Tomasz Stańko: Powstanie warszawskie zawsze było w naszej świadomości. I rosło

Adrianna CalińskaZaktualizowano 
Tomasz Stańko: Powstanie warszawskie powoli staje się symbolem. Takim jak bitwa pod Grunwaldem Andrzej Wiktor/Polskapresse
Zupełnie inaczej piszę dziś, niż pisałem kilkanaście lat temu. Ten proces tworzenia ewoluuje. Jest to rodzaj intuicji. Oczywiście na całkowitą wolność nie mogę sobie pozwolić - mówi Tomasz Stańko, znany muzyk jazzowy.

Powiedział Pan ostatnio, że powstanie warszawskie nigdy nie było dla Pana inspiracją - po prostu poświęca mu Pan część swojej twórczości i w ten sposób składa osobisty hołd powstańcom. Długo musiał Pan dojrzewać do takiej postawy?

Postawa wobec poszczególnych wydarzeń historycznych płynie z życia. Nad wieloma rzeczami lubię się zastanawiać i ostatnio nawet analizowałem, skąd ja właściwie czerpię wiedzę o powstaniu. Powiedziałem niedawno, że to Roman Bratny wprowadził mnie w ten temat, ale to nie do końca jest prawdą.

Zatem ma Pan okazję ją zweryfikować.

Wydaje mi się, że to czas jest czynnikiem, który pomaga mi w jakiś sposób ustawić samego siebie w sytuacji powstania. Zawsze byłem rozdarty pomiędzy sprzecznymi stanowiskami poszczególnych historyków - część z nich mówiła, że powstanie było niepotrzebne, że dowódcy prowadzili tę młodzież na rzeź, inni podkreślali jej waleczność i odwagę. Słuchałem ostatnio wypowiedzi starszych kobiet, którym udało się przeżyć sierpień 1944 r. Jedna z nich była tak niesamowicie przekonująca, że z łatwością mogłem wczuć się w emocje, które jej towarzyszyły. Widziałem prawdę w każdym jej ruchu, w mimice twarzy, słyszałem ją w jej głosie. Opowiadała, że w 1944 r. wszyscy mieli już dość całej okupacji, mieli dość plucia im w twarz. Wielokrotnie sam siebie pytałem, co ja bym zrobił w tamtym momencie, czy byłbym w stanie podjąć takie ryzyko.

Jak Pan sobie odpowiada?

Wie pani, trudno było mi znaleźć odpowiedź, bo tak naprawdę nikt tego nie wie. Potrafię jednak w pełni zrozumieć motywy, dla których 70 lat temu ci odważni i pełni nadziei na zwycięstwo młodzi ludzie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Z perspektywy tylu lat bardzo łatwo nam oceniać, że nad powstaniem wisiało fatum klęski, że była to bezsensowna śmierć. Wtedy jednak ci ludzie byli pełni szczęścia płynącego z tej decyzji, byli gotowi na wolność, motywowała ich wizja lepszego życia.

Powinniśmy się więc powstrzymać od jakiejkolwiek oceny?

Wydaje mi się, że możemy robić, co chcemy. Właściwie każda opinia jest istotna i wnosi coś do problemu. Osobiście uważam, że w samo sedno problemu trafia dyrekcja Muzeum Powstania Warszawskiego. Powstanie stale istniało bowiem w naszej świadomości i rosło. Dziś wszystkie jego elementy są ważne. Powoli staje się symbolem, szczególnym momentem historycznym, takim jak chociażby bitwa pod Grunwaldem - o jej szczegółach już nie dyskutujemy, ona po prostu żyje w naszej świadomości, zakodowana jest jako wielkie wydarzenie w historii Polski.

Wielokrotnie powtarzał Pan, że stara się uciekać od patosu. Co Pan rozumie przez to pojęcie?

Ja jestem muzykiem ulicznym. Jazz to muzyka uliczna - mimo że dzisiaj to wszystko bardzo się przewartościowało, pomieszało, przekręciło, ten gatunek zawsze stał w opozycji do mieszczaństwa, do establishmentu. Dlatego patos w moim życiu był w pewnym sensie obcy. Patos ma jednak wiele obliczy. Jedna z kompozycji Krzysztofa Komedy, którą grałem, była poświęcona właśnie patosowi - "Svantetic." - od słowa patetyczność i szwedzkiego imienia Svante.

Patriotyzm jest patetyczny?

To jest bardzo specyficzne pojęcie, ale tak jak wszystkie inne - stale ewoluuje. Dzisiaj ma zupełnie inne znaczenie niż nawet te 70 lat temu. Zupełnie inne. Ale czy jest patetyczne... nie wiem.

A Pan mógłby się nazwać współczesnym patriotą?

Ja wszędzie na świecie czuję się Polakiem, mówię w języku polskim, znam i szanuję polską historię. Przede wszystkim jednak najpierw jestem Tomaszem Stańką.

W takim razie jest Pan patriotą na swoich własnych warunkach.

Właśnie trudno powiedzieć. Wszędzie na świecie mówią o mnie, że mam słowiańską zadumę. Niektórzy mówią nawet, że bardziej słowiańską niż polską. Ujmę to więc tak: nawet jeśli najpierw czuję się Stańką, to w gruncie rzeczy robię głównie dla Polski.

Miał Pan kiedyś kompleks polskości? W środowisku międzynarodowym, podróżując po świecie?

Nigdy nie miałem takiego kompleksu. Nawet wtedy, kiedy mnie obrażano.

O czym Pan myśli, komponując poszczególne utwory?

Nie wiem, co się dzieje w mojej głowie, kiedy komponuję. Aktualnie pracuję nad koncertem, który stanowić będzie część Festiwalu Chopinowskiego - będę prezentował swoje utwory, a w międzyczasie Andrzej Chyra przeczyta listy Fryderyka Chopina. Zauważyłem, że zupełnie inaczej piszę dziś, niż pisałem kilkanaście lat temu. Ten proces tworzenia silnie ewoluuje. Powiem pani, że w zasadzie jest to rodzaj intuicji, bo nie ma przecież reguł pracy nad utworem. Oczywiście na całkowitą wolność nie mogę sobie pozwolić, dlatego wydrapuję w sobie systematyczność. Ona jest dla mnie zbawienna, bo w ciągu tych paru godzin dziennie natchnienie przyjdzie zawsze.

I jak daje o sobie znać?

Natchnienie to stan ducha. Coś nowego pojawia się wtedy w umyśle artysty, coś się otwiera. To taki rodzaj haju, ale zupełnie naturalnego.

A będąc na scenie, jest Pan myślami tu i teraz czy może ucieka gdzieś dalej?

Na scenie człowiek znajduje się już w określonej sytuacji społecznej, w specyficznym stanie emocjonalnym, w którym trema wywołuje pewną ekscytację. Gdzie czas płynie i nie ma odwrotu, nie można się cofnąć i poprawić błędu. Są tylko nowe zaskakujące rozwiązania, które realnie wpływają na przebieg koncertu.

Ale podczas występów w miejscach tak szczególnych i z tak szczególnych okazji jak chociażby 70. rocznica wybuchu powstania jakieś konkretne obrazy kreują się w Pana umyśle?

Jeśli wpadnę w odpowiedni nastrój, to podczas wykonywania niektórych utworów rzeczywiście mogę się wzruszyć. Mogę wyobrazić sobie obrazy, które będą na przykład odzwierciedleniem opowieści tej starszej pani, która przeżyła powstanie i od której biła ta niesamowita, szczera złość, kiedy tłumaczyła, że oni po prostu walczyli z wrogiem o wolność, że nie mieli czasu się zastanawiać. Na scenie, chociaż przez chwilę mogę poczuć ten specyficzny stan. Stan, w którym nie istnieje śmierć. Jest tylko bohaterski zryw, jest wielka decyzja w imię wspólnoty i samego siebie. To dla mnie niezwykła wartość.

Mówi Pan o tym z niezwykłą wrażliwością.

Bo wydaje mi się, że powstanie jest wydarzeniem, które tak właśnie powinno się pojmować. Ważna jest jego kultywacja. Choć daleko mi do martyrologii, uważam, że nawet z nią nie należy walczyć. Bo tak jak już mówiłem, każda forma "aktywności" na tym polu jest istotna, każda utrwala symbolikę zdarzenia.

Sądzi Pan, że pokolenie dzisiejszych nastolatków jest w stanie mówić i myśleć o powstaniu w podobny sposób?

W żadnym sensie nie oceniam tego, jakie jest konkretne pokolenie. Mówi się, że to dzisiejsze jest konsumpcyjne. Moim zdaniem nie ma to większego znaczenia, bo pokolenie jest takie, jakich czasów niesie znamię. To, że idea ma mniejszy udział w jego życiu, o niczym przecież nie świadczy, nie można tego wartościować. Inaczej po prostu dorasta się i żyje ze świadomością, że w dzieciństwie gestapowcy przeszukiwali twoje mieszkanie, że choć mniej lub bardziej świadomie, ale jednak doświadczyło się tamtych czasów.

Nie lubi Pan wystawiać jakichkolwiek ocen.

Nie daję sobie takiego prawa. Szczerze mówiąc - dla swojej własnej korzyści. Staram się analizować i działać, ale nie oceniać.

Poznaj Tajemnice Państwa Podziemnego:
"Tajemnice Państwa Podziemnego" to dokumentalny serial historyczny wyprodukowany przez Polska Press Grupę we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego. Patronem medialnym jest miesięcznik "Nasza Historia".

Tajemnice Państwa Podziemnego - wydanie specjalne Naszej Historii

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

w obliczu miażdżącej przewagi 2 wrogów (hitlerowskiego i sowieckiego - p. np. przebieg Powstania na Pradze) podobnie jak wielu polskich politykow i wojskowych tamtego okresu uważam, że bez porozumienia z naszymi aliantami nie powinno się Powstania rozpoczynać.
A takiego porozumienia nie było.

Dodaj ogłoszenie