Troska o stołki, a nie o dzieci

Artur Grabarczyk, Sebastian Kucharski
Wojciech Barczyński/POLSKA
Udostępnij:
"To skandaliczna i żałosna próba obrony własnych stołków" - tak o powołaniu związków zawodowych przez byłych współpracowników Ewy Sowińskiej w Biurze Rzecznika Praw Dziecka mówią politycy rządzącej koalicji oraz lewicowej opozycji.

Podobnie ruch z powołaniem związków zawodowych oceniają specjaliści w dziedzinie prawa pracy.

O sprawie napisaliśmy w sobotnim wydaniu "Polski". Informowaliśmy, że grupa osób zatrudnionych przez byłą rzecznik Ewę Sowińską (dawna posłanka LPR) w ostatni piątek powołała związek zawodowy. Termin nie jest przypadkowy: jutro sejmowa komisja edukacji ma przesłuchać kandydatów na nowego rzecznika. A ten na pewno będzie chciał się pozbyć niekompetentnych pracowników.

- Nie mam złudzeń, że powołując związek, próbują sobie stworzyć bufor bezpieczeństwa. Wiedzą bowiem, że nowy rzecznik będzie chciał otoczyć się kompetentnymi ludźmi, których sam sobie wybierze - mówi posłanka Platformy Obywatelskiej Urszula Augustyn, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji edukacji.

Wtóruje jej Katarzyna Piekarska, była posłanka SLD, która ma być kandydatką klubu Lewicy na Rzecznika Praw Dziecka. - Zachowanie tych ludzi jest żałosne. Ruch z założeniem związków pokazuje, że oni nigdy nie powinni byli trafić do pracy w biurze rzecznika - mówi. - Bardziej niż na prawach dzieci zależy im na własnych fuchach.

Przewodniczący związku Arkadiusz Miksa (były asystent Sowińskiej, były szef Młodzieży Wszechpolskiej w Łodzi, a potem lokalny lider Ligi Polskich Rodzin) stanowczo odpiera te zarzuty.

- Nie chodziło nam o zachowanie stanowisk, ale o możliwość przeciwdziałania wielu patologiom związanym z przestrzeganiem prawa pracy w Biurze Rzecznika Praw Dziecka - twierdzi. Jakie to patologie? Przyznawanie wysokich nagród według niejasnych kryteriów, brak przejrzystości w działaniu funduszu socjalnego, bałagan z czasowymi umowami pracowników i zwolnienia z pracy. - To wszystko sprawiło, że postanowiliśmy chronić swoje prawa - mówi Miksa.

W takie intencje nie wierzy ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich Witold Polkowski. - Od razu widać, że chodzi im o zabezpieczenie posad - mówi. I dodaje, że ten fortel się nie uda. - Nowy rzecznik może pójść z tym do sądu pracy, a ten raczej nie będzie miał wątpliwości, że działalność tego związku jest pozorna i będzie po ochronie - tłumaczy Polkowski. - Wtedy zostanie im tylko masowo zachorować.

Obawy ludzi Ewy Sowińskiej przed utratą lukratywnych stanowisk są uzasadnione. Miesiąc temu "Polska" pisała, że ówczesna rzecznik wyrzucała z pracy specjalistów, a na ich miejsce zatrudniała zaufanych ludzi najczęściej wywodzących się z LPR. Teraz wahadło odchyli się w drugą stronę.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Arkadiusz Miksa
ten artykuł to kumulacja, niestety nie taka jak w dużym lotku lecz kumulacja kłamstw, niedomówień, manipulacji faktami, braku obiektywizmu i profesjonalizmu dzennikarskiego!
d
detuskizacja
Jakby zagrożone były stołki platformersów albo komuchów, to by media trąbiły o czystce polityczne - ot podwójne standardy
Dodaj ogłoszenie