reklama

Tomaszewski o sprawie Obraniaka: Miał prawo poczuć się urażony. Niech idą z Fornalikiem na piwko...

Hubert ZdankiewiczZaktualizowano 
Ludovic Obraniak
Ludovic Obraniak FOT. MAREK ZAKRZEWSKI / POLSKAPRESSE GLOS WIELKOPOLSKI
- Waldemar Fornalik powinien jak najszybciej spotkać się i porozmawiać z Ludovikiem Obraniakiem. Dobrze by było, gdyby w tym spotkaniu uczestniczył również wiceprezes PZPN Roman Kosecki. Ci trzej powinni sobie wszystko wyjaśnić, bo tak dłużej być nie może - uważa były reprezentant Polski Jan Tomaszewski, komentując zamieszanie wokół pomocnika Girondins Bordeaux.

- Nie wydaje mi się, żeby Obraniak był jedynym problemem tej drużyny - wtóruje mu inny były kadrowicz Radosław Gilewicz.

Urodzony we Francji piłkarz już od pewnego czasu sygnalizuje, że niezbyt dobrze czuje się w zespole Fornalika. Ostatniej jesieni dochodziło do nieporozumień pomiędzy nim a innymi piłkarzami, którzy mieli do niego pretensje za czerwoną kartkę w inaugurującym eliminacje mistrzostw świata spotkaniu z Czarnogórą. Obraniak był ostro krytykowany również po przegranym 0:2 lutowym sparingu z Irlandią. Kosecki porównał go wówczas do panienki. Swoje dołożył Robert Lewandowski, obarczając kolegę częścią winy za swoją nieskuteczność w kadrze ("Nie mamy typowej dziesiątki"). Potem usłyszeliśmy jeszcze deklarację Zbigniewa Bońka. Prezes PZPN stwierdził, że piłkarz ubiegający się o powołanie do naszej reprezentacji musi mówić po polsku. Zaznaczył, co prawda, że nie dotyczy to tych, którzy już w niej grają. Obraniak odebrał to jednak jako osobisty atak.

Czarę goryczy przelały u niego niedawne mecze eliminacyjne z Ukrainą i San Marino. W pierwszym wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie, drugi obejrzał z ławki rezerwowych, choć zarówno Fornalik, jak i koledzy z zespołu zapewniali wszystkich, że jest potrzebny i bardzo na niego liczą. Przed powrotem do Francji rozczarowany piłkarz wypalił, że został potraktowany przez selekcjonera jak piąte koło u wozu. Dodał, że po raz pierwszy opuścił zgrupowanie z uczuciem ulgi. Jego słowa zirytowały Fornalika, który stwierdził, że "powinien uderzyć się w pierś i spytać samego siebie, czy zrobił wszystko, by tak nie było".

- Z jednej strony to trochę niepoważne. Profesjonalny piłkarz nie powinien się obrażać za krytykę, tylko robić swoje. Z drugiej jednak strony go rozumiem - mówi Tomaszewski. Przypomina, że jesienią Obraniak zagrał dobrze w meczu z Anglią, później strzelił pięknego gola Urugwajowi. - W ogóle do meczu z San Marino miał lepsze statystyki w kadrze niż Lewandowski. W tej sytuacji miał pełne prawo oczekiwać, że z Ukrainą wyjdzie w podstawowym składzie, ewentualnie siądzie na ławce, jeśli selekcjoner zmieni ustawienie i wyjdzie dwójką w ataku. Tymczasem Fornalik niczego nie zmienił, a zamiast Ludo wyszedł ten Majewski… No nie wiem, skąd on się urwał - dodaje człowiek, który jeszcze niedawno ostro sprzeciwiał się obecności w naszej reprezentacji piłkarzy takich jak Obraniak. Posiadających polskie korzenie, ale niezbyt mocno identyfikujących się z naszym krajem. - W końcu jednak dałem temu zespołowi kredyt zaufania i muszę przyznać, że podobała mi się np. postawa Damiena Perquisa podczas Euro 2012. W meczu z Rosją walczył jak lew. Pokazał, że mu zależy. Dlatego z autentyczną przykrością przyjąłem informację o jego operacji [nerki - red.] i życzę mu z całego serca, by jak najszybciej wrócił na boisko - podkreśla Tomaszewski.

Jego zdaniem nie powinniśmy również przekreślać Obraniaka. Trzeba tylko raz na zawsze wyjaśnić wszystkie nieporozumienia pomiędzy nim a Fornalikiem. - Zamiast wymieniać z selekcjonerem "uprzejmości" za pośrednictwem mediów, lepiej niech siądą do stołu i porozmawiają. Mogą nawet piwka się napić. Ludo musi przestać strzelać fochy, a Fornalik niech sam uderzy się w pierś i przyzna, że w meczu z Ukrainą przekombinował ze zmianami w składzie - uważa Tomaszewski. Jedyny autentyczny problem z Obraniakiem to, zdaniem byłego bramkarza, jego kiepska znajomość języka.
- Polskiego musi się poduczyć. Dlaczego on gra dobrze we Francji? Bo jak tam dostaje piłkę, to ma cztery opcje. Jedną sam widzi, a trzy podpowiadają mu koledzy - mówi.

- Ja bym nie demonizował aż tak bardzo jego językowych problemów. Z tego, co wiem, komunikuje się z kolegami po polsku, a rozmowy z mediami to zupełnie inna sprawa - nie do końca zgadza się z nim Gilewicz. Jego zdaniem kwestie językowe nie byłyby w ogóle poruszane, gdyby Obraniak dawał więcej naszej kadrze.

- Przypomnijmy sobie Emmanuela Olisadebe. Pograliśmy trochę razem w reprezentacji i pamiętam, że ciężko było z nim pogadać po polsku nawet w szatni. Nie przypominam jednak sobie, by ktoś się z tego powodu czepiał - dodaje. Według niego kluczową sprawą nie jest w przypadku Obraniaka znajomość języka, tylko właściwe wkomponowanie go w zespół. Pod warunkiem, że to w ogóle możliwe.

Nie tylko on tak uważa. - Pora na męską decyzję Fornalika, musi odpowiedzieć sobie w końcu na pytanie, czy potrzebuje Obraniaka - podkreśla były kadrowicz, później asystent Leo Beenhakkera Dariusz Dziekanowski.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kazik

Znałem pana z boiska , nie zawsze zgadzam się z panem ,ale tym razem ma pan w pełni rację , no może ja wyłączył bym seniora Koseckiego , bo ten niemal w każdym wywiadzie u pseudo ekspertów w Polsacie ( Kowalczyk,) jedzie po Obraniaku ( przecież konkuruje z jego synkiem.)

k
krzyhoo1

a że Fornalik stał się więźniem bohaterów reklamówki "Opel, das auto", to i znalazł gościa

Dodaj ogłoszenie