Tomasz Wiktorowski: To trudny okres dla Agnieszki Radwańskiej. Musi się otworzyć na ofensywną grę

Hubert ZdankiewiczZaktualizowano 
Tomasz Wiktorowski i Agnieszka Radwańska
Tomasz Wiktorowski i Agnieszka Radwańska Andrzej Banas
- Jeśli ktoś chce mnie rozliczać z wyników, to niech nie nie robi tego na podstawie jednego meczu, ale całokształtu mojej pracy – mówi Tomasz Wiktorowski, kapitan reprezentacji Polski i trener Agnieszki Radwańskiej.

Zwolnić Wiktorowskiego?
Na to pytanie już chyba odpowiadałem.

Sondę z takim pytaniem przeprowadził na swojej stronie jeden z dużych portali internetowych. To efekt słów Roberta Radwańskiego, który stwierdził po meczu z Rosją, że po powinno się zwolnić kapitana.
Mogę tylko powtórzyć: od zwalniania mnie jest zarząd Polskiego Związku Tenisowego, albo mój zespół. Na tę chwilę przygotowujemy się do meczu z Szwajcarią i po tym spotkaniu podejmę decyzje co dalej.

Rozumiem, że ani PZT, ani zespół nie widzą takiej potrzeby?
Proszę ich pytać. Ja mogę dodać tylko jedno – jeśli ktoś chce oceniać moją pracę, jako kapitana reprezentacji na podstawie wyników, to ok. Ma do tego prawo. Prosiłbym tylko, żeby rozliczać mnie nie na podstawie jednego meczu, ale całokształtu mojej pracy. Tego gdzie reprezentacja była, gdy zaczynaliśmy, a gdzie jest obecnie [przed porażką z Rosją wygrała siedem kolejnych spotkań i awansowała z Grupy II Euroafrykańskiej, do Grupy Światowej – red.].

No dobrze, to spróbujmy ocenić mecz z Rosją na spokojnie, z perspektywy paru dni [rozmawialiśmy w czwartek – red.].
Z perspektywy paru dni ocena jest taka sama, jaka była zaraz po meczu. Z jednej strony na pewno jest rozczarowanie, bo o ile nie oczekiwaliśmy łatwego zwycięstwa, to na pewno oczekiwaliśmy bardziej wyrównanego meczu. Więcej walki. Z drugiej jednak strony trzeba brać poprawkę na to z kim graliśmy. Wiadomo, jak mocna jest Szarapowa, zwłaszcza gdy jest w tak wysokiej formie, jak ostatnio. Wiadomo było również, że szanse Agnieszki z Kuzniecową były po 50, nawet jeśli jest obecnie lepszą tenisistką, niż Swietłana. Ona zawsze miała z nią problemy, nawet, gdy wygrywała, to po walce. Rok temu pokonała ją w Madrycie broniąc wcześniej piłek meczowych. Dodajmy wracającą do formy po problemach zdrowotnych Ulę i wiadomo, że trudno było o nadmierny optymizm. Atut własnej hali i własnych kibiców pozwalał jednak liczyć na coś więcej.

Szkoda zwłaszcza sobotniej porażki Agnieszki z Kuzniecową.
Zgadza się. Wiadomo, że gdyby udało się zdobyć ten punkt, to mecz mógłby się inaczej potoczyć. Gdy Agnieszka wyszła w drugim secie meczu z Szarapową z 2:5 na 5:5 przypomniały mi się Mistrzostwa WTA w Singapurze [przegrywała 1:5 i wygrała seta w tie-breaku – red.].

Szarapowej chyba też. W pewnym momencie zaczęła grać pasywniej, popełniać więcej błędów.
Maria też jest tylko człowiekiem i miewa chwile słabości. Na pewno jest do ugryzienia, choć dwa ostatnie gemy tego seta zagrała koncertowo. Praktycznie bez błędów. Można jednak powiedzieć, że gdzieś tam w pewnym momencie, była szansa. To jednak tylko gdybanie. Mecz się odbył. Wynik znamy, trzeba walczyć dalej.

Szwajcaria, z którą zagracie w kwietniu baraż o pozostanie w Grupie Światowej, jest do pokonania?
Każdy jest do pokonania. Zależy w jakim składzie Szwajcarki przyjadą do Polski. Chodzi mi o to, czy przyjedzie Martina Hingis, która ostatnio grywa tylko deble, ale radzi w nich sobie bardzo dobrze [w styczniu wygrała Australian Open w mikście – red.]. Wtedy ten potencjalnie decydujący o wyniku ostatni mecz może być bardzo wyrównany.

W singlu mamy za to chyba przewagę?
Patrząc na ranking można tak powiedzieć, ale rankingi nie grają. Nie jest to zresztą jakaś ogromna przewaga. Patrząc jednak na doświadczenie i prezentowaną w ostatnim czasie formę można powiedzieć, że – przynajmniej na papierze – to my będziemy faworytem.
Zagramy u siebie – to też chyba atut?
Szczerze mówiąc to mecze u siebie różnie nam w ostatnim czasie wychodziły, więc patrząc tylko na wyniki można by powiedzieć, że niekoniecznie. Z drugiej jednak strony zawsze lepiej jest zagrać u przed własną publicznością, niezależnie od tego gdzie to będzie.

Termin, zaraz po turnieju w Katowicach, też chyba jest korzystny, bo nie będziecie nawet musieli ruszać się z kraju.
Dla mnie jedyny argument na nie, to fakt, że Agnieszka jest takim typem, który powinien robić sobie przerwy. Jeśli więc np. wygra w Katowicach, to potem może się okazać, że trochę dużo się zrobi tego grania. Z drugiej jednak strony gra dla Polski zawsze była dla niej ważna.

Wbrew temu, co się niektórym wydaje.
Pan to mówi, ale to prawda. Wystarczy przypomnieć, że Agnieszka nigdy nie odmówiła gry w Fed Cupie. Raz była nawet sytuacja, że miała nie jechać do Izraela, bo była po kontuzji i operacji. Ostatecznie jednak i tak pojechała, bo okazało się, że nie może zagrać Ula. Odkąd ja pamiętam grała wszystkie mecze i ze Szwajcarią również zagra. Na sto procent swoich możliwości. Nie tak intensywne momenty nam się w przeszłości zdarzały.

Grupa Światowa to Wasze miejsce?
Nasze miejsce jest tam, gdzie sobie je wywalczymy, trzeba więc poczekać do kwietnia. Sezon przed tym, jak zostałem kapitanem, Polska była w II Grupie Euroafrykańskiej, niżej już chyba się nie da. Potem zaczęły grać siostry Radwańskie i zaczął się marsz w górę, którego zwieńczeniem był ubiegłoroczny awans do elity. Być może to jest więc nasze miejsce, choć nie byliśmy w stanie wygrać z Rosją. To jednak, że nie byliśmy w stanie wygrać z nią teraz nie oznacza, że nie będziemy w stanie wygrać następnym razem. Ula na pewno poprawi formę. Agnieszka również, bo jest obecnie w okresie przejściowym. Zresztą dość trudnym.

Na czym polega ten okres przejściowy, chodzi o dołączenie do Waszego sztabu Martiny Navratilovej?
Nie nazwałbym akurat Martiny okresem przejściowym, bo być może ta współpraca potrwa długo, albo bardzo długo. Okres przejściowy polega na tym, że Agnieszka musi się otworzyć na bardziej ofensywną grę. Bardziej aktywną. Bardziej atletyczną, w miarę swoich możliwości. Zakładaliśmy, że może w związku z tym przyjść spadek formy, bo jest to pewna modyfikacja stylu gry, który miała i pielęgnowała przez lata.

Stylu, który przyniósł jej wiele sukcesów.
Zgadza się. Dlatego nikt nie mówi o rewolucji. To ma być ewolucja, modyfikacja. O tym, że Agnieszka powinna grać bardziej agresywnie mowa była od wielu lat. Teraz uznaliśmy, że przyszedł na to czas. Może się to wiązać z okresem słabszej gry, ale w konsekwencji ma to pozwolić osiągnąć zamierzone cele. Te są znane od lat – wygrywanie Wielkich Szlemów a wiadomo, że na odcinku siedmiu meczów zawsze trafi się rywalka, która jest w formie i nie wystrzeli większości piłek na aut tylko dlatego, że zawodniczka po drugiej stronie jest mega solidna. Zawsze znajdzie się ktoś, z kim trzeba będzie więcej wygrać, niż się dostanie. Temu służą wspólne treningi z Martiną.

Nie za mało tych treningów? Po Australian Open dołączy do Was dopiero w marcu, w Indian Wells. W międzyczasie są jeszcze turnieje w Dubaju [zaczął się w niedzielę] i Doha.
To, że nie ma jej na miejscu nie oznacza, że nie wie, co się dzieje. Jesteśmy w stałym kontakcie, wysyłamy jej filmy z naszych treningów, a ona odsyła swoje uwagi, które wykorzystujemy podczas kolejnych zajęć. To najlepiej pokazuje, że Martina bardzo angażuje się w to, co robi.

Czasem chyba aż za bardzo. Mam na myśli to, jak ostro skrytykowała Agnieszkę w Tennis Channel po jej porażce z Venus Willams w Melbourne.
Sama później przyznała, że trochę przesadziła, więc nie ma co do tego wracać. Agnieszka jest podobnego zdania.

Pan również?
Nie chcę tego komentować. Rozumiem jednak, że muszę?

Nic Pan nie musi. To po prostu pytanie.
Więc nie będę komentował tego, co powiedziała. Zrobiła to Agnieszka i wystarczy. Rozumiem jednak intencje Martiny – trener musi czasem wstrząsnąć zawodniczką.
Nie brak głosów, że to ostatni moment, żeby osiągnąć zamierzone cele. Serena Williams ma już bliżej, niż dalej, do końca kariery, ale sama Agnieszka za chwilę skończy 26 lat. Na korty wchodzi już nowa generacja młodych gniewnych.
Już weszła: Bouchard, Muguruza, Switolina, Halep... Tych dziewczyn jest całe mnóstwo i za chwilę będziemy mieć w światowej czołówce pokoleniowa wymianę. Agnieszce nie będzie łatwo pozostać tam, gdzie jest, a co dopiero jeśli myśli o wygrywaniu Wielkich Szlemów. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na zmiany. Trzeba zaryzykować, bo samo utrzymywanie obecnego poziomu spowoduje, że zawodniczka zaczyna się cofać.

Agnieszka też tak uważa?
To chyba oczywiste. Nie moglibyśmy wprowadzić żadnej zmiany bez jej zgody. Agnieszka to bardzo silna osobowość.

Zupełnie, jak jej ojciec. Za co on Pana tak nie lubi?
Proszę jego o to zapytać.

Pytałem. Mówi, że był Pan nielojalny podpisując za jego plecami kontrakt z Amicą. Powtórzył to niedawno w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Nie czytałem tej rozmowy, więc trudno mi komentować. Powiem tylko tyle: nie uważam, abym kiedykolwiek był wobec niego nielojalny i może dajmy już spokój.

Denerwuje to Pana?
Mnie nie, ja po prostu robię swoje. Myślę, że cała ta sytuacja może być za to niezręczna dla Agnieszki, zwłaszcza gdy odbywa się za pośrednictwem mediów. To pewno nie pomaga, gdy najbliżsi ludzie z jej otoczenia nieustannie coś negują. Na pewno byłoby o wiele łatwiej, gdyby miała wsparcie z każdej strony.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie