Tajna jednostka Szwadron E zdemaskowana

Redakcja
Powraca spór argentyńsko-brytyjski o wyspy Falklandy. Dla przypomnienia - wiosną tego roku minie 30 lat od wojny falklandzkiej. W kwietniu 1982 r. siły zbrojne Argentyny zajęły należący do Wielkiej Brytanii archipelag, realizując zapowiedź dyktatorskich władz w Buenos Aires przyłączenia wysp do państwa argentyńskiego. Londyn odpowiedział na te działania siłą, wygrywając krótką wojnę. Falklandy powróciły pod zwierzchność korony brytyjskiej, a dzisiaj większość mieszkańców wysp zdecydowanie opowiada się za utrzymaniem bliskich związków z Wielką Brytanią, a nie Argentyną.

Dzisiaj nic nie zapowiada wojny, ale konflikt nadal trwa, Argentyna właśnie wezwała swoich sąsiadów w Ameryce Południowej, aby nie wpuszczały one do swoich portów statków pod banderą falklandzką, która zawiera symbol związków ze Zjednoczonym Królestwem. Dziennik "Guardian" pisze, że premier Wielkiej Brytanii David Cameron natychmiast zarzucił Buenos Aires "podejście kolonialne" do Falklandów i brak szacunku dla woli mieszkańców spornych wysp.

Czytaj też:RAF wyśle księcia Williama na Falklandy? "Argentyna może uznać to za wrogi akt"

Mieszkańcy spornego archipelagu chcą być częścią Zjednoczonego Królestwa, ale samo królestwo w obecnym kształcie może niedługo przestać istnieć. W Szkocji ma odbyć się referendum niepodległościowe. Określenie "niepodległościowe" jest nieco mylące - Szkocja nie utraciła przecież niepodległości, ale zawarła unię z Anglią w 1707 r. Ponadto warto przypomnieć, że Szkocja jest osobnym państwem w ramach Zjednoczonego Królestwa, ma własny system prawny, sądowy czy edukacyjny. Dlatego lepiej jest mówić o referendum w sprawie wyjścia ze Zjednoczonego Królestwa.

Czytaj też:Szkocja ogłosi niepodległośc? Rząd niebawem rozpisze referendum

"The Economist" pisze o sprytnej strategii Alexa Salmonda, szefa rządu szkockiego ze Szkockiej Partii Narodowej SNP. Salmond chce, aby referendum odbyło się w 2014 r., w 700. rocznicę bitwy pod Bannockburn, kiedy Szkoci pokonali Anglików. Wielomiesięczne obchody rocznicy na pewno przyczynią się do wzrostu poczucia narodowego i narodowej dumy i zgoda większości głosujących na oderwanie się Szkocji od Zjednoczonego Królestwa byłaby bardziej prawdopodobna. Ponieważ wszystkie partie polityczne na Wyspach (oprócz SNP) są przeciwne oderwaniu Szkocji, to dlatego rząd i opozycja naciskają na Salmonda, aby referendum ogłosił już teraz. Dzisiaj wydaje się, że w obecnych warunkach większość Szkotów nie poparłaby pomysłu odłączenia się od Anglii i Walii.

Czytaj też:Pozostałe felietony Jacka Stawiskiego

O rosnącym poczuciu lokalnych odrębności świadczy informacja o propozycji, jaką złożył jeden z konserwatywnych posłów z hrabstwa Somerset na zachodzie Anglii. Uważa on, że hrabstwo powinno mieć prawo samodzielnie ustalać godzinę, jaka obowiązuje na jego terytorium. Otóż, zdaniem posła, w Somerset zegar powinien wskazywać kwadransowe opóźnienie w stosunku do reszty Anglii. Jak podaje BBC, poseł powołuje się na tradycje obowiązujące jeszcze w XIX w., zgodnie z którymi każda lokalna społeczność, obserwując wschód i zachód słońca, samodzielnie mogła regulować zegary.
BBC ujawnia kulisy operacji sił specjalnych Wielkiej Brytanii w czasie wojny domowej w Libii w 2011 r. Londyn i Paryż wraz z ogłoszeniem rozpoczęcia bombardowań wojsk lojalnych wobec Muammara Kaddafiego wysłały do północnej Afryki jednostki specjalne, których zadaniem było likwidowanie oddziałów wiernych reżimowi, identyfikacja celów dla sił powietrznych NATO i wreszcie nawiązanie kontaktów wojskowych z opozycją. BBC twierdzi, że na misję libijską Londyn skierował Specjalny Szwadron E, którego istnienia nikt nigdy nie potwierdzał. Wiadomo, że po zamachach z 11 września 2011 r. wywiad brytyjski MI6 stworzył kilka co najmniej supertajnych grup specjalnych, które miały prowadzić nowe misje w krajach muzułmańskich. Jedna z nich trafiła rok temu do Libii. Podczas wojny libijskiej nie obyło się bez wpadek - komandosi i agenci brytyjscy zostali schwytani przez siły opozycyjne, które nie bardzo wiedziały, kim są tajniacy. Rząd brytyjski musiał pilnie interweniować w stolicy powstania Bengali.

Czytaj też:RAF wyśle księcia Williama na Falklandy? "Argentyna może uznać to za wrogi akt"

"Daily Telegraph" opisuje historię znakomitej irańskiej aktorki Golshifteh Faharani, która w ramach protestu przeciwko ograniczeniom praw kobiet w Iranie pozowała nago do zdjęć w jednym z magazynów we Francji. Na reakcję władz w Teheranie nie trzeba było długo czekać. Według "Telegrapha" Faharani została poinformowana, że jej powrót do kraju jest niepożądany. Strona aktorki na Facebooku była oblężona przez jakiś czas, internauci wpisywali na niej swoje uwagi - wyrazy poparcia lub potępienia.

Czytaj też:Szkocja ogłosi niepodległośc? Rząd niebawem rozpisze referendum

Spór o obyczajowość także na ulicach Londynu. "Jewish Chronicle" opisuje protest ultraortodoksyjnych Żydów z północnego Londynu, którzy protestują przeciwko rozmieszczaniu na ulicach i w autobusach reklam damskiej bielizny. Wizerunki pięknych kobiet w bieliźnie obrażały ortodoksów, którzy protestowali do lokalnych władz. Przeprowadzono specjalną kontrolę, która uznała, że reklamy powinny pozostać mimo protestów. Komisja kontrolna stwierdziła wręcz, że reklama nie narusza standardów, ponieważ pokazywanie kobiety w bieliźnie nie jest w żadnym wypadku pokazywaniem nagiej kobiety. Jednak dla charedim - żydowskich ortodoksów - te wizerunki to epatowanie nagością, dlatego protesty będą trwać. Może się okazać, że reklamy będą niszczone i zdzierane.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie