Tomasz Lipiec już na wolności

Artur Grabarczyk
Udostępnij:
Były minister sportu trafił pod dozór policji. Jego proces rozpocznie się za kilka miesięcy.

Zagubiony, ze spuszczoną głową i wymuszonym uśmiechem na twarzy - tak wyglądał były minister sportu Tomasz Lipiec, gdy opuszczał wczoraj więzienie na Białołęce.

Do granatowego forda mondeo, w którym czekała na niego żona, wsiadł z wyraźną ulgą. Z dziennikarzami, chociaż otoczyli go szczelnym wianuszkiem, nie chciał roz-mawiać. Również Maryna Lipiec, która pod bramą aresztu czekała prawie godzinę, nie była skłonna do rozmów.

Były minister sportu, na którym ciąży aż 5 zarzutów (przyjmowanie łapówek, przekraczanie uprawnień służbowych i nakłanianie do świadczenia nieprawdy w dokumentach), mógł wyjść na wolność po 9 miesiącach spędzonych w zamknięciu dzięki decyzji warszawskiego sądu okręgowego.

Sędziowie w czwartek uznali, że dalszy areszt wobec byłego polityka nie jest konieczny; wystarczy dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Jedynym warunkiem wyjścia na wolność było wpłacenie 80 tysięcy złotych kaucji. Tuż po wydaniu przez sąd tej decyzji adwokaci Lipca utyskiwali, że rodzina oskarżonego jest w bardzo trudnej sytuacji, dlatego na zebranie takiej kwoty potrzebuje kilku dni i wpłaci kaucję dopiero po weekendzie.

Tymczasem cała kwota na konto sądu wpłynęła wczoraj tuż po 10 rano, a kilka godzin później do aresztu na Białołęce przyszedł nakaz zwolnienia Lipca.

Adwokat byłego ministra Krzysztof Stępiński, choć zadowolony z faktu, że udało się doprowadzić do uchylenia aresztu, był wczoraj wzburzony sposobem działania sądu. - Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy o tym myślę - mówił.

Chodzi o decyzję sądu rejonowego, który zajmował się sprawą Lipca od 11 czerwca tego roku, czyli od momentu sformułowania aktu oskarżenia. Sędziowie najpierw zdecydowali o przedłużeniu Lipcowi aresztu, twierdząc, że proces oskarżonego o korupcję ministra ma się zacząć już 29 lipca. W poniedziałek nieoczekiwanie zmienili zdanie.

Prowadzący sprawę asesor uznał, że nie poradzi sobie z tak skomplikowaną sprawą, i poprosił, by zajął się nią sąd wyższej instancji.

O tym, czy tak się stanie, zdecyduje sąd apelacyjny. - Jeszcze nie dotarł do nas wniosek o przekazanie akt sądowi wyższej instancji - mówi sędzia - Barbara Trębska z warszawskiego sądu apelacyjnego.

Gdy wniosek trafi do sądu, przez kilka tygodni sędziowie będą badać materiał dowodowy. Dopiero wtedy zapadnie decyzja, czy ze sprawą poradzi sobie sąd rejonowy, czy trzeba ją przekazać sądowi okręgowemu. A to oznacza, że proces byłego ministra nie zacznie się 29 lipca, ale znacznie później.

Sam Lipiec zaprzecza większości zarzutów. Przyznaje się tylko do tego, że najpierw jako szef Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, a potem także jako minister za państwowe pieniądze zatrudniał opiekunkę do dziecka.

Jednak według ustaleń śledczych - które "Polska" ujawniła jako pierwsza - Lipiec nie ograniczał się bynajmniej do drobnych nadużyć. Były minister działał jak mafiozo. W czasie, gdy kierował WOSiR-em, a także gdy zasiadał w rządzie, utworzył prężnie działającą siatkę przestępczą. Nie tylko sam żądał łapówek w zamian za wydanie korzystnych decyzji.

Zatrudniał też w kierowanych instytucjach zaufanych ludzi, którym potem kazał płacić haracz od łapówek, jakie oni dostawali.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie