Tomasz Terlikowski: Decyzja papieża Franciszka jedności w kościele nie buduje

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Tomasz Terlikowski: Lekarstwem na złe pomysły teologiczne nie jest przemocowe ograniczenie możliwości uczestnictwa we mszy świętej pewnego rytu
Tomasz Terlikowski: Lekarstwem na złe pomysły teologiczne nie jest przemocowe ograniczenie możliwości uczestnictwa we mszy świętej pewnego rytu Bartek Syta
Decyzja papieża Franciszka jest bardziej radykalna. Oczywiście, nie ma zakazu, to prawda. Nie wracamy do sytuacji z czasów Pawła VI. Ale mamy taką oto sytuację, w której do tej pory każdy ksiądz mógł nie pytając nikogo o zgodę, co najwyżej informując, odprawiać mszę świętą trydencką. Ci księża z dnia na dzień taką możliwość stracili. Teraz się muszą zwrócić do biskupa i biskup albo im tę zgodę wyda, albo nie – mówi Tomasz Terlikowski, filozof i publicysta.

Jak Pan odebrał decyzję papieża Franciszka o ograniczeniu możliwości odprawiania tak zwanej mszy trydenckiej?

Moim zdaniem na wielu poziomach jest to decyzja błędna i szkodliwa dla Kościoła, bo bardzo dzieląca. Jest również błędna i szkodliwa dla uczestników mszy świętej trydenckiej. Zacznijmy od Kościoła. Papież i w liście, i w dokumencie powołuje się na jedność. Problem polega na tym, że ta decyzja jedności nie buduje. Po pierwsze dlatego i już to widzimy, że różni biskupi różnie odebrali ten dokument.

Jak go odebrali?
Jedni całkowicie zakazali mszy świętej trydenckiej; poinformowali, że może kiedyś ją przywrócą. Inni nie zmienili nic. Albo zaczęli tak, jak biskupi francuscy czy część biskupów amerykańskich, którzy stoją na stanowisku, że tak jak było, tak będzie nadal. To oznacza, że dokument, który ma przywracać porządek, wywołuje większe zamieszanie. W jednych diecezjach będzie tak, także w Polsce – w drugich będzie inaczej. W jednej diecezji biskup wykorzysta ten dokument do silnego dyscyplinowania wspólnot tradycjonalistycznych lub do ich likwidacji, w innych nie wykorzysta go do niczego. To jest pierwszy wymiar nie budowania jedności przez ten dokument.

A inne wymiary?

Drugi wymiar jest nie mniej istotny. Otóż tak się składa, że od tego dokumentu zwolennicy liturgii tradycyjnej nie znikną; oni nadal będą. W wielu miejscach, w kościele zachodnim, to są silne wspólnoty, silne niekoniecznie nawet własną siłą, ale bałaganem, niedbałością liturgiczną, niechęcią do tradycji katolickiej wewnątrz kościoła. Co spowoduje ta decyzja? Spowoduje ich gniew, wściekłość, ich rozżalenie, albo ich przejście do wspólnot, na przykład Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X, które wobec kościoła hierarchicznego i wobec Watykanu nie były lojalne. Czyli znów – nie zbuduje jedności, tylko wręcz ją pogorszy, albo spowoduje, że oni będą jeszcze bardziej przekonani o tym, że są prześladowani, że kościół jest im niechętny i odrzuca coś, co było dziedzictwem wielu wieków chrześcijaństwa. To jest ten drugi wymiar owego błędu i braku budowania jedności. Po trzecie ta decyzja jest podjęta w takim trybie, jakbyśmy mieli do czynienia z największym zagrożeniem w kościele. Papież w piątek wydaje decyzję, a w niedzielę ją wprowadza w życie. Można zadać pytanie zwolennikom innych typów pobożności czy religijności w kościele, na przykład ruchowi charyzmatycznemu w jego różnych odmianach, albo Drodze Neokatechumenalnej, czy nie obawia się, że jeżeli w ten sposób można potraktować zwolenników tradycji, to czy z dnia na dzień nie można zakazać na przykład liturgii Drogi Neokatechumenalnej, albo na przykład pewnych typów pobożności charyzmatycznej.

To możliwe?

Jeśli władza w kościele opiera się wyłącznie na przemocowej, błyskawicznej, nieempatycznej decyzji; krótko mówiąc, jeśli władza jest czystą przemocą, to taka czysta przemoc może dotknąć każdego. I wreszcie kwestia ostatnia, której też nie można zapominać – jest to zaprzeczanie całego nauczania Franciszka. Jeżeli papież Franciszek mówi o decentralizacji, o synodalizacji, o dialogu, o konieczności testowaniu różnych rozwiązań, o tym, że czas jest ważniejszy, niż przestrzeń, to rodzi się pytanie, dlaczego te tezy odnoszą się na przykład do drogi synodalnej? Albo na przykład do inkulturacji Ewangelii w Amazonii, która też wywołuje wątpliwości? Dlaczego nie odnoszą się do ruchu, którego istotą jest zmienność mszy świętej, jaką od soboru trydenckiego do soboru watykańskiego drugiego i jeszcze kilka lat po praktykowano w całym kościele łacińskim. Decyzja papieża Franciszka może budzić wątpliwości – czy mamy być otwarci i tolerancyjni wyłącznie na te ruchy, które są progresywne? A już na konserwatywne nie musimy być otwarci?

Zastanawiał się Pan, dlaczego papież Franciszek taką decyzję podjął?

Nie jest tak, że nie ma żadnych powodów. Rzeczywiście jest tak i papież Franciszek o tym pisze, że część środowisk tradycyjnych radykalnie odrzuca sobór watykański drugi, a nawet odmawia prawomocności nowej liturgii. To jest problem, który istnieje. Część z tych środowisk poddaje się tendencjom sekciarskim, tworząc zamknięte bardzo i niechętne reszcie kościoła wspólnoty, odrzucając magisterium nie tylko soboru watykańskiego drugiego, ale również posoborowych papieży, ze szczególnym uwzględnieniem Jana Pawła II no i właśnie papieża Franciszka. Część z tych wspólnot radykalnie odrzuca w ogóle prawomocność posoborowego kościoła. To się rzeczywiście dzieje, ale po pierwsze nie odnosi się to do wszystkich grup i wspólnot, a po drugie lekarstwem na brak formacji, na złe pomysły teologiczne nie jest ani przemocowe ograniczenie możliwości uczestnictwa we mszy świętej pewnego rytu, ani nie jest nim ukaranie wszystkich za błędy niektórych. Bo gdyby tak było, to trzeba by skasować ruch charyzmatyczny, ponieważ w ruchu charyzmatycznym również dochodzi do wielu nadużyć. No, ale trudno za nadużycia niektórych karać wszystkich. Tu jest bardzo podobnie – za nadużycia niektórych ukarano wszystkich. Wydaje się również, że jest to związane z pewną linią Franciszka, który od dawna wyrażał pewną niechęć do tych ruchów, sugerując, że są to ruchy rekonstrukcjonistyczne; rekonstruujące przeszłość, a nie otwarte na przyszłość. I znowu – czy tak bywa? Tak bywa; część tych ruchów rzeczywiście zachowuje się tak, jakby dokonywała rekonstrukcji przeszłości. Jakby wierzyła w to, że można ją zrekonstruować i to jest jedyne rozwiązanie dla kościoła. A jeśli uważnie przyjrzymy się ogromnemu bogactwu ruchów tradycyjnych, to zobaczymy tam wspólnoty, które, oczywiście, celebrują starą mszę świętą i, oczywiście, odnoszą się do liturgii szerzej, bo nie tylko chodzi o mszę świętą, ale też o brewiarz czy o inne formy sakramentów. Wprawdzie odnoszą się do tych starych wzorców, ale równocześnie są to ruchy zdecydowanie posoborowe, odpowiadające na kryzys obecnego kościoła, wprowadzające nowoczesną i bardzo dynamiczną ewangelizację, przyciągającą ludzi młodych, a niekiedy, w niektórych z krajów wręcz będące głosem nowego, silnego, dynamicznego kościoła. W odróżnieniu od kościoła większościowego, który zajmuje się głównie przetrwaniem – tak bym to określił – i powtarzaniem tych samych błędów, które doprowadziły go do obecnego stanu.

Co jest istotą tego wieloletniego sporu Watykanu z tradycjonalistami i skąd te podziały od czasów ostatniego soboru się wzięły?

Zacznijmy od tego: sobór watykański II nie przeprowadził reformy liturgicznej. Nie ma w dokumentach soboru watykańskiego II nowego rytu mszy świętej. Jest mowa o tym, że trzeba kultywować śpiew gregoriański; jest mowa o tym, że łacina jest wartością i owszem, jest mowa o tym, że do niektórych części mszy świętej warto wprowadzić języki narodowe. Po soborze watykańskim II Watykan powołał komisję, która rzeczywiście przeprowadziła reformę bardzo głęboką i od razu pojawiły się głosy niechętne temu zjawisku. Natomiast problemem, jak sądzę, nie było to, że wprowadzono reformę. Myślę, że wprowadzenie języków narodowych do liturgii, że zreformowanie pewnych rytów było istotne.

To co się stało?

Model, w jaki je wprowadzono był dramatyczny. Ponieważ w niektórych kościołach z dnia na dzień wyrzucono stare księgi liturgiczne, zmieniono obrządek i na twardo zakazano modlenia się po staremu. My w Polsce tego nie przeżywaliśmy, u nas ta forma liturgiczna była wprowadzana bardzo spokojnie przez kardynała Stefana Wyszyńskiego i wprowadzana w życie przez ruch liturgiczny, którego jednym z liderów był ksiądz Franciszek Blachnicki. W Polsce do nadużyć nie dochodziło. Natomiast na zachodzie na to wszystko nakładało się jeszcze ogromne zjawisko nadużyć: wyrzucano krzyże, rezygnowano z adoracji Najświętszego Sakramentu, niszczono stare, wielowiekowe ołtarze, wyrzucano na śmietnik stare mszały i stare szaty liturgiczne, a zastępowano je hipisowskimi ubraniami, kadzidełkami. Byłem w kościele, w którym przemalowano na biało przepiękne freski. To był pierwszy kościół katolicki zbudowany w Limerick w Irlandii – biskup podjął decyzję, że trzeba zamalować wszystkie freski na biało, zlikwidować ścianę ołtarzową, zamalować ją na biało, żeby z rzutnika rzucać na nią zdjęcia. To, co odprawiano w wielu kościołach za zachodzie to nawet nie była nowa liturgia. To były wolne pomysły i wolne skojarzenia duchownych.

I mogli to robić?

Można było robić to wszystko, natomiast nie można było odprawiać starej mszy świętej. Na to nałożył się ogromny kryzys, którego w Polsce nie doświadczaliśmy, bo wtedy w Polsce kościół był potęgą – ale na zachodzie w latach 70. z kapłaństwa odeszło ponad sto tysięcy księży. To były gigantyczne liczby. Zwolennicy starej mszy świętej, czy przeciwnicy reform soborowych zaczęli przeciwko temu protestować. Część z nich chciała po prostu móc modlić się, tak jak przez lata modlili się ich rodzice, dziadkowie, pradziadkowie. Część uważała, że reformy soboru watykańskiego II, a przynajmniej ich interpretacja, są błędne. W efekcie doszło do bardzo silnego sporu. Na początku ten spór toczył się wewnątrz kościoła. Pamiętajmy, że arcybiskup Lefebvre uczestniczył w soborze watykańskim II, wprawdzie nie podpisał chyba dwóch dokumentów, ale nie musiał. Nie ma takiego obowiązku – to jest sobór, na którym się dyskutuje. Lefebvre powołał Bractwo Kapłańskie świętego Piusa X, które na początku działało wewnątrz kościoła. Za czasów Jana Pawła II dochodzi do bardzo ostrego sporu. Jan Paweł II próbuje pozyskać, ale nie zmienia decyzji Pawła VI – stara msza nadal jest bardzo ściśle reglamentowana, nawet zakazana. No i arcybiskup Lefebvre wyświęca czterech biskupów bez zgody Watykanu, co oczywiście oznacza w stosunku do niego i w stosunku do wyświęconych biskupów bardzo surowe kary kanoniczne. Wtedy spór osiąga apogeum, ale nie wszystkie środowiska tradycyjne, nawet wtedy, w tym sporze uczestniczą. Są opactwa benedyktyńskie we Francji, które zachowują starą liturgię, ale nie przyłączają się do ruchu arcybiskupa Lefebvra i które nawet czasowo, na krótko, kiedy im się odbiera zgody, przyjmują na moment nową liturgię tylko po to, żeby, jak się kiedyś pojawi możliwość powrotu do starej – do niej powrócić. Jan Paweł II próbuje zresztą później te błędy odwrócić, powołuje Bractwo Kapłańskie świętego Piotra, część z kapłanów od arcybiskupa Lefebvra odchodzi, no i zaczyna się rozwój tego ruchu. Bardzo silny. Można powiedzieć, że Benedykt XVI, który sam nie jest zwolennikiem reformy posoborowej, jako już kardynał pisze w „Duchu liturgii” o reformie reformy i wskazuje bardzo ciekawi, że reforma liturgiczna w pewnym sensie zaprzecza podstawowym ideałom i ideom reformy teologicznej. Mówi: „Który model modlitwy we mszy świętej jest bardziej klerykalny? Czy ten, w którym kapłan jest jednym z ludu, wysuniętym do przodu i modlącym się w tym samym kierunku, co cały lud Boże, ku wschodowi, czyli ku Chrystusowi? Czy ten, w którym naprzeciwko siebie stoi lud i ksiądz“. Psychologicznie, jak stoimy naprzeciwko księdza, to mamy wrażenie, że jest on w centrum. Co więcej, wielu polskich księży nie respektuje przepisów soborowych. Na środku ołtarza powinien stać krzyż.

Ale na środku stoi ksiądz.

Wielu księży mówi: „Krzyż będzie mnie zasłaniał”. Jako żywo, nie modlimy się do księdza. To, że będzie zasłonięty ksiądz, nie ma kompletnie żadnego znaczenia. A jednak tego się nie robi. Benedykt XVI bardzo jednoznacznie proponował reformy. On nie proponował powrotu do starego rytu, chociaż bardzo go cenił, uczestniczył w rozmaitych spotkaniach. Mówił zaś o konieczności reformy. Stąd jego propozycja, żeby zreintegrować całkowicie ów ruch tradycji wewnątrz kościoła. Jego decyzja wywołala bardzo wiele, także pozytywnych zjawisk. Powstały nowe zgromadzenia zakonne, w których sprawowana jest tylko liturgia tradycyjna. Powstały parafie personalne w wielu diecezjach, żywe, dynamiczne, pełne młodych ludzi. Ale jak każda decyzja, jak każde zjawisko w kościele wywołała również sytuacje negatywne. Czyli duch sekciarstwa, odcinanie się od głównego nurtu kościoła, negowanie reform sobory watykańskiego II. Czy to jest zjawisko większościowe czy mniejszościowe, to jest kwestia dyskusyjna i nikt chyba takich badań szerokich nie prowadził. W Polsce mamy środowiska bardzo otwarte; na przykład „Christianitas” pokazuje bardzo ciekawą debatę, ciekawą próbę zrozumienia dokumentów sobory watykańskiego II i ich przyswojenia w duchu tradycyjnym. Ale mamy oczywiście osoby czy grupy, które sobór watykański II kwestionują, głownie w internecie zresztą, wypisując różne rzeczy. To wszystko prawda, ale jedno nie przysłania drugiego. I przychodzi Franciszek, który na początek wykonuje kilka bardzo przyjacielskich gestów wobec Bractwa Kapłańskiego świętego Piusa X – uznaje jego ważność. Ale też widać w wielu jego wypowiedziach, że on nie rozumie ruchu tradycyjnego. Uważa go za czysty rekonstrukcjonizm, za ruch sztuczny i jest mu niespecjalnie przychylny.

Czy papież Franciszek boi się mszy trydenckiej? Ale w tym zawieram też pytanie o tę mszę? Czy jej istota polega tylko na tym, że jest odprawiana po łacinie, a ksiądz stoi tyłem do wiernych…

… ksiądz stoi przodem do ołtarza. Ale zostawiłbym te podejrzenia. Papież Franciszek nie boi się mszy świętej trydenckiej, bo on we mszy świętej trydenckiej jako młody chłopak uczestniczył. I ona dalece nie wyglądała tak, jak obecnie wyglądają msze święte trydenckie. Sobór watykański II i Odnowa Liturgiczna bardzo głęboko wpłynęły też na sposób odprawiania mszy świętej trydenckiej. Rozmawiałem z wieloma starszymi księżmi, którzy też nie rozumieją fascynacji starym obrządkiem, bo mówią: „Pamiętamy proboszcza, który mamrotał coś pod nosem, nikt go nie słyszał”. To wszystko było wcale nie tak pięknie odprawiane jak teraz. Ani nie było kadzidła, ani ludzie nie rozumieli – na wiejskich parafiach nie mieli mszaliku, żeby śledzić, co się dzieje. Pamiętajmy, że ruch liturgiczny, który pojawił się w XIX wieku nie wziął się z tego, że wszystko było świetnie. Wziął się z tego, że w bardzo wielu miejscach mszę świętą odprawiano źle, nieprecyzyjnie, niezgodnie z rubrykami, nie znając dobrze łaciny. Wierni też wcale nie uczestniczyli we mszy tak głęboko, jakby się chciało, bo w ogóle nie było świadomości, że trzeba uczestniczyć – było słuchanie mszy świętej. Zatem papież Franciszek nie boi się starej mszy świętej, tylko pamięta, jaka ona była. To po pierwsze. Po drugie – jest jednym z tych papieży, który jest wychowankiem soboru watykańskiego II. On pamięta, jak wielkie nadzieje związane były z reformą liturgiczną, jak ją entuzjastycznie w wielu miejscach przyjmowano. W związku z tym patrzy się na nową mszę świętą jako na jedyny model, a starą traktuje trochę jako coś, co już przeminęło, do czego ludzie przywiązani są tylko jako do pewnej próby rekonstrukcji, której papież Franciszek – i słusznie – nie lubi. Chrześcijaństwo nie jest religią rekonstruowania przeszłości. Nie jest powrotem do przeszłości, tylko jest wyjściem naprzeciw. I są ruchy tradycyjne, które to też bardzo jasno podkreślają: „Nam nie chodzi o to, żeby rekonstruować przeszłość. Tylko, żeby wziąć to, co jest godne, piękne i ważne z przeszłości i iść z tym do przodu”. I wykorzystywać to w budowaniu nowego, posoborowego katolicyzmu. Ale akurat tego elementu, jak mi się zdaje papież Franciszek do końca nie rozumie. Choć przecież zna kościół latynoski, gdzie te spory przebiegały dużo ostrzej, a z drugiej strony toczono spory o coś zupełnie innego.

Wracając do decyzji papieża Franciszka, to przecież nie jest tak, że wydał absolutny zakaz odprawiania mszy trydenckiej, tylko, że decyzja zależy od biskupa, ale nie będzie można tych mszy odprawiać w kościołach parafialnych.

Decyzja jest bardziej radykalna. Oczywiście, nie ma zakazu, to prawda. Nie wracamy do sytuacji z czasów Pawła VI. Ale mamy taką oto sytuację, w której do tej pory każdy ksiądz mógł nie pytając nikogo o zgodę, co najwyżej informując, odprawiać mszę świętą trydencką. I wielu, kiedy się tego nauczyło, zaczęło to robić. Ci księża z dnia na dzień taką możliwość stracili. Teraz się muszą zwrócić do biskupa i biskup albo im tę zgodę wyda, albo nie. Wielu kleryków w diecezjach przygotowywało się do tego, żeby być birytualistami – żeby odprawić mszę świętą w obu obrządkach. Jeśli biskup im odmówi, będą mogli sprawować tylko nowy obrządek. Kolejny element: tam, gdzie zebrała się grupa wiernych, mogła wystąpić do biskupa, otrzymać kapłana i zgodę na mszę świętą i odprawiano te msze święte. Wystarczało, że jest grupa wiernych, jest ksiądz i w zasadzie biskup nie miał wiele do powiedzenia, zgoda musiała być. Teraz biskup może odmówić w każdej chwili. Może cofnąć wydane zgody. Na przykład w diecezji warszawsko-praskiej biskup już zawiesił wszystkie celebracje. Nawet tam, gdzie one toczyły się od lat, teraz już toczyć się nie będą. Kolejna zmiana, to jest nakaz papieski, który mówi, że czytania mają być w językach narodowych. Pytanie, dlaczego?

Dlaczego?

Jeżeli wydajemy zgodę na starą liturgię i wiemy, że ludzie mają mszaliki, a ogromna większość wiernych w tej chwili, uczestniczących w mszach świętych tradycyjnych, uczestniczy w nich z własnymi mszalikami, w których jest tekst po łacinie, ale obok jest tekst w języku narodowym, to po co czytać to w języku narodowym? To narusza integralność tamtej liturgii. Wreszcie jest mowa o jakiś duchownych, którzy mają pilnować odpowiedniej ortodoksji tych grup, co oznacza, że będą do nich wysłani – w niektórych diecezjach, bo wszystko zależy od biskupa – oficerowie polityczni, którzy będą pilnować, czy przypadkiem nie występują jakieś odchylenia od progresywnej czy modernistycznej normy. to nie jest tak, że nic się nie zmieniło. W tym wymiarze zmieniło się bardzo wiele i w wielu diecezjach ludzie z dnia na dzień przestali uczestniczyć we mszach świętych, w których uczestniczyli od wielu lat i jest to decyzja daleko idąca. Ale prawdą jest i to, że będą biskupi, którzy nic w tej sprawie nie zrobią; zostawią, jak było. Choćby dlatego, że wiedzą, że wspólnoty tradycyjne to jest główne źródło powołań dla ich diecezji i to jest często miejsce, w którym jest bardzo wielu ludzi młodych. A nie ma ich w tych starszych kościołach. A jeżeli są, to i tak wszystko będzie zależało od biskupa. Jeżeli biskup nie lubi tradycjonalistów, to z dnia na dzień odbierze im wszystkie uprawnienia. I wreszcie kwestia ostatnia – to jest ogromne naruszenie zaufania do papiestwa właśnie wśród ludzi tradycji. Nagle się okazało, że to ich zaufanie z dnia na dzień zostało naruszone. To, co Benedykt XVI uznał za prawomocne, możliwe i konieczne, to Franciszek uznał za niekonieczne, nieprawomocne i konieczne do ograniczenia. A jeśli tak jest, to dlaczego charyzmatycy mają się czuć bezpiecznie. Czy nie ma nadużyć w ruchu charyzmatycznym? Nie ma ducha sekciarstwa? To wszystko jest obecne także u charyzmatyków. Akurat należę do wspólnoty charyzmatycznej i bardzo ją sobie cenię, ale wiem, że w tym ogromnym bogactwie ruchów jest również bardzo wiele nadużyć. Czy to znaczy, że z dnia na dzień trzeba powiedzieć biskupom: „Macie to zlikwidować”?

Zastanawiałam się właśnie, jaką minę mógł mieć Benedykt XVI, kiedy usłyszał o decyzji papieża Franciszka.

Tego się nigdy nie dowiemy, także dlatego, że papież Benedykt bardzo pilnuje swojej lojalności wobec Franciszka. Benedykt XVI w sensie ścisłym nie ma już władzy papieskiej ani charyzmatu papieskiego. Jest emerytem. Nawet, jeśli nie był zadowolony z tej decyzji, to na pewno się o tym nie dowiemy.

Jakie będą skutki decyzji papieża Franciszka?

Po pierwsze, skutkiem nie będzie to, że ta grupa zniknie. Nie tylko nie zniknie, ale się jeszcze zradykalizuje. Tego typu radykalne, przemocowe decyzje nie służą uspokojeniu emocji, tylko ich zaostrzeniu. Gorycz, żal, wściekłość będą rosły, nie malały. Duch sekciarstwa i duch braku jedności będzie się wzmacniał, a nie osłabiał. Jestem przekonany, że ruch tradycyjny nie zniknie z kościoła.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie