Telewizja (nie) zapomina o gwiazdach. Profesjonalizm ikon...

    Telewizja (nie) zapomina o gwiazdach. Profesjonalizm ikon telewizji nie jest dziś w cenie

    Karolina Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    O śmierci lubianej pogodynki Lucyny Grobickiej nikt nie wiedział  przez miesiąc
    1/4
    przejdź do galerii

    O śmierci lubianej pogodynki Lucyny Grobickiej nikt nie wiedział przez miesiąc ©fot. TVP

    O śmierci Lucyny Grobickiej, znanej pogodynki "Mgiełki", dowiedzieliśmy się miesiąc po fakcie. Na wiekowe gwiazdy srebrnego ekranu w dzisiejszej telewizji miejsca nie ma.
    Świat ma coraz mniej manier, a trwa - powiedziała w jednym z wywiadów wielka diwa Telewizji Polskiej Stanisława Ryster. Zaczęła pracę w telewizji wraz Edytą Wojtczak, Bożeną Walter, Krystyną Loską, Bogumiłą Wander i Janem Suzinem, czyli w czasach, kiedy, żeby zrobić program telewizyjny, wystarczył stół, krzesło i kartonowa plansza. Po 30 latach pracy została zwolniona bez słowa wyjaśnienia. Dziś, podobnie jak jej koleżanki po fachu, nie kryje oburzenia na to, jak wygląda współczesna telewizja.

    Emerytura? Tysiąc z kawałkiem
    We wtorek zmarł ostatni z prezenterów telewizyjnych, którego można było śmiało porównać do Larry'ego Kinga - jednego z najstarszych i najbardziej doświadczonych amerykańskich osobistości srebrnego ekranu, który był przykładem dziennikarstwa telewizyjnego dla wielu pokoleń adeptów tego niełatwego fachu. Mam na myśli Andrzeja Turskiego, prezenter Panoramy, który odszedł w aurze skandalu wywołanego przez pewien prawicowy portal.

    Z jego odejściem definitywnie kończy się etap wielkich gwiazd telewizji, który rozpoczął się na początku lat 60. Wtedy to w progach raczkującej polskiej telewizji pojawiła się "Madonna srebrnego ekranu" i "Nasza Krysia", czyli Krystyna Loska, znana z tego, że wszystkie swoje zapowiedzi mówiła bez kartki. Niezawodną pamięć do długich tekstów zawdzięcza szkole teatralnej. Ze Śląskiego oddziału telewizji trafiła do stolicy, gdzie Bolesław Kielski - redaktor radiowy - korygował jej śląski akcent. Szybko zyskała sympatię widzów i w plebiscycie z okazji 40-lecia TVP znalazła się wśród trzech najpopularniejszych i najbardziej lubianych postaci. Odeszła w połowie lat 90., kiedy w telewizji pojawili się młodzi ludzie, którzy myśleli, że wiedzą o pracy na wizji wszystko, choć ograniczali się do czytania z teleprompterów tekstów przygotowanych przez innych, w dodatku nagrywanych po wielokroć. I nagle coś gdzieś prysło. Rola telewizyjnego "zapowiadacza programów" stała się archaiczna.

    Loska odeszła, nie mogąc się pogodzić, tak jak Jan Suzin (męska legenda TVP), z zimnym profesjonalizmem telewizji zdominowanej przez reklamy, technikę i milionowe słupki oglądalności. Teraz pytana o wysokość swojej emerytury, odpowiada: - Tysiąc z kawałkiem.

    Reklamodawca dyktuje warunki
    Loska pracę w telewizji generalnie wspomina jako przyjemną. Było to miejsce, gdzie wszyscy się znali, kłaniali się sobie na korytarzu i spotykali w legendarnej kawiarni Kaprys. Każdy z każdym chętnie zamienił choć kilka słów. Trwało to aż do momentu, w którym warunki w telewizji zaczęły dyktować reklamodawcy i słupki oglądalności. I wtedy, od lat 90. wzwyż, starzejące się gwiazdy niezapewniające milionowej widowni zostawały zwalniane. Bo wzorowali się na słowach Tadeusza Bocheńskiego, przedwojennego spikera radiowego - że trzeba mówić do jednego człowieka, a nie do milionów, bo tylko wtedy przejdzie się przez ekran.

    - Nasza praca była bardziej indywidualna, bardziej autorska niż teraz. Były cudowne, autorskie programy z intelektem, dowcipem i doskonałymi wykonawcami. Nie mogę zrozumieć, dlaczego owczym pędem kupujemy jakieś formaty, w których jurorzy mają najważniejszą rolę, a wykonawcy mają z siebie robić małpiątka. To jest zaniżanie poziomu intelektualnego. - podsumowuje w wywiadzie dla portalu Onet.pl kolejna z prawie zapomnianych już gwiazd Bogumiła Wander. - Mało tego, dzisiejsi dziennikarze dostają również materiał intelektualny do ręki, już gotowe teksty i tak dalej. My musieliśmy wykonać to sami, włącznie z telefonem do biblioteki radiowej, gdzie prosiłam o materiały prasowe na odpowiednie tematy i sama tworzyłam na podstawie tych informacji swoje zapowiedzi. To swojego rodzaju odpowiedzialność za to, żeby wszystko było tak, jak należy - dodaje.

    Skutek? Teraz już nie ma osobowości telewizyjnych, są spikerzy. Gwiazdy jednego sezonu. Wander zwolniła się sama w 2003 r. po tym, jak nie dostała od wydawcy środków na zrobienie programu. Teraz przyznaje, że żyje z marnej emerytury, bo wszyscy tamtejsi prezenterzy pracowali za średnią krajową. Kontraktów gwiazdorskich wtedy nie było. - Pokój z kuchnią i kilkuletnie seicento - odpowiedziała z kolei koleżanka po fachu Wander Edyta Wojtczak na pytanie, czego dorobiła się w pracy w telewizji. Jej uroda zwróciła w 1957 r. uwagę Eugeniusza Pacha i Ireny Dziedzic, którzy wypatrzyli ją na okładce "Przekroju" i zrobili z niej gwiazdę. Widzowie pokochali Wojtczak za skromność i profesjonalizm. Współprowadziła liczne programy (m.in. występowała w popularnym w latach 60. programie rozrywkowym "Wielokropek" oraz prezentowała niektóre wydania widowiska rozrywkowego ("Dobry wieczór, tu Łódź"). Do historii telewizji przeszły jej zapowiedzi programu w wieczór sylwestrowy i składane widzom wraz z Janem Suzinem życzenia noworoczne (na 40-lecie telewizji zostali okrzyknięciu najsympatyczniejszą parą prezenterów). Sam Suzin po odejściu z TVP nie trzymał w domu telewizora i ubolewał nad kondycją współczesnych mediów.

    Suzin pracę w Telewizji Polskiej rozpoczął w połowie lat 50. Pierwszy dyżur spikerski miał 26 listopada 1955 r., a ostatni dokładnie 41 lat później, czyli 26 listopada 1996 r. Słynął z nienagannych manier i gruntownego wykształcenia. Z zawodu był architektem.

    Starość nie jest targetem
    Stanisława Ryster, która w 1998 r. odebrała nagrodę Super Wiktora osobowości telewizyjnej za całokształt twórczości, znana była tego, że uczestników "Wielkiej Gry" strofowała za niechlujny wygląd i nie wpuszczała na plan bez marynarki. O swoim zwolnieniu dowiedziała się z prasy. Według szefów TVP "Wielka Gra" nie przynosiła oczekiwanych przez reklamodawców wyników oglądalności, a publiczność teleturnieju była "za stara".

    - Nie uważam, że dobry smak i dbałość o wygląd są archaiczne, a złe obyczaje miały być w modzie - podsumowała swoje zwolnienie w wywiadzie do jednego z kobiecych pism - Teraz media hołdują najgorszej części młodzieży. W rozmowie z "Vivą" wtóruje jej Bożena Walter, która podkreśla, że starość nie jest atrakcyjna, nie jest piękna, nie ma przyszłości. - W naszym kraju w dodatku starość jest biedna, a więc nikt wciąż o tych ludzi nie zabiega. Nie jest, jak to się dziś mówi, żadnym interesującym "targetem" - kończy.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    CHMURKA

    JOLKA POLKA (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    To nie była "mgiełka " tylko "CHMURKA" tak nazywali tą Panią telewidzowie.


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Nie Chmurka

    4slash (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Elżbieta Sommer była nazywana Chmurką.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    CHMURKA

    JOLKA POLKA (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    To nie była "mgiełka " tylko "CHMURKA" tak nazywali tą Panią telewidzowie.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo