Tomasz Arabski, prawa ręka premiera, nadzoruje ministrów. "Jest dobry w swojej robocie"

Redakcja
Dziś szef kancelarii Donalda Tuska pełni w rządzie trzy odpowiedzialne funkcje
Dziś szef kancelarii Donalda Tuska pełni w rządzie trzy odpowiedzialne funkcje Bartek Syta / Polskapresse
Powołując do rządu Tomasza Arabskiego, premier Donald Tusk 18 listopada zasadniczo zmienił obowiązki dotychczasowego szefa swojej kancelarii. I sprawił, że jego rola w rządzie znacząco wzrosła. Tomasz Arabski nie tylko ponownie kieruje kancelarią premiera w kolejnej kadencji, ale został też przewodniczącym Komitetu Stałego Rady Ministrów, zastępując na tym stanowisku Michała Boniego.

Komitet Stały to miejsce, gdzie podejmuje się kluczowe decyzje dotyczące ustaw, jakie tam trafiają przed posiedzeniami Rady Ministrów, gdzie opracowuje się strategie działań i wypracowuje oficjalne stanowiska rządu. Arabski jako przewodniczący będzie miał największy wpływ na planowanie prac rządu, a przede wszystkim jak najszybszą realizację exposé premiera Tuska, gdyż objął też stanowisko szefa zespołu do spraw programowania prac rządu. Jego zadaniem jest przełożenie exposé na konkretne projekty, nadanie im priorytetów i przypilnowanie terminów ich realizacji. Nic więc dziwnego, że dziś koledzy w rządzie mówią o Tomaszu Arabskim, że jest osobą najbliższą premierowi, jego prawą ręką, jeśli chodzi o realizację wszystkich idei, pomysłów rządu i jego działania w ciągu najbliższych czterech lat.

Czytaj też:Tusk rozdał karty: Nowak ministrem transportu, Arabski szefem kancelarii

- Tomasz cieszy się wielkim zaufaniem premiera, bo jest po prostu dobry w swojej robocie. Otrzymał poważne obowiązki, ale nie ma wątpliwości, że sobie poradzi - mówi nam jeden z polityków Platformy. I dodaje: - Jest kryształowy, jeśli chodzi o sprawy państwowe. Jemu szczerze zależy na tym, aby modernizacja Polski była uczciwa, przejrzysta, a co najważniejsze, z korzyścią dla obywateli.

"W mojej pracy nie nastąpiła żadna rewolucja. Komitet Stały Rady Ministrów nie jest mi obcy"

Kolegów Arabskiego z PO, do której on sam przecież faktycznie nie należy, nie dziwi więc, że premier powierzył mu tak rozległe obowiązki, a co za tym idzie - kompetencje, mimo że nie dostał się on w tych wyborach parlamentarnych do Sejmu. - Minister Arabski jest człowiekiem o rozległej wiedzy z różnych obszarów. Ma analityczny umysł i jest wyczulony na kwestie dotyczące tego, czy to, co chce zrobić rząd, będzie z korzyścią dla obywateli - mówi inny polityk PO.

Czytaj też:Tomasz Arabski - polityk z cienką skórką

Sam minister Arabski podobnie jak w poprzedniej kadencji i teraz wolałby pozostać w cieniu. Nie lubi eksponowania swojej osoby. Pytany o to, jak się czuje w nowej, ważnej roli, odmawia komentarza. - Przesada z tą ważnością - mówi. A jeden z jego bliskich współpracowników tłumaczy: Tomasz Arabski to skromny facet. W polskiej debacie publicznej ludzie poświęcają zbyt wiele uwagi, podkreślając swoje dokonania. On uważa, że jest od roboty, a nie podkreślania siebie.

Tomasz Arabski zaprzecza też, aby w jego pracy nastąpiła w ostatnim miesiącu jakaś wielka rewolucja. - Jako szef kancelarii premiera w poprzedniej kadencji brałem udział w większości prac legislacyjnych na różnych etapach. Również Komitet Stały Rady Ministrów nie jest mi obcy, gdyż bywałem na jego posiedzeniach. Teraz rolą Komitetu Stałego jest pomoc ministrom, aby realizowali zadania rządu, a moją rolą jest stworzenie narzędzi, które pozwolą ocenić, czy przygotowywane akty prawne są zgodne z oczekiwaniami obywateli, i przypilnować ich realizacji - mówi minister. Mówiąc wprost: Arabski ma dopilnować, aby wola polityczna rządu została przełożona na język ustaw i aby sprawy dla rządu priorytetowe nie ugrzęzły w biurokratycznej machinie.

Czytaj też:Tomasz Arabski: Nie byłem aktywny medialnie

Te priorytety, na których obecnie i w najbliższych miesiącach będzie się koncentrować uwaga ministra Arabskiego, dotyczą zapowiadanego przez premiera Tuska powiększenia składki rentowej, reformy emerytalnej związanej z wydłużeniem wieku emerytalnego i emerytur mundurowych i zapowiadanej deregulacji przepisów w taki sposób, aby działania poszczególnych ministerstw w realny sposób upraszczały życie obywateli i funkcjonowanie przedsiębiorstw.
Są już pierwsze efekty działalności ministra Arabskiego. Wprowadził nowy mechanizm oceniania skutków planowanych posunięć ministerstw, tak zwany test regulacyjny, którego wypełnienie stało się wymogiem dla ministerialnych urzędników. Każde ministerstwo przed tym, zanim skieruje projekt ustawy na Radę Ministrów, będzie musiało skrupulatnie określić gospodarcze i społeczne skutki tego projektu, jego korzyści i koszty, a przede wszystkim, czy można wprowadzić takie rozwiązania, które uniknęłyby tworzenia kolejnej ustawy. Na tym punkcie szczególnie zależy premierowi Tuskowi, który zamiast mnożenia kolejnych niedopracowanych ustaw i rozporządzeń kładzie nacisk na ich wysoką jakość.

Czytaj też:Tomasz Arabski - polityk z cienką skórką

Kiedy cztery lata temu Donald Tusk powoływał Tomasza Arabskiego na szefa swojej kancelarii, zaskoczył tą decyzją gdańskie środowisko Platformy. Sądzono, że wokół premiera były wtedy osoby bardziej z nim zaprzyjaźnione. Dziś można powiedzieć, że premier miał nosa, jeśli chodzi o swój wybór.

Niewątpliwie po czterech latach pracy w kancelarii premiera Tomasz Arabski zyskał odpowiednie doświadczenie i dopracował metody organizacji pracy, a także dzięki jego pomysłom obniżono koszty zakupów w ministerstwach. Choć przecież jego początki w kancelarii wcale nie były łatwe i pozbawione pewnych gaf. Arabskiemu trudno było początkowo zapanować nad biurokratyczną machiną, która zdawała się kierować własnymi prawami. Stąd też zdarzało się, że dokumenty albo ginęły, albo się spóźniały. Głośno było też o tym, że to Arabski autoryzował wywiad, jakiego premier udzielił dla hiszpańskiego dziennika "El Mundo", oceniając swoją podróż do Peru jako podróż życia.

Czytaj też:Tomasz Arabski: Nie byłem aktywny medialnie

Politycy opozycji do dziś z lubością nazywają Tuska "Słońcem Peru". Dziennikarze nie darowali mu też tego, że zadzwonił do szefa PAP z sugestią, że pytanie o ustawę reprywatyzacyjną, jakie chce w Jerozolimie zadać premierowi dziennikarz PAP, jest niefortunne. Tomasz Arabski w rozmowie z "Polską" zaprzeczał wówczas, że miał naciskać na dziennikarza. Tłumaczył, że nie dzwonił do szefa PAP z napuszoną miną, nie napinał mięśni, ot, po prostu powiedział swoją opinię. Podkreślał też, że nic by się nie stało, gdyby to pytanie padło, a już z pewnością nie zadzwoniłby, gdyby wiedział, jak dziennikarze zinterpretują to działanie. Zwłaszcza że zawód dziennikarza jest mu bardzo bliski. Po studiach na Politechnice Gdańskiej przez długie lata wykonywał ten zawód i w głębi serca przyznaje, że bardziej jest dziennikarzem niż politykiem. Zaczynał od zwykłego reportera w Radiu Plus, a następnie w Zetce. Do Radia Plus wrócił po kilku latach już jako szef. Pozytywnie zaskoczył wtedy dziennikarzy, bo pamiętali go biegającego z mikrofonem, a tu nagle objawił menedżerskie talenty.

Współpracownicy mówią o nim: "Nadwrażliwiec". Bardzo przejmował się swoją pracą. Przyjaciel Arabskiego Adam Hlebowicz, od 2005 roku dyrektor Radia Plus w Gdańsku, w rozmowie z "Polską" przyznawał jakiś czas temu, że Arabski zawsze był ambitny, ale też kocha życie, dobrą kuchnię i Hiszpanię. Przez dwa lata mieszkał w Madrycie, dzięki czemu, prócz znajomości języka angielskiego, komunikuje się też po hiszpańsku. W swojej dziennikarskiej karierze zdarzyło mu się kierować "Dziennikiem Bałtyckim" i zasiadać w zarządzie Radia Gdańsk.

Czytaj też:Opus Dei infiltruje polską politykę? Kto należy do kościelnej organizacji

Arabski nigdy nie ukrywał tego, że ma bliskie związki z Kościołem katolickim. Należał do Krajowej Rady Katolików Świeckich, a w 2001 roku otrzymał papieskie odznaczenie Pro Ecclesia et Pontifice. Być może te fakty sprawiły, że Janusz Palikot niedawno zaliczył Tomasza Arabskiego do agentów elitarnej kościelnej organizacji Opus Dei. Zdaniem Palikota członkiem Opus Dei mieliby być również Jarosław Gowin, Radosław Sikorski i Jacek Rostowski. Tym pogłoskom zaprzeczył od razu Marcin Przeciszewski, szef KAI, oceniając informacje Palikota jako nietrafione. A i sam Tomasz Arabski w rozmowie z "Polską" mówi: - Nie jestem członkiem Opus Dei.

Anita Czupryn

Współpraca: Ryszarda Wojciechowska

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Tomasz Arabski, prawa ręka premiera, nadzoruje ministrów. "Jest dobry w swojej robocie"

P
POdode

jest tu kluczowe ...

j
ja ja

Taki rządowy zakaPiOrek! Tuskowi pasuje bardzo jako prawa ręka. Dzięki niemu "cel" osiągnął bez używania własnej prawicy w poprzedniej kadencji. Teraz będzie POdobnie.

j
jane777

Najlepszy od mokrej roboty - patrz organizacja wylotu do Smoleńska i potem tajemnicze spotkania w Moskwie

Dodaj ogłoszenie