Tour de France: W Dusseldorfie najbardziej błysnęli polscy kibice

Arlena Sokalska, Dusseldorf
AFP/EAST NEWS
Już w sobotę rusza 104. edycja Tour de France. W tym roku Wielka Pętla rozpoczyna się 14-kilometrową jazdą indywidualną na czas w Dusseldorfie.

Dusseldorf, kolejne miasto startowe Tour de France chyba jeszcze nie zauważyło, że zawitał tu największy kolarski wyścig świata. Inaczej, niż w wielu francuskich miastach Niemcy nie udekorowali witryn sklepowych na żółto - i przynajmniej na razie żyją własnym życiem.

Ale to po to właśnie organizatorzy Wielkiej Pętli organizują co jakiś czas Grand Depart, czyli Wielki Start poza Francją. Tour de France ma sprawić, że kolarstwo w Niemczech odżyje, że stanie się znów dyscypliną lubianą i kochaną.

Przez wiele lat kolarstwo w Niemczech było na cenzurowanym. Uczciwi Niemcy nie mogli przeboleć wszystkich afer dopingowych związanych z tą dyscypliną i właśnie złej otoczki. Przez wiele lat stacje telewizyjne nie transmitowały kolarstwa, wycofywali się kolejni sponsorzy, likwidowano wyścigi. W niemieckiej telewizji przez wiele tak nie pokazywano Tour de France. Od kilku lat to się zmienia, na mapie Niemiec pojawiają się wyścigi, wróciła też do telewizji Wielka Pętla. Ale - co ciekawe - na start w Dusseldorfie nie zaproszono Jana Ulricha, niegdyś ulubieńca niemieckiej publiczności, zbanowanego za doping, do którego zresztą się przyznał. Nie, dla Niemców kolarz, który wygrał Tour de France i zdobywał medale olimpijskie jest w Dusseldorfie persona non grata. Dlatego droga do tego, by niemieccy kibice na nowo pokochali kolarstwo jest bardzo długa. Czy Grand Depart to zmieni? Pewnie inaczej będzie, gdy w sobotę kolarze rozpoczną rywalizację, a w grze będzie między innymi Tony Martin (Katusha-Alpecin), który o tym starcie myśli od miesięcy. Dla wielokrotnego mistrza świata w jeździe indywidualnej na czas zwycięstwo przed własną publicznością byłoby czymś wyjątkowym.

A tak naprawdę na razie najbardziej wśród niemieckiej publiczności wyróżnili się… polscy kibice. Było ich wielu z biało-czerwonymi flagami na długich giętkich masztach podczas prezentacji wszystkich ekip. - Byłem pod wrażeniem - mówi Michał Kwiatkowski (Sky). I opowiada, że gdy wyszedł na scenę podczas prezentacji teamów z kolegami z drużyny właściwie widział i słyszał tylko ich.
Dla nich - ale i dla innych polskich kibiców pojedzie w sobotę. Czy po zwycięstwo i żółtą koszulkę? - Będę jechał na 100 proc. - deklaruje mistrz Polski w jeździe na czas. Po raz pierwszy wystąpi w nowym kombinezonie czasowym - w biało-czerwonej koszulce z orzełkiem na piersiach. Już samo rozpakowywanie było dla niego ekscytującym przeżyciem.
Michał Kwiatkowski przystępuje do kolejnego Tour de France znacznie spokojniej niż do poprzednich. - Jestem w końcu spokojny o swoją formę - tłumaczy. W sobotę zrobi wszystko, by pojechać jak najlepiej, ale też będzie miał okazję porównać się do innych. - Konkurencja na tej czasówce będzie wielka - tłumaczy Kwiatkowski i wylicza: Tony Martin, Primož Roglić, Jonathan Castroviejo to świetni czasowcy, będzie trudno ich pokonać.

Zupełnie inaczej podchodzi do tego występu Rafał Majka (Bora - hansgrohe). Polak musi na pierwszym etapie jak najmniej stracić. Majka nie jest dobrym czasowcem, choć wciąż trenuje tę specjalność. Ale ma zupełnie inne warunki fizyczne niż najlepsi czasowcy, a nawet wielu roślejszych od niego górali. Majka jest drobny i bardzo szczupły, a przy jeździe na czas fizyka i warunki fizyczne mu nie sprzyjają. Jego czas rozpocznie się w najbliższą środę, bo wtedy na La Planche des Belles Filles będą musieli ruszyć się ci, którym marzy się jak najwyższe miejsce w klasyfikacji generalnej. Skromny jak zwykle Majka podczas konferencji prasowej swojego teamu przebąkiwał, że czuje się całkiem dobrze. - Powiedz, że nigdy nie byłeś w takiej formie jak teraz - szturchał go łokciem i podszeptywał siedzący obok Peter Sagan, znany kawalarz. Ale też zawodnik, który zawsze wali z grubej rury w kontaktach z mediami.

Czy teamowy kolega pół-żartem pół-serio powiedział to, o czym wiedzą wszyscy w Bora - hansgrohe? Majka naprawdę wygląda dobrze w tym sezonie, choć od kwietnia startował w raczej w wyścigach niższej kategorii i nie musiał walczyć z czołówką światowego peletonu. Ale też pokazał, że w końcu nie brak mu „dospieszenia”, na co skarżył się po ubiegłorocznym Giro d’Italia, w którym liczył na wyższe miejsce niż piąte, które zajął. Generalnie jego ekipa nastawia się na miejsce Majki w pierwszej piątce wyścigu. Jeżeli nie zdarzy się nic nietypowego, nie spotka go kolarski pech, jest to całkiem realne.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie