To Ateny mogą uratować całą Unię Europejską

Redakcja
Greccy politycy kłócą się na potęgę, rynki bezradnie drepczą w miejscu. Gdy tysiące studentów idą w kolejnym marszu protestu przez stołeczny pl. Konstytucji, ruch w śródmieściu Aten zamiera. Wśród demonstrantów jest 21-letni student inżynierii wodnej Panagiotis. Próbuje przekrzyczeć ryczące na cały regulator głośniki. Tłum młodych ludzi jest przy ulicy Stadiou. Panagiotis pomstuje na rządzące elity i lamentuje nad brakiem przyszłości dla swojego pokolenia.

- Ciężar kolosalnego długu publicznego powalił Grecję na kolana. Ale to nie wina żadnej z klas pracujących. Teraz powinno się go po prostu umorzyć - peroruje młody student. A euro? - To nie taka Unia, w jakiej pragnę być. Nie chcę uczestniczyć we wspólnocie, która wymusza na rządach wprowadzanie drastycznych środków oszczędnościowych - odpowiada. I jakby dla podkreślenia wagi swoich słów zrywa z nosa okulary.
W tym roku gospodarka grecka skurczy się o całe 5 proc. Mającą 11 mln mieszkańców Grecję oblegają zagraniczni wierzyciele. Kraj nękają niekończące się strajki. Ledwie oddycha pod ciężarem drakońskiego programu zmniejszania deficytu budżetowego.

Bezrobocie wśród osób w wieku 15-24 lata sięga niewyobrażalnych 43 proc.! Taki współczynnik skazuje wielu z pokolenia Panagiotisa na - delikatnie mówiąc - apatyczną przyszłość.
W takim kontekście gniew ulicy jest całkowicie zrozumiały.

Z wielkim hukiem skończył się więc sen o nowoczesnej Grecji dobrobytu. Jego symbolem było przystąpienie kraju w 2001 r. do strefy euro i organizacja letnich igrzysk olimpijskich ledwie trzy lata później. Jednak los tej pogruchotanej gospodarki interesuje nie tylko rozgoryczonych studentów czy strajkujące służby wywozu śmieci [dzięki strajkowi tych ostatnich zresztą w ubiegłym tygodniu na ulicach Aten piętrzyły się nieprzebrane góry odpadów - red.].

Grecja: Rząd dementuje doniesienia dziennika "Kathimerini" o referendum w sprawie euro

Kraj stał się tyglem, w którym coraz silniej wrze potencjalny nowy kryzys finansowy, który, gdy chodzi o głębię i znaczenie, przyćmi spektakularny upadek banku Lehman Brothers w 2008 r.
Obecnie bardzo realne jest zagrożenie, że Grecja - bardziej może z racji politycznego przypadku niż zamiaru - będzie musiała przyznać, iż nie jest w stanie spłacić swojego wynoszącego 350 mld euro zadłużenia.

- Gdy patrzymy na fundamentalną sytuację tego kraju, widzimy, że ogłoszenie niewypłacalności może okazać się całkiem nieuniknione. Liczby, którymi dysponujemy, po prostu się nie sumują - oświadczył niedawno Jacques Cailloux, główny doradca ekonomiczny do spraw europejskich Royal Bank of Scotland.
Wielu analityków uważa jednak, że taka sytuacja - dotykowo źle zarządzana - mogłaby zmusić Grecję do wyjścia ze strefy euro. Tyle że mogłoby z tego wyniknąć więcej szkody niż pożytku, zwłaszcza jeśli chodzi o resztę świata. A dokładniej mówiąc, konsekwencją ogłoszenia niewypłacalności Grecji mogłoby być wywołanie swoistej reakcji łańcuchowej grożącej rozpadem całej wspólnej waluty i zdławieniem globalnego wzrostu gospodarczego.

Grecja zawsze kiepsko nadawała się do spełniania ograniczeń nakładanych przez członkostwo w eurostrefie. Teraz jest równie fatalnie przygotowana do udanego przeprowadzenia programu reform niezbędnych do pod- trzymania jej pozycji we wspólnej walucie.

Premier Jeorios Papandreu rządzi krajem, gdzie klientelizm i łapówkarstwo są chlebem powszednim. Jeszcze całkiem niedawno uważano, że praca w sektorze państwowym należy się z racji urodzenia - nie stanowi świadomego wyboru ścieżki kariery zawodowej. Płacenie podatków uważa się bardziej za dopust boży czy nieszczęśliwy przypadek niż obywatelski obowiązek.

Grecja najpewniej nie podoła warunkom UE. "Mogą ich 'torturować'. I tak nie osiągną celu"

Rozmiar kryzysu stal się jasny już w 2009 r., gdy Papandreu doszedł do władzy dzięki dziś wywołującemu tylko gorzki śmiech programowi - do rozdania nieszczęśliwym i niezadowolonym wyborcom jest mnóstwo publicznej kasy.
Wzbudzające pozorny szacunek wyniki gospodarcze Grecji od dawna uważano za głównie fałszywy produkt wyobraźni napędzany nadmiernym zadłużaniem i polerowany mocno naciąganymi oficjalnymi statystykami. Jednak już w ciągu kilku tygodni od czasu objęcia władzy Papandreu musiał zrewidować wysokość deficytu budżetowego. I to bagatela - z 3,7 proc. aż do 14 proc.!

W ten sposób Grecja błyskawicznie utraciła globalne zaufanie do swoich możliwości spłaty zadłużenia. Kraj szybko stracił przyznany członkostwem w euro przywilej niskich kosztów obsługi zadłużenia. Dwucyfrowy deficyt okazał się nie do udźwignięcia. Premier zaczął zaciętą i trudną drogę w stronę wprowadzenia drastycznych oszczędności, obcięcia pensji w sektorze służby publicznej, podwyżki podatków, prywatyzacji i reformy systemu emerytalnego.
Takie kroki nie wystarczyły jednak, by uchronić kraj przed koniecznością przyjęcia w maju 2010 r. pomocy finansowej w wysokości 110 mld euro.

Cały tekst przeczytasz w piątkowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu To Ateny mogą uratować całą Unię Europejską

G
Gabriel

Grecja nie uratuje ale rozłoży na łopatki UE.

Dodaj ogłoszenie