Teraz to urzędnicy zapłacą nam za popełnione błędy

Tomasz Ł.Rożek
Za wydanie błędnej decyzji, samowolę i opieszałość wypłacą z własnej kieszeni odszkodowanie w wysokości trzech miesięcznych pensji
Za wydanie błędnej decyzji, samowolę i opieszałość wypłacą z własnej kieszeni odszkodowanie w wysokości trzech miesięcznych pensji G. Jakubowski/POLSKA
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Ministerstwo Gospodarki szykuje bat na leniwych urzędników - ustaliła "Polska". Za opieszałość będą płacić z własnej kieszeni.

Za wydanie błędnej decyzji, samowolę i opieszałość wypłacą z własnej kieszeni odszkodowanie w wysokości trzech miesięcznych pensji. Projekt ustawy ma być gotowy tuż po wakacjach - ustalił dziennik "Polska".

Błędy urzędnicze to dziś prawdziwa plaga, choć trudno precyzyjnie obliczyć, jaka jest ich skala. Wiadomo np., że na ok. 100 tys. decyzji wydawanych rocznie przez urzędy skarbowe uchylanych jest przez nadrzędne instytucje ok. 40-50 tys. - połowa.

Cierpią na tym wszyscy podatnicy, którym źle naliczono kwotę podatku albo których zmuszono do zapłacenia niepotrzebnej kary. Urzędnicy gmin, starostw i urzędów wojewódzkich często tylko jedną błędną decyzją, np. o pozwoleniu na budowę, powodują straty liczone w setkach tysięcy, a nawet milionach złotych.

- Należy w końcu ukrócić bezkarność ludzi, którzy siedzą za biurkami, a petentów traktują jak zło konieczne - uważa mec. Grzegorz Wlazło, współautor projektu, doradca wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda.

Projekt ministerstwa przewiduje, że jeśli decyzja danego urzędu będzie choć raz zakwestionowana przez nadrzędny, np. samorządowe kolegium odwoławcze, poszkodowany obywatel będzie mógł wystąpić do sądu o odszkodowanie. Zapłaci je urzędnik. Jeśli zawini grupa urzędników, ale trudno będzie udowodnić, który z nich ponosi największą winę, zapłacą wszyscy po równo.

- Każdy, kto wyrządzi rażącą szkodę, musi się liczyć z tym, że dostanie po kieszeni. I taki jest sens naszego pomysłu - dodaje mec. Wlazło.

Projekt ma również uderzać w zapędy korupcyjne niektórych urzędników. Zdarza się, że przewlekając wydanie decyzji, próbują wymusić łapówkę.

Dziś urzędnicy popełniający błędy mogą zostać ukarani jedynie naganą swojego zwierzchnika. A pomyłki mają czasami naprawdę gigantyczne konsekwencje. W 2001 r. urzędniczka z Urzędu Miejskiego w Białymstoku zablokowała budowę pierwszego kina wielosalowego w mieście.

Nie uprzedziła inwestorów o tym, że na ziemi, którą za 2 mln zł kupili od miasta, nie można postawić kina, a tylko wiadukt kolejowy. Urzędniczce, ani jej zwierzchnikom nie spadł włos z głowy. Miasto musiało się ratować przed kompromitacją, proponując inwestorom grunt zamienny w znacznie atrakcyjniejszej części miasta. Wniosek był smutny dla obu stron: stracił nie tylko inwestor, ale i gmina.

Według nowego prawa tak nieudolny urzędnik poniósłby karę, choć zdecydowanie nieadekwatną do poniesionej szkody. Trzykrotność pensji szeregowego urzędnika to średnio 4,5 -5 tys. zł. Dla niego to oczywiście kara dotkliwa, ale dla poszkodowanego, który liczy straty w milionach, to śmieszna kwota.

Szef MCI Management Tomasz Czechowicz - od prawie dwóch lat walczy o 40 mln odszkodowania za błąd fiskusa, który doprowadzili do upadku firmę JTT, której MCI był akcjonariuszem. Nowe prawo dawałoby Czechowiczowi jedynie satysfakcję, ale na pewno nie oddałoby części sprawiedliwości. Podobnie jest w przypadku Romana Kluski, któremu urzędnicy skarbowi bezpodstawnie zarzucili wyłudzanie 30 mln zł podatku VAT.

Musiał zamknąć firmę, trafił do aresztu, zajęto mu dom i odebrano paszport. Wolność odzyskał po wpłaceniu 8 mln zł kaucji i dostał jedynie 5 tys. zł odszkodowania za niesłuszne zatrzymanie.

