Toast za dobre imię autora "Kiwonów"

Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski Fot. Polskapresse
Udostępnij:
Ileż ja się w życiu nasłuchałem głupot o Tadeuszu Dołędze-Mostowiczu. O tym, że grafoman, idol kucht i ciućmoków, że literacki oszust cynicznie igrający emocjami czytelniczek, goniący za szmalem sprzedajny hochsztapler i tak dalej i w ten deseń. Poczytajcie, co o Mostowiczu wypisywali przeróżni spece od wszystkiego, moralne autorytety byłe i obecne, a włos wam się zjeży. Więcej pomyj wylano tylko na Janusza L. Wiśniewskiego, ale akurat w jego przypadku słusznie.

Mostowicz to zresztą doskonały przykład na to, jak w kwestiach literackich gusta elit rozchodzą się z gustami mas. Przed wojną obśmiewaniem pisarza zajmowały się tabuny postępowych głąbów, a lud czytał go, aż serce rosło. Gdy Mostowicz w którymś z felietonów w "Rzeczpospolitej" dogryzł Marszałkowi, sanacyjni oficerowie posunęli się nawet do jego porwania i pobicia. Za komuny każdy baran z dyplomem też uważał za szczyt odwagi napluć na autora "Znachora", ale z drugiej strony komuniści Mostowicza wydawali i ekranizowali. Ot, taki szczegół z dziejów obłudy w PRL-u. Ale co tam komuniści, nawet Józef Łobodowski, oskarżał go na emigracji o złośliwe szkalowanie Niepodległej.

"Nikodem Dyzma wyraża profaszystowskie ciągoty klas panujących i jednocześnie te ciągoty i faszyzm kompromituje" - pisał Zbigniew Mitzner. Niektórzy wierzą w to do dziś

Wspominam o Dołędze-Mostowiczu, bo Oficyna Wydawnicza Rytm - w zbożnym dziele przypominania dzieł wszystkich pisarza - zapowiedziała właśnie wznowienie mało znanej powieści "Ich dziecko" z 1937 roku. Treściowo to romans z elementami tragedii: oto dwóch przyjaciół z okopów wojny 1920 roku, czyli Justyn i Marek, ich wspólna miłość o imieniu Monika i dziecko, co do ojcostwa którego narastają tzw. trudne pytania. Nie bez powodu, bowiem jak się ostatecznie okazuje, piękna dziewoja nie była szczególnie oporna płciowo w stosunku do obu konkurentów.

Jak widać, "Ich dziecko" prekursorsko pokazuje skutki zbyt daleko posuniętego promiskuityzmu. Legenda głosi, że powieść Mostowicz machnął od ręki, w ciągu zaledwie paru tygodni, by spłacić karciane długi. Pieniądze za wydanego właśnie "Znachora" poszły na spłacenie pałacyku w Alejach Ujazdowskich róg Piusa XI, a "Trzy serca" były dopiero w planach. Pisarz sięgnął więc pamięcią do czasów, kiedy sam brał udział w walce z bolszewikami, dodał pikantny wątek romansowy i poszło.

Co tylko świadczy o tym, że był pisarskim geniuszem. I słusznie pod koniec lat 30. zarabiał kilkakrotnie więcej niż premier RP (ponoć z samych praw autorskich wyciągał 15 tys. zł), sprawiedliwie rozbijał się po Warszawie luksusowym buickiem i jak najbardziej prawidłowo urządzał w swoim pałacyku pijackie orgietki z seksownymi girlaskami. I byłby jeszcze bardziej bogaty i jeszcze bardziej sławny, gdyby Niemcom nie przyszło do głowy zawładnąć światem i gdyby Sowieci nie zastrzelili go 20 września 1939 roku nad Czeremoszem.

Mało mieliśmy w historii podobnie kolorowych person co Dołęga-Mostowicz. Taki był Nowaczyński, Zbyszewski, Gałczyński, trochę Wańkowicz. Wszystkich otacza mgiełka lekceważącego zapomnienia i żaden z nich nie doczekał się dotąd przebojowego apologety czy biografisty. A barwna biografia autora "Kiwonów" warta jest przecież każdych pieniędzy.

Mariusz Grabowski

Tadeusz Dołęga-Mostowicz, "Ich dziecko", Rytm, Warszawa 2012, cena 44,50 zł

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie