To nie koniec problemów branży OZE – Duda podpisał ustawę

Maja Piotrowska AIP
Piotr Krzyżanowski
W poniedziałek prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii. Według ekspertów, ustawa to kolejne uderzenie w branżę. Zmiany mogą kosztować nas miliardy.

Ustawa wywołała spore kontrowersje wśród ekspertów, samej branży, jak i nawet prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE), Macieja Bando. Ten, podczas prac sejmowych nad ustawą, krytykował ją i mówił, że jest ona ''pełnia błędów i nieprawdziwych informacji''. Na doniesienia o przyjęciu ustawy przez prezydenta szybko zareagował też były wicepremier Janusz Piechociński. ''OZE zaorane na kilka lat' – napisał na swoim profilu na Twitterze.

Zielone certyfikaty – to na nich traci OZE

Zmianą, jaką wprowadza ustawodawca, jest zrezygnowanie z tzw. stałej opłaty zastępczej, czyli obecnie 300,03 zł za MWh i powiązanie ich z rynkowymi cenami świadectw za energię pochodzących z niektórych gałęzi OZE: certyfikatów niebieskich (biogaz rolniczy), jak i zielonych (energia wiatrowa). Opłata wyniesie blisko 125 proc. średniej ceny z ubiegłego roku, ale nie więcej niż 300, 03 zł. – Branża jest w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej. Wciąż boryka się z problemem nadpodaży, certyfikatów jest bardzo dużo, a co za tym idzie – ich cena jest bardzo niska. Nowelizacja sprawiła, ze ta sytuacja się utrzyma. W dalszym ciągu pieniądze, które zarobią inwestorzy nie będą pokrywały cen kredytów i bieżącej działalności – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press (AIP) Danuta Kulczycka dyrektor Departamentu Energii i Zmian Klimatu.

OZE ma problem z nadpodażą certyfikatów już od początku 2012 roku. Zielone certyfikaty to swego rodzaju potwierdzenie, że zakupiona energia pochodzi ze źródeł odnawialnych. Wytwórcy ekoenergii na nich zarabiają, gdyż kupujący je od nich producenci, chcą wykazać, że popierają ekologiczne rozwiązania. Certyfikaty kupują głównie dostawcy energii elektrycznej, np. PGE. Dzięki temu realizują obowiązek udziału ''zielonej energii'' w dostawach dla klientów. Minimalny udział regulują przepisy, wyznaczający ten samym popyt na zielone certyfikaty. W przeciwnym wypadku producenci są zobowiązani do uregulowania tzw. opłaty zastępczej. Od kilku lat ceny zielonych certyfikatów znacznie odbiegają od wysokości opłaty zastępczej i wynoszą ok. 26-32 zł/MWh. Co stanowi ok. 10 proc. pierwotnej wysokości opłaty zastępczej. – Zastanawiamy się, dlaczego rząd tak konsekwentnie zniechęca do inwestowania w OZE, jednocześnie mówiąc, że inwestycje w energię są tak potrzebne – mówi Kulczycka. Ekspertka mówi, że szczególnie potrzebne są źródła fotowoltaiczne (takie, które przerabiają światło słoneczne na energię elektryczną). Byłyby one szczególnie przydatne, w okresie wakacyjnym, kiedy nad Polską widnieje bardziej, lub mniej realne widmo blakout'u.

To kolejny cios dla branży – o swoje prawa inwestorzy będą walczyć przed sądem

Branża OZE boryka się z ogromnymi problemami finansowymi. W 2016 roku 70 proc. farm wiatrowych zanotowało straty o równowartości 3 mld. Wielu inwestorów nie jest w stanie spłacić nawet odsetek kredytów, przeznaczonych na budowę farm. Producenci w liście do prezydenta argumentowali, że zmiany są niekonstytucyjne i mogą doprowadzić do upadku OZE w Polsce. Inwestorzy zapowiedzieli, że jeżeli Andrzej Duda nie zawetuje ustawy, to Skarb Państwa zaleją pozwy o odszkodowania. Opłata zastępcza to punkt odniesienia w wielu kontraktach długoterminowych, co może spowodować, że wielu przedsiębiorców wkroczy na drogę sądową. Karę wtedy zapłacimy wszyscy, gdyż ewentualne odszkodowania zostaną zapłacone z budżetu państwa, a tym samym – z naszych podatków.

Czekają nas kary z Brukseli za niewykonanie postanowień OZE?

Polska musi osiągnąć cele OZE, założone w ramach unijnej dyrektywy. Jest to zobowiązanie, które zakłada, że do 2020 roku, źródła odnawialne będą stanowiły 15 proc. zużycia energii brutto. Obecnie nasz kraj swoje bezpieczeństwo energetyczne opiera głównie na węglu – źródła odnawialne to jedynie 13 proc. produkcji energii. Jeśli sami nie wyprodukujemy takiej jej ilości, będziemy zobowiązani do kupienia jej ''z zewnątrz''. W przypadku, gdy nie dostosujemy się w ogóle do unijnych regulacji, mogą zostać na nas nałożone wielomiliardowe kary. Według statystyk, już ponad połowa państw członkowskich dostosowała się do regulacji. – Rząd twierdzi, ze realizacja tego celu nie jest zagrożona. Wielokrotnie prosiliśmy o szczegółowe dane, które potwierdzałyby tę tezę ale takowych nie otrzymaliśmy. Jeżeli założenia z dyrektywy nie zostaną osiągnięte, to wtedy możemy spodziewać się kolejnych spięć z Komisją Europejską – podsumowuje Kulczycka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie