Tom G. Palmer: Rosja jest dziś bardzo niebezpieczna. Zagrozi światu wojną [WYWIAD]

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Tom G. Palmer,  publicysta i politolog związany  z Cato Institute. Autor wielu książek, w tym „Libertarianism: Past and Prospects”, „Peace, Love & Liberty”
Tom G. Palmer, publicysta i politolog związany z Cato Institute. Autor wielu książek, w tym „Libertarianism: Past and Prospects”, „Peace, Love & Liberty”
Putin jest złym człowiekiem. Gdyby trzeba było, weźmie nóż rzeźnicki do ręki i zabije człowieka. Żaden polityk na Zachodzie nie byłby do tego zdolny. Na tym właśnie polega jego przewaga - mówi Tom G. Palmer, amerykański politolog z Cato Institute.

Bez względu na to, jak się zakończą wybory prezydenckie w USA, popularność Donalda Trumpa to fenomen. A przy okazji reset amerykańskiego systemu politycznego. Co jest jego powodem?
Owszem, można mówić o fenomenie Trumpa, ale nie wiem, czy to oznacza gruntowne zmiany polityczne. W żargonie ekonomicznym takie zjawiska jak Trump nazywa się czarnymi łabędziami.

Według definicji Nassima Taleba, jest to zjawisko bardzo rzadkie, trudne do przewidzenia, ale odciskający silne piętno na rzeczywistości.
Trump wyczerpuje w pełni tę definicję. Proszę zwrócić uwagę, że na początku Republikanie mieli 17 kandydatów do prezydentury, wśród nich wielu gubernatorów lub byłych gubernatorów poszczególnych stanów.

Rok temu wydawało się, że Amerykanie będą wybierać między Hillary Clinton i Jebem Bushem.
Właśnie. Kilka, kilkanaście lat temu nikomu nie przyszłoby do głowy, że ktoś taki jak Trump może walczyć o prezydenturę. On był po prostu celebrytą, wyróżniającym się dosadnością, wulgarnością. I dziś ten grubiański styl bycia okazuje się być skuteczną metodą w walce o Biały Dom.

Wyraźnie widać, że Trump redefiniuje normalność w polityce, wyznacza nowe standardy. Jak to zrozumieć? Dlaczego Amerykanie tak bardzo chcą dokonać zmiany w swoich elitach?
Czy ja wiem, czy chcą? Tak jak powiedziałem wcześniej - Trump to czarny łabędź. Na tej podstawie trudno tworzyć uogólnienia.

W USA mamy nową oś podziału: na osoby z wyższym wykształceniem i bez. Pierwsi dobrze zarabiają. Drudzy głosują na Trumpa

Sondaże pokazują, że niemal co drugi Amerykanin chce głosować na Trumpa. Wydaje mi się to dość wyraźnym sygnałem chęci zmiany.
Problem jest inny, szerszy. I Republikanie, i Demokraci wystawili w tych wyborach kandydatów, którzy biją rekordy niepopularności. Większość Amerykanów odrzuca Trumpa, ale nie chce także Clinton. Dlaczego zamiast analizować poszczególne kandydatury, trzeba zadać sobie inne pytanie: jak do tego doszło, że ta dwójka otrzymała nominacje ze swoich partii.

Jak Pan na to pytanie odpowiada?
To konsekwencja amerykańskiego systemu wyborczego. Po stronie Republikanów było wielu kandydatów, którzy nawzajem sobie podbierali głosy - a Trump, mający stały elektorat, zdołał ich przeskoczyć.

Przecież w końcówce walki o republikańską nominację, pozostali w grze kandydaci zbudowali wspólny front przeciwko niemu.
Ale było już za późno, by go zatrzymać. Sytuacja podobnie wyglądała po stronie Demokratów, choć tam było mniej kandydatów, więc konflikt nie okazał się tak ostry. Ale to jedno wytłumaczenie tej sytuacji. Trzeba pamiętać jeszcze o szerszym aspekcie całej sprawy.

Co Pan ma na myśli?
Proszę spojrzeć na profil typowego wyborcy Trumpa. To najczęściej biały mężczyzna, ze słabym wykształceniem. Mówi się już o całym zjawisku „wściekłych białych mężczyzn”.

Słychać porównania do konserwatywnej kontrrewolucji, która miała miejsce w czasie prezydentury Ronalda Reagana.
Nie, to porównanie w tym przypadku nie pasuje.
To o co chodzi tym wściekłym białym Amerykanom?
To są ludzie, którzy nie wiedzą, czego chcą. W Ameryce powstała nowa oś podziału społecznego: na osoby wykształcone i nie. Ci, którzy skończyli studia, po nich radzą sobie całkiem dobrze, natomiast ci, który nie mieli takiej możliwości, dziś mają problemy. To dziś przekłada się na politykę. W pierwszej z tych grup Trump ma bardzo niskie poparcia, ale w drugiej - niemal pełne, ponad 70 proc. Amerykanów z niższym wykształceniem deklaruje chęć głosowania na kandydata Republikanów. Wśród nich wielu bezrobotnych, osób, które nawet nie szukają pracy. I nawet nie o to chodzi, że tej pracy nie ma - przecież poziom bezrobocia w USA jest stosunkowo niski. Ci ludzie nie szukają zatrudnienia, bo po prostu się poddali.

REPORTAŻ | USA: HICKORY, BYŁA ŚWIATOWA STOLICA MEBLARSTWA WIERZY, ŻE TRUMP URATUJE AMERYKĘ

W ostatnich latach najbardziej ucierpiała w USA klasa średnia, której dochody od dawna stoją w miejscu. Czy to nie jest jedna z głównych przyczyn popularności Trumpa?
To, że te dochody stoją w miejscu, jest tylko pozorne. Bo części zarobki wzrosły na tyle, że po prostu przestali już być członkami klasy średniej, wskoczyli do klasy wyższej.

Pojedynczym osobom tak - ale nie wszystkim. Większość ciągle tkwi w miejscu - i nie widzi szansy na wyrwanie się wyżej. Część nawet osuwa się w dół. Stąd frustracja.
To nieprawda, średnie pensje wzrosły w całym kraju, podobnie jak standard życia. Dziś przeciętny Amerykanin żyje lepiej żyli jego rodzice. Natomiast wyraźnie zaczęły tracić osoby, które nie zdobyły wyższego wykształcenia. To jest problem, bo to jest jedyna grupa, które relatywnie straciła najwięcej w ostatnich latach. I trudno znaleźć jakąś reakcję na to. Stara reguła mówi, że jak coś rośnie, to coś musi spaść.

Wielu Amerykanów ma przekonanie, że zbyt małej grupie osób rośnie i zbyt dużej spada.
Nie w tym rzecz. To bardziej konsekwencja zmian społecznych. Kiedyś Amerykanin w domu był szefem, ale teraz coraz częściej musi liczyć się ze zdaniem żony.

Bo Amerykanki dziś zarabiają niemal tyle samo co mężczyźni - a kilkadziesiąt lat temu właściwie nie pracowały.
Ta zmiana ma wpływ nie tylko na strukturę zarobków, ale przede wszystkim na pozycję społeczną. Mężczyznom to się nie podoba - i właśnie do nich trafia hasło Trumpa „Make America Great Again” (Uczyńmy Amerykę znów wielką). Traktują to bardzo dosłownie.

To znaczy?
Myślą sobie: mój ojciec był w domu szefem, ludzie go szanowali, a ze mną jest inaczej, mnie nie szanuje nawet własna żona. Właśnie to generuje ten gniew. I zaczyna się szukanie winnych, którymi okazują się być imigranci, elity.

Jako jedyny na te emocje zareagował Trump. Dlaczego inni politycy w USA nawet nie próbują rozładować narastającej frustracji u dużej grupy Amerykanów?
Szczerze mówiąc, jako wyborca wstydziłbym się artykułować takie żądania, jakie formułują wyborcy Trumpa. Muszą być lepsze sposoby niż podsycanie rasizmu, nienawiści i przemocy.

WYWIAD | LUIS COSTA RIBAS: POPIERANIE TRUMPA JEST JAK RELIGIA. LUDZIE PO PROSTU W NIEGO WIERZĄ


Takiego języka używa Trump. Ale dlaczego do tych samych wyborców nie próbują dotrzeć inny politycy, inaczej formułujący ten sam problem? Bo w ten sposób osoby, które nie chcą głosować na Clinton, nie mają wyboru.
Clinton ma bardzo duży elektorat negatywny - i są ku temu uzasadnione powody. Istnieje prawdopodobieństwo, że ona będzie najbardziej skorumpowanym prezydentem w historii Stanów Zjednoczonych. Sposób, w jaki finansowana jest fundacja założona przez nią i jej męża, może teraz ciążyć na niej, gdy będzie zasiadać w Białym Domu. Jesteśmy przyzwyczajeni, że tego typu historie czytamy w brazylijskich gazetach o tamtejszych politykach, ale nie w USA. Wcale nie byłbym zaskoczony, gdyby w czasie prezydentury Clinton pojawiły się powody, dla których rozpocznie się dyskusjej o jej impeachmencie.

Ale dalej pozostaje problem niezagospodorowanych wyborców, którzy popierają Trumpa. To duża grupa, do której nikt inny nie kieruje swego przekazu, nie można jej po prostu ignorować.
Nie można zignorować czegoś innego - tego, że Władimir Putin otwarcie wspiera Trumpa. Nie wiemy, co jeszcze znajduje się w e-mailach Hillary Clinton, ale wiemy, że do ich wycieku doszło przy dużym udziale Moskwy. Nie wiadomo, co jeszcze Rosja posiada, ale podejrzewam, że będzie próbować siać chaos w czasie wyborów. Kreml stał się ważnym graczem w czasie tych wyborów.

Moskwa lubi siać chaos.
To też, ale coś więcej. Kreml stara się stworzyć wrażenie, że cały świat jest skorumpowany. Widać, że współczesna Rosja odrobiła lekcję z błędów, które popełniał Związek Radziecki.

Jakich błędów?
W czasach ZSRR Moskwa podkreślała: nasz system jest najlepszy. Teraz jest inaczej. Komunikat o tym, że jesteśmy najlepsi rosyjskie władze wykorzystują tylko w swoim kraju. Na zewnątrz przyjęli inną strategię. Nie mówią, że są najlepsi, tylko podkreślają: wszyscy inni są równie beznajdziejni jak my. Właśnie taki efekt daje obecna kampania w USA.

Dwa lata temu wydał Pan książkę „Peace, Love & Liberty” (Pokój, miłość i wolność), w której stawia Pan tezę, że grozi nam wybuch wojny światowej. Dalej Pan tak uważa?
Widzę gromadzące się czarne chmury. Wojny można uniknąć, jej rozpoczęcie zawsze jest kwestią wyboru.

Jakiej wojny? Między Rosją i USA?
Nie sądzę. Jeśli do wybuchu wojny by doszło, to w waszej części świata. Nie wykluczyłbym aneksji przez Rosję Białorusi, czy ataku na kraje bałtyckie.

To byłby atak na kraje NATO.
Ale jednocześnie proszę pomyśleć, jak dobrze by było to przyjęte w Rosji. Kreml mógłby mówić o tym, że znów zjednoczył kraj, odbudował go po rozpadzie Związku Radzieckiego - a Rosjanie nagrodziliby to oklaskami.

Jaka by była reakcja USA?
Pojawiłby się dylemat, która stolica kraju NATO chciałaby walczyć o Litwę, Łotwę, czy Estonię. Rosjanie widzą to wahanie, dlatego ciągle prowokują.

Chodzi Panu o rosyjskie samoloty, które ciągle naruszają przestrzeń powietrzną państw NATO?
Tak. Dokładnie temu samemu służy organizowanie wielkich manewrów wojskowych przez Rosję tuż przy granicy Estonii. To poważne zagrożenie, nie można go lekceważyć. Żyjemy w naprawdę groźnych czasach. Grozi nam poważny konflikt wojskowy.

Mimo to trudno uwierzyć, że NATO nie zareagowałoby?
Putin natychmiast zacząłby grozić bronią nuklearną. Komunikat byłby jasny: jedno naciśnięcie guzika sprawi, że zginie kilkanaście milionów mieszkańców USA i innych państw zachodnich - nawet więc nie myślcie o jakiejkolwiek obronie krajów bałtyckich. Jak na to zareagować?
NATO na ostatnim szczycie zdecydowało o skierowaniu czterech batalionów na wschodnią flankę.
Ale to niczemu nie zapobiegnie. Potrzebne są szybsze decyzje, tu i teraz - bo jeśli zacznie się jakikolwiek konflikt z Rosją, błyskawicznie zacznie on eskalować do poziomu wojny atomowej. Rosjanie będą grozić użyć broni nuklearnej jak tylko usłyszą o jakiejkolwiek próbie obrony państw bałtyckich.

USA, Francja, Wielka Brytania też posiadają broń jądrową.
Podejrzewam, że Kreml byłby gotów poświęcić życie 15 mln Rosjan - natomiast nie sądzę, że są na to gotowe kraje, które pan przed chwilą wymienił. Władimir Putin jest dużo bardziej złym człowiekiem niż ktokolwiek podejrzewa. Gdyby trzeba było, on sam weźmie nóż rzeźnicki do ręki i zabije człowieka. Myśli pan, że którykolwiek zachodni polityk byłby do tego zdolny? Właśnie to mu daje przewagę negocjacyjną.

Jak więc reagować?
Potrzebni są dyplomaci, politycy, którzy podejmą odpowiednie działania. Mam szacunek dla Johna Kerry’ego, ale moim zdaniem nie docenia on Kremla. Widać było, jak był zszokowany tym, że Rosjanie zbombardowali konwój humanitarny w Syrii - a zaskoczony być nie powinien. Gdyby miał wokół siebie osoby wystarczająco dobrze znające naturę Kremla, nie zdziwiłoby go to.

Jakie narzędzia ma Zachód, które pozwolą uniknąć eskalacji?
Na pewno nie uda się tego osiągnąć sankcjami. Ich wprowadzenie było błędem.

Bo były za słabe?
Nie o to chodzi. Rosja na sankcje po prostu nie zareagowała, one nie zmieniły jej sposobu zachowania. Dały natomiast Kremlowi sposobność do tego, by wskazać „winnego” problemom w kraju. Jest to Zachód, który nałożył sankcje i w ten sposób doprowadził do obniżenia standardu życia w kraju.

To jakich narzędzi Zachód powinien użyć?
Dać Ukrainie prawo do wjeżdżania do Unii Europejskiej bez wiz, a także ułatwić wymianę handlową z Kijowem. Ukraina powinna także uzyskać możliwość kupowania uzbrojenia na Zachodzie.

Ale dlaczego akurat Ukraina miałaby pomóc zatrzymać Rosję?
Moskwa popełniła na Ukrainie dwa błędy. Pierwszym było postawienie na bardzo skorumpowanego Janukowycza, który przez swą słabość nie był w stanie utrzymać władzy - chciał ukraść zbyt wiele. Drugim było przekonanie, że uda się jedną ręką pokonać Ukraińców, że wystarczy do tego kilka oddziałów tzw. samoobrony. Do tego też nie doszło. Kreml poniósł tam porażkę, nie zdołał przełamać oporu Ukraińców. Choćby z tego powodu Kijowowi należy pomóc. Nie poprzez wysyłanie tam kocy i bandaży, lecz poprzez sprzedaż mu prawdziwej broni.

Wzmocnienie Ukrainy umożliwiłoby zatrzymanie Rosjan?
Na pewno uczyniłoby wojnę mniej prawdopodobną. To na pewno skuteczniejsza metoda niż sankcje. Faktem jest, że Kremle ma coraz mniej pieniędzy, najpóźniej za trzy lata ogłosi bankructwo. Właśnie to sprawia, że żyjemy teraz w bardzo groźnych czasach, a to wymaga bardzo starannego zastanowienia się nad konsekwencjami każdego ruchu. Na pewno nie możemy sobie pozwolić na samozadowolenie - a sankcje na to pozwalają, możemy powiedzieć: przecież coś zrobiliśmy. Nawet jeśli one nie działają.

To co robić? Wsparcie Ukrainy to mało.
Nie odpowiadać emocjonalnie, ale być gotowym na różny rozwój sytuacji. Przydatne by było zbrojenie się. Polacy powinni nauczyć się strzelać. Im więcej osób będzie gotowych do użycia broni, tym Rosjanom będzie trudniej - będą bowiem wiedzieć, że jakikolwiek ruch przeciwko wam będzie dla nich bardzo kosztowny.

***

Tom G. Palmer, publicysta i politolog związany z Cato Institute. Autor wielu książek, w tym „Libertarianism: Past and Prospects”, „Peace, Love & Liberty”

polecane: FLESZ: Umacnia się rynek pracownika. Oto zawody najbardziej pożądane.

Wideo

Materiał oryginalny: Tom G. Palmer: Rosja jest dziś bardzo niebezpieczna. Zagrozi światu wojną [WYWIAD] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 13

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
G
Gość
W dniu 25.10.2016 o 13:47, Mocny102 napisał:

  Wystarczy prześledzić  argumentację tego Amerykanina: ,,Jeśli do wybuchu wojny by doszło, to w waszej części świata. Pojawiłby się dylemat, która stolica kraju NATO chciałaby walczyć o Litwę, Łotwę, czy Estonię. Putin natychmiast zacząłby grozić bronią nuklearną. Komunikat byłby jasny: jedno naciśnięcie guzika sprawi, że zginie kilkanaście milionów mieszkańców USA i innych państw zachodnich - nawet więc nie myślcie o jakiejkolwiek obronie krajów bałtyckich. Jak na to zareagować? USA, Francja, Wielka Brytania też posiadają broń jądrową. Podejrzewam, że Kreml byłby gotów poświęcić życie 15 mln Rosjan - natomiast nie sądzę, że są na to gotowe kraje, które pan przed chwilą wymienił.Jak więc reagować?Na pewno nie uda się tego osiągnąć sankcjami. Ukraina powinna także uzyskać możliwość kupowania uzbrojenia na Zachodzie.Przydatne by było zbrojenie się. Polacy powinni nauczyć się strzelać." - żeby zrozumieć, że Amerykańskie elity uważają, że sami nie powinni ryzykować własnych interesów (gospodarczych - brak woli do stosowania sankcji' oraz politycznych - brak woli do skontrowania Rosji groźbą użycia własnej broni atomowej), natomiast konflikt z Rosją ma być toczony zasobami ludzkimi i materialnymi Ukrainy i Polski. Szczególnie bezczelne jest stwierdzenie o konieczności dozbrojenia Ukrainy: przecież Ameryka do tej pory domawia sprzedawania Ukraińcom nowoczesnej broni przeciwpancernej i przeciwlotniczej. Ameryka zobowiązała się chronić integralność terytorialną Ukrainy w Traktacie Budapesztańskim i złamała to postanowienie. Generał Sosnowski w sławnym rozkazie nr 19 z 1944 określił analogiczne postępowanie Wielkiej Brytanii wobec Polski słowami: ,,Polska, wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego i otrzymawszy jego gwarancję, stanęła do samotnej walki z potęgą niemiecką. Kampania wrześniowa dala sprzymierzonym osiem miesięcy bezcennego czasu, a Wielkiej Brytanii pozwoliła wyrównać braki przygotowań do wojny w stopniu takim, że bitwa powietrzna o Londyn i Wyspy Brytyjskie, stanowiąca punkt zwrotny dziejów, mogła być wygrana". Cena Polski - 6 mln zabitych, 70 % kraju zniszczone, utrata połowy terytorium. Polska wychodzi z wojny jak straszny kaleka, opluta przez sprzymierzeńców. Pytanie./wniosek - czy Polska musi znowu wpisywać się w takie wizje, że będzie za darmo robić za amerykańskiego antyrosyjskiego laufra? Czy znowu ,,wysłuchamy zachęty rządu brytyjskiego i jego gwarancji"?        

 

Czy mamy być znowu pod butem niedobrych ruskich ?

zgłoś
M
Mocny102

 

Wystarczy prześledzić  argumentację tego Amerykanina:

 

,,Jeśli do wybuchu wojny by doszło, to w waszej części świata.
 

Pojawiłby się dylemat, która stolica kraju NATO chciałaby walczyć o Litwę, Łotwę, czy Estonię.
 
Putin natychmiast zacząłby grozić bronią nuklearną.
 
Komunikat byłby jasny: jedno naciśnięcie guzika sprawi, że zginie kilkanaście milionów mieszkańców USA i innych państw zachodnich - nawet więc nie myślcie o jakiejkolwiek obronie krajów bałtyckich. Jak na to zareagować?
 
USA, Francja, Wielka Brytania też posiadają broń jądrową. Podejrzewam, że Kreml byłby gotów poświęcić życie 15 mln Rosjan - natomiast nie sądzę, że są na to gotowe kraje, które pan przed chwilą wymienił.
Jak więc reagować?

Na pewno nie uda się tego osiągnąć sankcjami.

 

Ukraina powinna także uzyskać możliwość kupowania uzbrojenia na Zachodzie.
Przydatne by było zbrojenie się. Polacy powinni nauczyć się strzelać."

 

- żeby zrozumieć, że Amerykańskie elity uważają, że sami nie powinni ryzykować własnych interesów (gospodarczych - brak woli do stosowania sankcji' oraz politycznych - brak woli do skontrowania Rosji groźbą użycia własnej broni atomowej), natomiast konflikt z Rosją ma być toczony zasobami ludzkimi i materialnymi Ukrainy i Polski.

 

Szczególnie bezczelne jest stwierdzenie o konieczności dozbrojenia Ukrainy: przecież Ameryka do tej pory domawia sprzedawania Ukraińcom nowoczesnej broni przeciwpancernej i przeciwlotniczej. Ameryka zobowiązała się chronić integralność terytorialną Ukrainy w Traktacie Budapesztańskim i złamała to postanowienie.

 

Generał Sosnowski w sławnym rozkazie nr 19 z 1944 określił analogiczne postępowanie Wielkiej Brytanii wobec Polski słowami: ,,Polska, wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego i otrzymawszy jego gwarancję, stanęła do samotnej walki z potęgą niemiecką. Kampania wrześniowa dala sprzymierzonym osiem miesięcy bezcennego czasu, a Wielkiej Brytanii pozwoliła wyrównać braki przygotowań do wojny w stopniu takim, że bitwa powietrzna o Londyn i Wyspy Brytyjskie, stanowiąca punkt zwrotny dziejów, mogła być wygrana".

 

Cena Polski - 6 mln zabitych, 70 % kraju zniszczone, utrata połowy terytorium. Polska wychodzi z wojny jak straszny kaleka, opluta przez sprzymierzeńców.

 

Pytanie./wniosek - czy Polska musi znowu wpisywać się w takie wizje, że będzie za darmo robić za amerykańskiego antyrosyjskiego laufra? Czy znowu ,,wysłuchamy zachęty rządu brytyjskiego i jego gwarancji"?

 

 

 

 


 
 
 

 

zgłoś
m
m

politolog chyba trochę za bardzo wieży w swoje oryginalne recepty i przemyca przy okazji trochę amerykańskiej propagandy, nie mówi USA powinno przysłać znaczące siły wojskowe do Polski i krajów nadbałtyckich mówi, róbcie sobie OT (mięso armatnie) i kupujcie broń (najlepiej w USA). ale w ogólności ma rację i dobrze ocenia Rosję.
Twój komentarz jak widzisz skłonił mnie do wyrażenia opinii o politologu, choć główna treść Twojego wpisu jest propagandą chciejstwa. Rosja nie wygrywa z USA. Rosja jest co najwyżej mocarstwem regionalnym z gigantycznymi problemami i w ogóle nie może startować do USA ani gospodarczo ani militarnie.

zgłoś
K
Krasi

Amerykanie lubią moralizować, innych
Dlaczego nikt się nie ustosunkował (może Pan T.G. Palmer) do istnienia Guantanamo (więzienia) i obietnicy wyborczej demokraty Obamy - jak tylko wygram wybory, zlikwiduję tego więzienia ...

zgłoś
P
Polak

Nie dziwę się,że usa przegrywa z Rosją gdy ma "takich" politologów ...

zgłoś
Ż
Życzliwa

Co raz głupsza ta antyrosyjska i antyputinowska propaganda.

zgłoś
G
Gość

Dobrymi ludźmi za to są Amerykanie, którymi rządzi Obama.

 

Ciekawe gdzie jeszcze może pójść US Army w obronie pokoju i demokracji. Wszak jest jeszcze kilka krajów, gdzie są całe domy i ludzie nie umierają z głodu...

zgłoś
G
Gość

Złymi ludźmi są rosjanie którzy wybierają i pozwalają na wybór takiego despoty 

zgłoś
Z
Zenek

Niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego Rosja miałaby zajmować państwa bałtyckie. Rosjanie mają już wyjście na Bałtyk w okręgu królewieckim, więc potrzebne im te państwa bałtyckie jak umarłemu kadzidło. Rosjanie zajęli Krym aby zabezpieczyć wyjście na Morze Czarne i walczą w Syrii o utrzymanie wyjścia na Morze Śródziemne, i tyle. Walczą o swoje realne interesy, a nie motywowani jakąś imperialną paranoją.

zgłoś
H
Hans bleib do

polityk na zachodzie cie nie obroni.
Nawet gdy 2 mln barbarzyńców islamskich najedzie twój kraj w ciągu połtora roku, jak Niemcy

zgłoś
T
Trumpa

od dluzszego czasu i jego zwolennikow, typowo po lewacku jak u nas, bialy mezczyzna, zle wyksztalcony, faszysta , itd. itp.. Ci plwacze to tej samej prowiniencji co u nas. A co Palmerku z tymi milionami kobiet, czarnych i wyksztalconych, jak np. R.Giuliani. Nie plec gosc bo mamy dostep do amerykanskich zrodel informacji, angielski tez juz wiekszosc zna.

zgłoś
G
Gość

koncza sie czasy lewackich wyzeraczy i golasow zyjacych z polityki. stad ten miedzynarodowy skowyt. Chyba marzenia o swiatowym rzadzie wszystkim buschkom et consortes spalily na panewce, oby. A co do Putina, to dal prawo posiadania broni Rosjanom i poswieci ich tylko 15 mln. a ci wielcy zachodni politycy poswieca nas wszystkich, bo to oni i komunisci odebrali nam prawo do jej posiadania i samoobrony, a lewactwo nadal podtrzymuje. Zwyciezaj Trumpie, w tobie nadzieja ! Ten pan Palmer , to Niemiec z urodzenia, wiec blizsza cialu koszula.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3