Tak, Steve Jobs diametralnie zmienił moje życie

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
Polskapresse/archiwum
Leonardo da Vinci naszych czasów, największy innowator od czasów Edisona - tak żegnano Steve'a Jobsa (1955-2011) w sieci

O śmierci Steve'a Jobsa dowiedziałam się właściwie w środku nocy, tuż przed drugą polskiego czasu. Oczywiście z Twittera. Wiadomość jako Breaking News podały wszystkie najważniejsze światowe agencje, które śledzę. A CNN natychmiast zaczęła nadawać program specjalny. Twitter przez kilkadziesiąt minut musiał przeżyć straszny ruch na serwerach, bo były momenty, gdy przestawał działać. Odezwał się nawet prezydent USA Barack Obama, który napisał: Rest in peace, Steve Jobs. From all of us at #Obama2012, thank you for the work you make possible every day - including ours.

Czytaj też:Steve Jobs nie żyje. Twórca firmy Apple zmarł w wieku 56 lat

Hołd Jobsowi oddawali zwykli internauci i wszyscy wielcy świata nowoczesnych technologii, tacy jak Mark Zukerberg, ale też celebryci tacy jak reżyser Steven Spielberg. Mówił też o Jobsie premier Donald Tusk na kampanijnym spotkaniu z przedstawicielami małych i średnich przedsiębiorstw i przypomniał, że przecież historia Apple'a zaczęła się w garażu. W mediach nie tylko w nocy, ale przez cały poranek padały wielkie słowa, że oto odszedł Leonardo da Vinci naszych czasów i największy innowator od czasów Tomasza Edisona, ale też takie trochę lżejsze, że oto Jobs przeniósł się do iClouds, czyli chmury (technologii prezentowanej przez Jobsa na jego ostatniej prezentacji kilka miesięcy temu). A jeden z moich przyjaciół, przygnębiony podobnie jak ja, napisał mi, że to koniec epoki. Rano niektórzy mocno się naśmiewali z tych, którzy pisali i myślą podobnie. Mówili, że ulegamy niepotrzebnej histerii, bo Jobs był produktem marketingu. Wykreował w umiejętny sposób produkty Apple'a, tak naprawdę niespecjalnie lepsze od innych, a przy okazji samego siebie. I ci powinni zamilknąć na wieki, bo nie wiedzą, o czym mówią.

Mój przyjaciel miał rację - śmierć Steve'a Jobsa to koniec pewnej epoki. Co prawda jego firmie w najbliższym czasie chyba nic nie grozi, bo w ciągu ostatnich kilkunastu lat Jobs zbudował prawdziwą potęgę. Ale też wszyscy miłośnicy maców pamiętają zapaść, w jakiej pogrążył się Apple po odejściu Jobsa w połowie lat 80. Wszystko uratował dopiero jego powrót, a pierwszym sukcesem pod koniec lat 90. były wielokolorowe eMaki i iBooki Clamshell. Te ostatnie nazywałam pieszczotliwie "puderniczką". Ale nie tylko dla samego Apple'a Jobs był głównym motorem. Także dla całego świata nowych technologii. I w tym sensie jego śmierć też jest końcem epoki. Bo nie wierzę, by w ciągu najbliższych kilku lat objawił się ktoś z tak nieprawdopodobnym darem - umiejętnością patrzenia w przyszłość nie na jeden krok jak wielu innowatorów, ale na co najmniej trzy.

Czytaj też:Ojciec Apple'a, Steve Jobs, nie żyje (GALERIA)

Kiedy w latach 90. Jobs wrócił do pogrążonej w kryzysie firmy Apple, nikt nie przypuszczał, że dziś to będzie prawdziwy gigant. A falę odwróciły m.in. kolorowe iBooki i eMaki

Nie wierzycie? Proszę bardzo, oto kilka przykładów. Dawno temu, gdy komputery kosztowały majątek, Jobs (jeszcze wtedy ze Steve'em Wozniakiem) uparł się, że komputer może być tani i dostępny dla każdego. No i tak oto po 30 latach mamy komputery właściwie wszędzie. Potem Jobs wpadł na pomysł, że komputer powinien mieć myszkę i interfejs graficzny. No i mamy myszki. Potem wpadł na pomysł, że nie potrzebujemy dyskietek. Pamiętam, jak znajomi pytali mnie z niedowierzaniem: Jak to, masz komputer bez stacji dyskietek? Przecież tak się nie da nic zrobić! A dziś małe dzieci nawet nie wiedzą, co to dyskietka. Jakiś czas później Jobs wpadł na pomysł, że każdy sobie będzie sam montował filmy na komputerze. Też nikt nie dowierzał, że to się przyjmie, wszak montaż filmu z wakacji to wiedza tajemna. Ostatnio Jobs wpadł na to, że myszka komputerowa to przeżytek - zobaczycie, że tak będzie. No i uznał, że dzięki iClouds tak naprawdę nie będziemy potrzebować tradycyjnych nośników pamięci takich jak płyty DVD czy pendrive'y. Zobaczycie, że tak się stanie.

Czytaj też:Pozostałe felietony Arleny Sokalskiej

Co ciekawe, wielu rzeczy Jobs nie wymyślał sam, od zera. Spośród technologii już istniejących wybierał te, które jego zdaniem są nam potrzebne. Uważał, że wszystko powinno być jak najprostsze. I u niego było. Gdy mój pięcioletni wówczas siostrzeniec wziął po raz pierwszy do ręki iPhone'a, przepadł z nim na kilkadziesiąt minut gdzieś w swoim pokoju. I świetnie umiał się nim posługiwać. Nigdy nie zapytał kogoś z nas, dorosłych, jak go używać. Prostota i intuicyjność. Tylko tyle i aż tyle.

Za to wszystko, o czym tu piszę, i za wiele innych rzeczy, o których nawet nie pamiętam, dziękuję ci Steve. Spoczywaj w pokoju.

Polska w amfetaminowej czołówce

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

I brak wiedzy merytorycznej. Niestety, poziom wyborczej.

D
Darwin

Troche rozgzaltownay ten komentarz i duzo bledow rzeczowych.
Porwnywanie Steve Jobs do Leonardo DaVinci czy Edisona to bezpodstawne i infantylne.

Steve Jobs nie byl wynalazca byl geniuszem marketingu i biznesu.
Komputer Apple zlozyl glownie Steve Wozniak. Myszke komputerowa tworzono przez lata, Xerox PARC i wielu innych przyczynilo sie do stworzenia tego urzadzenia. Jobs po prostu zaczal ja sprzedawac. Tak samo bylo z ipod/iphone, firma PALM miala b podobne urzadzenie 10 lat wczesniej, ale wtedy jeszcze bylo malo chetnych i najwyrazniej slaby marketing.

Geniusz marketingowy i biznesowy tak, wynalazca nie.
Mehr Licht bitte

Dodaj ogłoszenie