Tradycyjna demokracja jest zagrożona z powodu pośpiechu

Agaton Koziński
Kobiety padły ofiarą rewolucji seksualnej. Wynalezienie środków antykoncepcyjnych pół wieku temu radykalnie przeorało tradycje Zachodu poprzez rozdzielenie seksu od prokreacji. Jednak nie uczyniło kobiet szczęśliwszymi - Agaton Koziński podsumowuje ostatnie wydarzenia w świecie idei

Paryż, Francja

Czy radykalizacja szkodzi demokracji? Odpowiedzi na to pytanie szukali François Bayrou i Tzvetan Todorov podczas debaty opublikowanej przez magazyn "Philosophie".

Czytaj też: Ruch na rzecz federalizacji Europy

Redaktorów tego miesięcznika zaniepokoił wysyp ostrych wypowiedzi prawicowych kandydatów w trwającej właśnie kampanii prezydenckiej we Francji. Dlatego do dyskusji na swoich łamach zaprosili dwóch zwolenników poglądów umiarkowanych: polityka i założyciela centrowego Ruchu Demokratycznego także biorącego udział w wyborczym wyścigu oraz cenionego historyka idei. Obaj zgodnie przeciwstawiają demokrację reżimom totalitarnym. Dla Bayrou jest ona "globalnym, holistycznym projektem, który wymaga od obywateli możliwie najwyższej świadomości i odpowiedzialności". Z kolei Todorov zestawia ją ze swymi doświadczeniami z życia w komunistycznej Bułgarii, wskazując, że dopiero w państwie demokratycznym mógł się w pełni realizować.

Czytaj też: Zmienia się gospodarcza mapa świata. Brazylia chce prześcignąć Europę

Abdel-Moneim Said: Nigdy nie wiadomo, jaką cenę trzeba zapłacić za rewolucję. Dowiadujemy się tego dopiero po fakcie

Obaj zgadzają się, że tradycyjna demokracja jest zagrożona. Bayrou twierdzi, że głównie z powodu pośpiechu - część polityków dąży do zrealizowania swych celów szybko, wystawiając w ten sposób na szwank demokrację. Natomiast dla Todorova największym zagrożeniem jest populizm. Dostrzega jego przejawy zarówno po lewej, jak i po prawej stronie sceny politycznej. I podkreśla, że z populizmem ciężko walczyć, gdyż jakiekolwiek próby jego ograniczeń natychmiast spotykają się z oskarżeniami o zamach na wolność słowa.

Todorov podkreśla, że choć w dyktaturach jednostki nie mają żadnych praw, to jednak on nie zgadza się na "dyktaturę jednostki" w demokracji. Wszyscy powinni się dostosować do zasad i działać na rzecz dobra wspólnoty. Dotyczy to także finansistów, którzy próbują wyłączyć się z obowiązujących innych reguł. Bayrou natychmiast ripostował, podkreślając, że nie wierzy w uniwersalne zasady dotyczące wszystkich - próby ich wcielenia uważa wręcz za zagrożenie. Bardziej opowiada się za regułą zachowania równowagi, twierdzi, że ona właśnie powinna cechować prawdziwego demokratę. Tylko dbając o równowagę, można zachować różnorodność. "Bo przecież demokracja to nie rządy większości, tylko ochrona praw mniejszości" - przypomniał Bayrou.

Czytaj też: Pozostałe artykuły Agatona Kozińskiego

Kair, Egipt

Nigdy nie wiadomo, jaką cenę trzeba zapłacić za rewolucję. Dowiadujemy się tego dopiero po fakcie - uważa Abdel-Moneim Said, publicysta egipskiego tygodnika "Al-Ahram". Said podkreśla, że rewolucje ocenia się po ideach, jakie są ich podłożem, ale także po ich konsekwencjach. Pod tym drugim względem ubiegłoroczne rewolty w krajach arabskich dziś rozczarowują. Wprawdzie wpływy wcześniejszej rządzących elit zostały ograniczone, ale władza nie przeszła w ręce osób, które protestowały na ulicach.
- Generalnie arabska wiosna nie przywiodła nas ani trochę bliżej do życia, jakie chcielibyśmy wieść - twierdzi publicysta. - Życie po rewolucji nie stało się bajką - dodaje. Zamiast tego zamieniło się w okres niepewności i chaosu. Zmiany na szczytach władzy sprawiły, że znikły wcześniejsze ład i stabilizacja.

Czytaj też: Ruch na rzecz federalizacji Europy

Niestety, nowe elity nie potrafiły opanować tego stanu rzeczy. - Zabrakło nam przywódców takich jak Vaclav Havel, który pozwolił Słowacji oddzielić się do Czech, by później z nią się zjednoczyć w ramach UE, czy takich jak Lech Wałęsa, który wyprowadził Polskę z Układu Warszawskiego i wprowadził ją do NATO" - zaznacza. W krajach arabskich takich osobowości nie ma - a te, które są, proponują jedynie powrót do przeszłości, a nie krok naprzód.

Czytaj też: Zmienia się gospodarcza mapa świata. Brazylia chce prześcignąć Europę

Stanford, USA

Na rewolucji seksualnej straciły głównie kobiety - uważa Mary Eberstadt, ceniona amerykańska publicystka, redaktorka magazynu "Policy Review".

Eberstadt właśnie opublikowała książkę "Adam i Ewa po odkryciu pigułki: paradoksy rewolucji seksualnej". Podkreśla, że wynalezienie środków antykoncepcyjnych pół wieku temu radykalnie przeorało tradycje Zachodu poprzez rozdzielenie seksu od prokreacji. - Ono zmieniło nasze prawo, kulturę, ekonomię - podkreśla autorka. I natychmiast dodaje, że to odkrycie "nie uczyniło kobiet szczęśliwszymi".

Autorka powołuje się na badania dwóch ekonomistów Betseya Stevensona i Justina Wolfersa prowadzone przez ostatnie 35 lat, które wskazują, że zadowolenie kobiet z życia stopniowo maleje. Jedna czwarta kobiet w USA wspomaga się różnego rodzaju lekami psychotropowymi.

Czytaj też: Pozostałe artykuły Agatona Kozińskiego

Co jest tego przyczyną? Mężczyźni, którzy są coraz mniej odpowiedzialni w swoim życiu. - Trudno nie łączyć tego z rewolucją seksualną. To ona rozbudziła uczucie, że gdzie indziej trawa może być bardziej zielona - twierdzi publicystka. Sytuacja stała się do tego stopnia trudna, że coraz więcej kobiet rezygnuje z zakładania rodziny i decyduje się samodzielnie wychowywać dziecko.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie