Tragedia nie jest źródłem sławy

Grzegorz Ignatowski
Udostępnij:
Sławnym można zostać z wielu powodów - poprzez odwagę, urodę, inteligencję. Ale nie powiemy, że poprzez zabójstwo

Jakiś czas temu zastanawiałem się nad sławą. Przyznam, że niewiele na ten temat znalazłem. Odkładając kilka książek na półkę, postanowiłem zajrzeć do dwóch encyklopedii filozoficznych. Też nic. Owszem, mam w domu jedną książkę, ale do niej powrócę później. Co więc znalazłem? W "Nowym słowniku poprawnej polszczyzny", który wydany został w 1999 r., czytam, że sława to rozgłos. Można więc okryć się sławą lub się nią cieszyć. Kim w takim razie jest człowiek sławny? To ten - według słownika - kto zyskał rozgłos. Możemy więc mówić o sławnym lekarzu. Sławnym można się też stać ze względu na urodę lub inteligencję. Miasto zaś może słynąć z zabytków.

Czytaj też: Leszek Kołakowski: Filozofia z ułamków

Zagadnienie jest ważne. Ciągle przecież mówimy, że ten lub tamten aktor jest sławny. Przypomniała mi się historia związana z urodzonym w Brukseli Jakiem Brelem. Niektórzy uważają go za piosenkarza, inni mówią, że był francuskim bardem, a to zapewne z tego powodu, że w wieku 23 lat wyjechał do Francji, tam też komponował i występował na estradzie. Ostatnie lata swojego życia spędził na francuskiej Polinezji, dokładnie na Markizach. Jednym z powodów wyjazdu, poza poważną chorobą, miała być chęć ucieczki od sławy. Po przybyciu do małego polinezyjskiego portu został natychmiast rozpoznany przez rybaka. Może był zafascynowany jego tekstami?

Na sławę zasługujemy z różnych powodów. Bardziej utalentowani z powodu osiągnięć naukowych, inni ze względu na brawurę i odwagę. Powiadamy niekiedy, że ci ostatni wykorzystali swoje pięć minut. Nigdy natomiast nie powiemy, że ktoś zyskał sławę ze względu na popełnione zabójstwo lub dopuszczenie się okrucieństwa. Oczywiście, że są ludzie, którzy szukają rozgłosu, i tacy, którzy unikają go za wszelką cenę.

Czytaj też: Czego nas uczy Leszek Kołakowski

Są też profesje ze sławą związane na stałe. Myślę o przywódcach państwowych. Oto przykład. Postanowiłem w minioną środę przewertować światowe dzienniki. Kto tak naprawdę jest sławny? Za oceanem w "The Wall Street Journal", "The Washington Post, "The New York Times" oczywiście Barack Obama. Jest to zrozumiałe, rozpoczął przecież kampanię prezydencką. Czym prędzej więc przeniosłem się nad Sekwanę do "Le Figaro" i "Le Monde". Tam też na pierwszych stronach triumfował amerykański prezydent. Zdany, jak się wydaje, na odległe, jednak ze względu na internet powszechnie dostępne gazety, postanowiłem popatrzeć co w Afryce, co w Azji. W "Aujourd'hui le Maroc" znalazłem na pierwszym miejscu zdjęcie marokańskiego ministra spraw zagranicznych. Wydawany w Malezji "Asian Correspondent" nie umieścił na pierwszej stronie ani żadnego prezydenta, ani też ministra. Na pierwszej stronie były rozważania na temat tego, czy język tajski lub malezyjski może się stać oficjalnym językiem krajów należących do Stowarzyszenia Państw Azji Południowo-Wschodniej.

Czytaj też: Filozoficzny aspekt biennale taniej odzieży
Niewielu ma tę możliwość, aby zostać prezydentem największego światowego mocarstwa. Jak świat światem sławy pragnęło wielu ludzi. Ci wszyscy, którzy znają historię starożytnej Grecji, natychmiast wymienią żyjącego w IV w. przed naszą erą Herostratesa. Czym się zasłużył, że ciągle jest znany? Owładnięty obsesją zdobycia wiecznej sławy ów mieszkaniec Efezu spalił Artemizjon (świątynię Artemidy). Czy jednak w tym konkretnym wypadku możemy mówić o sławie czy raczej o niesławie? Niektórzy ludzie wbrew samym sobie stają się sławni. Trudno byłoby powiedzieć, że laureaci Nagrody Nobla ciągle ślęczący nad książkami, prowadzący badania naukowe lub piszący książki pracują w tym celu, aby zyskać rozgłos. Możemy powiedzieć, że w tym właśnie wypadku światowy poklask jest czymś szybko ulotnym. Kto bowiem, poza wąskim kręgiem uczonych z danej dziedziny, potrafi wymienić laureatów danej prestiżowej nagrody sprzed kilku lub kilkunastu lat.

Czytaj też: Leszek Kołakowski: Filozofia z ułamków

Mówiłem wcześniej, że pod koniec sięgnę po pewną książkę. Zaglądam więc do zbioru wypowiedzi Leszka Kołakowskiego zatytułowanych "Mini wykłady o maxi sprawach". Znany filozof pyta, czy pragnienie sławy jest godne potępienia. Twierdzi, że nie! Przyznaje jednak, że potrzebne są do spełnienia dwa warunki. Po pierwsze, należałoby ją osiągnąć przez uczynienie czegoś dobrego. Po drugie, dążenie do sławy nie może się stać rujnującą i pełną zawiści obsesją. Łatwo więc zauważyć, że stawia on niezmiernie trudne wymagania. Jakkolwiek drugi z wymienionych warunków staje się w pełni zrozumiały, to pierwszy już nie do końca. Bywa bowiem tak, że niekiedy wbrew nam samym możemy się stać sławni.

Czytaj też: Czego nas uczy Leszek Kołakowski

Od początku mojej refleksji unosi się jedno zasadnicze pytanie: Czy tragedia, która wydarzyła się ostatnio na Morzu Śródziemnym, przejdzie do historii jako sławne wydarzenie? Coś każe mi mówić, że trudno by tutaj mówić o sławie, może lepiej o rozgłosie. Stale przecież docierają do nas informacje o nowych ofiarach tej katastrofy, mimo że wiadomości na ten temat zniknęły już z pierwszych stron gazet i portali internetowych. Nie, nie można się stać sławnym kosztem ludzkiej tragedii.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Tragedia nie jest źródłem sławy
???
???
Dodaj ogłoszenie