Tragiczna i zagadkowa śmierć dziennikarki. Anna Karbowniczak przed potrąceniem przez samochód dostawała groźby

Michał Kopiński
Michał Kopiński
Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
W piątek, późnym popołudniem, policja poinformowała o zatrzymaniu trzech osób w sprawie śmiertelnego potrącenia Anny Karbowniczak. Szczegóły mają być znane najwcześniej w sobotę. My ujawniamy wątek gróźb, które Ania dostała tuż przed śmiercią. Sprawę wypadku i gróźb przejęła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Kliknij tutaj, przejdź dalej i sprawdź szczegóły --->
W piątek, późnym popołudniem, policja poinformowała o zatrzymaniu trzech osób w sprawie śmiertelnego potrącenia Anny Karbowniczak. Szczegóły mają być znane najwcześniej w sobotę. My ujawniamy wątek gróźb, które Ania dostała tuż przed śmiercią. Sprawę wypadku i gróźb przejęła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu.

W czwartek, w dzień swojej śmierci, Ania miała wolne. Była wielką fanką jazdy sportowym rowerem, w tym roku przejechała 16 tys. km. Regularnie jeździła w okolicach Chodzieży. Również tego dnia.

Według relacji policji, około godziny 14 na numer alarmowy zadzwoniła kobieta, która jadąc samochodem na trasie Budzyń-Wągrowiec, w okolicy miejscowości Brzekiniec zauważyła leżącą, potrąconą przez samochód rowerzystkę. Sprawcy potrącenia nie było – uciekł. Rowerzystką była nasza dziennikarka, Anna Karbowniczak. Mimo reanimacji oraz przyjazdu karetki Ania zmarła.

Czytaj także

Z informacji podanych przez policję w piątek rano wynika, że Anię mógł potrącić niebieski renault trafic lub opel vivaro. Również w piątek, około godziny 18, wielkopolska policja poinformowała, że odnalazła takiego opla, z uszkodzeniami. Był ukryty na terenie gminy Gołańcz. Do sprawy zatrzymano trzech mieszkańców Wągrowca i okolic, w wieku od 25 do 33 lat. Więcej szczegółów policja ma podać najwcześniej w weekend.

Czytaj także

Dziennikarce grożono tuż przed potrąceniem

Sprawa ma jednak jeszcze jeden, bardzo istotny wątek. Opisujemy go, ponieważ zależy nam, żeby wszystkie wątpliwości w sprawie śmierci dziennikarki zostały wyjaśnione.

W ostatnim czasie Ania dostała groźby związane z tematem, którym się zajmowała. A konkretnie jeden anonim z groźbami oraz drugie, wysłane do jej przełożonych, sfałszowane pismo ją oczerniające.

Ale po kolei. W marcu w Chodzieży wyszła na jaw bulwersująca historia. Tragicznie zmarł 2-letni Marcel, który – jak się okazało – był ofiarą wielomiesięcznej przemocy domowej. Był bity, podduszany, zjadał karmę dla szczurów hodowlanych i niedopałki. A można było tę gehennę zatrzymać.

Czytaj także

Jesienią ubiegłego roku miejscowy szpital w świetle obrażeń na ciele Marcela zgłosił sprawę podejrzenia stosowania wobec niego przemocy. Policja poinformowała chodzieską prokuraturę o złamanej nodze u Marcela. Ale ani policja, ani prokuratura nie zareagowały właściwie. Brakowało zdecydowanych działań i nadzoru. Trwała wymiana pism, pisano notatki. Jego opiekunów nie zatrzymano. Gehenna chłopca trwała. Aż do 12 marca, gdy został uduszony przez

21-letnią matkę Anitę W. Postawiono jej wtedy zarzut zabójstwa, a jej partnerowi 22-letniemu Martinowi K. zarzut znęcania się nad chłopcem. Śledczy zareagowali za późno.

Po śmierci chłopca wyciągnięto konsekwencje wobec chodzieskich prokuratorów i policjantów. Stanowisko stracił szef miejscowej prokuratury rejonowej oraz pani asesor, która bezpośrednio zajmowała się sprawą. Do dymisji doszło także w chodzieskiej komendzie policji. Wobec funkcjonariuszy publicznych podejrzanych o zaniedbania w sprawie Marcela wszczęto także postępowanie dyscyplinarne.

„Przestań pisać, coś może się złamać”

W sierpniu Ania Karbowniczak napisała kolejny artykuł o bulwersującej historii. Poinformowała o zbliżającym się akcie oskarżenia wobec matki Marcela i jej partnera. Zwróciła także uwagę, że konsekwencji dyscyplinarnych uniknie odwołany za tę sprawę były komendant policji. Powodem umorzenia dyscyplinarki był fakt, że w sierpniu – na własną prośbę – odszedł na emeryturę.

Następnie Ania dostała groźby. Najpierw jednak do redakcji przyszedł list. Odebrała go szefowa oddziału w Chodzieży. List był zbiorem – całkowicie zmyślonych – zarzutów wobec Anny Karbowniczak. Jego nadawcą miał być rzecznik dużej, znanej w okolicy firmy (którą jednak Ania zawodowo się nie zajmowała). Ustaliliśmy, że sama firma nic o wysłaniu tego listu nie wie.

– To pismo nie wyszło od nas, nikt o takim nazwisku u nas nie pracuje

– zapewnił nas rzecznik firmy.

Fałszując pismo, ktoś chciał oczernić naszą dziennikarkę.

W minioną niedzielę drugi list – zaadresowany już na swoje nazwisko – odebrała z redakcji Anna Karbowniczak. Nadawca dobrze ją znał: jej wygląd, sytuację rodzinną, jej teksty.

Słuchaj (tutaj pada wulgarne określenie). Przestań pisać o złamanej nodze dziecka bo wszystko każdemu może się naraz złamać, np. też noga, paluszek, kręgi, coś na buzi itp. – zażądał.

To jeden z najłagodniejszych fragmentów, list był wulgarny i pisany agresywnym językiem.

Po konsultacji z przełożonymi i prawnikiem, w środę dziennikarka wysłała przygotowane przez kancelarię zawiadomienie do poznańskiej Prokuratury Okręgowej. W czwartek i piątek wzięła dni wolne – od poniedziałki miała mieć urlop.

Policja nie lekceważy gróźb, sprawę przejmuje Prokuratura Okręgowa

W wolny od pracy czwartek Ania wybrała się na trening rowerowy. Tylko w tym tygodniu, jak wynika z jej profilu w aplikacji Strava, przejechała 145 km na rowerze. Ostatnie metry pokonała w czwartek. O godzinie 13.53, jak wskazał jej zegarek, została śmiertelnie potrącona w Brzekińcu. Zginęła na miejscu. Potwierdziliśmy, że tego samego dnia do poznańskiej prokuratury wpłynęło jej zawiadomienie.

- W piątek wszczęliśmy śledztwo w sprawie zniesławienia oraz gróźb pod adresem dziennikarki. Sprawę tragicznego wypadku drogowego, którą początkowo wszczęła prokuratura w Wągrowcu, przejęliśmy. Dlatego wszystkie te wątki będą wyjaśniane u nas, a czynności będą wykonywane przez policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu

– zaznacza prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej.

Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, zapewnia, że policjanci również traktują oba wątki sprawy Anny Karbowniczak niezwykle poważnie.

– Jesteśmy już po kontakcie z prokuraturą, wiemy o anonimie. Na tym etapie obu spraw – wypadku i gróźb – nie łączymy. Zapewniam jednak, że jedną i drugą traktujemy arcypoważnie – powiedział Borowiak. Rzecznik przekonywał, że w jego ocenie zatrzymane w piątek po południu osoby mają związek z potrąceniem, ale „nie mają związku z groźbami”.

Gdyby żyła, Anna Karbowniczak obchodziłaby w piątek urodziny. Skończyłaby 35 lat.

Śmiertelne potrącenie Anny Karbowniczak, dziennikarki "Głosu...

Sprawdź też:

Jest porozumienie pomiędzy Kaczyńskim i Ziobrą

Wideo

Materiał oryginalny: Tragiczna i zagadkowa śmierć dziennikarki. Anna Karbowniczak przed potrąceniem przez samochód dostawała groźby - Głos Wielkopolski

Komentarze 18

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kastapierdziwstolki

nie wiem co napisać..2 letni chłopiec je karmę dla szczurów..

sądy robią notatki....

KASTA

K
KOLARZ
5 września, 22:59, Rowerzysta:

Pomijając sedno artykułu - jeżeli ktoś przejechał 16 tys. km w ciągu tego roku - a mamy przełom sierpnia i września, to wychodzi, że średnio CODZIENNIE pokonywał jakieś 70km. To kilka godzin na rowerze. CODZIENNIE.

A po odliczeniu pracy, obowiązków rodzinnych i niepogody wychodzi, że taka osoba musiałaby jeździć jakieś 100km każdego "rowerowego" dnia.

To cholernie dobry wynik dla sportowca, ale przesadzony dla amatorki po trzydziestce.

Co do sprawy, to niewiele o niej wiem, ale ze zdjęć wynika że to było na dosyć wąskiej drodze. Niestety, ale wielu kierowców jeździ źle i wielu by uciekło z miejsca wypadku. A sprawa o dziecku meneli to naprawdę za mało na zabójstwo dziennikarki, tym bardziej że po publikacji już na to było za późno.

Przejechanie tych 16000 km jest możliwe choć mało prawdopodobne ze względu na obowiązki. Ja mam 66 lat i przejeżdżam rocznie około 18 -20 tys. km choć jestem amatorem (z króciutką historią wyczynową...).

Ale ja jestem na emeryturze i mam o wiele więcej czasu!

Mam nadzieję że winny mimo "niezawisłych sądów" poniesie odpowiednią karę.

Wyrazy współczucia dla Rodziny i Przyjaciół

K
Krzysztof Blacharski

Coraz szybciej do Polski wkracza ,,dzicz"Ma to przyzwolenie ( lub bezradność ) ,,elit" z różnych stron.Prężą muskuły,a przyziemnych spraw nie widzą,nie umieją,nie chcą ,,zniżać się" do poziomu wyborców.PANI ANNA ,kobieta,okazała więcej siły, niż ,,służby policji,prokuratury"

Pani Anno DZIĘKUJĘ.

Wieczny odpoczynek racz Jej dać PANIE.

"

z
zzz
5 września, 22:57, Gość:

Wiele by wymieniać, Lepper, gen. Petelicki, do wszystkich niewygodnych przychodzi seryjny samobójca...

a no, chłop w czerwonym adidosach jak nic w piątek strzeli samobója jak tylko pójdzie na współpracę.....

z
zzz
5 września, 23:59, Rowerzysta:

Pomijając sedno artykułu - jeżeli ktoś przejechał 16 tys. km w ciągu tego roku - a mamy przełom sierpnia i września, to wychodzi, że średnio CODZIENNIE pokonywał jakieś 70km. To kilka godzin na rowerze. CODZIENNIE.

A po odliczeniu pracy, obowiązków rodzinnych i niepogody wychodzi, że taka osoba musiałaby jeździć jakieś 100km każdego "rowerowego" dnia.

To cholernie dobry wynik dla sportowca, ale przesadzony dla amatorki po trzydziestce.

Co do sprawy, to niewiele o niej wiem, ale ze zdjęć wynika że to było na dosyć wąskiej drodze. Niestety, ale wielu kierowców jeździ źle i wielu by uciekło z miejsca wypadku. A sprawa o dziecku meneli to naprawdę za mało na zabójstwo dziennikarki, tym bardziej że po publikacji już na to było za późno.

pomyśl, że chodzi o to, że dali ciała nie robiąc nic i im się pokończyły dobre czasy. Może nie mieli jej na śmierć przejechać, może mieli postraszyć, no ale wynajęli tłuków co nawet nie umieją lekko poturbować tylko od razu na ament..... tak sobie gdybam...

R
Rowerzysta

Pomijając sedno artykułu - jeżeli ktoś przejechał 16 tys. km w ciągu tego roku - a mamy przełom sierpnia i września, to wychodzi, że średnio CODZIENNIE pokonywał jakieś 70km. To kilka godzin na rowerze. CODZIENNIE.

A po odliczeniu pracy, obowiązków rodzinnych i niepogody wychodzi, że taka osoba musiałaby jeździć jakieś 100km każdego "rowerowego" dnia.

To cholernie dobry wynik dla sportowca, ale przesadzony dla amatorki po trzydziestce.

Co do sprawy, to niewiele o niej wiem, ale ze zdjęć wynika że to było na dosyć wąskiej drodze. Niestety, ale wielu kierowców jeździ źle i wielu by uciekło z miejsca wypadku. A sprawa o dziecku meneli to naprawdę za mało na zabójstwo dziennikarki, tym bardziej że po publikacji już na to było za późno.

G
Gość

Wiele by wymieniać, Lepper, gen. Petelicki, do wszystkich niewygodnych przychodzi seryjny samobójca...

G
Gość
5 września, 18:11, Wiolina407:

Sądy są niezawisłe, nawet one nie wiedzą które z dwóch aut potrąciło P. Karbowniczak. Zresztą czego się po nich spodziewać, należy ustalać takie rzeczy od samego początku. Kondolencje dla rodziny dziennikarki.

znaczy prawidlowo przygotowana akcja

W
Wiolina407

Sądy są niezawisłe, nawet one nie wiedzą które z dwóch aut potrąciło P. Karbowniczak. Zresztą czego się po nich spodziewać, należy ustalać takie rzeczy od samego początku. Kondolencje dla rodziny dziennikarki.

D
Dingo8

Żyjemy w ciekawych czasach. Sądy zakazują pisać prawdę o Bońku a w skali lokalnej potrąca się celowo dziennikarkę. Wydaje się, że to miało być ostrzeżeniem a skończyło się tragicznie. Wciąż w Polsce rządzą układy majace ochronę w postaci nadzwyczajnej kasty.

I
Iza

Na 100% anonimy były pisane przez któregoś z tych policjantów. To jest hańba dla policji, ze takie zera są w ich szeregach, jak te, które przyczyniły się do śmierci tego Maleństwa. Policjanci sami powinni dążyć do ich ukarania

G
Gość

Wyrzucić niech na taśmie spróbują swoich umiejętności

G
Gość

Policja nie ma czasu na takie pierdoły. Katowane dziecko, groźby? Trzeba pilnować władzy, trzeba pilnować hejterskich ciężarówek. Ale co im tam, "kulsonowe" płacą i jest ok.

J
JaM

Policja i prokuratura w sprawie 2 latka nie zareagowały ! Teraz po śmierci Tej, która reagowała ma szansę !!! Aby nie tworzyć haków na opozycję, tylko ścigać przestępców ?! Kamiński i Ziobro do roboty

G
Gość
5 września, 13:52, Gość:

Cały tydzień tyrają w korporacjach a na weekend zamiast odpoczywać z rodziną jeżdżą po górach, lasach, drogach. Nie potrafią się zatrzymać, swoisty pęd szczurów.

Ta kobieta przejechała na rowerze więcej niż ja przez cały rok autem. Może była przemęczona i wyjechała na drogę nie patrząc.

[wulgaryzm] ci do tego co kto robi w weekend po pracy.

Dodaj ogłoszenie