- Idea jest słuszna, ale szczegóły projektu mnie rozczarowują - mówi Robert Gwiazdowski, szef centrum im. Adama Smitha.

Grzegorz Wlazło broni się, tłumacząc, że w 2006 r. podobny projekt ustawy opracowany przez grupę posłów PO (m.in. dzisiejszego wiceministra Adama Szejnfelda) nie przeszedł w Sejmie właśnie dlatego, że był zbyt radykalny. Zakładał, że urzędnicy mieli płacić odszkodowania w wysokości 12-krotności miesięcznego wynagrodzenia. Oznaczałoby to średnio ok. 20 tys. zł na głowę, co było praktycznie niewykonalne.

Urzędnicy, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają obiekcje ekspertów. Zapowiadają, że odmówią wydawania jakichkolwiek decyzji. - Nie można nas tylko bić po głowie. Nie dość, że zarabiamy niewiele, to jeszcze próbują nas zastraszyć. Oczekujemy, że jeśli jest kij, to powinna pojawić się marchewka, ot choćby w postaci premii za dobrą pracę - powiedział nam urzędnik z magistratu w Sandomierzu.

Eksperci podkreślają, że zamiast od karania warto zacząć od skuteczniejszego nadzoru nad pracą urzędników. W Niemczech decyzje wydawane są w terminie i błędy zdarzają się niezwykle rzadko, dlatego że każdy dokument sprawdzany jest wnikliwie przez kilku urzędników, przeszkolonych z konkretnej dziedziny. Niemcy zdają sobie sprawę, że za błędy trzeba słono płacić. Kiedy zrozumieją to Polacy?

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
eil
dlaczego urzednicy sko nie maja brac odpowiedzialnosci za wydawane deczyje przeciez my wszyscy podatnicy placimy na ich wysokie zarobki. a sady amdinistracyjne tez uchylaja im decyzje i nakladaja kary, i kto to placi spoleczenstwo.
e
equino
Kami nie miałem zamiaru na Ciebie napadać. Chciałem tylko uświadomić, że wina nie tylko po stronie urzędnika leży. Weź pod uwagę wszystko. Sam pracowałem w produkcji, teraz od kilku lat w urzędzie, więc wiem jak to wygląda z różnych perspektyw. Osobiście staram się pomóc ludziom - bo tak jestem nauczony i studia miałem "bezpłatne" czyli z podatków. Czasem przeciągnięcie sprawy związane jest z nawałem spraw, czasem z dość skomplikowana sprawą - no i trzeba wyszukać rozwiązanie. A ludzie myślą że jak nie dostanie odpowiedzi na następny dzień to nic się nie robi.
Co do przepisów skarbowych to trochę zły przykład - bo niestety te przepisy się tak zmieniają że nawet US nie są w stanie zająć stanowiska jak należy coś interpretować.
Ale też niestety społeczeństwo ma bardzo słabą znajomość przepisów..... i nie wie gdzie należy składać wnioski, pisma. A jak przyjdą do Ciebie i im powiesz, że to nie tu tylko zupełnie inny urząd to nic sobie nie robią - a Ty musisz przesłać zgodnie z właściwością sprawę do rozpatrzenia .... - a i tak dostaniesz potem zestaw epitetów pod swoim adresem bo wniosek przesłałeś.....
k
kami
Luki w naszym prawie były, są i będą, ale niepotrzebnie na mnie napadasz, equino. Bo luki nie usprawiedliwiają urzędniczej niechęci do petentów, arogancji i braku dobrej woli. To nie jest też kwestia nawału obowiązków, ale raczej podejścia do swojej pracy, przeświadczenia o bezkarności. To często kwestia ludzi. Zdarzają się urzędnicy - przyznaję, pewnie jest ich wielu - którzy chcą pomóc: wytłumaczą i podsuną odpowiedni formularz. Ale zdecydowana większość - skutecznie psująca tamtym opinię - nie ma takich odruchów. Czy szkoda Ci także wszystkich innych, którzy padli ofiarą urzędniczej nieuwagi i muszą płacić nie tylko swoim czasem ale także pieniędzmi?
p
praktyk
Wiele przepisów się wyklucza, jest sprzecznych, a wydanie decyzji wydanych w świetle tychże przepisów, może być uznanych za kontrowersyjne. Proponowana ustawa powinna eliminować ewidentne błędy urzędnika np. zdarza się wiele decyzji błędnych z tytułu przywołania przepisu, uchwały, stawek nieadekwatnych do danego roku podatkowego, zwykłych błędów rachunkowych co potwierdza się później w SKO i w uchyleniach decyzji podjętych przez urząd. W przypadku inwestycji, czy decyzji podatkowych chociażby dot. podatku od nieruchomości konsekwencje są ogromne, liczone w setkach tysięcy złotych, nie wspominając o dodatk. kosztach. To nie nagonka na urzędników, to odpowiedź na konsekwencje popełnienia błędu po stronie decydenta, tak jak po stronie podatnika, płatnika, pracodawcy itp. Każdy musi wykonywać swoje obowiązki z należytą starannością niezależnie od zarobków i zajmowanego stanowiska.

Zdaję sobie sprawę że urzędnicy nie zarabiają wiele, ale ..... pokutuje tutaj chyba postawa z poprzedniej epoki, tzw. roszczeniowa. Praca urzędnika wynagradzana jest dodatkowo tzw. trzynastką, czas pracy od ...do ... jest ściśle przestrzegany (osobiście doswiadczyłem tego np. w urzędzie miasta, gminy, ZUS-ie), co w handlu, sprzedaży, biurach firm nie ma miejsca w dzisiejszych czasach. Dobra praca wynagradza jest pensją zasadniczą, premia jest za osiągnięcia ponad tzw. przecietną, za coś extra.

Sprawa zarobków urzędników to osobny temat, który również powinien ulec zmianie - większa pensja, ale w ślad za tym większa odpowiedzialność (chociażby poprzez w/w ustawę). Pytanie kolejne: dużo urzędników, czy trochę mniej, ale lepiej wyszkolonych, mających szanse na zdobycie coraz większych kwalifikacji w swojej dziedzinie, aby osiągnąć poziom wysokiej klasy fachowca.

Pozdrawiam.
e
equino
Szkoda mi takich osób jak kami!! Czy zastanawiałaś/eś się nad tym kiedyś ile przepisów się wzajemnie wyklucza?? Jakie są luki w naszym prawie?? Czy tak sobie tylko piszesz żeby coś napisać??? Jak trochę poczytasz różnych przepisów to znajdziesz wiele rozbieżności i wykluczających się wzajemnie zapisów.
A najgorsze jest to, że jak sprawa oprze się o SKO, albo o SA (na wszelki wypadek rozwinę te skróty żeby SKO nie było szkolna kasa oszczędności a SA - spółka akcyjna : SKO - Samorządowe Kolegium Odwoławcze, SA - Sąd Administracyjny) w różnych regionach Polski wydają różne wyroki - które nie zawsze się ze sobą zgadzają - jedynie NSA może zmusić do zmiany jakiś konkretny przepis po stwierdzeniu jego zgodności lub nie z Ustawą Zasadniczą (konstytucją) - bo gdyby u nas prawo było precedensowe i nie miało tylu luk znacznie lepiej by się pracowało - najpierw niech ci wszyscy z 'cyrku' na wiejskiej wezmą się do pracy i zrobią dobre przepisy a potem mogą zabierać się za urzędników.....
k
kami
Zgodzę się z eLJotPi - urzędnicy to w znakomitej większości banda niekompetentnych malkontentów, którzy ledwo znajdują spację na komputerze, a priorytetem, zanim się siądzie w okienku jest zrobienie sobie kawuni z panią Tereską z personalnego, albo panią Basią z działu kas. A petent jest złem koniecznym, draniem, który przerywa malowanie paznokci! Jak oni coś pomylą - to ofairy ich błędów muszą za to płacić z własnej kieszeni - bo jak wiadomo z urzędem nie wygrasz. Jakimkolwiek, nie tylko skarbówką, czy zusem. Nie widzę powodu, dla którego nie należałoby ich karać za kardynalne błędy! I to tak, żeby im w pięty poszło. Zobaczycie - trzy urzędniczki pójdą z torbami - ponarzekają sobie, pogłodują, postrajkują, jakiś prezydent jakiegoś miasteczka się pewnie za nimi nawet wstawi, co by mu się reelekcja trafiła - ale jak afera minie, natychmiast się podniesie poziom kompetencji w każdym urzędzie! Bo ja - jak większość mieszkańców naszego kraju za moje decyzje w pracy ponoszę odpowiedzialność. jak zrobię błąd to biorę na siebie konsekwencje. Nie rozumiem, czemu urzędasy mają stanowić wyjątek od tej reguły.
e
eLJotPi
[cyt]A wiecie ilu jest urzednikow w Niemczech ? 3 x więcej w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. Tam urzednik ma czas, żeby spokojnie sprawę zaltwić a nie jak w Polsce - szybko, szybko, bo juz kolejny interesant czeka i glosno biadoli, że biurokracja, że kolejki, że płaci podatki ... A wiecie ile zarabia urzednik w Niemczech ? To dajcie polskim urzednikom niemieckie pensje a nie te ochłapy, które z tych podatków zostana po dopłatach do węgla, statków, kolei, szkoł, szpitali, buraków cukrowych, najmlodszych emerytów w Europie, najzdrowszych rencistow w Europie ...[/cyt]

Jak słyszę dajcie, dajcie, dajcie to... to dałbym, a jakże... tak bym dał, że żaden chirurg by po mnie nie naprawił.
Ja jak coś zawale albo będę zwlekał to kto za mnie zapłaci? Ja sam. A dlaczego? Bo pracuję i odpowiadam za siebie. Urzędnik, taki jaki się ukształtował od czasu PRL-u to nierób, złodziej czasu, malkontent, a przy tym nieuk. Nie raz i nie dwa, przyglądałem się jak urzędnicy np. piszą na kompie, zgroza! Dwoma palcami, spacja to jedyny instrument edycyjny, a o justowaniu czy szablonach... no szkoda gadać. To jak taki "urzędnik" może cokolwiek umieć załatwić jeśli ma kłopoty z podstawowymi sprawami warsztatowymi?
Tak, niech wreszcie za swoje błędy sam zapłaci z własnej kiesy, a nie społeczeństwo. A jak to dydaktycznie będzie działać na pozostałych, jeśli za zwlekanie bywa, że umyślne, za podejmowanie decyzji "widzi mi się" - dostanie po kieszeni chociaż jeden. Jestem pewny, że dziesięciu się zastanowi... i wyda decyzję która w większości przypadków będzie zgodna z dążeniem petenta.
I o to chodzi! A o brak chętnych na stanowiska urzędnicze jakoś dziwnie jestem spokojny :)
Pozdrawiam wszystkich

Ps. Byle tylko tego genialnego w swej prostocie pomysłu żaden urzędnik nie "ulepszył" ;)
r
rych
Karanie urzednikow poprzez kary pieniezne to lamanie praw czlowieka w czystej postaci. Za prace nalezy sie zaplata, to swiete prawo obywatela i jesli mozna wprowadzic taka ustawe, ktora moze w jakikolwiek sposob to ograniczyc to znaczy, ze konstytucje trzeba wyrzucic na smietnik, albo nie wciskac nam kitow, ze mamy ustroj demokratyczny.

Karanie urzednika w ten sposob to rowniez kompletna bzdura. Blednie podjetej decyzji zwykle nie da sie juz cofnac. Wiec co da zabranie urzednikowi tych kilkudziesieciu tysiecy zlotych, gdy straty klienta sa liczone w milionach? Nikt wiec na tym nie zyska, a wszyscy straca, i urzednik i urzad i klient, a czesto gesto miasto powiat czy cale wojewodztwo.

Po trzecie to zwykla hipokryzja i jawne znecanie sie na obywatelach przez wlasne panstwo. Urzadnik jest przedstawicielem wladzy panstwowej, ktora chce uniknac odpowiedzialnosci za swoje decyzje probujac obarczyc nia zwyklego czlowieka. To po prostu skandal! Za nieudolnosc wladzy ma placic szary obywatel? Jesli urzednicy sa niekompetetni to trzeba zatrudniac kompetentnych, jesli ich brakuje to trzeba ich szkolic, jesli popelniaja bledy to mozna ich zwolnic, ale kazac im placic z wlasnej kieszeni??? Toz to jakis absurd! W jakim swiecie my zyjemy? Obudzmy sie wreszcie i zacznijmy walczyc o swoje prawa, poki jeszcze mamy jako taka wolnosc slowa, zgromadzen i przekonan.
s
szczęśliwa emerytka
"W Niemczech decyzje wydawane są w terminie i błędy zdarzają się niezwykle rzadko, dlatego że każdy dokument sprawdzany jest wnikliwie przez kilku urzędników, przeszkolonych z konkretnej dziedziny. Niemcy zdają sobie sprawę, że za błędy trzeba słono płacić. Kiedy zrozumieją to Polacy ?"

A wiecie ilu jest urzednikow w Niemczech ? 3 x więcej w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. Tam urzednik ma czas, żeby spokojnie sprawę zaltwić a nie jak w Polsce - szybko, szybko, bo juz kolejny interesant czeka i glosno biadoli, że biurokracja, że kolejki, że płaci podatki ... A wiecie ile zarabia urzednik w Niemczech ? To dajcie polskim urzednikom niemieckie pensje a nie te ochłapy, które z tych podatków zostana po dopłatach do węgla, statków, kolei, szkoł, szpitali, buraków cukrowych, najmlodszych emerytów w Europie, najzdrowszych rencistow w Europie ...
Dodaj ogłoszenie