Teraz poseł Kłopotek się wycisza. Woli "widok gęsi od sejmowej pyskówki"

Dorota Kowalska
Eugeniusz Kłopotek ma dość politycznych waśni i krytyki ze strony kolegów. - Odpuściłem - mówi
Eugeniusz Kłopotek ma dość politycznych waśni i krytyki ze strony kolegów. - Odpuściłem - mówi FOT.BARTEK SYTA/Polskapresse
Poseł Kłopotek zniknął. Jakby zapadł się pod ziemię. Wcześniej nie stronił od wywiadów, chętnie bywał u Bogdana Rymanowskiego w "Kawie na ławę", dzisiaj posła Kłopotka w telewizji nie uświadczysz. Na szczęście telefon jeszcze odbiera. - Proszę wybaczyć, ale nie udzielam wywiadów. Wyciszam się - mówi.

Poseł Kłopotek zniknął. Jakby zapadł się pod ziemię. Wcześniej nie stronił od wywiadów, chętnie bywał u Bogdana Rymanowskiego w TVN 24, w programie "Kawa na ławę", dzisiaj posła Kłopotka w telewizji nie uświadczysz. Na szczęście telefon jeszcze odbiera. - Proszę wybaczyć, ale nie udzielam wywiadów. Wyciszam się - mówi. Zagadywany o powód swojej medialnej abstynencji, odpowiada tak: - Jestem w stanie zrozumieć krytykę moich kolegów z PO za to, że krytykuję Platformę. Ale krytyki z tego samego powodu ze strony niektórych moich partyjnych kolegów już nie rozumiem. Dlatego odpuściłem.

Kłopotek od zawsze znany był z tego, że chodzi własnymi drogami, rzeczywiście nigdy nie szczędził cierpkich słów pod adresem koalicjanta i często mówił rzeczy, których nikt rozsądny by nie powiedział. O koalicyjnej koleżance Joannie Musze: "Dziewczyna nie ma farta. Sama przyznała, że się na sporcie nie zna, a teraz widać, że ta wiedza jest jednak potrzebna". Innym razem wystrzelił: "Premier Donald Tusk powinien przetrzepać tyłeczek Sławomirowi Nowakowi", a marszałkowi Sejmu Jerzemu Wenderlichowi poradził: "Ja bym proponował, panie marszałku, żeby pan trochę przyhamował, bo w tym momencie pan trochę przegrzewa".

Może dlatego dziennikarze chętnie zapraszali go do telewizyjnego studia, bo wiadomo było, że Kłopotek powie, co myśli, i bynajmniej nie będzie się zasłaniał polityczną poprawnością. "Każdy ma swojego Palikota. Nasz nazywa się Kłopotek" - powiedział nawet kiedyś o swoim partyjnym koledze sejmowy weteran Stanisław Żelichowski, a innym razem zauważył: "Jak mój kolega mówi coś mądrego, to media go nie cytują".

W każdym razie wydawało się, że politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego pogodzili się z tym, że Kłopotek jest, jaki jest. Wygląda jednak na to, że ostatnio cierpliwość do partyjnego kolegi mocno w klubie ludowców osłabła. - Skoro poseł Kłopotek głosuje nie tak, jak klub, trudno, aby w mediach ten klub reprezentował - mówi ten sam poseł Żelichowski. - Trochę się poseł Kłopotek wyautował, ale mam nadzieję, że dojedzie do siebie - dodaje Żelichowski.

Ponoć Kłopotek ma wśród partyjnych kolegów przechlapane. Bo każdy chciałby jak on przypodobać się wyborcy, ale koalicja zobowiązuje

Ale inny z ludowców, bez ogródek, może dlatego, że anonimowo, mówi krótko. - Kłopotek ma u nas przechlapane. Egoista. Każdy by chciał zagłosować, jak uważa, a przy okazji podlizać się swoim wyborcom, ale coś za coś, to jest gra drużynowa - mówi poseł PSL. - Dlatego teraz Kłopotek reprezentuje sam siebie - dodaje nasz rozmówca.

Inny z ludowców opowiada, że poseł Kłopotek ma w swojej "niezależności" duży interes. - Od zawsze marzył o europarlamencie, więc robi wszystko, żeby wyborcy go do Brukseli wybrali, stąd jego wypowiedzi i takie, a nie inne głosowania. Ale pewne zasady obowiązują: albo jesteśmy w koalicji, albo nie. Każdy z nas chciałby puścić oko do ludu jak on - tłumaczy nasz rozmówca.
Już w lutym ubiegłego roku poseł Kłopotek ostro krytykował Bogdana Klicha. - Bogdan Klich jako minister obrony odpowiada za zaniedbania, także swoich podwładnych - argumentował przed głosowaniem nad wotum nieufności dla szefa MON. I wcale nie ukrywał, że chciałby zagłosować za jego odwołaniem. Ostatecznie wstrzymał się od głosu, ponieważ klub parę godzin przed głosowaniem zarządził dyscyplinę. Nie zmienił jednak zdania i publicznie powtarzał, że Klich powinien odejść. - Atmosfera wokół ministra Klicha się tak zagęściła, że jego misja się wyczerpała - mówił. Podkreślał, że minister konstytucyjny bierze polityczną odpowiedzialność za pewien obszar, w tym także za błędy swoich podwładnych. - A niestety tych zaniedbań jest sporo - zaznaczył.

Koledzy słuchali, pewnie niejeden myślał tak samo, ale siedzieli cicho, bo przecież Klich to minister koalicyjnego rządu. Więc krytykować nie wypada, chociaż by się chciało. Szalę goryczy zdała się jednak przelać sejmowa batalia o ustawę emerytalną.

Kłopotek jako jedyny ludowiec wyłamał się z dyscypliny partyjnej i zagłosował przeciw podniesieniu wieku emerytalnego. Tłumacząc powody swojej decyzji, powiedział, że przychodzi taki moment, w którym trzeba wybrać, czy jest się lojalnym wobec koalicji, czy wobec narodu. - Zgodnie z konstytucją jestem przedstawicielem narodu, a dziś obywatele mówią "nie" dla takiej reformy, dlatego nie mam zamiaru zagłosować wbrew woli narodu - wyjaśnił. I co tu dużo mówić - u sporej części narodu mocno zapunktował w przeciwieństwie do swoich partyjnych kolegów, którzy karnie głosowali za ustawą.

Poseł Kłopotek tłumaczył jeszcze dziennikarzom, że nie boi się złamać dyscypliny partyjnej i zagłosować wbrew planom koalicji, gdyż "każdy musi to rozważyć we własnym sumieniu, z własną wiedzą i rozumem". - Boleję, że dziś, jeśli tak się stanie [że ustawa zostanie przegłosowania w Sejmie - red.]), to PSL popełni polityczny błąd, za który przyjdzie mu słono zapłacić w przyszłości - przewidywał. Nie spodziewał się, że zostanie wyrzucony z Polskiego Stronnictwa Ludowego. - Nikt nie chce robić ze mnie męczennika, ale na pewno jakieś konsekwencje będą, może będzie to zawieszenie, może nagana - kalkulował.

Nie było ani nagany, ani zawieszenia, ale poseł Kłopotek, jak to zgrabnie sformułował poseł Żelichowski, i tak znalazł się na aucie.

Ale też od kilku miesięcy Kłopotek jakby szykował się do zejścia na drugi, przynajmniej drugi medialny, plan. Już na początku roku powiedział: "Mam dość. Wyprowadzam się na wieś". - Tęskniłem za wsią. Z wyjątkiem okresu, kiedy studiowałem, całe życie mieszkałem właśnie na niej. Na wsi żyje się skromniej, wolniej, ale miejski wyścig szczurów, obecny zwłaszcza w Warszawie, nigdy mnie nie pociągał - mówił mi podczas ostatniej rozmowy.

Jak zapowiadał, tak zrobił. 2 stycznia został posłem niezawodowym, inaczej mówiąc: nie otrzymuje już poselskiego uposażenia, jedynie parlamentarną dietę. Przerwał bezpłatny urlop, którego na czas pełnienia obowiązków posła udzielono mu w jego zakładzie pracy, i wrócił do Instytutu Zootechniki - Państwowego Instytutu Badawczego w Krakowie, a dokładnie do jego zakładu w Kołudzie Wielkiej w województwie kujawsko-pomorskim, w którym był dyrektorem. - Podjąłem tę decyzję po długiej rozmowie z żoną, bo wiadomo, że teraz wiele obowiązków spadnie właśnie na nią. Ale razem zadecydowaliśmy, że jak się mam dalej męczyć, to może lepiej wrócić do pracy w zakładzie - opowiadał. - Bo takie mam niestety wrażenie, że zamiast się w Warszawie rozwijać, to się, za przeproszeniem, zwijam - dodał.
I nie ukrywał, że coś w nim pękło. Raz, że rozczarował go wynik wyborczy, bo żelazny elektorat został podczas wyborów parlamentarnych w domu. Frekwencja w gminach wiejskich była dużo mniejsza niż w miejskich. Mało tego, na niektórych obszarach wiejskich wygrał z nimi Palikot. I choć uzyskał najlepszy jak do tej pory wynik wyborczy w swoim okręgu, to niesmak pozostał.

