Tess Gerritsen „Kształt nocy”. Recenzja książki

Włodzimierz Jurasz
Włodzimierz Jurasz
Z najnowszej powieści Tess Gerritsen można dowiedzieć się, jaka jest różnica między zwyczajnym duchem a demonem

Kurcze, niech się dzieje wola nieba (podkreślam: nieba!)… Raz w życiu postanowiłem zachować się jak bohater literacki i wrzuciłem do internetowej wyszukiwarki trzy słowa: „łowcy duchów usługi”. Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Oto pierwsza z brzegu informacja, zaczerpnięta ze strony porady-detektywistyczne.pl: „Już nawet w Polsce powstała szkoła dla detektywów paranormalnych (założona przez PTGH - Professional Team of Ghost Hunters), gdzie prowadzi się wykłady, kursy, konsultacje i prezentacje sprzętu, którego używa się podczas śledztw. PTGH jest akademią prywatną, płatną i współpracuje z Zakonem Egzorcystów św. Michała Archanioła USA, oraz, co ciekawe, w przypadku ewentualnych problemów z duchami oferuje swoją pomoc bezpłatnie”.

Czyż można więc się dziwić, że bohaterka powieści „Kształt nocy”, najnowszego dzieła Tess Gerritsen, popularnej i w Polsce amerykańskiej autorki kryminałów, nie miała żadnego problemu ze znalezieniem odpowiedniej firmy na terenie niewielkiego stanu Maine? Błyskawicznie zaoferowana pomoc była niezwykle potrzebna. W wynajętym przez Avę na wakacje domu straszyło… I duch wcale nie przypominał choćby znanego skądinąd sympatycznego upiora rodu Canterville.

„Kształt nocy” to skrzyżowanie horroru (wspomniany duch), kryminału (trup ściele się gęsto) oraz powieści psychologicznej (bohaterka wyprowadza się z Bostonu na prowincję, aby w spokoju popracować, ale i uporać się z poczuciem winy). Do tego dochodzą elementy literackiej erotyki, nieco spod znaku „50 twarzy Greya”, jako że duch okazuje się inkubem (to rodzaj demona przybierającego postać uwodzicielskiego mężczyzny, nawiedzającego kobiety we śnie i kuszącego je niespotykanymi doznaniami cielesnymi).

Warto zaznaczyć, że autorka nie rozstrzyga ostatecznie kwestii charakteru pojawiającego się bohaterce upiora. Nie wiadomo, czy to duch rzeczywisty, efekt jej urojeń alkoholowych, czy raczej projekcja wspomnianego już poczucia winy – co silnie wzmaga ekscytację (oczywiście mam na myśli nie ekscytację bohaterki, ale czytelnika). Mimo braku ostatecznego rozstrzygnięcia autorka snuje ciekawe rozważania okultystyczne, wprowadzając na przykład rozróżnienie między zwyczajnym duchem a demonem. „Wszyscy sądzimy, że duchy nie mogą zrobić nam krzywdy, że to tylko nieszczęsne dusze uwięzione między dwoma światami” - wyjaśnia bohaterce łowczyni duchów. Co innego demony…

A tak na marginesie… Bawiąc się lekturą tej typowej, jak to drzewiej mawiano, „opowieści z dreszczykiem” warto zwrócić uwagę na cechy typowe dla niemal całej współczesnej literatury popularnej. Bohaterka, która wyjeżdża na prowincję by popracować, nie jest np. fizykiem teoretycznym, ale piszącą poradniki kulinarne kucharką (kucharze to dziś najważniejsi bohaterowie masowej wyobraźni). A wpadający na chwilę do bohaterki wydawca jej książek, postać zupełnie marginalna, oczywiście nie może nie być homoseksualistą.

„Kształt nocy” jest więc jak najbardziej trendy i na fali, co jednak wcale nie zwiększa atrakcyjności tej i tak całkiem fajnej powieści. A mnie na przykład, zwyczajnie i nieodmiennie śmieszy…

Czytaj także

MuzoTok: Viki i Kayah "Ramię w ramię" opowiadają o najnowszym utworze.

Wideo

Materiał oryginalny: Tess Gerritsen „Kształt nocy”. Recenzja książki - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie