Tour de Pologne 2014 rekordowy pod każdym względem

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
A Po 11 latach Polak wygrał nasz narodowy wyścig. Rafał Majka pokonał też rywali na dwóch górskich etapach. To jego czwarte zwycięstwo etapowe w ciągu ostatnich trzech tygodni

To był rekordowy Tour de Pologne. Pod każdym względem. Transmisje z etapów zgromadziły największą widownię, na trasie stało najwięcej kibiców, padł rekord prędkości na finiszu w Katowicach. No i najważniejsze - po 10 latach doczekaliśmy się etapowego zwycięstwa Polaka, dzień później drugiego, a na koniec wygranej w całym wyścigu - po jedenastu latach oczekiwań.
Przed startem wyścigu sceptycy krzywili się, że aż cztery etapy wiodą po płaskim terenie, a na liście startowej zabrakło tak wielkich gwiazd, jakie przyjechały na Tour de Pologne w ubiegłym roku. Ale prawda o wyścigach kolarskich jest taka, że organizatorzy proponują trasę, a wyścig tworzą zawodnicy. No i okazało się, że wielu z nich wykorzystało swoją szansę znakomicie. Młody 22-letni Petr Vakoc (Omega Pharma Quick-Step) finiszował samotnie w Warszawie, po przejechaniu całego długiego etapu w ucieczce, i zdobył tak wielką przewagę czasową, że koszulkę lidera oddał Rafałowi Majce dopiero po etapie w Bukowinie. Peleton zrozumiał swój błąd i w następnych dniach zorganizowanie poważnej ucieczki stało się praktycznie niemożliwe.

Gwiazdą sprintu miał być Luka Mezgec (Giant Shimano), który w tym roku wygrał już trzy etapy na Volta Ciclista a Catalunya i jeden na Giro d'Italia. Ale na mokrych rundach w Bydgoszczy Słoweniec miał kraksę, linię mety przekroczył, prowadząc połamany rower i już nie był w stanie w pełni rywalizować na finiszach. I tak nieoczekiwanie wygrywali Jauheni Hutarowicz (Ag2R La Mondiale), Theo Bos (Belkin) i Jonas Van Genechten (Lotto Belisol). Ten ostatni pobił nawet rekord szybkości Tour de Pologne należący od 2011 r. do Marcela Kittela, dziś najlepszego sprintera w światowym peletonie. W "świątyni sprintu" jak nazywane bywają - nieco z przekąsem - Katowice, solidny Belg osiągnął prędkość 80,8 km/h, a Niemiec w 2011 r. wykręcił "tylko" 79 km/h. Prawda jest taka, że Katowice to jedno z najlepszych miejsc na świecie do bicia takich rekordów, bo na metę wiedzie długa prosta, na dodatek z górki.

W wyścigu świetnie zaprezentowali się Polacy, nie tylko ci jeżdżący w zachodnich teamach. Na uznanie zasługuje Przemysław Niemiec (Lampre--Merida), jedyny zawodnik w najlepszej piątce Tour de Pologne, który nie miał w nogach Tour de France, co świadczy o tym, że forma jest, brak jedynie zaliczonych kilometrów wyścigowych. Niemiec nie może zaliczyć początku sezonu do udanych, nie wyszedł mu zwłaszcza start w Giro d'Italia, z którym wiązał wielkie nadzieje. Ale tam Polak zaliczył kraksę na etapie pod Monte Cassino nie zdołał dojść do siebie przez resztę wyścigu. Piąte miejsce w Tour de Pologne to świetny prognostyk przed Vuelta Espana, gdzie Polak zamierza powalczyć o dobry wynik.

Nie można też zapominać o zawodnikach z krajowych teamów. Kolarze CCC Polsat Polkowice i reprezentacji Polski uciekali na wszystkich etapach i zaprezentowali się bardzo dobrze. Maciej Paterski (CCC Polsat Polkowice) atakował z ucieczek premie na obu górskich etapach i ostatecznie zdobył koszulkę najlepszego górala. Paterski to zawodnik, który wrócił do kraju po sezonach spędzonych w drużynach kategorii world tour i nadal prezentuje formę na takim poziomie. - Cały czas mam wielką motywację do pracy. Prowadzę taki tryb życia i treningów, jaki prowadziłem w najlepszych zachodnich ekipach, i to mnie trzyma na takim poziomie. Moim marzeniem jest to, by jeszcze raz wystartować w Tour de France - mówił.

Z dobrej strony pokazał się najmłodszy kolarz Tour de Pologne Przemysław Kasperkiewicz. Reprezentant Polski ma dopiero 20 lat i cała kariera przed nim. A to z pewnością jeden z największych młodych talentów kolarskich w Polsce. W reprezentacji błysnęli też Kamil Gradek i Paweł Franczak. Jak mówił prezes PZKol Wacław Skarul, dla zawodników reprezentacji start w Tour de Pologne to przede wszystkim zbieranie doświadczeń i przetarcie na światowym poziomie.

Teoretycznie liderem polskiej grupy CCC Polsat Polkowice miał być Włoch Davide Rebellin, ale najwyżej w klasyfikacji generalnej zameldował się Marek Rutkiewicz, który dojechał na metę w Bukowinie jako 12. zawodnik. Rutkiewicz przez ostatnich 10 lat był ostatnim Polakiem, który wygrał etap na naszym narodowym tourze. Bardzo chciał to powtórzyć. Nie udało się, ale 11. miejsce w klasyfikacji generalnej i wyprzedzenie wielu zawodników ze światowej czołówki to dobre osiągnięcie.
Na pochwałę zasługuje Paweł Poljański (Tinkoff-Saxo), który dopiero pierwszy rok jeździ w zawodowym peletonie. Na Gliczarowie prezentował się niczym młody Majka na Vuelta Espana w 2012 r. Gdy pociągnął w niesamowitym tempie wiele kilometrów pod górę, w grupie zostali tylko najmocniejsi. - Wszystko było przygotowane pod Rafała. Narzuciliśmy ostre tempo, by zmęczyć jego głównych rywali. Wiedzieliśmy, że Rafał czuje się bardzo dobrze i on świetnie wykończył naszą pracę. To był wielki wysiłek całej drużyny. Wierzyłem bardzo mocno w Rafała przez cały wyścig - mówił młody zawodnik.

To, że Rafał Majka przyjechał wygrać Tour de Pologne, widać było już na pierwszych etapach. Cała ekipa Tinkoff--Saxo zużywała ostatnie siły na płaskich etapach, gdzie Polak jeździł w otoczeniu wszystkich kolegów. Podobnie było w górach. Choć sam Majka codziennie opowiadał dziennikarzom o zmęczeniu, wiadomo było, jakie ma plany zarówno on, jak i jego team. Nie zdarza się też, by zawodnik, który ma tak wielką formę, jak Majka podczas wielkiego touru, w ciągu dwóch tygodni ją stracił.
Oczywiście, Majka zaskoczył tak ekspertów, jak i innych kolarzy nie tylko formą, ale także kolarską dojrzałością. Jeszcze na początku wyścigu mówił, że chciałby się wiele nauczyć od swojego kolegi z drużyny Alberto Contadora, który ma wielki zmysł taktyczny do niespodziewanie ataków. Tymczasem Majka w naszym tourze jechał właśnie w stylu Contadora. Potrafił wyczekać do końca na Słowacji i ruszyć na metę dosłownie w ostatniej chwili, gdy inni nie mogli mu zagrozić. Z kolei w Bukowinie zaatakował w stylu Contadora i dla wszystkich było jasne, że nikt go już go nie dogoni. - Nauczyłem się, że jeśli mnie nogi bolą, to rywali jeszcze bardziej. A w tym wyścigu jechałem bardziej głową niż nogami, bo one są bardzo zmęczone - mówił po zwycięstwie w Bukowinie.

Boniek z kolejnym wyzwaniem

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie