Tow. Limonow dumnie obnosi sierp i młot

Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski Polskapresse
Udostępnij:
W pierwszym punkcie napuszonego programu rosyjskiej Partii Narodowych Bolszewików stoi: "Istotą narodowego bolszewizmu jest paląca nienawiść do antyludzkiego systemu św. trójcy: liberalizmu - demokracji - kapitalizmu. Człowiek powstania, narodowy bolszewik postrzega swoją misję w zniszczeniu tego systemu do gruntu". W punkcie drugim: "Zewnętrzni wrogowie narodowego bolszewizmu to Wielki Szatan USA i globaliści Europy, zrzeszeni w NATO i ONZ". W czwartym: "Po dojściu do władzy PNB dokona w Rosji przekształceń na rewolucyjną skalę, zbuduje państwo totalne, prawa człowieka ustąpią prawom narodu. Wewnątrz kraju zostanie ustanowiony żelazny rosyjski porządek, klimat dyscypliny, militaryzmu i chęci do pracy".

Dalej jest o wojennym komunizmie, rewizji granic na Zachodzie, autarkii gospodarczej, zasadzie "róbta co chceta" w sferze kultury, chwale czerwonego sztandaru z sierpem i młotem i całym zestawie podobnych intelektualnych rewelacji. Wymyślił je w 1993 roku - wraz z kolegami - Eduard Limonow, pisarz, poeta, dziennikarz i redaktor naczelny gazety "Limonka". A także bożyszcze liberalnej inteligencji i postępowych zachodnich żurnalistów. Zwłaszcza ci ostatni hołubią Limonowa niczym wcielenie "Prawdziwej Rosji", okrzesanego barbarzyńcę, który - mimo że z poglądów komunistyczny nazista - to jednak dobry, bo zaprzysięgły wróg Putina.

A 69-letni Limonow wie doskonale, jak zaskarbić sobie uznanie postępowego świata. W programowych tekstach wypisuje co prawda uparcie bolszewickie androny, ale sympatię intelektualistów zdobywa zręcznym PR. Nosi się jak Trocki, z charakterystyczną bródką i w okularkach, cytuje antyputinowskie slogany, regularnie pojawia się na celebryckich spędach i wystawach nowoczesnej sztuki, walczącej z rosyjskimi i prawosławnymi zabobonami oraz regularnie ląduje w areszcie. Czy to za obrazę milicjantów na służbie, czy to nielegalne posiadanie broni, czy wreszcie za sikanie pod kremlowskim murem. No i mówi po francusku.

Wydany właśnie "Limonow" Emmanuela Carrere'a dowodzi, że Zachód wciąż potrzebuje "dobrego bolszewika". Takiego aksamitnego Che Guevary, który wyjaśni wszelkie zawiłości tego ciemnego kraju, jakim jest Rosja. Carrere dzielnie podąża za Limonowem krok w krok, próbuje uchwycić wątek, ale co rusz staje zdumiony i pyta: "jak to możliwe, Ediczka?". Ci Francuzi chyba nigdy nie oduczą się naiwności wobec komunistów wszelkiej maści. Wystarczy, że ktoś zamacha czerwonym sztandarem i zaintonuje "Międzynarodówkę", a stają nabożnie na baczność. A przecie matka Carrere'a było ponoć sowietologiem, a i on sam liznął studiów w paryskim Instytucie Nauk Społecznych. Ech, wysłać by tego Carrere'a na trzy lata na Sołowki, to by zrozumiał, co znaczy flirtować z czerwonymi.

W 1958 roku Limonow, początkujący trockista, obrabował sklep w Charkowie. Dziś jest politycznym celebrytą, któremu wybacza się nazistowski komunizm, bo walczy z Putinem

A wracając do powieści i pomijając jej niezliczone intelektualno--panegiryczne mielizny, śledzenie losów tow. Eduarda Limonowa jest zajęciem nad wyraz przyjemnym. Syn oficera NKWD zaczynał jako krawiec w Charkowie, potem emigrant, wreszcie polityk, który karierę zrobił na nostalgii za Stalinem. Popatrzcie, jak łatwo uwieść świat. On niczego się nie nauczył.

Emmanuel Carrere, "Limonow", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, cena 39,90 zł

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie