To już nie jest dla nich dziki kraj: Co robią dziś bohaterowie afery hazardowej

Joanna Miziołek
Wojciech Barczyński/Polskapresse
Minęły trzy lata od wybuchu afery hazardowej. Jak radzą sobie w państwie pod rządami PO jej główni polityczni bohaterzy - zastanawia się Joanna Miziołek.

Współpracowałem parę miesięcy z Pracodawcami RP przy jednym projekcie, w maju zakończyłem współpracę, którą dobrze wspominam. Przeszedłem do prywatnego biznesu. Nie współpracuję i nie współpracowałem ze spółkami Skarbu Państwa - mówi "Polsce" Marcin Rosół, jeden z bohaterów afery hazardowej. A polityk, który znał go dobrze w tamtych czasach, mówi, że były asystent Drzewieckiego zerwał z Platformą wszystkie kontakty.

Minęły trzy lata od wybuchu afery hazardowej. A my postanowiliśmy sprawdzić, jak radzą sobie jej główni polityczni bohaterzy.

Marcin Rosół nie marnuje czasu poza polityką. Ukończył MBA i - jak mówi - sprawdza się w biznesie. Kiedy pytam go, czy chce wrócić do polityki, mówi: - Błagam! Bardzo dobrze wspominam politykę, ale nie chcę wracać.

Słowa o miłych wspomnieniach wielu mogą zadziwić. Bo - przypomnijmy - Rosół przez niektórych sejmowych śledczych określany był jako człowiek klucz w aferze. Były asystent ministra sportu Marcin Rosół tłumaczył, dlaczego wysłał do resortu skarbu mejla z rekomendacją córki Ryszarda Sobiesiaka do pracy w Totalizatorze Sportowym. Przed komisją hazardową przekonywał, że parę tysięcy ludzi namierzyło go przez Naszą-Klasę i prosiło o pracę, ale nie mieli odpowiednich kwalifikacji. - Mam 31 lat, jestem u progu kariery, a po wpisaniu mojego nazwiska w wyszukiwarce internetowej pojawiają się określenia "aferzysta", "przestępca", "oskarżony". Źle się z tym czuję. Pokazuje się mnie jako przykład zepsucia młodego pokolenia. Nie zgadzam się na to - mówił lekko podenerwowany w 2009 r. Marcin Rosół. Mimo tego, że od wybuchu afery minęły trzy lata, to po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową nadal o byłym asystencie ministra sportu można znaleźć niewybredne określenia. Podobnie zresztą jak o Mirosławie Drzewieckim, który nie powiedział ostatecznego "nie" polityce. - Od czasu do czasu spotykam się z Donaldem Tuskiem - mówi "Polsce" Drzewiecki. A jeden z naszych rozmówców z Platformy mówi, że nie tylko z nim. - Widziałem go parę razy w Sejmie. Zachodził do gabinetu Grzegorza Schetyny - mówi nam polityk Platformy. Być może Mirosław Drzewiecki czeka na personalne zmiany w partii. - Teraz zajmuję się prywatnym biznesem. I bardzo mnie to cieszy, bo obecna polityka jest zwariowana. Nie można się w niej połapać. Czasem, gdy z zagranicy obserwuje się nasz kraj, to, co robi opozycja, to można by odnieść wrażenie, że zmienił się premier. I jest nim Piotr Gliński - mówi Drzewiecki. Były minister sportu pytany, czy nadal uważa, że biznes można robić tylko zagranicą, na Florydzie, bo Polska to dziki kraj, odpowiada:

- Nie. Polska jest wspaniałym krajem. Przede wszystkim dlatego, że premier i prezydent są z tej samej partii. Potrafią współpracować - mówi Drzewiecki. Najwidoczniej wiele musiało się w jego życiu zmienić od afery hazardowej, żeby wszystko zostało po staremu i by znów zaczął wychwalać Polskę. Bo w 2009 r. w wywiadzie nagranym dla TVN 24 mówił tak: - Jestem dowodem na to, że Polska nadal jest dzikim krajem. Zabito mi matkę. Taka jest prawda - stwierdził Mirosław Drzewiecki. - W związku z tym nie mam odrobiny dobrych emocji do ludzi, którzy to zrobili. Całe szczęście, że wiem - bo wierzę w Boga - iż jest piekło. Ci ludzie trafią do piekła - dodał.

Nawiązał w ten sposób do afery hazardowej, ale nie powiedział, kogo ma myśli. O wywołanie sprawy, która miała "wysadzić rząd", oskarżył byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego, którego nazwał partyjnym fanatykiem. - Nie wolno tak traktować ludzi. Nie ma żadnego tak ważnego interesu, który mógłby powodować to, że są gotowi na wszystko, żeby niszczyć rodziny i ludzi - podkreślił były minister sportu. Kolejny bohater trzęsienia ziemi w Platformie to Zbigniew Chlebowski. Telefon od dziennikarza odbiera ze smutkiem w głosie. Ale pytany, jak się czuje jako prywatna osoba, mówi, że bardzo dobrze. - Mam teraz więcej czasu na refleksję, na czytanie książek, dla rodziny - odpowiada Chlebowski. I w tym czasie napisał książkę "Oni wam tego nie powiedzą", która miała być "osobistym opisem zdarzeń z afery hazardowej, nieszczędzącym osób z pierwszych stron gazet". Ta jednak - według części krytyków - była jedynie sposobem na wylanie żalu względem Platformy i premiera. Pisał nawet: "Muszę przyznać, że PiS to jedyna formacja polityczna, która swoich nie zostawia".

Zbigniew Chlebowski: Przykro mi patrzeć na topniejące sondaże Platformy Obywatelskiej. Człowiek czuje, że chciałby pomóc

Teraz w rozmowie z "Polską" mówi, że przykro mu patrzeć na topniejące sondaże dla Platformy, że chciałby pomóc. Ale chyba nikt stamtąd jego pomocy teraz nie potrzebuje.

Odrzuceni przez Donalda Tuska bohaterzy afery hazardowej odnaleźli się w świecie biznesu, z dala od meandrów polityki. Tylko że wciąż mówią o niej z dużym sentymentem. Jakby wciąż czekali na zmianę warty w polityce. Niewykluczone, że kiedyś wrócą. Na razie w Polsce pod rządami Platformy mają się świetnie. - Polska za czasów sprawowania władzy przez Donalda Tuska jest krajem, gdzie dobrze wiedzie się biznesmenom - mówi jeden z nich Mirosław Drzewiecki.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu To już nie jest dla nich dziki kraj: Co robią dziś bohaterowie afery hazardowej
.
.
Dodaj ogłoszenie