Teatrzyk wokół wyboru selekcjonera piłkarskiej reprezentacji. Cannavaro zbyt egzotyczny, Bilić za drogi, a Nawałka - lubi opaleniznę

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Gra pozorów prezesa Cezarego Kuleszy trwa w najlepsze. Obecny PZPN jest mocny w PR, pytanie jednak, czy odcinek w serialu "Wybieramy selekcjonera" z Fabio Cannavaro w tytułowej roli był w ogóle potrzebny?
Gra pozorów prezesa Cezarego Kuleszy trwa w najlepsze. Obecny PZPN jest mocny w PR, pytanie jednak, czy odcinek w serialu "Wybieramy selekcjonera" z Fabio Cannavaro w tytułowej roli był w ogóle potrzebny? fot. szymon starnawski / polska press
Udostępnij:
Teatrzyk wokół wyboru selekcjonera reprezentacji Polski trwa w najlepsze. PR-owy sztab Cezarego Kuleszy nie ustaje w wysiłkach, żeby wykorzystać moment i przyciągnąć do serialu „PZPN wybiera selekcjonera” jak największą widownię. W sobotę kręcony był odcinek zatytułowany „Rozmawiamy z Fabio Cannavaro”. Na całe szczęście, Włoch przyleciał do Warszawy nie po posadę, a po promocję. Jaki będzie finał zabiegów prezesa piłkarskiej federacji, który zaplanowano na 19 stycznia? [KOMENTARZ}

Problem w tym, że scenariusz i reżyseria tej części tasiemca realizowanego w PZPN - z Cannavaro w roli tytułowej - były średnio udane. Prawda jest taka, że jeśli związek pod rządami Kuleszy jest poważny - a jest - to szkoleniowiec pokroju Cannavaro nie może być poważnym kandydatem na selekcjonera. Dlatego wszystko, co zaserwowano publiczności w minioną sobotę, trudno określić inaczej niż grą pozorów. Zresztą - dwustronną.

Stary cwaniak Pini i ustawka z Cannavaro

Stary cwaniak, lub jeśli ktoś woli szczwany lis, jakim bez wątpienia jest agent m.in. Roberta Lewandowskiego - Pini Zahavi - wykorzystał po prostu moment, żeby przypomnieć swego innego klienta, czyli Cannavaro. Fabio wiadomo, wielkim piłkarzem był. Mistrz świata z 2006 roku, sięgnął także po Złotą Piłkę, a to osiągnięcie - zważywszy że grał w obronie - niebywałe. Jako szkoleniowiec jest jednak przedstawicielem mocno egzotycznej z naszego punktu widzenia szkoły, pracował przecież tylko w Azji. Zatem jego ewentualne zatrudnienie byłoby najbardziej przedziwnym ruchem obecnego prezesa PZPN.

Na całe szczęście, Cannavaro przyleciał do Warszawy nie po posadę, a po promocję. Ustawka polegała na tym, że - choć Kulesza nie złożył Fabio żadnej propozycji, raczej go po prostu wysłuchał i przy miłej niezobowiązującej pogawędce wypili kawę - we włoskich mediach błyskawicznie ukazała się informacja o konkretnej ofercie PZPN dla mistrza świata z roku 2006. 2-letniej, z gażą dwukrotnie wyższą niż miał Paulo Sousa. Dobre, prawda!?

Fabio nazbyt egzotyczny. Slaven - poza finansowym zasięgiem

Po „poważnym” spotkaniu z Cannavaro portal „Sport.pl” doniósł, że PZPN będzie jednak rozmawiał ze Slavenem Biliciem, który akurat (jaki nieprawdopodobny zbieg okoliczności!) w sobotę rozwiązał kontrakt w Chinach. Oczywiście, Bilić to szkoleniowiec z zupełnie innej półki, świetny fachowiec, były selekcjoner reprezentacji Chorwacji i kilku poważnych klubów. Słowem, z CV takim, że już na dzień dobry można mieć uzasadnione wątpliwości, że PZPN stać na takiego specjalistę. Slaven miał już zresztą wybrać ofertę z Turcji…

Trochę w cieniu tych wielkich - piłkarskich i trenerskich - nazwisk w serialu „PZPN wybiera selekcjonera” znalazł się wątek z Adamem Nawałką. To znaczy przez media przetoczyła się informacja, i wiele komentarzy, że nasz były selekcjoner i główny dotąd faworyt do przejęcia Biało-Czerwonych miał zgłosić się do castingu na selekcjonera Kosowa. Co z kolei miało nie spodobać się - i to nawet mocno - Kuleszy…

Nawałka lubi naturalną... opaleniznę

I wyszło trochę jak w starym dowcipie, o portfelu, który zaginął domownikom po wizycie jednego gościa, którego o tym poinformowano. A potem się oczywiście odnalazł, z nietkniętą zawartością, za to niesmak - jednak pozostał. Okazało się bowiem, że aspirantem do poprowadzenia kadry Kosowa (jak podał portal meczyki.pl) miał być co prawda były selekcjoner reprezentacji Polski, tyle że nie Nawałka. Tylko Jerzy Brzęczek. Wiadomo - podobni są jak dwie krople wody, a i ich nazwiska także brzmią niemal identycznie; tak, że można się pomylić. To oczywiście ironia…

Gra pozorów trwa zatem w najlepsze, publika miała prawo się pogubić. Podczas gdy prezes Kulesza szykował kolejne spotkanie z następnym kandydatem i mierzył się z pytaniami o błyskawiczne („jednodobowe”, jak stwierdził szef PZPN goszcząc w stacji „Viaplay”) dementi Nawałki w kwestii romansu z federacją Kosowa, ten ostatni wciąż przebywał na wczasach w ciepłych krajach. Pytanie, czy po to, żeby błysnąć naturalną opalenizną podczas prezentacji nowego selekcjonera reprezentacji Polski - pozostaje oczywiście otwarte.

Skądinąd wiadomo jednak, że pan Adam przykłada wagę do takich detali…

Adam Godlewski

Australian Open nie dla Djokovicia, jakie szanse mają Polacy?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie