Triumf Mai Włoszczowskiej: Nie siłom, a taktykom

Tomasz Jaroński
Ładnie rozpoczął się dla polskich kibiców i samej bohaterki wyścig po olimpijskie złoto Mai Włoszczowskiej. W sobotę zawodniczka CCC Polkowice wygrała w RPA zawody o Puchar Świata. Wygrała pewnie, kontrolując cały czas to, co działo się na trudniej trasie. Rozpoczęła spokojnie, powoli przesuwając się na czołowe miejsca. Na ostatniej rundzie zaatakowała świetnie dysponowaną Kanadyjkę Emily Batty.

Maja zrobiła to w sposób cudowny. Na kamiennym zjeździe pojechała trudniejszym wariantem, zyskując kilka metrów przewagi. Kanadyjka wydawała się bardzo silna, Maja dysponowała lepszą techniką i sprytem. Ot co! Rozdmuchana medialnie rywalizacja o drugie miejsce w ekipie na igrzyska na razie nie rozstrzygnięta, choć mały punkcik zdobyła Ola Dawidowicz, która była 20. w elicie, bowiem Paula Gorycka nie ukończyła wyścigu dla zawodniczek do 23 lat.

Czytaj też: Maja Włoszczowska: Rozbierana sesja? Nie mówię "nie", ale teraz liczą się tylko igrzyska [ZDJĘCIA]

W kolarstwie spryt, myślenie, coś w rodzaju sportowego cwaniactwa jest elementem niezbędnym, zwłaszcza w decydującej rozgrywce, kiedy nogi odmawiają już posłuszeństwa. Gdyby Jan Kobuszewski był trenerem, a Wiesław Gołas kolarzem, to uczeń usłyszałby zapewne, że po zwycięstwo trzeba sięgać nie siłom, a taktykom (osobistom, rzecz jasna). Fachowiec nad fachowcami Czesław Lang też jest podobnego zdania. - Kolarz, który nie potrafi być cwaniakiem, nigdy nie wygra - twierdzi.

Czytaj też: Majka w maju pójdzie w ślady Mai

W sobotę w San Remo zakończył się pierwszy z wielkich klasyków, monumentów, wyścig z Mediolanu. 300 kilometrów, siedem godzin jazdy. Dwóch najsilniejszych niewątpliwie kolarzy zajęło miejsca numer 2 i 4. Wygrał Australijczyk Simon Gerrans, który przyczaił się za plecami Fabiana Cancellary i wyszedł mu z koła na mecie. Cancellara, zwany Spartakusem, nie miał wyjścia. Skutecznie zaatakował na wzniesieniu Poggio kilka kilometrów przed metą, ale wiózł za sobą dwóch rywali. Problem Szwajcara polega na tym, że jest… za mocny. Ani Gerrans, ani Włoch Nibali nie dali mu zmiany. I co miał zrobić? Gdyby spasował, wygrałby najszybszy Słowak Peter Sagan (zwycięzca ostatniego Tour de Pologne), to ten numer 4. Dowiózł więc Canellara zwycięzcę na finisz.

Czytaj też: Pozostałe felietony sportowe Tomasza Jarońskiego

Podobnie bywało przed rokiem w innych klasykach, ciekawe, jaką taktykę zastosuje Fabian we Flandrii i na brukach Roubaix? Inny problem ma Sagan. To Nibali, który jest liderem w zespole Liquigas. Włoch to Włoch. Sagan więc nie mógł gonić atakującej trójki, a dałby radę. Zresztą już w tym sezonie Vincenzo miał pretensje do Słowaka, że jest… za szybki. Zatem nie zawsze szybki i mocny wygrywa. I słusznie uważa Jonathan Vaughters, dyrektor ekipy Garmin, że właśnie dlatego kolarstwo jest interesujące.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
ToMo
Obejrzyj "Ucz się Jasiu" na jutubie
d
derodewijngaard
to chyba pomagał panu pisać prezydent.

...polski jazyk trodny jazyk.
Dodaj ogłoszenie