Talia hitów Wyspiańskiego

Marek Świrkowicz
Stanisław Wyspiański (1869?1907) żył jak rockandrollowy straceniec repr. foka/forum
Dziś premiera płyty "Wyspiański wyzwala", na którą trafiły poezje krakowskiego wieszcza w nowoczesnych aranżacjach. O klasykach w roli rockowych herosów pisze Marek Świrkowicz

Rockandrollowiec był z niego jak się patrzy. Uwielbiał imprezować, zalewał się w trupa absyntem, nie stronił od narkotyków, miał trójkę nieślubnych dzieci i był wiernym klientem podwawelskich burdeli. Zmarł na kiłę w wieku 38 lat, a do tego w swojej twórczości z punkową wściekłością atakował mieszczańską hipokryzję i "stare pudła", w których nie ma "za grosz ducha".

Nic dziwnego, że anarchistyczna postawa i godny Jima Morrisona czy Sida Viciousa życiorys Stanisława Wyspiańskiego sto lat po jego śmierci wciąż jest inspirującym kąskiem dla młodych zbuntowanych artystów. Do naszych rąk trafia właśnie namacalny dowód tej fascynacji.

Dziś oficjalna premiera płyty "Wyspiański wyzwala", na której najciekawsi reprezentanci naszej sceny alternatywnej biorą się za bary z twórczością autora "Wyzwolenia". To fonograficzne ukoronowanie projektu "Wyspiański Underground" przygotowanego w grudniu ubiegłego roku przez krakowski teatr Łaźnia Nowa.

Portret krakowskiego artysty, jaki dostajemy na płycie "Wyspiański wyzwala", ma niewiele wspólnego z pomnikowym wizerunkiem wieszcza z podręczników do polskiego. To raczej Stachu Wyspa, nowohucki ziomal, który nadaje na tej samej fali, co pyskaci hiphopowcy, gniewni rockmani albo ambitni przedstawiciele awangardowej elektroniki. Tyle że swoje poetyckie tyrady formułuje w nieco bardziej archaiczny sposób niż współcześni buntownicy.

"Wesoły jestem / choć idą czasy burz" - śpiewa w rytm tanecznego indie popu zespół Pustki, a przebojowa kompozycja ma ogromną szansę na zdeklasowanie konkurencji w kategorii alternatywny hit lata. Reprezentowanym na albumie dwukrotnie Pustkom wtórują raperzy z Kanału Audytywnego, którzy przy akompaniamencie połamanych bitów rymują: "Im częściej na mnie kamieniem rzucicie / sami złożycie stos, stanę na szczycie". A łódzka supergrupa NOT, w której skład wchodzą m.in. muzycy Cool Kids of Death i Agressivy 69, w ostrym, punkowo-nowofalowym sosie przemyca poetycki testament artysty przeklętego: "Niech nikt nad grobem mi nie płacze / krom jednej mojej żony / za nic mi wasze łzy sobacze / i żal ten wasz zmyślony".

Stachu jako tekściarz sprawdza się we wszystkich zakamarkach muzycznej alternatywy. Mamy tu bowiem zarówno jazzującą miniaturkę Staszka Soyki "O, kocham Kraków", jak i ponure, industrialne pasaże Agressivy 69 czy Hedone. Klubowe patenty formacji Oszibarack i Digit All Love sąsiadują z riffowym walcem Wu-Hae, a kojący wokal Noviki z deathmetalowym pomrukiem krzykacza grupy Los Pierdols. I wiecie co? Nie ma obciachu. Bo Wielki Artysta Sprzed Wieków wcale nie musi być starym nudnym pierdzielem. A eleganckie palto i gustowny surdut mogą kryć wnętrze godne prawdziwego punkowca.

Co bardziej oczytani rockmani doskonale zdają sobie z tego sprawę, na każdym kroku podkreślając inspirację takimi pionierami postawy "sex, drugs & rock and roll" jak Artur Rimbaud, Charles Baudelaire czy Oscar Wilde. Do fascynacji klasykami literatury przyznawali się m.in. lider The Doors Jim Morrison (uwielbiał Williama Blake?a), królowa kobiecego punk rocka Patti Smith (w 1973 r. stworzyła projekt pod nazwą Rock?n?Rimbaud), a nawet stojący na czele anarchistycznego The Clash Joe Strummer.

Jednak o ile zachodni artyści stosunkowo rzadko sięgają w swoich songach po autentyczne teksty sprzed wieków, na naszym podwórku mariaż rocka z literacką klasyką ma gorliwych wyznawców. Projekt "Wyspiański wyzwala" zgrabnie wpisuje się w nurt, który już wcześniej z powodzeniem uprawiali m.in. Tomasz Budzyński, Maciej Maleńczuk czy Czesław Niemen. To właśnie jego album "Enigmatic" z 1970 r., na którym odważnie łączył progrockowe brzmienia z tekstami Norwida, Asnyka czy Tetmajera, otworzył polskim fanom uszy na perełki rodzimej poezji.

Idąc śladami Niemena, Maleńczuk wraz ze swym zespołem Homo Twist nie tylko przerobił pamiętny Norwidowski "Bema pamięci żałobny rapsod", ale też sięgnął po nastrojową twórczość mało u nas znanej XIX-wiecznej amerykańskiej poetki Emily Dickinson. Z kolei Budzyński, który z grupą Armia nagrywał rzeczy odwołujące się do Dantego czy Becketta, błysnął w 2004 r. rewelacyjną płytą "Uwagi Józefa Baki", na której zamieścił kilkanaście wierszy XVIII-wiecznego księdza poety przerobionych na ostry punk.

A już swoich sił próbują następni. Na wydanej właśnie (pod czujnym okiem Kazika Staszewskiego) płycie efemerycznego duetu Kasia i Wojtek słyszymy prowokacyjne wersy Witkacego, a jedna z najbardziej obiecujących młodych kapel indierockowych postanowiła nazwać się Bruno Schulz. Klasyka rulez!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie