Traktat osłabi Europę

Andrzej Godlewski
Marek Jurek
Marek Jurek Bartłomiej Ryży
Z Markiem Jurkiem, byłym marszałkiem Sejmu i byłym członkiem PiS, rozmawia Andrzej Godlewski

Czy dobrze się stało, że pięć lat temu Polska weszła do UE?
Jesteśmy w centrum polityki europejskiej, co nie znaczy, że powinniśmy biernie przyjmować europejskie status quo. Poza Unią bylibyśmy w o wiele trudniejszej sytuacji gospodarczej. By zachować konkurencyjność, musielibyśmy m.in. znacznie obniżyć koszty pracy. A nie sądzę, by nasze społeczeństwo było gotowe na takie ciężary.

Czyli przyznaje Pan, że nie miał Pan racji, sprzeciwiając się wejściu do Unii?
Naszym obowiązkiem (tym większym, im mniej to znaczyło dla innych) było ocenić politykę Unii z perspektywy wartości cywilizacji chrześcijańskiej. Przed referendum w 2003 r. mówiłem o złych wyborach UE w tej dziedzinie. Te pięć lat członkostwa potwierdziły realizm naszego stanowiska, choćby podczas negocjacji traktatu lizbońskiego (odrzucającego wszelkie odniesienia do chrześcijaństwa, pomijającego prawa rodziny), w polityce poparcia Unii dla politycznego ruchu homoseksualnego, czy w otwartym ataku Parlamentu Europejskiego na Kościół katolicki (na kilka miesięcy przed kampanią antypapieską po podróży Benedykta XVI do Afryki). Tymczasem Europa potrzebuje odbudowy wiary w swe wartości duchowe, odrodzenia demograficznego, państw opowiadających się za cywilizacją chrześcijańską. Nasze stanowisko było wyrazem tego poglądu, więc również wyrazem odpowiedzialności europejskiej.

A co po tych pięciu latach Polski w UE spodobało się Panu najbardziej?
Pokazaliśmy wszystkim, jak silne jest nasze rolnictwo. Gdyby nie niesprawiedliwe ograniczenia, polscy rolnicy odnieśliby jeszcze większy sukces.

To zaskakujące, bo np. w 1992 r. podczas sejmowej debaty o układzie stowarzyszeniowym z EWG ostrzegał Pan, że integracja europejska doprowadzi do katastrofy polskiego rolnictwa i rynku pracy.
To oczywiste, że protekcjonizm państw zachodnich utrzymany na otwartym przez stowarzyszenie rynku, restrykcje, które wprowadził układ stowarzyszeniowy wobec polskiego rolnictwa, branż tekstylnej i górniczej, doprowadziły do spowolnienia rozwoju gospodarczego Polski. Do wzrostu bezrobocia i spadku dochodów wielu gospodarstw rolnych. To m.in. dlatego wchodziliśmy do UE jako jeden z najwolniej rozwijających się państw środkowej Europy. A w przemówieniu, o którym Pan mówi, mówiłem również, że kryzysowi społecznemu towarzyszy wzrost konsumpcji znacznej części społeczeństwa.

Ale warunki członkostwa w UE były już lepsze niż stowarzyszenia z EWG w latach 90.?
Nie do końca. Również w traktacie akcesyjnym zawarto regulacje, które dyskryminowały Polskę. To dlatego Niemcy i Austria do tej pory nie otworzyły rynku pracy dla Polaków. Także wielką niesprawiedliwością jest art. 87 traktatu wspólnot, który dla Niemiec wschodnich zastrzegł prawo pomocy publicznej dla rekonstrukcji gospodarki po komunizmie, ale Polsce i innym krajom wyzwolonym z komunizmu takich praw nie przyznał.

Może polskie władze za mało o to zabiegały?
Za mało zabiegały i nie zabiegają dalej. Do dziś nie rozumiem, dlaczego polski parlament nie wystąpił do Komisji Europejskiej z wezwaniem, by ten artykuł interpretować jako standard przysługujący nie tylko landom byłej NRD, ale wszystkim państwom uwolnionym z komunizmu.

Przedstawiciele Pańskiego środowiska obawiali się, że w zjednoczonej Europie Polacy stracą swoją tożsamość. Także ten czarny scenariusz się nie sprawdził.
Tożsamość to nie jest folklor, to coś więcej niż sama odrębność. Tożsamość realizuje się poprzez wartości życia społecznego i publicznego. My chcemy Polski i Europy cywilizacji życia, tymczasem w prawodawstwie europejskim, w polityce Parlamentu Europejskiego jako standard przyjmuje się kulturę postchrześcijańską. Jeśli chcemy to zmienić, potwierdzamy naszą chrześcijańską tożsamość, jeśli się na to godzimy, mamy już tylko chrześcijańską przeszłość.

Jeśli chodzi o odczuwanie dumy z polskości, to dziś jest ona chyba bardziej powszechna niż pięć lat temu.
Paradoksalnie otwarcie granic sprzyja uświadomieniu przynależności narodowej. Jednak brakuje nam poczucia wartości własnej tożsamości. O ile w dwudziestoleciu międzywojennym Polska była traktowana jako państwo sezonowe przez mniejszościowe ruchy separatystyczne i wrogie nam kraje sąsiednie, to dziś część polskiej opinii publicznej traktuje władzę państwa polskiego jako prowizorium i najlepiej jak najszybciej przekazać ją za granicę.

Czyli dziś zagrożeniem dla Polski nie jest europejskie superpaństwo, lecz sami Polacy?
Zagrożeniem dla naszej przyszłości jest deficyt odpowiedzialności wspierany przez najgorszy rodzaj ksenofobii, jakim jest ojkofobia, niechęć do własnego państwa, kultury, społeczeństwa. A przecież tylko państwo polskie może być gwarantem praw Polaków. Podzielam opinię Margaret Thatcher, która uważała, że współpracę narodową (również w ramach Unii Europejskiej) najlepiej zagwarantują państwa narodowe, a nie organizacje międzynarodowe. Czym byłoby NATO bez tego narodowego pierwiastka?

Unia Europejska jest słaba?
EWG - jak również Europa Zachodnia - nie odegrała kluczowej roli w zwycięstwie wolnego świata w zimnej wojnie. Teraz tę słabość widzieliśmy w Gruzji. Siłę Europie mogą dać państwa narodowe. I dają, bo polityka Unii to w znacznym stopniu polityka Niemiec i Francji moderowana przez pozostałe państwa. Unia chce coraz to nowych kompetencji, nie dając przy tym dowodów solidarności, więc zdolności równomiernego wspierania interesów wszystkich państw. Dlatego Polska musi należeć do tych krajów, które będą formułować cele wspólnoty i jej zadania.

Co ma Pan na myśli?
Politykę solidarności - i domagania się efektywnej solidarności - w dziedzinie rolnictwa, bezpieczeństwa energetycznego, rozszerzenia zwiększającego bezpieczeństwo Europy Środkowej, szacunku dla opinii chrześcijańskiej w Europie.
Na razie tego nie robimy w dostatecznym stopniu. Ściśle biorąc - mówimy o tym, ale nie żądamy tego w sposób konsekwentny, nie organizujemy opinii europejskiej w tym kierunku.

Kto jest winny?
Dziś rządzi PO, która modelowo wręcz prowadzi politykę dryfu europejskiego, dostosowywania się do kierunku wyznaczanego przez Niemcy i Francję. Dziwię się, że premier Tusk nie potrafił na ostatnim szczycie europejskim zażądać natychmiastowego wyrównania dopłat bezpośrednich dla rolników we wszystkich krajach Europy. Dałoby to Polsce należny nam strumień pieniędzy, znakomicie zwiększający popyt wewnętrzny na czas kryzysu.

Na krytykę zasługuje tylko Platforma?
PO praktykuje dryf, PiS gesty - bez konsekwencji politycznej. PiS na przykład na równi z PO boi się jakichkolwiek inicjatyw na rzecz budowania opinii chrześcijańskiej w Europie. Prezydent Kaczyński mógł zgłosić propozycję włączenia praw rodziny do podstawowych wartości Unii Europejskiej w traktacie lizbońskim, ale tego nie chciał.

Czy jednak w Unii Polska nie jest silniejsza? Np. wobec Rosji.
Oczywiście, geopolitycznie UE ma wiele walorów, ale dlatego, że ciągle w niej istnieje inicjatywa państw narodowych. Traktat lizboński proponuje wzmocnienie kompetencji centralnych kosztem państw. A to w sposób oczywisty osłabi siłę Europy.

Na przykład jak?
Wystarczy zastanowić się, czy podczas wojny w Gruzji europejska opinia publiczna została bardziej poruszana przez francuską prezydencję, czy przez prezydentów i premierów Europy Środkowej.

Prezydenci i premierzy rzeczywiście zmienili ustalenia Sarkozy'ego z Moskwy, ale ich głos nie byłby tak ważny, gdyby działali poza Unią.
Zgoda. Jednak to partnerstwo Zachodu i Europy Środkowej zostanie osłabione, gdy zlikwidowany zostanie system półrocznych prezydencji narodowych i wprowadzony będzie urząd stałego, wybieranego większościowo prezydenta UE.

To stanie się, gdy w życie wejdzie traktat lizboński albo - jak Pan mówi - traktat "deformujący Europę".
Deformujący, bo nawet nowy system liczenia głosów zmniejsza znaczenie Europy Środkowej, więc geopolityczne znaczenie Polski - pozwalając starej Unii podejmować decyzje tak, jakby nas nie było. Zmienia więc "wielkie rozszerzenie" na "wielkie przyłączenie".

Czy kolejne pięć lat w Unii będzie lepsze dla Polski?
To zależy w znacznym stopniu od losów traktatu lizbońskiego i od naszej odwagi politycznej. Generał de Gaulle powiedział kiedyś, że Europa to Francja i Niemcy, a reszta to płotki. Takie myślenie na Zachodzie dalej obowiązuje. W sytuacji, gdy uzupełnia je bardzo silny lewicowy nurt negujący cywilizację życia, staje się to niebezpieczne dla Polski.

Grozi nam katastrofa?
Źle Pan stawia problem. Wolny naród nie obija się między beztroską a katastro-fizmem, ale stara się kształtować swoją przyszłość i życie międzynarodowe. Polska może być silna i może działać na rzecz silnej, służącej wszystkim Europy. Wymaga to jednak odważnej i konsekwentnej polskiej polityki europejskiej.

Ten plan mógłby Pan realizować w paneuropejskiej partii Libertas. Dlaczego nie połączyć sił z Declanem Ganleyem, który poprzez weto Irlandczyków zablokował traktat lizboński?
Libertas to spółdzielnia polityczna, w której chodzi tylko o mandaty w Parlamencie Europejskim. Są tam ludzie Romana Giertycha, którzy domagają się wyjścia Polski z Unii, oraz Declan Ganley, który chce wzmocnić władzę Unii, jednocześnie ją demokratyzując. To nie jest ani propozycja polskiej polityki europejskiej, ani w ogóle przedsięwzięcie poważne.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
magnet
Gratulacje dla Autora wywiadu,za to, że wydobył z zapomnienia jednego z mądrzejszych polityków, który nie imituje myślenia.
A
Art
i normalna wizja Europy
Dodaj ogłoszenie