Czara się przelała, kiedy po wyborach pojawił się przy Wiejskiej. Miał wrażenie, że jedzie na jałowym biegu. Kłótnie, niedomówienia z koalicjantem. Wtedy postanowił zmienić swoje życie. Przeprowadził się do mieszkania instytutu w Kołudzie Wielkiej. Instytut, w którym pracuje, słynie z hodowlanej gęsi, konkretnie gęsi białej kołudzkiej, jak podkreślał ludowiec, nazwa jest zastrzeżona. 50 lat temu ówczesny szef zakładu sprowadził włoską gęś z Danii. Taka gęś w sezonie dawała od 12 do 15 jaj. Po wielu latach pracy, krzyżówek, uzyskali właśnie gęś białą kołudzką, która daje już ponad 70 jaj.

W tym roku podczas obchodów jubileuszu instytutu ich gęś zostanie prawdopodobnie uznana za odrębną rasę. Ale to nie koniec. Dogadali się z Urzędem Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego i promują akcję "Gęsina na św. Marcina", nad którą patronat ma objąć sama prezydentowa Anna Komorowska. Mają też obiecane, że podczas obiadu wydanego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego dla korpusu dyplomatycznego w Święto Niepodległości 11 listopada na stole królować będzie właśnie gęsina. Chcą, żeby gęś stała się dla Polaków tym, czym dla Amerykanów indyk

Czy to początek końca politycznej kariery posła Kłopotka? - Niektórzy złośliwie zauważają, że skoro zdecydowałem się na pracę w instytucie, powinienem złożyć mandat. Ale nie chcę zawieść tych, którzy na mnie głosowali i swoje parlamentarne obowiązki będę wykonywał rzetelnie - mówił mi poseł Kłopotek kilka miesięcy temu. - Co będzie za cztery lata, nie wiem. Możliwy jest scenariusz, że w ogóle odejdę z polityki, chociaż wiem przecież, że moje nazwisko ma wyborczy potencjał - tłumaczył.

Po kilku miesiącach spędzonych na wsi nabrał jeszcze większej odwagi i, jak pokazało głosowanie w sprawie ustawy emerytalnej, gotów jest nawet zagłosować wbrew ustaleniom klubu, łamiąc przy tym dyscyplinę. Pewnie z perspektywy Kołudy Wielkiej świat wygląda inaczej i człowiek nabiera dystansu. Pytanie tylko, ile poseł Kłopotek na tym dystansie ugra dla siebie.

Dzisiaj nie chce rozmawiać. - Może po wakacjach - wzrusza przepraszająco ramionami. Ale pytany, czy żałuje swojej decyzji o przeprowadzce i wyciszeniu, odpowiada zdecydowanie: "Nie". - Widok rosnących gęsi w moim zakładzie bardzie raduje moje serce niż te pyskówki na trybunie sejmowej - mówi jak rasowy gospodarz.
_
Dorota Kowalska_v

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
obywatel
Pan Kłopotek powinien całkowicie się uciszyć i zając sie tylko np. macaniem kur. dla dobra Kraju!
e
endi
Nic dla Polski nie zrobili tylko ciągną pieniądze w spółkach skarbu państwa i kryją innych złodziei
r
ryba
popieram posła jak najbardziej.poziom jego wypowiedzi był taki że zobrzydził mi kawę na ławę. mogę zgodzić się z przedmówcą że cham może z wiochy wyjść ale wiocha z chama nigdy. to jest prawda nie tylko kabaretowa.
SYLWESTER
Pan Klopotek wolal pyskowki w Sejmie od gesi i cala Polska uznala Klopotka za Polskiego Patriote . Ale puscic chama do biura to atrament wypije i wtedy "chlopek" sie zorientowal, ze nie wystarczy wypic atrame nt tylko nalezy slepo popierac i glosowac na "urzedasow tego biura" to po prostu, bardziej od Ojczyzny pok ochal swoje gesi . Dajcie "chlopkowi" spokoj, nie jest Polskim Patriota tylko opiekunem gesi ! . To wszyst ko . Wolno "chlopkowi" kochac sie w gesiach. Woli "chlopek" gesi jak... samobojstwo (przypadkowe).
M
Mariapanna
To wspaniale, że nie musimy oglądać i sluchac Kloptka. To taki chlopek roztropek, ktory nigdy nie miał nic mądrego do powiedzenia i nie wiedział czy jest w koalicji, czy w opozycji. Gęsi to dobre dla niego towarzystwo. Swoim prymitywizmem zaniżał standardy polskiej polityki.
@mario
Z tego chłopa to była suoer pierdoła telewizyjno-radiowa. Jak juz coś chłopinka wykombinował i pomędrkował to piersi opadały, a zwieracz odbytu odmawiał posłuszeństwa. Już babka mawiała coby każdy znał swe miejsce w życiu - robotnik do maszyny, półinteligent do biura, człowiek rozgarnięty do interesów a chłop do pługa.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Teraz poseł Kłopotek się wycisza. Woli "widok gęsi od sejmowej pyskówki"
c
caro
Albowiem nic do niej nie wnosi. Nadto, PSL jest partią interesów i układów, czyli i ona nie ma z polityką nic wspólnego!
Dodaj ogłoszenie