Tragedia w Suszku. Mijają 3 lata od nawałnicy na Pomorzu. "System ostrzegania zmienił się, ale wymaga dopracowania"

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Zniszczone przez nawałnicę tereny 3 lata później Przemyslaw Swiderski
System ostrzegania przed zjawiskami atmosferycznymi powinien być jak najmocniej zregionalizowany, na wzór USA - mówi Piotr Żurowski ze stowarzyszenia Polscy Łowcy Burz - Skywarn Polska. Mijają 3 lata od tragicznej nawałnicy na Pomorzu w sierpniu 2017 roku.

Czy system ostrzegania przed zjawiskami atmosferycznymi w Polsce zmienił się w ciągu trzech lat od nawałnicy, która zdewastowała m.in. Kaszuby, spowodowała ofiary śmiertelne? Czy alerty RCB gwarantują, że taka tragedia się nie powtórzy?
Zmieniło się wiele - RCB działa i ostrzega. Nasz system musi być jednak dopracowany. Na przykład o wysłaniu SMS-ów z ostrzeżeniami nie decyduje synoptyk z IMGW a Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, na bazie prognoz. Moim zdaniem to błąd. Takie pośrednictwo może mieć wpływ na "przeoczenie" potencjalnie groźnej sytuacji. Błędem jest brak zaangażowania mediów publicznych - regionalnych telewizji i rozgłośni radiowych. Ostrzeżeniom, komunikatom, o ile są, nie poświęca się zbytniej uwagi, a jasne jest, że nie wszyscy odbierają sms z alertem. Należy się też zastanowić, jak powiadomić tych, którzy są poza zasięgiem komercyjnych sieci telefonicznych. Kolejna kwestia - cały system powinien być jak najbardziej zregionalizowany, tak jak ma to miejsce np. w Stanach Zjednoczonych. Uniknęlibyśmy wówczas tego, co ma wielokrotnie obecnie miejsce - SMS z ostrzeżeniem dociera do miejsc, gdzie zagrożenie jest mniejsze. Wpływać to może na ignorowanie kolejnych alertów przez mieszkańców, mniej lub bardziej umyślne.

Tak wyglądają tereny zniszczone przez nawałnicę 3 lata później:

Tragedia w Suszku. Mijają 3 lata od nawałnicy na Pomorzu. "S...

Tragiczna nawałnica na Pomorzu. Tak było, a tak jest! Zrobil...

To kwestia zaufania do alertów czy edukacji?
Pytał pan, czy da się uniknąć podobnych wydarzeń w przeszłości... Moim zdaniem będzie trudno, jeśli ostrzeżenia będą bagatelizowane. To ludzie decydują, czy po alercie zostaną w domu, czy pójdą np. do lasu i trudno jest zatrzymać kogoś siłą w takiej sytuacji. Mieliśmy czytelny przykład takiego zdarzenia w ubiegłym roku, na Giewoncie, gdy turyści nie schodzili ze szlaku, nawet gdy już było słychać wyraźnie, że nadciąga burza. Zgodzę się, że wielokrotnie, gdy dostaniemy ostrzeżenie na telefon, nic się nie dzieje. Jednak mieszkańcy muszą sobie zdawać sprawę, że skala zagrożenia w różnych miejscach danego powiatu, a nawet gminy, może być bardzo różna. W jednym miejscu świeci słońce a kilkanaście kilometrów dalej szaleje burza, a opinie będą takie, że alert się nie sprawdził. Mówimy zatem o odpowiedzialności każdego z nas. Jest jeszcze jedna kwestia, która podważyła w ostatnim czasie wartość alertów RCB i społeczne zaufanie do nich. Chodzi o ostrzeżenie przed koronawirusem przed drugą turą wyborów prezydenckich. To nie powinno mieć miejsca, do tego typu ostrzeżenia powinien być wykorzystany zupełnie inny kanał komunikacji.

Tragedia na obozie harcerskim w Suszku. "Za nami jedna z naj...

Co zawiodło w sierpniu 2017 roku? Jak powinny w tamtym czasie zareagować służby?
Trzy lata temu, i lata wcześniej, IMGW pracowało jak typowy urząd. Bywało, że po godzinach pracy, w weekendy, ostrzeżenia nie były aktualizowane. Dziś zmieniło się to bardzo wyraźnie. Prognozy, ostrzeżenia są wydawane na bieżąco, dostępne są też informacje, dane np. z meteorologicznych radarów. Problemem ogólnopolskim był i jest cały system zarządzania kryzysowego. W najmniejszych gminach, miastach on funkcjonuje właściwie tylko "na papierze". Procedury są uruchamiane dopiero, gdy już występuje realne zagrożenie. Nie potrafimy zapobiegać konsekwencjom zdarzeń, w tym tych związanych z pogodą. Tymczasem w dobrze zorganizowanym systemie można by wysłać w region zagrożony np intensywnymi opadami czy wichurami jednostki OSP, by zabezpieczały go jeszcze przed nadejściem kataklizmu.

Tragedia w powiecie chojnickim. Ogromne zniszczenia w lasach...

Co wiemy o tej nawałnicy sprzed trzech lat? Czy to zjawisko występuje często?
Mieliśmy do czynienia dobrze "zorganizowaną", szybko przemieszczającą się burzą, na wielkim obszarze, tzw. bow echo. Na radarze można ją rozpoznać w formie łuku. Wiadomo, że niesie ona za sobą niszczące porywy wiatru (ponad 200 km/h) i zazwyczaj tego typu zjawiska powodują wielkie straty. Burza o takiej skali jak ta sprzed trzech lat jest zjawiskiem rzadkim, natomiast nieco mniejsze, choć również niebezpieczne, mogą mieć miejsce 2-3-krotnie w każdym sezonie burzowym. Czujność służby meteorologiczne muszą zachowywać, a odbiorcy alertów muszą być odpowiedzialni.

Polak czempionem UFC

Wideo

Materiał oryginalny: Tragedia w Suszku. Mijają 3 lata od nawałnicy na Pomorzu. "System ostrzegania zmienił się, ale wymaga dopracowania" - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie