fakty poznawał, pewnie od jarokaczyniakopodobnych debili, skoro w państwie demokratycznym ta sama formacja polityczna utrzymuje swój rząd to znaczy, że panstwo jest stabilne i nie daj boże, żeby jakiś pisiorowski ignorant dorwał się do władzy później,mam nadzieję, że do nastepnych wybrów i pisiory i jacyś polskosolidarni i ci z odrzutu pisowskiego wymrą śmiercią naturalą, tak Polsce dopomóż ktokolwiek

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu "Trzecia kadencja Tuska byłaby niebezpieczna dla Polski. Trzeba uważać..."

g
gęsiński

A ja uważam,że druga kadencja to stosunkowo za dużo.Myślę,że należało by ją jaknajszybciej skrócić.Tusk potrafi tylko w godzinach pracy grać w piłkę-klipę oraz fruwać prywatnie smolotem na koszt podatników.Chce na urlop-nic prostrzego.Po prostu kupić sobie i rodzinie bilety na samolot (pociąg,autobus,bus,etc)

Dodaj ogłoszenie