T-Mobile Ekstraklasa: Śląsk rozgromiony. Legia wygrywa na wyjeździe 0:4

Tomasz Dębek
Przed meczem ze Śląskiem Maciej Skorża wypowiadał się bardzo ostrożnie. Nieudany dwumecz w Lidze Europy ze Sportingiem oraz porażka z Górnikiem wylały kubeł zimnej wody na głowę trenera Legii. Dlatego podkreślał, że do końca ligowych zmagań zostało jeszcze sporo kolejek i niezależnie od wyniku meczu na szczycie, w czołówce może dojść jeszcze do sporych przetasowań.

Znaków zapytania było wiele. W pierwszym składzie Legii zabrakło Macieja Rybusa i Marcina Komorowskiego (są już zawodnikami Tereka Grozny) oraz kontuzjowanych Miroslava Radovicia (niedawno wrócił do treningów po urazie żeber) i Ivicy Vrdoljaka (problemy z łydką). Szansę na debiut dostał za to Nacho Novo. Na środek obrony powrócił też Inaki Astiz.

Szybko okazało się jednak, że mimo osłabień zespół Skorży potrafi zagrać naprawdę efektownie. A co ważniejsze, także efektywnie. Już po 34 sekundach goście prowadzili 1:0. Janusz Gol wykorzystał błąd swojego kolegi z czasów gry w GKS Bełchatów Dariusza Pietrasiaka. Stoper Śląska fatalnie przyjął piłkę i "popisał się" ruletką a la Zinedine Zidane. W efekcie otworzył Golowi drogę do bramki rywali. Asysta kolejki? Całkiem możliwe.

Gol i Pietrasiak niewątpliwie zostali głównymi bohaterami spotkania, ale tylko gracz Legii będzie je dobrze wspominał. To on podwyższył na 2:0, na raty dobijając uderzenie Nacho Novo zza pola karnego. Natomiast obrońca Śląska drugi akt swojego dramatu odegrał w 34. minucie. Sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Danijela Ljuboję, a sędzia Hubert Siejewicz nie miał oporów przed pokazaniem mu czerwonej kartki.

- To najgorszy dzień w moim piłkarskim życiu. Pozostaje mi tylko przeprosić kolegów, trenerów i kibiców - mówił później przed kamerami Canal+ załamany Pietrasiak. Jemu do śmiechu nie było, za to kiksy obrońców Śląska dostarczyły widzom więcej rozrywki niż niejeden kabaret. "Cała Polska śmieje się ze Śląska" - tak można sparafrazować hasło popularne wśród wrocławskich kibiców.

Ci, jeśli się śmieli, to przez łzy. Zwłaszcza po tym, jak rzut wolny za faul Pietrasiaka na bramkę zamienił Ljuboja. Serb przypomniał fanom Legii czasy, w których podobne gole strzelał Edson. Wtedy bramki Brazylijczyka dały warszawskiej drużynie mistrzostwo Polski. Czy tym razem będzie podobnie?

Jeśli podopieczni Skorży będą w kolejnych meczach grali tak jak ze Śląskiem, mogą spokojnie patrzeć w przyszłość. W drugiej połowie Astiz podwyższył po rzucie rożnym na 4:0, ale zwycięstwo Legii mogło być jeszcze bardziej okazałe. Dobre sytuacje marnowali jednak Wolski, Ljuboja i Żurek.

- W końcu wygraliśmy jakiś mecz w tym roku, to najważniejsze - żartował po meczu trener Skorża. - Odrobiliśmy bardzo ważne trzy punkty do lidera. Do końca 11 meczów i wierzymy, że będziemy walczyć o mistrzostwo - dodał.
Przewaga Śląska nad Legią stopniała do dwóch punktów.
Z wyniku meczu we Wrocławiu cieszą się też kibice Polonii. Czarne Koszule tracą do lidera cztery punkty. W sobotę zespół Jacka Zielińskiego mógł zmniejszyć ten dystans do jednego, ale niespodziewanie przegrał u siebie z Widzewem. Wynik 1:2 był zaskoczeniem, ale trzeba przyznać, że goście na zasłużyli na zwycięstwo. Kapitalny debiut zaliczył Mehdi Ben Dhifallah, który strzelił pierwszego gola i miał udział przy drugim, samobójczym.

Tunezyjczyk powinien chyba postawić dobre wino Michałowi Gliwie i Tomaszowi Brzyskiemu, bo to oni mocno pomogli mu w pierwszym meczu na polskich boiskach. Bramkarz Polonii odbił piłkę wprost na głowę "Big Bena", Brzyski był jeszcze bardziej uprzejmy. Wyręczył wychowanka ES Zarzis, pokonując kolegę przepięknym lobem.

- Mecz źle nam się ułożył, być może "Brzytwa" nie wszedł w niego tak, jak trzeba, i dlatego mu nie szło. To nie tylko jego problem, bo dzisiaj większość zawodników grała poniżej oczekiwań. Ja bym w Tomku kozła ofiarnego wcale nie szukał - bronił Brzyskiego trener Zieliński.

Przez całą drugą połowę Polonia próbowała odmienić losy meczu, jednak gra warszawian przypominała bicie głową w mur. Dopiero w doliczonym czasie kontaktowego gola zdobył Władimir Dwaliszwili. Tuż przed ostatnim gwizdkiem okazję miał jeszcze Edgar Çani, ale posłał piłkę nad poprzeczką.

- Widzew pozytywnie mnie zaskoczył. Grał spokojną, wyważoną piłkę bez wybijania na oślep. Trzy punkty zasłużenie pojechały do Łodzi - chwalił gości Marek Citko, były piłkarz Widzewa i Polonii.

Tomasz Dębek


Śląsk Wrocław - Legia Warszawa 0:4 (0:3)

Bramki: 0:1 Janusz Gol (1), 0:2 Janusz Gol (13), 0:3 Danijel Ljuboja (35-wolny), 0:4 Inaki Astiz (69-głową).

Żółta kartka - Śląsk Wrocław: Rok Elsner, Waldemar Sobota, Patrik Mraz. Legia Warszawa: Rafał Wolski, Inaki Astiz, Michał Żyro. Czerwona kartka - Śląsk Wrocław: Dariusz Pietrasiak (34-faul).

Sędzia: Hubert Siejewicz (Białystok). Widzów 35 000.

Śląsk Wrocław: Marian Kelemen - Piotr Celeban, Jarosław Fojut, Dariusz Pietrasiak, Patrik Mraz - Mateusz Cetnarski (46. Tadeusz Socha), Rok Elsner (64. Sebastian Dudek), Przemysław Kaźmierczak, Sebastian Mila, Dalibor Stevanovic (39. Johan Voskamp) - Waldemar Sobota.

Legia Warszawa: Dusan Kuciak - Artur Jędrzejczyk, Michał Żewłakow, Inaki Astiz, Jakub Wawrzyniak - Michał Kucharczyk (72. Miroslav Radovic), Janusz Gol, Jakub Rzeźniczak, Rafał Wolski (82. Bartosz Żurek), Nacho Novo (59. Michał Żyro) - Danijel Ljuboja.

Czytaj także:

Jose Mari Bakero zwolniony!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie