Traktat nowy czy poprawiony?

Jacek Saryusz-Wolski wiceprzewodniczący zarządu PO
Udostępnij:
Unia stoi przed wyborem: traktat nowy czy poprawiony. Polska musi wziąć aktywny udział w debacie.

W sytuacji kiedy Irlandia odrzuciła traktat lizboński, Unia Europejska szuka wyjścia z impasu. Polska powinna wziąć udział w wypracowaniu wspólnej strategii i przeanalizować ogólne tendencje europejskie. Okazją do tego będzie czwartkowy szczyt Unii.

To, co się stało, jest poważnym problemem, ale nie katastrofą. Największe niebezpieczeństwo polega na tym, by w obecnej w sytuacji nie zabrakło woli politycznej dla wprowadzania zmian. Nasza reakcja musi być bardzo spokojna i przemyślana, oparta na mocnym przekonaniu, że reforma instytucji jest dla Europy niezbędna, ale zarazem winna być oparta na szacunku dla reguł demokracji, w tym głosów mniejszości.

Problemem Unii nie jest blokowanie procesu decyzyjnego przez zbyt dużą liczbę członków - naukowe analizy wykazują, że po przystąpieniu większej liczby państw Unia funkcjonuje nie mniej, a nawet bardziej sprawnie. Reformy są konieczne z innego powodu. Traktat daje Europie instrumenty, które pozwalają sprostać nowym wyzwaniom w dziedzinie polityki zagranicznej, bezpieczeństwa energetycznego, imigracji, zmian klimatycznych, terroryzmu itd. Bez tych usprawnień, ponosimy koszt utraconych szans.

Istnieją dwa możliwe scenariusze. Pierwszy to modyfikacja traktatu lizbońskiego, uwzględniająca zastrzeżenia, które się pojawiły w czasie debaty w Irlandii. Takie wyjście możliwe będzie jednak wyłącznie na prośbę i przy zgodzie Irlandii.

Po referendach w sprawie konstytucji europejskiej w Holandii i Francji z roku 2005 r. bardzo trudno było odpowiedzieć dlaczego obywatele zagłosowali na nie. W przeciwieństwie do tych głosowań odrzucenie traktatu w Irlandii nie związane było z niekreślonymi obawami przed zalewem imigracji. Irlandczycy są stosunkowo dobrze wykształceni w dziedzinie instytucji europejskich i ich sprzeciw dotyczy konkretnych spraw. Nie skrytykowali idei Unii jako takiej, lecz wskazali obszary sporne. Dlatego łatwiej będzie zmodyfikować traktat, żeby odpowiedzieć na wątpliwości i oczekiwania obywateli Irlandii.

Kwestie sporne, które wypłynęły w trakcie debaty irlandzkiej, dotyczą przede wszystkim czterech zagadnień. Po pierwsze chodzi o problem neutralności, choć udział w polityce obronnej jest dobrowolny. Po drugie, choć traktat lizboński niczego nie zmieniał w sprawach obyczajowych, powstały obawy w kwestii prawa aborcyjnego. Po trzecie krytykowana była sprawa harmonizacji w zakresie podatków, która mogłaby oznaczać równanie ich w górę, choć tu zachowana jest zasada jednomyślności. Po czwarte sprzeciw wzbudziła najtrudniejsza kwestia, czyli zmiany w procesie decyzyjnym.

Nowa wersja traktatu musiałaby te obiekcje uwzględniać. Większość zmian wyjaśniających obiekcje Irlandii może mieć formę prawnie wiążącej deklaracji i dotyczyć tylko tego kraju. Natomiast modyfikacje procesu decyzyjnego musiałyby dotyczyć wszystkich. Nie można sobie wyobrazić, że tylko Irlandia nie zastosuje się do rotacyjnego systemu komisarzy albo że dostanie jakieś specjalne przywileje w głosowaniu. Gdyby udało się zmienić traktat i poddać go znów pod referendum, cała sprawa zostałaby prawdopodobnie rozwiązana w ciągu kilkunastu miesięcy.

Drugi plan awaryjny byłby bardziej oddalony w czasie. Konieczne byłoby przejście przez okres autorefleksji i przystąpienie do negocjacji nowego traktatu, który byłby bardziej przejrzysty. W tym czasie Unia musiałaby skoncentrować obywateli na rezultatach swojego działania. Niestety, wtedy na nowy traktat trzeba by było poczekać pewnie kilka lat.

Głębszy problem polega na tym, że Unia przekroczyła pewien próg zaawansowania integracji, gdzie bez zrozumienia i poparcia swoich obywateli nie może dalej postępować. Szwankuje komunikacja pomiędzy obywatelami a elitami politycznymi, a poprawienie jej jest długim i żmudnym procesem. W tej chwili klucz do rozwiązania kryzysu leży zarówno w rękach samej Irlandii, jak i zaangażowania pozostałych państw członkowskich w dialog oparty na szacunku, a nie presji i groźbie wykluczenia. Potrzebujemy Unii sprawniejszej, ale dla wszystkich i Unii jednej, a nie wielu prędkości.
Jacek Saryusz-Wolski wiceprzewodniczący zarządu PO

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie